sobota, 27 stycznia 2024

Nie tylko Ajza, czyli Afryka, ale nie taka dzika

  Na początek sójkowy głodomorek


Jakoś ostatnio nie potrafię zabrać się do napisania czegokolwiek. Siadam przy kompie, zabieram się do „popełnienia” posta i tak sobie planuję: trzeba dokończyć o muzeum Tatry- zostały limuzyny do pokazania; trzeba kontynuować o Wołochach- jeszcze sporo tego; trzeba coś bieżącego… trzeba pokazać… nowe fotki i filmiki; jest fajny zespół do przedstawienia; kłania się Vivaldi z „Zimą"; można pokazać modę, różnych projektantów, na wiosnę- lato; trzeba… można…należy…

I co? I kicha. Klikam na wiadomości, na inne blogi, na fejsa… czas leci, ochoty brakuje.

Fakt- dużo czasu zabiera mi śledzenie obrad Sejmu. Szczególnie słucham tej części obrad, która dotyczy pytań i odpowiedzi ministrów oraz innych ważnych decydentów,  na nie. Można w ten sposób uzyskać mnóstwo informacji, zwiąnych z różnymi ważnymi problemami w różnych dziedzinach życia,

Błazenady pisuarowskie przestają mnie ruszać. Co mnie dziwiło, potem śmieszyło, teraz staje się obojętne i czuję, oglądając występu pisowców, zażenowanie pomieszane z  niesmakiem. Cyrk z „politycznymi”, kretyńskie miny i dziwaczne wypowiedzi prezydentunia- błazenka, pozwalają mi na lekkie uśmiechnięcie się z politowaniem. Nawet prezesunio, który zalicza coraz większy odlot, przestaje mnie interesować. Czy schyłek faszystowskiej partii jest interesujący? Może i tak, ale mnie to przestaje rajcować. Za to obrady sejmowe coraz bardziej mnie zajmują. Słucham też różnych podcastów dziennikarskich- one również niosą ze sobą bardzo interesujące spostrzeżenia i wnioski.

A oprócz tego dokarmiałam ptaki- teraz przestałam, bo jest ciepło, nie ma śniegu, niech same pracują na swoje utrzymanie. W razie powrotu wielkiej zimy, zapas żarełka dla nich w piwnicy jest. I jak co roku, o tej porze, chodzę po ogrodzie planując, co przyciąć, co wyciąć oraz co przesadzić i co dosadzić. Nic nowego. Wyciąć… nic nie wycinamy oprócz przerośniętego 30letniego ogromnego krzewu parszywiejącego jaśminu. Wprawdzie jaśmin jeszcze kwitnie, ale to ten z nie pachnących, potem cały oblepiony czarną mszycą traci liście, gałęzie usychają. Na mszycę nie ma rady prócz okresowych oprysków. Opryski= chemia, a krzak i tak marnieje. „Z bólem serca” zostanie wycięty.

Poza tym, mam teraz czas pobawić się w kuchni z różnymi daniami.

Ostatnio zrobiłam shoarmę. Już kiedyś ją robiłam, ale była z kurczaka. Teraz zrobiłam z wieprzowiny. Po raz pierwszy shoarmę jadłam w Warszawie, w restauracji Sphinx. Wtedy te restauracje w Polsce dopiero się pojawiały. Czyli łatwo rozeznać, że było to w czasach wczesnych mamutów. Potem był Sphinx w Bielsku, ale jakoś nie miałam okazji go zaliczyć. Czy jeszcze ta sieć istnieje? Nie mam pojęcia.

Wtedy włóczyłyśmy się z moją ciotką po nowo otwartych restauracjach z żarełkiem z "całego świata". Był to początek tego wieku. Takie restauracje powstawały w Warszawie jak grzyby po deszczu- jedzenie chińskie, japońskie, egipskie, włoskie…A oprócz tego był to czas budek z azjatyckim jedzeniem, porozstawianych na chodnikach.

Shorama lub szawarma

„… to potrawa pochodząca z bliskiego wschodu. Ma postać skrawków mięsa okrawanych z pionowego i obrotowego rożna. Aktualnie ta nazwa używana jest głównie w kręgu języka arabskiego. Odpowiednikiem shoarmy jest turecki kebab natomiast w Grecji ta forma dania znana jest jako gyros. Shoarmę serwuje się zwykle z chlebem pita. Sekretem smacznej shoarmy jest dobrze doprawione mięso. Może być to polędwica wieprzowa, piersi z kurczaka, czy także z indyka. Oprócz pity innymi głównymi dodatkami do dania mogą być ryż, frytki, dipy oraz sałatki.”

W Internecie jest sporo przepisów na shoarmę. Różnica w nich jest taka, że są w nich różne zestawy przypraw do zaprawy oraz stosuje się różne mięsa.

Ja robię taki zestaw przypraw do zaprawy mięsnej:

- 1 łyżeczka słodkiej papryki

- 1 łyżeczka przyp.[Rawy curry,

- 1 łyżeczka kminu rzymskiego (niezbędny),

- 1 łyżeczka czosnku granulowanego (lub 2 ząbki świeżego, ja daję granulowany),

- ½ łyżeczki imbiru (daję mielony, ale może być świeży starty),

- ½ łyżeczki gałki muszkatołowej (daję zmieloną, można zetrzeć świeżą, jest niezbędna, bo daje ten aromat orientu),

- ½ łyżeczki cynamonu (niezbędny),

- ½ łyżeczki kurkumy,

- ½ łyżeczka goździka mielonego (niezbędny),

- ½ łyżeczki kardamonu (niezbędny)

- szczypta pieprzu cayenne (może być chili mielone)

- można dodać trochę soku z cytryny

- można dodać ½ łyżki mielonej kolendry (podnosi aromat)

Tam, gdzie napisałam „niezbędny” chodzi o ten orientalny smak.

Każdy może sobie sam taką zaprawę skomponować według swojego uznania dodając więcej jednej czy inne przyprawy.

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.

Nie podaję ilości mięsa, ale w przepisach jest, mniej więcej, 60 dag wieprzowiny lub mięsa z kurczaka. Z tych robiłam shoarmę. Nie wiem, jak wychodzi z wołowego czy innego gatunku mięsa.

1.       Mięso kroimy na nieduże słupki, im mniejsze, tym szybciej się przesmażą, ale nie mogą być zbyt małe, bo przy mieszaniu z zaprawą, zrobi się z nich miazga. 


 

2.       Słupki mięsa obtaczamy dokładnie w mieszance przypraw i odstawiamy najmniej na godzinę- im dłużej mięso jest trzymane w przyprawach, tym jest bardziej aromatyczne. Najlepiej sobie zrobić to rano i te 2 czy 3 godziny wystarczą.

 

3.       Podgrzewamy olej do wysokiej temperatury (wrzucony słupek musi zaskwierczeć) wrzucamy mięso do rozgrzanego oleju i lekko przewracamy. Gotowa shoarma powinna być przesmażona i chrupiąca. 


 

Ja używam oleju ryżowego, który ma wysoką temperaturę dymienia i można w nim spokojnie mięso dłużej smażyć bez przypalenia.

Najlepiej smażyć shoarmę w rondlu, ja wykorzystuję do tego wok.

Przesmażone, chrupiące mięso wyjmujemy, lekko odsączamy z oleju i możemy je podawać.


 

Pierwszą shoarmę robiłam z kurczaka i dodatkowo zaprawione przyprawami mięso obtaczałam w sezamie. Wyszło bardzo dobre, ale trzeba mocno pilnować, by się sezam nie przypalił, a mięso dosmażyło. Dlatego idealnie nadawał się kurczak, który szybko się przesmaża.


I jeszcze jedno- są gotowe mieszanki przypraw do shoarmy. Może traficie na taką, która ma te wszystkie przyprawy, ja kupiłam gotowca, a kiedy przeczytałam skład, to mi ręce opadły. Zestaw przypraw od lasa do Sasa, a tych najważniejszych, które nadają mięsu orientalny smak, w mieszance brak.

A tu dzięciolina na kulach pokarmowych. Fajnie się ogląda i na żywo, i na filmach.


 

https://alepysznie.pl/przepisy/przepisy-na-dania-z-miesem/przepis-na-domowa-shoarme-jak-ze-sphinxa/


 

 

sobota, 13 stycznia 2024

Azjatyckie ognie piekielne

Ostatnio szukałam słodyczy innych od tych wszystkich czekoladowych lindlowych, wedlowych tudzież ferreroroscherowych. A ponieważ oglądam „rolki” z fajną Japonką, która opowiada o życiu w Japonii, pokazuje różne gadżety, omawia zwyczaje, potrawy, słodycze itp., postanowiłam zajrzeć do sklepów z produktami azjatyckimi. No i wpadły mi w oko japońskie ciasteczka mochi. Zaraz potem „poleciałam w Internety” zobaczyć, czy da się takie ciasteczka zrobić w domu. Owszem, jest wiele przepisów na nie, łatwych, trudniejszych- wszystkie z bardzo łatwo dostępnych produktów. Ale nie będę robiła czegoś, kiedy nie znam smaku produktu. Kupiłam pudło ciasteczek mochi. 

 Ciasteczka ryżowe dosyć mdłe, tylko nadzienie odznacza się bardziej wyrazistym smakiem, raczej nie przypadły mi do gustu. Poza tym trzeba uważać, bo one ciągną się niemiłosiernie i można się nimi zadławić. Ogólnie mogą być i jak najdzie mnie ochota, to zrobię, ale jęzora nie urywają.

Jeden z przepisów na ciasteczka mochi

„Mochi – ni to kluski, ni ciasteczka – są japońskim przysmakiem, który mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni obowiązkowo spożywają w noc sylwestrowo-noworoczną. Zgodnie z tradycją ma to im zapewnić pomyślność na cały rok.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by mochi jeść przez cały rok. Te ciastka robi się ze specjalnej mąki ryżowej mochiko lub shiratamako (mąki z ryżu kleistego). Tradycyjnym nadzieniem zaś jest pasta anko robiona z czerwonej fasoli azukis.

  • 115 g mąki mochiko (lub 100 g mąki shiratamako)
  • 100 g mąki ziemniaczanej lub skrobi ryżowej
  • 50 g cukru pudru
  • 180 ml wody
  • dżem truskawkowy
  • Ustawiamy miskę, w której będziemy wyrabiać ciasto, na garnku z gorącą wodą, tak by miska nie dotykała wody. ­
  • Na parze do mąki mochiko dodajemy cukier i energicznie mieszając, powoli wlewamy wodę, tak by nie było grudek w cieście.
  • Zostawiamy ciasto na parze na 15–20 minut. W tym czasie masa powinna zmienić kolor z białej na lekko przeźroczystą.
  • Po tym czasie ściągamy miskę z ciastem ryżowym z kąpieli wodnej. Ciasto wykładamy na  arkusz pergaminu obsypany skrobią ryżową albo ziemniaczaną.
  • Gdy ciasto ostygnie, wałkujemy je – wałek również obsypujemy skrobią.
  • Rozwałkowane ciasto chłodzimy w lodówce przez 15 minut.
  • Po kwadransie wyjmujemy ciasto i wykrawamy krążki za pomocą szklanki o dużej średnicy. Każdy krążek otrzepujemy z nadmiaru mąki.
  • Na każdym krążku kładziemy łyżkę dżemu truskawkowego. Ciasto zwijamy w kulę, zbierając je od góry do dołu (jak pampuchy czy knedle). Możemy dodatkowo obtoczyć ciastka w wiórkach kokosowych, kakao, kolorowych posypkach itp.
  • Mochi przechowujemy w lodówce – w papilotkach.
  • Świeżo przygotowane mochi są dość klejące, przez co trudne do przełknięcia, dlatego warto jeść je małymi kęsami.

 W ciągu roku natomiast Japończycy jedzą mochi z różnym nadzieniem – i słodkim, i wytrawnym. Pojawiają się więc wersje, zwłaszcza zeuropeizowane, z czekoladą, masą orzechową, twarogiem albo wątróbką czy innym nadzieniem wytrawnym”*

Na YT są filmy, jak takie ciasteczka wykonać, wystarczy wpisać temat w wyszukiwarkę YT.

 Nie jeździmy do miast, by włóczyć się  (w dobrym znaczeniu tego słowa) po restauracjach z potrawami z różnych stron świata, ale dzisiaj kuchnie wielkiego świata są na wyciągnięcie ręki. Wybór jest  taki: kupić gotowce lub samemu pichcić z kupionych produktów w internetowych sklepach „tematycznych”.

Oprócz ciasteczek mochi, kupiłam wszystko, co potrzeba do zrobienia sajgonek, które bardzo lubię, produkty do różnych dań kuchni koreańskiej, które chcę zrobić  oraz gotowiec (też z kuchni koreańskiej).

 Kto by się oparł takiej zachęcie?

„Yopokki, kluski ryżowe w łagodnym sosie Jjajang 2x140g marki Young Poong

Yopokki, czyli błyskawiczne danie topokki to koreański przysmak od prawdziwych specjalistów w tej dziedzinie. Daj się skusić na prawdziwy rarytas - ciągnące, ryżowe kluseczki oblepione wciągającym, słodko-wytrawnym sosem, rodem z "miasteczka" tteokbokki, seulskiego Sindang-dong.

Sposób przygotowania:

Przełóż do rondelka porcję klusek ryżowych oraz sos, dolej 100-120 ml wody i doprowadź do wrzenia. Zmniejsz płomień i gotuj przez ok. 5 minut, aż sos zgęstnieje do apetycznej konsystencji a kluseczki staną mięciutkie i sprężyste. Mm, pycha!”

Trochę słów o historii powstania Yoppoki;
Tteokbokki, czyli po koreańsku 떡볶이, jest znanym i lubianym daniem, które podaje się na obiad. W Korei tteokbokki można kupić w snack-barach, czyli bunskijip. Potrawa dostępna jest także na straganach ulicznych nazywanych pojangmacha.

Według podań i legend tteokbokki znane było już w XIV wieku, kiedy swoje panowanie rozpoczęła dynastia Joseon. W ówczesnych przepisach zamiast pasty gochujang, która jeszcze nie była znana, używano sosu sojowego. Średniowieczne tteokbokki było wzbogacane wołowiną. Nie brakowało też warzyw.

Tteokbokki w dzisiejszej formie powstało przez przypadek. Właścicielka restauracji Ma Bok Lim omyłkowo wrzuciła kilka ryżowych klusek do ostrego sosu. Po spróbowaniu okazało się, że powstało pyszne ostre danie, które bardzo szybko trafiło do menu restauracji. W takim samym tempie zyskało rzeszę fanów, a przepis powędrował do różnych regionów Korei.

Obecnie kluski ryżowe koreańskie znane są w całej Korei. W zależności od regionu przygotowuje się różne wersje tego smacznego dania. Jednym z przykładów jest tteokbokki smażone na głębokim tłuszczu, które jest wyjątkowo chrupiące. Z kolei w jajang tteokbokki pastę gochujang zastępuje się boczkiem i śmietaną, a rabokki to wersja z dodatkiem makaronu ramen.”

Przepis:

  • Przepis na tteokbokki nie jest trudny. Kilka prostych kroków i pyszne tteokbokki jest gotowe.
  • To szybki przepis na tteokbokki. Koreańczycy potrafią zrobić je w nie więcej niż pięć minut.
  • Lista składników nie jest długa. Większość produktów potrzebnych do zrobienia domowego tteokbokki jest w sklepach przez cały rok. Koreańskich klusek ryżowych czy pasty gochujang szukaj w sklepach na półkach z produktami kuchni świata. Koreańskie produkty spożywcze są również dostępne w sklepach internetowych.
  • Jak podawać tteokbokki? W Korei tteokbokki podaje się w głębokich miskach.
  • Jak jeść? Tteokbokki powinno jeść się pałeczkami.
  • Z czym podać tteokbokki? Jednym z najpopularniejszych dodatków jest kimchi, czyli kiszona kapusta o ostrym smaku.

 Składniki na tteokbokki

2 i 1/2 szklanki bulionu warzywnego
500 g koreańskich klusek ryżowych
100 g zielonej fasolki szparagowej
2 cebule dymki
2 ząbki czosnku
2 łyżki pasty gochujang
2 łyżki sezamu
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżka sosu sojowego
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Przygotowanie dania tteokbokki

  • Kluski ryżowe opłucz w zimnej wodzie.
  • Dymkę pokrój w drobną kostkę. Czosnek drobno posiekaj.
  • Bulion warzywny zagotuj. Dodaj pastę gochujang, cukier trzcinowy, sos sojowy, fasolkę szparagową, czosnek i dymkę. Dopraw solą i pieprzem. Dokładnie wymieszaj.
  • Dodaj kluski ryżowe. Doprowadź do wrzenia, a następnie zmniejsz ogień i gotuj około 8 minut. W tym czasie koreańskie kluski powinny zmięknąć, a sos zredukować i stać się gęsty.
  • Podawaj posypane sezamem na obiad lub lunch.

Na podanej stronie jest film, na którym krok po kroku autorka demonstruje jak zrobić Yoppoki.**

Kiedy szukałam przepisu na te ryżowe kopytka okazało się, że baza jest taka sama ( kopytka), ale dodatki do sosu są różne.

„W tteokbokki, prócz kopytek i ostrego czerwonego sosu, przeważnie pływają również „fish cake”, czyli koreańska wersja naszej ryby faszerowanej, oraz… jaja ugotowane na twardo. Te ostatnie mają za zadanie równoważyć pikantność dania, a przy okazji uzupełniają je w białko. Spotkałam się również z barową wersją tteokbokki serwowaną w miejscach szybkiej obsługi (bunsikjip). Przeważnie są wtedy z dodatkiem makaronu instant czy parówek. W wersji restauracyjnej, czyli bardziej eleganckiej – widziałam nawet tteokbokki z owocami morza oraz warzywami i wołowiną.”***

Można je również jeść z różnymi przystawkami.

Zatem zrobiliśmy sobie Yoppoki według podanego przepisu- kopytka, woda, sos i do woka. Przy okazji wypróbowałam wok, który ostatnio kupiłam z myślą o robieniu dań azjatyckich.

I gotowiec do zjedzenia



Podgrzaliśmy, sos się pięknie zagęścił, nawet pachniał ładnie. Przełożyłam kopytka do miseczek i… dla mnie zaczął się dramat. Wszystkie ognie piekielne siedzą w tym sosie (napisano, że łagodny??!!!! NAPISANO!!!).  Nawet, smakowo obojętne, kluseczki ryżowe nie złagodziły tego palenia w ustach. Zjadłam połowę porcji i doszłam do wniosku, że jednak tak bardzo nie zgrzeszyłam, by się torturować tym sosem w ramach pokuty. Obiad zakończyłam szybko podgrzanymi flaczkami. Natomiast Jaskół dzielnie zjadł swoją porcję, potem jeszcze trochę mojej. Zawsze mówiłam, że on ma bardziej wyparzone pyszczysko, niż ja.

Konkluzja- ryżowe kopytka jak najbardziej, „łagodnemu” oryginalnemu  sosowi zdecydowane NIE. Kopytka mogą być z każdym innym sosem np. grzybowym.

Robiliśmy danie z dwóch porcji, można jeszcze zamiast dwóch porcji sosu, dodać tylko jedną. W sumie można pokombinować, by złagodzić ostrość sosu. Wszystko przed nami.

*https://beszamel.se.pl/przepisy/ciasta-bazowe/jak-zrobic-mochi-najnowszy-kuchenny-hit-oto-przepis-na-mochi-rodem-z-japonii-re-nDGa-6SR1-Dkbt.html

**https://www.mniammniam.com/przepis-na-tteokbokki-

*** https://nakarmionastarecka.pl/tteokbokki-koreanskie-kopytka-w-ostrym-sosie-v/

https://lamarida.pl/2017/11/18/koreanskie-kluski-ryzowe-na-ostro-kopytka-tteokbokki/


 

wtorek, 9 stycznia 2024

Wszystko nie tak, czyli święta na białej sali.

Jak kończyć stary rok i zaczynać nowy to tylko z przytupem. Niestety, to tupanie było bardzo mikre, a czas więcej spędzony w pozycji horyzontalnej niż spionowanej.

Nie, nie był to Covid, przynajmniej testy tego nie wykazały, a te testy niech kaczka kopnie. Kto wymyślił te diabelskie sprężynki do wpychania do nosa? Jedną poczułam prawie w lewym oku, a po całej operacji wyszłam z zabiegówki skichana, spłakana, prychająca, obolała i zdezorientowana, bo tak wybiło mnie to "dłubanie" w nosie z rzeczywistości. Pierwsze testy, podczas epidemii,  robiło się szpatułkę, też bardzo nieprzyjemny zabieg, ale ta szpatułka tak daleko do nosa nie wchodziła.

No dobra, nie był to covid, jednak małe pocieszenie, bo prawdopodobnie objawy grypy i covidu są takie same. U mnie stwierdzono, jak zawsze, zapalenie oskrzeli. Antybiotyk na 5 dni i biała sala. Jaskół? Antybiotyk trzydniowy i biała sala. Ale to (wizyta w ośrodku i testowanie) było przed Sylwestrem, a chorowaliśmy już tydzień przed Świętami. Sklep zamknięty, Jaskół w pieleszach, ja na nogach, ale w Wigilię padłam skutecznie. Dość powiedzieć, że karpia zjedliśmy teraz w niedzielę (przeważały zupki), a makówki mrożą się nadal w zamrażarce.

Teraz próbujemy wrócić do normy. Ciężko idzie, bo jednym z objawów naszej choroby był paskudny, do uduszenia się, kaszel. I ten kaszel jeszcze w nas tkwi, ale w mniejszym natężeniu. No i osłabienie też jeszcze nas trzyma. 

A tak to normalka styczniowa- mroźno (-16 C w nocy i -10 C w dzień), słonecznie, biało oraz niech sobie już ta zima pójdzie.

Nareszcie go dopadłam


 Trochę klimatów angielskich- zdjęcia robił syn.

Najpierw świątecznie- Londyn.




Alejka parkowa w Leeds Castle


 

Angielskie owce, bardzo mi się podobają w takim stadzie.


"Czy te oczy mogą kłamać?"




 Tajemniczo, klimatycznie po angielsku.





 


poniedziałek, 1 stycznia 2024

W tym roku

 tylko z takimi kaprysami*


Niech Wam się wiedzie szczęśliwie, pogodnie i zdrowo.

 



 
I nie zapominajmy o...

 
 
*To jest fragment filmu „Skrzypek diabła”W roli Niccolò Paganiniego  
wystąpi niemiecki skrzypek David Garrett.