Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krogulce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krogulce. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2025

Styczeń trwa nadal, no to trochę o tym, trochę o tamtym.

 Łabędzie na Jeziorze Goczałkowickim, wrzesień 2024.

Styczeń- jest zima a jakoby jej nie było. Słaby mrozik nocami, w dzień klika stopni na plusie. Raz mgły i ponuro, częściej słonecznie. Śnieg topi się powoli, znikł już z wielu miejsc. Patrzę na zdjęcia zrobione w zeszłym roku, o tej porze już kwitł oczar, teraz ma pąki jeszcze mocno zwinięte. Za to cały czas kwitnie kalina pachnąca. 

Pierwsze kwiaty zakwitły w listopadzie. Szkoda, że kwiaty, zebrane w małe pęczki, rozkwitają nierównomiernie. Widok jest taki, jakby albo rozkwitała, albo przekwitała, nie ma bujnego rozkwitu. Jednak jej widok sprawia mi radość. Ile razy popatrzę przez drzwi balkonowe, tyle razy widzę kwitnący krzew. ZIMĄ!


 Od końca grudnia sypię ptakom pokarm do karmnika i wieszam kule pokarmowe na drzewach. I od początku zastanawia mnie mała ilość ptaków w karmniku. 

 

Zdjęcia robiłam przez szybę.


Karmią się głównie wróble, parę sikorek, dwie zięby i jedna sierpówka.

 



 Tak jedna, choć sierpówki tworzą pary, ta nie ma swojego partnera/ki. A pamiętam, kiedy w ogrodzie mieszkało około 20. sierpówek. Wtedy mnie wkurzały, teraz za nimi trochę tęsknię. Przez całą jesień przeganiałam z ogrodu dużego jastrzębia, który polował na kosy. Znajdowałam w lasku kupki piórek i trochę kosteczek. Ale co się stało z sikorkami, kowalikami oraz dzięciołami- w zeszłym roku przy karmniku było ich sporo. No i dzisiaj dostałam odpowiedź- na tarasie przysiadł młody krogulec. Na tarasie, co dla mnie jest niepojęte, bo to przecież dom człowieczy, realne niebezpieczeństwo, a drapol siadł na tarasie pod cisem i siedzi, jakby był w środku lasu. Wzięłam cichutko aparat, spłoszył się, siadł na gałęzi cisa. No i może udałoby mi się go sfotografować, gdyby nie Beza, która dostała szału na widok aparatu- ona już, zaraz, natychmiast musi na ten taras wyjść, musi mi towarzyszyć. Złapałam za kudły, nakazałam ciszę, ale zdążyłam tylko cyknąć coś takiego. 

 Drapol młody, pewnie wychował się w ogrodzie i przychodzi na żarcie, jak na swoje. Pisałam kilka lat temu, że w ogrodzie osiedlił się krogulec. Gniazdował w nim przez dwa lata i wtedy wybił wszystkie  cukrówki.

Filmiki dla przypomnienia.


 

Wyleczyliśmy  Bezie ucho kroplami, natomiast tabletki na wzmocnienie serca będzie brała do końca życia.  Ma 12 lat i widać, że kondycja jej trochę siadła. Krótkie odcinki do przebiegnięcia- tak, spacery krótsze,  hałasowanie przy płocie- ograniczamy, dłuższe szczekanie kończy się basową chrypką, pokasływaniem i widać, jak sama „zwalnia”- szczeka tak na pół gwizdka. Doszła do wniosku, że na starość musi się oszczędzać.


 

07 sierpnia 2020

Lato trwa, zaraza trzyma się świetnie


Poprzedni temat się rozkręcił, ale ja wolę już go zamknąć. Samo czytanie tytułu posta bardzo mnie zniechęca.  Stwierdzam, że nie mam we krwi  inklinacji do popisywania się wulgarnym słownictwem.  Chciałam zaakcentować, że istnieje  takie zjawisko na blogach i tyle. Ale przyznam, że nie spodziewałam się tak fajnej i obszernej dyskusji.  Dziękuję za nią.
A u nas każdy dzień staje coraz bardziej napięty. W naszym powiecie wprowadza się 1. stopień alertu epidemicznego- alert żółty. Kilometr dalej jest granica powiatu, gdzie wprowadza się alert czerwony.  Liczna zakażeń rośnie i chyba coś do tych naszych przemądrzalców cieszyńskich dotarło- chodzą w maseczkach i już ich  nie „zapominają” w samochodzie.  Dzisiaj moja siostra stwierdziła odkrywczo: „Ludzie nieodpowiedzialni są” i powiem, że mnie lekko zamurowało, bo w sobotę, czyli niecały tydzień temu, urządzili ze szwagrem dżamprezę w ogrodzie. Był grill, była wódeczka, były głośne rozmowy i śmiechy. I było około 10 osób. Bez maseczek oczywiście. Mam ogromny dyskomfort, kiedy spotykamy się przypadkowo przy płocie lub na tarasie (duży taras przegrodzony ścianą i wspólne schody przegrodzone balustradą, jak to w bliźniaku). Staram się być w sporej odległości od niej, bo ona ciągle gdzieś kursuje do znajomych, albo znajomi ją odwiedzają. Raz nawet się prawie obraziła, kiedy jej ręką pokazałam „Halt” i zastopowałam ją w miejscu odległym ode mnie o 3 metry. No taki despekt, przecież jesteśmy rodziną. I nie wiem, czy ona naprawdę jest tak niekumata w sprawie epidemii, czy tylko mówi tak szpanersko, na wyrost.
Krogulce wyprowadziły młode w świat. Już nie słychać ich popiskiwania. Przez cały lipiec, kiedy przylatywały stara lub stary i młode były karmione, piszczały jak potępione, przelatując z jednego miejsca, w lasku, w drugie. Pewnie walczyły o miejsce do pełnego dzioba. Bardzo mnie te piski męczyły. Brzmiały tak, jakby młodym ktoś robił krzywdę. No, ale uspokoiło się. A teraz zaczęły odzywać się mniejsze ptaki i z powrotem „zaludniać” ogród. Wróciły również wilgi. Rano samiec melodyjnie pogwizdywał. Raz zaskrzeczała samica, nie zaskrzeczała powtórnie czyli deszczu nie będzie. I dobrze, bo nadal jest bardzo mokro w niektórych miejscach ogrodu. Za to mamy upał. O  godnie 11. na termometrze od północnej strony było +28 stopni. Niebo bezchmurne, żarówa i ciepły wiaterek. Lato, naprawdę przyzwoite lato. A ja dojrzewam do malowania stolarki. Trzeba pomalować wszystkie drzwi w mieszkaniu. Malowanie to moja domena i tak dojrzewam do akcji już drugi rok. A co, drzwi nie uciekną, a mój osobisty leń też, od czasu do czasu, musi poczuć się usatysfakcjonowany. Nie można go ciągle przeganiać od roboty do roboty. Farby są teraz fajne, szybko schną, nie kapią, nie cuchną, jakoś poleci, tylko zebrać się w sobie i zacząć jest najgorzej.  Jest sierpień,  trwamy w rozterce, jak co roku, jaki opał zamówić. Na pewno drewno, na pewno brykiety drzewne, ale czy domówić  tonę węgla? Mamy jeszcze półtorej tony w piwnicy. Zeszłej zimy paliłam głównie drewnem i brykietami. A kiedy było zimniej to dodawałam cztery łopaty węgla. Nawiasem, łatwiej i czyściej palić samym drewnem, ale nie wiadomo, jaka będzie zima i czy samo drewno nagrzeje tak duży dom. Cenowo wychodzi, mniej więcej, tak samo, a pracy też niewiele więcej przy układaniu drewna. No i ekologia, panie, ekologia., a my raczej tacy pro jesteśmy.

13 lipca 2020

Krogulce

Zadomowiły się w ogrodzie i nic na to nie poradzę. Tym bardziej, że mają też tutaj młode. Nie wiem, czy to jedno, czy więcej, ale jedno słychać czasem popołudniami kiedy popiskuje.
Udało mi się starą nagrać. Film niedoskonały- one płochliwe są. Zawsze przylatuje para i para przelatuje z drzewa na drzewo
Na drugim filmie słychać głos krogulca, który nagrałam w lasku, na dole ogrodu. Często nawołuje tak godzinami.

Na początku lipca odezwały się wilgi.

18 stycznia 2015

A dzisiaj...

A dzisiaj przyszła zima. Przy dodatniej temperaturze, śnieg szybko topnieje, ale o poranku ogród wyglądał tak.




Beza kombinuje, jak dopaść wiewiórkę, która zwiała na brzozę. Wbiegła na sam czubek drzewa i swoim zwycząjem zastygła w wiewiórczym stuporze. Siedziała między gęstymi gałęziami, dlatego nie mogłam jej sfotografować. Beza chwilę ganiała dookoła brzozy z zadartą łepetyną. Nie szczekała i to jest wynik mojej "tresury". Już potrafi na widok rudzielca opanować swoje myśliwskie instynkty. Przynajmniej w hałasowaniu.

A tego biedaka znalazłam parę dni temu przed schodami na taras. Prawdopodobnie, w pogoni za ptasim łupem, strzelił z całej siły w ścianę lub okno domu, odbił się i padł na trawę nieżywy. Tutaj ptakom często się to zdarza. Rzadko zabijają się. Prędzej ja mam dodatkowe emocje i chercklekoty, kiedy taki ptasior z całej siły rąbnie w szybę prawie przy mojej głowie.
Niestety, krogulec nie przeżył.

A z drugiej strony. Ostatnio namnożyło ich się trochę i często polują na ptaki w naszym ogrodzie. Latem jeden był tak bezczelny, że nie bacząc na bliskość ludzi, przy garażu, na ziemi,  zaczął mordować gołębia. Uciekł, bo Jaskół, usłyszawszy "krzyki" gołębia, go przegonił. Gołąb ledwo uszedł z życiem.
Wczoraj, kiedy przecinałam krzewy (było pięknie ciepło i słonecznie),  przeleciał taki rozbójnik nisko nad moją głową. Zupełnie się nie krępują łobuzy:)

16 stycznia 2013

Plany na lato


Tak się zwiozłam po naszych klientach, że potem głupio mi się zrobiło. Czasem wkurzy jeden, a na innych się skrupi, ale, że pozwalają sobie na różne numery, to fakt. Tak naprawdę niewielu jest takich paskudów. Większość naszych stałych klientów to fajni ludzie. Wpadają, pogadają, kupią, co trzeba, czasem doradzą jaki towar idzie, jak się co robi, żebyśmy potem innym klientom mogli wytłumaczyć. Są i tacy, co posiedzą i pogadają nawet  pół godziny. A sporo ich jest. Poznoszą najświeższe informacje, ploteczki, pozłoszczą się z nami na wredne przepisy, czasy, poopowiadają kawały a potem lecą do swojej roboty. Zdarza się, że przyniosą swoje wyroby do spróbowania. Mniam, naprawdę przedobre. Jaskół ma prawdziwy talent do handlu i kontaktów z klientem. Ja jestem jednak bardziej zamknięta, chociaż też lubię pogadać, pożartować. Jeszcze nie bardzo czuję tę branżę. Ciągle jest sporo dla mnie rzeczy nieznanych oraz trudnych do ogarnięcia. I tu właśnie stali nasi klienci bardzo pomagają fachowymi poradami.
Połowa stycznia- czas planować rok. Na wiosnę Jaskół leci na Enfieldzie na pierwsze spotkanie z paczką znajomych motocyklistów gdzieś w Góry Świętokrzyskie. To stały wiosenny punkt. Powinniśmy pojechać do Częstochowy na otwarcie sezonu, ale jakoś tak nie bardzo mnie ciągnie, bo jeszcze jest zimno (kwiecień), a na motocyklu wtedy chłodniej podwójnie. Odpuszczamy. Odpuszczamy też klasowe ognisko w naszym ogrodzie. Zrobiliśmy ich  w ostatnich latach pięć (rok po roku) i teraz kolej na kogoś innego. W czerwcu organizujemy coroczny meeting Royal Enfielda na Ziemi Cieszyńskiej. Ty razem padło na górę Chełm i wycieczkę do Trójstyku. Następnie Kraków z klimatycznym, żydowskim festiwalem. Trzeba odwiedzić znajomą knajpkę „Ulica krokodyli’ i porozglądać się, kto ze znajomych przyjdzie posłuchać dobrej muzyki, tudzież napić się piwa. A potem… jest zaproszenie do Kętrzyna na żagle, jest meeting Royal Enfielda na Roztoczu… już mi tęskno do ciepełka i do przejażdżek z pyszczyskiem nastawionym do słoneczka.
Nasi gości. Wszystkie zdjęcia zrobione są przez szybę. Jakość – niestety- gorsza.
 Kura bażanta. Od paru lat mieszkają w ogrodzie. Są prawie oswojone. Nawet psami od siostry się nie bardzo przejmują.
Uciekają wprawdzie przed psiakami w dalsze części ogrodu, ale bez zbytniego popłochu.
 A kogut pod krzakiem cisa zażerał się kukurydzą.


 Dziobał słoninę z taką zawziętością, jakby wybierał pędraki spod twardej kory. Dzięcioł duży z czerwonymi portasami :)
 Nie miałam pojęcia, że dodatkowo dokarmiamy dzięcioła:)

A ten rozbójnik cały czas siedział sobie cichutko na świerku i obserwował bażanty. Krogulec- cały czas się kręci w pobliżu. Od czasu do czasu znajdujemy w ogrodzie stosiki piór gołębich. Chyba to jego sprawka.