Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 18, 2026

Piękny pałac lecz bez duchów.

 

Co się odwlecze, to nie uciecze. O tym pałacu miałam już dawno napisać. Stoi on bardzo blisko naszego domu, niespełna 3 kilometry w stronę granicy czeskiej, w Kończycach Wielkich. To pół godziny marszu z domu, przez pola i las. Pałac blisko, historia pałacu i jego mieszkańców bogata, a jednak, a jednak.... dopiero teraz postanowiłam to opisać. Pod koniec września przejeżdżając obok pałacu, zatrzymałam się, by sfotografować pomnik Sobieskiego. Kiedy za pierwszym razem robiłam zdjęcia pałacu (oczywiście z zamiarem opisania go zaraz, natychmiast)- chyba to było w zeszłym roku, o tym pomniku nie było jeszcze mowy. Nie było też mowy o alei starych dębów. Wygląda na to, że odwlekanie jednak na dobre wyszło- opis będzie pełniejszy i prawdopodobnie poświęcę temu tematowi więcej postów. Ten o pomniku Sobieskiego będzie następnym, ponieważ działo się, oj działo i przed wiekami, i teraz.

Najpierw o pałacu i jego historii.

Dwór obronny w Kończycach Wielkich, które wtedy nazywały się Kończycami Książęcymi, wraz z wsią i folwarkiem, był własnością rodu Korniców, co zostało odnotowane w 1305 roku, w księgach biskupstwa wrocławskiego. Sama zaś wieś została zasiedlona pod koniec XIII wieku i należała do Piastów Cieszyńskich. Od 1526 roku Kończyce należały do Habsburgów. A następnie zamek należał do Mniszków, Karwińskich z Karwiny oraz Bludowskich z Błędowic. Od XVII wieku należał do rodu Wilczków (młody Wilczek poślubił młodą Bludowską i osiedli w Kończycach Wielkich).

Ja tutaj wymieniam miejscowości, które należały kiedyś do Księstwa Cieszyńskiego, potem Śląska Austriackiego, a obecnie są w granicach Czech, ale to kiedyś był jeden region o wspólnej kulturze, języku, nie przedzielony granicą na Olzie. Frydek, Karwina, Błędowice.... znajdują się bardzo blisko Kończyc Wielkich.

Zamek obronny przebudowano na początku XVII wieku na pałac- zrobiono to na polecenie Mikołaja Wilczka (ród Wilczków pochodził z Zimnicy, obecnie dzielnica Frydka- Mistka). Wilczek ufundował też przylegającą do zamku drewnianą kaplicę p. w. Opatrzności Bożej. Zamek stanowił rodową siedzibą. A ród Wilczków był jednym z najznamienitszych rodów ówczesnego Księstwa Cieszyńskiego. Wnuk Mikołaja Wilczka, baron Jerzy Fryderyk Wilczek, przebudował zamek na pałac w stylu barokowym z elementami klasycyzmu.

Pałac w Kończycach Wielkich był w posiadaniu tego rodu do połowy XVIII wieku. Następnymi właścicielami majątku oraz pałacu była rodzina Harasowskich. Dokonali oni przebudowy kaplicy na murowaną (w niej mieszczą się ich groby), oraz przebudowali niektóre fragmenty pałacu w stylu rokoko i barokowym. 

Kaplica obecnie


Więcej informacji o historii kaplicy będzie w następnym poście, dotyczącym pałacu w Kończycach Wielkich.
 

Na początku XIX wieku pałac kupił Jan Józef Antoni, hrabia Larisch von Mönnich. Historia rodu Larischów (linia Mönnich), jest związana z Ziemią Cieszyńską i jest bogata w przeróżne zdarzenia.

Budynek pałacowy przebudowano oraz zrobiono go w stylu neorenesansowej toskańskiej willi. W tym czasie, na polecenie hrabiny Larischowej, złożono wokół pałacu park w stylu angielskim. 

 


Pałac znajduje się na platformie- na południe od niego jest stok, który opada w ku stawom i rzeczce Piotrówce, z kolei, za tylną ścianą budynku, znajduje się wysoki stok, porośnięty starodrzewiem.

Dzisiaj już po parku, w stylu angielskim, nie ma śladu, na stokach obecny właściciel założył winnice, nie ma ozdobnych krzewów, alejek itp. Niemniej miejsce jest bardzo malownicze, a sam pałac nadal robi ogromne wrażenie.

Ostatnimi właścicielami pałacu byli Gabriela z rodu Larischa von Mönnich (dostała pałac w spadku) oraz jej mąż Felix Leopold Graf von Thun und Hohenstein.

Mimo, iż mogli zostać w Wiedniu- Feliks był adiutantem cesarza Franciszka Józefa zaś Gabriela była damą dworu cesarzowej i jej ulubienicą- wybrali życie w Kończycach, gdzie osiedli na stałe. 


 

Gabriela była niezwykłą postacią, nazwano ją „Dobrą panią” i to o niej, do dzisiaj, ludność Kończyc Wielkich oraz Cieszyna pamięta, i jej stawia pomniki. Ale o niej to napiszę innym razem.

Po raz kolejny budynek pałacowy został przebudowany oraz zmodernizowany. Tym razem w stylu francuskim barokowo- klasycystycznym.

Dobudowane drugie piętro nad głównym korpusem budynku, całość nakryto mansardowym dachem. Fasadę ozdobiono ryzalitem ujętym pilastrami. Nad podjazdem wybudowano obszerny taras, podparty kolumnami, na który wychodzi się z dużej sali balowej. Poszerzono wieżę zegarową- łączy dwie części pałacu i nakryto ją hełmem. Również kaplica, w tych latach, uzyskała swój klasycystyczny wygląd.

 Park utrzymano w stylu angielskim. Dodatkowo spiętrzono wody na Piotrówce- w ten sposób powstał sztuczny staw z wyspą pośrodku. 


 

 

Na starych pocztówkach widać zadbany park w stylu angielskim.
 

 Pałac, po II wojnie, stał się własnością państwa- mieściły się tu różne instytucje oraz Państwowy Dom Dziecka (do 2006 roku). Budynek miał jednak szczęście, bo nie został zdewastowany, utrzymał swój kształt z XIX wieku. 


 



 




Tył pałacu- we wnęce znajduje się mały herb. Nie mam pojęcia, dlaczego właśnie na tej ścianie jest on umieszczony. A ponieważ mam więcej pytań dotyczących pałacu, będę musiała je sobie spisać na kartce i w wolnej chwili podejść do właścicieli by uzyskać odpowiedzi na nie. O ile się da, o ile oni będą znali na tyle historię pałacu, by na bardzie szczegółowe pytania odpowiedzieć.

Tył pałacu- widok od strony zalesionego kopca. Zawsze staram się obfotografować obiekt ze wszystkich stron. Tutaj akurat widok jest mało interesujący. W pałacu mieszkają jego właścieciele, toteż i "gospodarski bałagan" przy nim też jest.
Bok i tył pałacu- widok z alei 100 dębów. Winnica zasadzona przez obecnych właścicieli.

Obecnie właścicielem jest rodzina Lipskich, która założyła winnicę Chateau Kończyce Wielkie, a w budynku mają swoje siedziby: Stowarzyszenie Cieszyński Szlak Wina oraz Fundacja im. Dobrej pani, kontynuująca dziedzictwo hrabiny Gabrieli von Thun und Hohenstein. Pałac jest na bieżąco remontowany, tylko park, według mnie, jest mizerny i ciut zaniedbany. Myślę, że niedługo i on będzie porządnie odnawiany. 


Jednak daleka jestem od krytyki, bo utrzymać taki budynek w świetności, a w ogóle wyremontować taki budynek to jest ogromny wysiłek finansowy. Najważniejsze, że pałac nie popada w ruinę, a było już tak blisko tego, bo kiedy starostwo powiatowe zdecydowało się go sprzedać, budynek nadawał się do generalnego remontu. Najpierw kupili go ludzie z Mazowsza za śmieszną cenę, bodaj za 2,5 miliona. Mieli zamiar zrobić w nim hotel. Przeprowadzili częściowy remont i forsy im zabrakło na dalszy. Parę lat pałac stał pusty i niszczał. Znów wystawiono go do sprzedaży. I tym razem trafił w dobre ręce. Żyje, organizuje się w nim różne imprezy, powoli staje się znów rozpoznawalny nie tylko w regionie, ale i w kraju.

 Chciałam przejść na wyspę, ale wejście było zastawione stoliczkiem. Nie zaryzykowałam.

Herby rodowe.




Herb rodu Thun und Hohenstein: austriacko- czeski ród pochodzi z Tyrolu. Na ziemiach czeskich pojawił się w XVII wieku, gdzie ich główną siedzibą i majątkiem było miasto Děčín. Od 1911 roku uzyskał prawa do tytułu książęcego, które to nadał im cesarz Franciszek Józef.



Herb rodu Larisch von Mönnich

Pod spodem herb Larischów na tylnej ścianie pałacu w Kończycach Wielkich.


 


W tym pałacu nie ma duchów, nie ma nawiedzonych istot, nic nie straszy, nie błąka się po nim ani biała, ani czarna dama, upiorów i strzyg też nie ma. W każdym razie żadnych takich ekscesów okoliczna ludność dawniej jaki obecnie nie spostrzegła. Szkoda.

Stare zdjęcia z podanych artykułów.
https://www.cieszy.pl/niesamowita-historia-rodu-thun-hohenstein-i-ich-palacu-w-konczycach-wielkich/
https://www.chateau-konczycewielkie.pl/historia/

https://www.ruinyizamki.pl/palace%20widok/konczyce%20wielkie.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Thun-Hohenstein

https://zamkilubuskie.pl/8242/

https://zwrot.cz/2019/04/spacery-ze-zwrotem-palac-w-konczycach-wielkich/



poniedziałek, sierpnia 03, 2026

Kopiec termitów też może być piękny.

 



„Patrząc na zaprojektowane przez niego budynki, czujemy się, jakbyśmy wpadli do baśni, w której mieszają się światy i kultury. Architektura tworzona przez Gaudíego sprawia, że zaciera się granica między wyobraźnią a rzeczywistością zdominowaną przez porządek, ostre kąty i proste linie.

Ákos Moravánszky, szwajcarsko- węgierski architekt i historyk, w króciutkiej biografii Gaudíego stwierdził, że „początkowo projektowane przez niego obiekty traktowano jako bezładne i irracjonalne wymysły zwariowanego artysty żyjącego w świecie snu i halucynacji”. Zabrzmiało jak krytyka, ale przypomina nieco komplement, czyż nie?”

Gaudi, to mój ulubiony architekt, artysta, twórca niesamowitych budowli.

Pewnie nie tylko mnie zachwyca, dlatego myślę, że warto szerzej poznać jego „twórczość”.

Ten post jest pierwszym z kilku o nim, bo mam zamiar przedstawić główne jego projekty, a omówienie ich wymaga więcej miejsca niż w jednym poście.

W zasadzie, powinnam na początku przedstawić życiorys Gaudiego, ale raczej skupię się na jego dorobku, a zamiast nudnych wywodów typu „urodził się...” polecam książkę.


 

I kto by się spodziewał po „marnym studencie” takich sławnych dzieł architektury. Egzamin na studia zaliczył z najniższą notą i ale udało mu się uzyskać dyplom ukończenia uczelni.

„Już w trakcie studiów pierwsze szkice Gaudíego musiały budzić zdziwienie. Zaprojektowana w ramach egzaminu aula uniwersytecka zdradzała skłonność przyszłego architekta do mieszania stylów, a także mnogości dekoracji i detali.

 


 W projekcie uwagę przyciąga centralna część budowli o kopułowatym kształcie, zwieńczona daszkiem osadzonym na kolumnach, jakby wyjętych ze świata starożytnej Grecji. Może to właśnie wymykanie się utartym schematom powodowało, że Gaudí podczas pobytu na uniwersytecie otrzymywał najniższe noty za swoje prace. Już na tym wczesnym etapie sposób myślenia artysty i przekładania na papier pomysłów rodzących się w jego wyobraźni zdradzał, że w przyszłości wyprzedzi swoją epokę.”

Studiując dorabiał sobie jako pomocnik w pracowniach architektonicznych i poznawał tajniki architektury od tej prozaicznej, praktycznej strony.

Jako człowiek dojrzały prowadził ascetyczny tryb życia, stronił od ludzi, nigdy się też nie ożenił. Całe życie poświęcił architekturze- ona wypełniała mu każdy dzień, zajmowała wszystkie myśli.



„Po nauce na uniwersytecie nie podążał szlakami wytyczonymi przez innych architektów, niemniej wiedza zdobyta podczas studiów, szeroka znajomość literatury i nurtów w sztuce stały się dla niego źródłem inspiracji. W jego projektach dostrzegamy wpływy gotyku, secesji, hiszpańskich tradycji ceramicznych, a nawet budownictwa orientalnego.

Najistotniejszą inspiracją była dla niego natura – wraz ze swoimi materiałami, nieregularnościami, falującymi liniami, zaskakującymi formami i bogactwem kolorów. Elementy przyrody można już dostrzec w zaprojektowanym dla niego samego biurku, które wyróżniają duże boczne nadstawki i wykończenia w postaci motywów zwierzęcych i roślinnych.”

I w tym momencie odsuniemy czas, w którym zaczynał wdrażać w życie swoje pierwsze projekty, a skupimy się na jego największym dziele jakim jest bazylika Sagrada Familia w Barcelonie.

Świątynia ta była jego największym osiągnięciem.

„Historia budowy tego kościoła rozpoczęła się w 1882 roku; zlecenie na jej projekt otrzymał wówczas architekt diecezjalny Francisco de Paula del Villar y Lozano, który jednak postanowił odstąpić to zamówienie Gaudíemu. Architekt nie przewidywał, że prace nad świątynią będą nie tylko towarzyszyć mu przez resztę życia, ale trwać jeszcze przez dekady po jego śmierci. Ponad 140 lat później od rozpoczęcia budowy Sagrada Família wciąż nie jest ukończona.”

Kościół zaplanowano jako pokutny, więc miał być budowany z datków. Z tego powodu prace się opóźniały. Bywało, ze Gaudi chodził od domu do domu, zbierając pieniądze na dalszą budowę.

Niżej, na zdjęciu kościół stoi w polu, obecnie jest otoczony miastem. 


„Na mozolny proces budowy Sagrada Família wpływa również sam koncept Gaudíego. Jego projekt zakłada skomplikowane konstrukcje i liczne zdobienia, które mają sprawiać wrażenie ukształtowanych przez siły natury, wymagają więc niezwykłego kunsztu rzeźbiarskiego. Gaudí zdawał sobie sprawę, że jego monumentalna wizja architektoniczna wywrze wpływ na budownictwo w przyszłości. Gdy pytano go, czy Sagrada Família jest jedną z wielkich katedr, odpowiadał: „Nie, to pierwsza z serii zupełnie nowych”

Gaudi temu projektowi poświęcił kilkanaście lat życia. Nie zrażał się nawet wtedy, kiedy spotykał się z negatywnymi opiniami na temat świątyni oraz jego pracy.

Po śmierci pochowano go w krypcie niedokończonej bazyliki.

„„Technologie zrewolucjonizowały nasze procesy operacyjne, w wielu przypadkach realizując pomysły przewidziane bądź rozpoczęte przez Gaudíego” - podkreśla Puig. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech jego techniki jest geometria wnętrza nawiązująca do kształtów występujących w naturze. Efekt ten stworzony został z prostych linii, które zostały umieszczone w taki sposób, że sprawiają wrażenie falowanych kolumn i murów. „Do tworzenia tak wyszukanych projektów geometrycznych Gaudíemu nie wystarczały plany dwuwymiarowe, musiał pracować w trójwymiarze, wykorzystując do tego fizyczne makiety stworzone z gipsu”. Obecnie modelowanie cyfrowe za pomocą programów CAD i BIM ułatwia projektowanie i etap wykonawczy.

Gaudí rozpoczął budowę Sagrady Familii od krypty oraz muru apsydy, stosując przy tym tradycyjne metody architektoniczne, czyli małe kamienie ręcznie dopasowywane przez kamieniarzy. Jednakże na ostatnim etapie swojego życia, który był poświęcony budowie fasady „Narodzenia”, architekt wprowadził nowatorskie, jak na tamte czasy, materiały, takie jak beton w górnych częściach budowy i wykorzystał elementy prefabrykowane. „Obecnie stosujemy tę samą logikę, prefabrykując możliwie największą liczbę części, aby ułatwić pracę na wysokościach” - potwierdza asystent architekta. Bazylika, w momencie zakończenia budowy, będzie o 11 m wyższa od 161-metrowego kościoła w Ulm w Niemczech, który jest obecnie rekordzistą wysokości. „

Jak przebiegała cała budowa, jej etapy, jakie materiały wykorzystywano, kto brał udział w „zdobieniu”, można przeczytać w artykule „Logistyka kryjąca się za budową Sagrady Familia w Barcelonie” – adres dałam w przypisach. Warto przeczytać, bo opisane są w nim niesamowite rzeczy, dotyczące budowania katedry. Artykuł jest z tego roku, więc informacje dotyczą aktualnego stanu.

Od początku budowy, przez 140 lat obiekt łączy funkcje religijną z turystyczną z działalnością budowlaną. Równocześnie prowadzi się prace renowacyjne oraz konserwatorskie. I to również wymaga nie lada logistyki.

Jestem przekonana, że większość, patrząc na katedrę (głównie z zewnątrz), od razu stwierdziłaby- mnie się nie podoba, to taki kicz. Pomijając kwestię gustu, takie bezpardonowe, bezrefleksyjne podejście, zawsze skłania mnie nie tylko do zastanowienia się na tymi słowami, ale również do zastanowienia się nad tym, co ma w głowie człowiek tak beztrosko podchodzący do sztuki. A jeszcze bardziej zastanawia mnie taki człowiek, który upiera się i nadal twierdzi- no, nie podoba mi się, mam do tego prawo. Owszem, masz i może ci się nie podobać, ale oprócz tego pierwszego odbioru, należałoby się jednak zastanowić nad tym, kim był twórca danego dzieła, jakie idee mu przyświecały, a przede wszystkim, ile trudu włożył w pracę nad swoim dziełem. I nawet, jak to dzieło do nas „nie przemawia”, to chyba należy docenić wysiłek twórczy jego autora.

Nie wiem, czy Sagrada Familia mi się podoba? No, po prostu nie wiem. Na pewno nie traktuję jej jako całości oceniając: „podoba mi się- nie podoba”. Ona jest tak różnorodna, że trudno to wszystko ogarnąć. Jedne elementy są dla mnie nie do przyjęcia np. te „kwiatki' na iglicach w kolorach lizaków cukrowych. Z kolei płaskorzeźby, zielone drzwi z płaskorzeźbami fauny i flory, witraże i gotycka strzelistość kolumn, gra światła, zachwycają mnie aż do wstrzymania oddechu. Na pewno mój odbiór byłby bogatszy, a ocena bardziej zdecydowana, gdybym zobaczyła budowlę, z jej wszystkimi elementami, „na żywo”. Nie dane mi było i pewnie już nie zobaczę jej tam na miejscu. Nie, nie jest mi jakoś specjalnie żal.

Sagrada Familia to dla mnie wyraz potęgi ludzkiego umysłu. Gaudi to geniusz, to wizjoner, to człowiek wyprzedzający artystycznie, architektonicznie swoją epokę. Jego pomysły są tak oryginalne, niebanalne, odstające od tego, co przeciętne, że nie można tak sobie ocenić jego dzieł na zasadzie „podoba mi się- nie podoba”, bez uwzględnienia ogromu pracy i trudu włożonego, w swe dzieła, przez Gaudiego.

One zachwycają mnie także z innego względu- odniesienia się w architekturze do przyrody. No bo, dlaczego by nie zamieścić płaskorzeźb jaszczurek, chrząszczy, motyli, kwiatków, chwastów pod rzeźbami np. pastuszków składających dary? Gdzieś jest płaskorzeźba- głowa byka, gdzie indziej „siedzi zając”, jeszcze gdzie indziej płaskorzeźby ptaków w locie. Czy zawsze to muszą być elementy geometryczne, jakieś kwadraty, koła, kratki? A te piękne drzwi w kolorze zieleni, niebieskości? Czyż nie piękne w swoim „listowiu, zwierzątkach i kwiatach”? A sklepienie katedry? Tak pięknego sklepienia- słoneczniki- chyba nigdzie nie ma na świecie.

Sama budowla, w całej okazałości jest niesamowita- „kopiec termitów” jako obiekt sakralny przełamuje wszystkie dotychczasowe wizje jak ma wyglądać kościół, katedra, bazylika.

I tak, ta niezwykłość architektoniczna,to podejście „przyrodnicze”, ten kunszt w detalach, to do mnie najbardziej przemawia w twórczości Gaudiego. I na plan dalszy schodzi, u mnie, „podoba się- nie podoba się”.

Zrobiłam prezentację i , jak zwykle, polecam jej oglądanie na całym ekranie.





https://niezlasztuka.net/o-sztuce/antoni-gaudi-i-jego-basniowa-architektura/

https://www.mecalux.pl/artykuly-logistyczne/sagrada-familia-barcelona-logistyka

Zdjęcia z Internetu.




piątek, września 06, 2024

O pałacu, który już nie istnieje (Świerklaniec)

 

Do Świerklańca pojechaliśmy głównie obejrzeć wystawę chartów, w tym psy od Tomka. Do tego czasu oglądałam Drakulę tylko na zdjęciach i jak tylko nadarzyła się okazja, by psa zobaczyć w realu, postanowiliśmy pojechać na wystawę. Pałac i park w Świerklańcu, choć godne uwagi, zeszły na drugi plan.

Niestety, upał pokrzyżował nam wszystkie plany- upał i mój kręgosłup, który jest w dosyć lichej kondycji. Dłuższa jazda, choć w bardzo wygodnym samochodzie oraz dłuższe stanie, powodują, że ból robi się nieznośny i koniecznie muszę wtedy położyć się, usiąść itp. Wprawdzie Jaskół dźwigał w plecaku krzesełka rozkładane, ale to oczekiwanie na pokaz Drakuli, powodowało, że nie potrafiliśmy się zdecydować, czy ma sens te krzesełka wyjmować i rozkładać. No i tak przez dwie godziny, na przemian, raz spacerowałam, raz  stałam, a pokaz chartów szkockich przesuwano i przesuwano. No i ten nieziemski upał też robił swoje. W końcu zdecydowaliśmy się przeprosić Tomka, pójść do samochodu z zamiarem powrotu do domu. Zresztą on tak był przejęty wystawieniem psa (bardzo mu na tej trzeciej „pałce do korony” zależało) i skupiony na psie, że nie mieliśmy sumienia absorbować go naszymi osobami. W samochodzie, po ochłonięciu od upału, stwierdziliśmy, że może jednak tego parku trochę obejrzymy, a jak nie park to przynajmniej Pałac Kawalera. Pojechaliśmy na drugi parking, mieszczący się obok tego obiektu. Na szczęście (cholerny upał) znajdował się on (parking, pałac zresztą też) przy alei, pod starodrzewem i był w cieniu. 

Najpierw o pałacu Donnersmarcków, który została zbudowany z wielkiej miłości do francuskiej „kurtyzany” Blanki de Paiva. Wielka miłość, romantyczna śmierć i na końcu lekki horror.

Według mnie, była to niezwykła kobieta, z charakterem, świetnie radząca sobie w czasach, kiedy kobiety uważano za nic. Warto o niej przeczytać *

Posłuchajcie o historii, związanej z powstaniem pałacu**.

 


Równocześnie z budową pałacu, założono park na 250 hektarach. Park powstał na mokradłach.

„W 1865 roku berliński architekt, Gustaw Mayer, opracował projekt nowego założenia parkowego, wzorowanego na angielskim Hyde Parku, z charakterystycznymi polanami i swobodnie rozlokowanymi grupami drzew. W przestrzeń wkomponowano liczne rzeczki, kanały i stawy z kamiennymi mostkami, a specjalnie zaplanowane dywany kwiatowe tworzyły taras, który prowadził z pałacu do przystani wodnej. Całości dopełniły żeliwne rzeźby i fontanna autorstwa cenionego francuskiego rzeźbiarza, Emmanuela Fremieta (autora m.in. paryskiego pomnika Joanny D’Arc czy rzeźb w Ogrodzie Luksemburskim). Są to walczące ze sobą zwierzęta: jeleń i niedźwiedź, pelikan i ryba, koń i lwica, struś i wąż. Dziełem tego artysty jest też fontanna przedstawiająca trzy gracje trzymające kulę ziemską. Znany z otwartości na nowinki techniczne hrabia Guido von Donnersmarck cały park oświetlił lampami zasilanymi biogazem (!).” Więcej o historii parku w linku pod tekstem***

Pałac kawalera został wybudowany na początku XX wieku z myślą o gościach, odwiedzających rodzinę Donnersmarcków.**** Był to nowocześnie ( jak na ówczesne czasy) i bogato wyposażony w wszelkie wygody dom. Często gościł w nim cesarz Wilhelm II, który przyjeżdżał do Świerklańca na polowania.


Herb Donnersmarcków

Na frontonie pałacu jest napis „Memento vivere”- „Pamiętaj o życiu”, zachęcający gości do hedonistycznej postawy. 

Z całego kompleksu pałacowego w Świerklańcu, który nazywano „Małym Wersalem”, pozostał tylko  Pałac Kawalera. Po II wojnie go odrestaurowano i obecnie mieści się w nim trzygwiazdkowy hotel.

Po II wojnie zniszczono również stary piastowski zamek z okresu średniowiecza.**

Wracając do naszej „wyprawy”- w Pałacu Kawalera, znajduje się kawiarenka, gdzie kupiliśmy lody, bo co, jak co, ale ja sobie lodów nie odmawiam. To jest chyba jedyna słodycz, której nie potrafię się oprzeć. Lody, jak lody- dobre, ale bez specjalnych och! i ach!

Przed pałacem ruch, poruszenie, podjeżdżają samochody, wystawione stoły. Na sztalugach pani wiesza fotografie, na których widać ogromny pałac, fragmenty parku itp. Podchodzimy i pytam, czy mogę filmować, bo myślałam, że to wystawa malarska, a ja tam wolę wiedzieć, co mi wolno. Nie każdy artysta pozwala na filmowanie czy fotografowanie swoich wytworów. Owszem, mogłam (film się nie udał, skasowałam), a miła pani opowiedziała nam w skrócie historię pałacu Donnersmarcków, historię miłości Guido Donnersmarcka do Francuzki i jeszcze o tym, co się stało z pałacem po wojnie- o żołdactwie ruskim, które strzelało do figur w fontannach, o tym, że wywleczono z grobowca ciała ostatnich Donnersmarcków i do tych ciał strzelano… o rany…. że na rozkaz peerelowskich władz górnicy podłożyli ładunki pod ruiny pałacu i go wysadzili- cegły rozszabrowano, resztę możecie usłyszeć na filmie (warto go obejrzeć w całości, jednak). A potem przeszliśmy do współczesności i dowiedzieliśmy się, że przed Pałacem Kawalera rozpoczyna się właśnie Geburstag Kołocza. Cudnie… Zaś niedaleko pałacu, rozpoczynały się dożynki. Jedząc lody słyszeliśmy pierwsze piosenki śpiewane na full- niezły rock grano… biedne psy… wystawa jeszcze trwała. Ponieważ pani musiała coś tam komuś pomóc, rozstaliśmy się z uśmiechami, zrobiłam jeszcze kilka zdjęć i poczłapaliśmy do samochodu. A upał sobie trwał w najlepsze.

 Pełen folklor -Geburstag Kołocza


* https://www.tarnowskiegory.info/2021-02-14-11-22-25

** https://dziennikzachodni.pl/smutna-historia-nieistniejacego-zamku-i-palacu-w-swierklancu-kiedys-zachwycaly-dzis-prozno-ich-szukac/ar/c7-17487889

*** https://www.slaskie.travel/poi/3848/park-palacowy-w-swierklancu

****https://slaskie.travel/culturalheritage/3416/palac-kawalera-w-swierklancu

sobota, lipca 15, 2023

Chaty, dzwonnica, kapliczki, ule...Skansen Wsi Wołoskiej na Morawach (cz.2)

I znów miałam problem, jak pokazać to wszystko, co warte poznania, by zaznaczyć charakterystyczne cechy, a nie zanudzić czytających. Jest to wprawdzie skansen położony na terenie Moraw i dotyczy Wołoszczyzny morawskiej, ale przecież Wołosi, zanim tam dotarli, to całą tę kulturę ugruntowali na terenach polskich Karpat (i nie tylko). To, co w skansenie to najpierw w polskich górskich/góralskich społecznościach funkcjonowało.

Tak wygląda mapa trzech skansenów- my w prawo na górę.


 

Skansen jest duży, chat sporo. Twórcy skansenu sprowadzali je z różnych części Wołoszczyzny morawskiej oraz z pogranicza czesko- słowackiego. Są to chaty wybudowane najczęściej w różnych latach XIX wieku. Rekonstrukcje obejmuję nie tylko sam budynek, ale także wystrój wnętrza, zależny od statusu społecznego domowników.

Chaty są numerowane, mają metryczki, na których jest informacja skąd każda pochodzi oraz kiedy została zbudowana. Niestety, wszystko w języku czeskim i niemieckim. Wszystkich opisanych obiektów jest 30.



Chaty w skansenie umieszczone są na zboczach, albo pojedynczo, albo po dwie i jest także formacja, składająca się z kilku budynków. Wszystkie zbudowane z drewnianych bali, uszczelnionych ubitą słomą, pokryte drewnianymi gontami. 

Zapas gontów.

Układanie gontów na dachu.


 

"Domy budowane przez Wołochów miały charakterystyczną architekturę, a dominującym elementem odróżniającym je od domów budowanych we wsiach lokowanych na prawie polskim czy niemieckim, jest forma dachu. „Różni się ona od wysokich dachów osad polskich, nie jest też związana z wysokimi dachami niemieckimi. Wyróżnia się od nich swą stromością i krótkością linii wierzchołka dachu, przez co dach w profilu uzyskuje kształt ostrego stożka. Drugą cechą dachu domów wołoskich jest tworzenie okapu, „krokwie oparte są na belkach poziomych, silnie poza ścianę wysuniętych, tworząc dookoła domu występujący okap, zaszalowany od spodu deskami”.

Dom z wołoskim okapem

Belkę wieńczącą okap trzymały, wyciosane z jednego kawałka drewna, "haki".
 

Często w wołoskich chatach szczyt był zdobiony półokrągłym daszkiem z gontów.

 
Chaty wybudowane na stoku miały wpuszczane w stok kamienne piwnice. Budowano również osobne piwniczki na zapasy.

Większość chat w skansenie ma kamienne kominy.

Ponieważ były one budowane w XIX wieku, prawdopodobnie obejmował je patent przeciwpożarowy, wydany przez cesarza Józefa II, w 1768 roku. Każdy nowy dom wybudowany po wydaniu patentu, musiał mieć komin wybudowany z kamieni. Przedtem kominy, które odprowadzały dym znad paleniska, robione były z listew lub wikliny, a ich powierzchnię pokrywała glina. Ponieważ ten materiał był łatwopalny, często dochodziło do pożarów.

Chata drewniana, ale komin kamienny.


Twórcy skansenu zadbali również o to, by dobrze zobrazować to wszystko, co wiązało się z życiem mieszkańców wsi, dlatego obok chat można spotkać małe poletka zasiane roślinami, które wtedy uprawiano oraz maleńkie ogródki z warzywami i kwiatami. 

Żyto. Czy pamięta ktoś jeszcze, jak wygląda żyto? Pewnie gdzieś się go uprawia, skoro można kupić mąkę żytnią. Przyznam, że ja ostatni raz widziałam żyto chyba z 50 lat temu. Zostało wyparte przez pszenicę, jęczmień i owies, a głównie kukurydzę. Ale w czasach, o których "opowiada" skansen, siało się głównie żyto, bo ono wytrzymywało warunki górskie.

Natomiast w czasach przed przybyciem Wołochów na te ziemie, uprawiano głównie owies, jako, ze to zboże najlepiej rosło na jałowych ziemiach górskich.

Uprawiano również mieszanki zbóż oraz już w XVII wieku ber- proso włoskie, które przywędrowało do południowej Europy aż z Azji wraz z migrującymi stamtąd plemionami, a potem, z Wołochami, dotarło na teren Karpat.

Pole żyta i kopy siana.

A tu zagon z ziemniakami oraz strach na wróble. Bardzo klimatyczny ten strach.
 

Pole kwitnącej gryki- pohanki. Moja babcia cieszynianka mówiła na kaszę gryczaną poganka, bo ona taka czarna jak pohańcy-poganie. Nazwa "poganka" funkcjonuje na cieszyńskim i dzisiaj.
 "Czeska nazwa gryki (pohanka) pochodzi od ludów, które przywiozły ją do Europy. Tak, byli to poganie, Tatarzy. Czesi zaczęli uprawiać grykę w XII wieku, początkowo jako paszę, dopiero w XV wieku pojawiła się także na talerzach. Mieloną grykę dodawano do chleba, służyła jako zaprawa do zupy, jedzono kaszę gryczaną na słodko i słono."
 O pohance jeszcze napiszę.

Oprócz chat zrekonstruowano również pasieki z ulami drążonymi w pniach grubych drzew, wiatrak, karczmę, szkołę oraz kościół ewangelicki. W skansenie jest mały cmentarzyk, dzwonnice i kapliczka.

 Postarano się również o utrzymanie krajobrazu górskiej wsi, stąd jest w skansenie stary sad, łąki z kopami siana, można spotkać zwierzęta hodowlane.

Stary sad na stoku, bardzo charakterystyczny dla górskich osad. W nim  stare odmiany jabłoni, grusz, ogromne czereśnie, śliwy..

W sadach i na łąkach koszono trawy, suszono i układano na ostwiach/łorstwiach (łostropcach), tworząc kopy.

 


Kto był latem w górach, mógł takie kopy na ostwiach/łorstwiach zobaczyć. Bardzo swojski wakacyjny widok.

Ostwie robiono z młodych, okorowanych świerków, z odpowiednio przyciętymi gałęziami.

Sprzęty typu drabiny, ostwie/łorstwia, drągi, grabie, widły oraz inne,  wieszano na zewnętrznych ścianach domostw.

Drewniane grabie nadal są w użyciu i często można je kupić na prawie każdym targu.


W skansenie można  zobaczyć różne rodzaje wozów konnych oraz kolasek. 

Wóz drabiniasty z ławkami. Po zdemontowaniu ławek służył do przewożenia siana oraz snopów zboża z pola do stodoły.
 
Wozy służące do wożenia bali drewnianych, a po dodaniu bocznych desek, innych towarów.

Sanie i obok nich płozy, oparte o ścianę. Wyglądają na bardzo stare i dosyć prymitywne.

 Kolaski, jakimi jeździli ważniejsi/bogatsi gazdowie. Kolaskami jeżdżono również do ślubu oraz podczas uroczystości.




Wołosi hodowali również pszczoły. Ule drążyli w grubych pniach drzew.




Przed tą pasieką jest mały ogródek, a w nim dziewanny oraz inne kwiaty łąkowe.

Ogródki były również przy innych chatach. Małe, ogrodzone plecionym drewnianym płotkiem lub płotkiem ze sztachet. Uprawiano w nich trochę kwiatów i warzyw.



 Wielką troskę poświęcono uprawie kapusty. Flance kapusty sadzono na najlepszych, urodzajnych działkach we wsi, położonych w nasłonecznionym miejscu, chronionych ogrodzeniem przed szkodnikami.
Na tym kawałku ziemi każdy gospodarz miał własne kwietniki, zwane dobudówkami lub grządkami.

Poszukałam w necie, co jadali Wołosi i przerosło mnie.... sporo tego, oj sporo, a każdy górski region trochę się kuchnią różni. 

c.d.n.

Źródła:

"Lidova strava na Valśsku", Jarosław Śtika

https://www.nmvp.cz/file/b35ae12693e93eac0c1af422d3b623dd/6364/Lidov%C3%A1%20strava%20na%20Vala%C5%A1sku.pdf
 

http://www.malopolska24.pl/index.php/2011/07/byli-tu-wolosi/

https://www.visitczechrepublic.com/pl-PL/a8cb344a-e43f-4392-a66c-c4237ba340a6/place/g-woloski-kontrabas

file:///C:/Users/ABC/Downloads/paszje,+%7B$userGroup%7D,+Balcanica_Czama%C5%84ska.pdf

http://skansen-studzionki.pl/wolosi-w-ochotnicy/

https://moravske--karpaty-cz.translate.goog/kulturni-a-socialni-pomery/historie/valasska-kolonizace/?_x_tr_sch=http&_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

https://cs-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Vala%C5%A1sk%C3%A1_kolonizace?_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

https://moravske--karpaty-cz.translate.goog/kulturni-a-socialni-pomery/historie/valasska-kolonizace/?_x_tr_sch=http&_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

https://cs-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Vala%C5%A1sk%C3%A1_kolonizace?_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc