niedziela, 27 stycznia 2019

I gdzie cię znowu, Jaskółka, zaniosło? :)



Coś mnie pokusiło i polazłam za nickiem na jego blog. Nick w komentarzu na blogu, gdzie zetknęłam się z nim, podkreślała, że jest niewierząca, u siebie zaznaczyła w profilu, że jest inaczej wierząca, Hm….. czy to jest tak samo, jak myśląca inaczej? No i przeczytałam sobie wywody komentatorów pod postem nicka. Uderzyło mnie to, że wiele osób, nie rozumie, jak ktoś może nie wierzyć, jedna osoba stwierdziła, że koniecznie trzeba otworzyć przed niewierzącym „drzwi”, bo te są zaporą do poznania i uzyskania wiary- ciekawa jestem, czy jakbym jej zaproponowała przejście przez te drzwi w drugą stronę, czy przynajmniej spróbowałaby?
Uderzyło mnie też stwierdzenie gospodyni, że niewierzący to są osoby „cielesne” (?) nie uduchowione (?). I zaraz zrobiłam przegląd siebie, biorąc pod uwagę te aspekty. Czy faktycznie przeszkodą do stania się osobą wierzącą, wystarczy mi pokonać te mityczne „drzwi”. Wszak przeczytałam Biblię całą (Stary i Nowy Testament), znam nauki Jezusa, wiem, o co w tym wszystkim biega- chyba owo „poznanie’ mam opanowane w stopniu, co najmniej, dobrym. Śmiem twierdzić, że nawet lepszym niż niejeden wierzący. „Drzwi” odpadają- wiem/znam, ale nie wierzę. No to drugi aspekt- cielesność kontra duchowość- za Chiny nie wiem, o co chodzi z tą cielesnością. Może jej chodziło o materializm?  I czy o materializm w kontekście filozoficznym, czy raczej ten potoczny ekonomiczny? A duchowość/ uduchowienie/dusza? A może chodzi o tzw. człowieczeństwo/empatię/miłość bliźniego? A może jeszcze chodzi o wiarę w rzeczy niematerialne, duchy? No, jak ja nie jestem uduchowiona, czy brak mi człowieczeństwa/ empatii, jak ja nie potrafię zrozumieć treści filozoficznych/religijnych, to możecie od dzisiaj nazywać mnie Faustyn Cycpel. A przecież jestem człowiekiem „głęboko niewierzącym”. Spotkałam się na tym blogu znowu z czymś, co istnieje na blogach, gdzie prowadzone są dyskusje na temat wierzących i niewierzących. Po pierwsze, cały czas przewijała się (nomen- omen) wyższości ducha nad materią, czyli wierzących nad niewierzącymi. Wiele wypowiedzi przedstawiało niewierzących jako osoby w jakimś sensie upośledzone, takie biedne, bo nie dane było im doznać/zaznać/poznać/uwierzyć w tego brodatego oraz w całą jego świtę. Biedne, bo odczłowieczone, pewnikiem nie umiejący wspólczuć i kochać, co dane jest, przede wszystkim, wierzącym, a jakże. W wielu komentarzach były przypuszczenia, dlaczego te istoty nie są w stanie uwierzyć i sporo wskazówek, jak im, nieszczęśnikom pomóc, by wiara stała się ich udziałem. I w żadnym nie znalazłam prostej, tolerancyjnej myśli, by nam dać po prostu spokój.
A jak to tam było???? Aaaaaaaaaaaaa..... pycha kroczy przed upadkiem, drodzy wierzący.
 
P.S. Wskazówka- zanim poleziesz za nieznanym, wielce "mądrze" piszącym komentarz Nickiem, zastanów się dwa razy, bo na miejscu zamiast ziarna znajdziesz same plewy. 

Nie macie pojęcia ile paskudnych memów na ateistów krąży po Necie. Sama uduchowiona miłość bliźniego:):):)
Memy- źródło Interenet


poniedziałek, 21 stycznia 2019

Przestaję milczeć


Nie wytrzymałam, nie milczałam, wpisałam komentarz na facebooku. Ktoś zamieścił na fioletowej tablicy napis: „Cała Polska zapomniała o górnikach ,co zostali na dole w Czeskiej kopalni ,wszyscy zajęci bohaterem z Gdańska.”
Pod tą tablicą znalazł się tylko jeden komentarz, komentarz mojego byłego ucznia: „Złodziej z Gdańska”. Kurde…. Osobiście mnie to zabolało, normalnie przez parę dni mocowałam się sama ze sobą, czy odpisać, czy nie, bo mnie szlag trafił. Wszystko mnie zabolało- i górnicy, którzy zginęli- kopalnia w Karwinie jest 10 km w linii prostej od nas, a klienci opowiadali o tym wypadku, Adamowicz, którego uśmiechniętego ciągle mam „przed oczami”, i to uczucie porażki pedagogicznej. Nie pomaga świadomość, że szkoła to tylko mały wycinek dużego procesu wychowawczego, jak nie będzie współpracy, w drodze do celu, wszystkich zainteresowanych, to każdy z elementów tej rzeczywistość, mający wpływ na kształtowanie osobowości dzieci i młodzieży, nie ma co liczyć na dobre efekty.
Dzisiaj nie wytrzymałam. Może to ma związek z tą piosenką o ciszy? Może to właśnie jest ten wielki błąd, że przemilczamy takie wpisy- a nich tam, głupol i tyle- i idziemy dalej? Wpisałam:
„Myślałam, że przemilczę, ale szlag mnie trafia na taki wpis. Złapałeś za rękę, masz dowody, że coś ukradł? A może zrobił Ci coś złego osobiście? Człowiek zginął, górnicy nie żyją, a Ty sobie takie hejty wpisujesz. Możesz mnie nazwać starą wiedźmą, tylko, że to Ci charakteru nie zmieni i w myśleniu nie pomoże, a wpis niezbyt dobrze świadczy o Tobie.” Spodziewałam się odpowiednio hejtowskiej odprawy. Człowiek dorosły, może innego potraktować z górki- dwójki już nie dostanie ode mnie za to. Otrzymałam ikonę- roześmiany pyszczek. Ciekawa jestem, czy coś do niego dotarło.
I jeszcze takie moje spostrzeżenie. Od pewnego czasu, przed wpisaniem komentarza, mocno dobieram słowa. Wymiana komentarzy, przedstawianie swojej opinii w Necie, to nic innego jak rozmowa. Dlatego wyobrażam sobie, że stoi/siedzi obok mnie dany człowiek i rozmawiamy. W realu nie wrzeszczymy, nie wyzywamy, nawet wtedy, gdy nasze zdania różnią się. Dlaczego zatem w necie nie piszemy tego, co normalnie, spokojnie powiedzielibyśmy w realu. Jakieś dzikie emocje, brak zastanowienia, słowa rynsztokowe- w realu to większość ludzi, wypowiadając do drugiego człowiek – debilu, kretynie chamie- spaliłaby się ze wstydu. A przecież lecą tam jeszcze gorsze wyzwiska, kłamstwa, poniżanie. Mogłam temu uczniowi napisać- Ty taki owaki, jak się zachowujesz, jesteś normalnym chamem, w szkole nigdy nie błyszczałeś itp. itd. Szczerze to w pierwszym odruchu coś takiego lęgło mi się w głowie, tylko, że….nie nawet nie to, że blefrowi, nawet „staremu”, nie wypada., ale jakoś tak głupio po chamsku reagować i dalej szerzyć ten oklepany już „język nienawiści”. I tak swoje trochę ostrzej powiedziałam, nie milczałam,  i wystarczy.
Posłuchajcie, jak fajnie grają.


czwartek, 17 stycznia 2019

Nie zapalę znicza

bo to mało, za mało, by oddać to, co czuję, za mało, by oddać hołd człowiekowi, którego zamordowano. Nie światełka byłyby dla niego ważne, ludzie... ludzie, którzy w końcu pogodziliby się... tego chciał...
 Wiem, ta piosenka już tu była, ta piosenka zabrzmiała dzisiaj w Gdańsku.
Puszczam ją jeszcze raz, puszczam, bo jej słowa oddają to, co zostało niedopowiedziane.


Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przyszedłem z tobą porozmawiać
Ponieważ jakaś wizja, zakradając się cicho
Zostawiła swe nasiona gdy spałem
I wizja, która została zasiana w mym umyśle
Wciąż pozostaje [żywa]
W dźwięku ciszy.

W niespokojnych snach szedłem sam
Wąskimi brukowanymi uliczkami
W blasku ulicznej lampy
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i wilgocią
Kiedy moje oczy przeszył błysk neonowego światła
Które rozdarło noc
i dotknęło dźwięku ciszy

W tym nagim świetle ujrzałem
Dziesięć tysięcy ludzi, może więcej
Ludzi, którzy rozmawiali nie mówiąc
Ludzi, którzy słyszeli nie słuchając
Ludzi piszących pieśni, którymi nigdy nie podzielą się ze światem
I nikt nie ośmielił się
Zakłócić dźwięku ciszy.

"Głupcy", rzekłem, "Nic nie rozumiecie
Cisza rozrasta się jak nowotwór
Usłyszcie moje słowa, abym mógł was nauczać
Chwyćcie moje ręce, abym mógł was dosięgnąć''
Lecz moje słowa, jak ciche krople deszczu, opadały
I rozbrzmiewały echem
W studniach ciszy.

A ludzie kłaniali i modlili się
Do neonowego bożka, którego sami stworzyli,
A znak rozbłysnął swym ostrzeżeniem
W słowach, z których się składał
Głosił, że słowa proroków są zapisane na ścianach metra
I klatkach kamienic
I szepcą w dźwiękach ciszy.


Gdańsk żegna Prezydenta Adamowicza
 https://www.tvn24.pl/zdjecia/zdjecie-dnia,46897.html

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Zabrakło mi słów




A jak jeszcze przeczytałam, że Owsiak rezygnuje, to poryczałam się z żalu i  bezsilnej wściekłości. Z wściekłości na to zło, które nas otacza. Zamordowano człowieka... prezydenta miasta.... rząd milczy, Kościoły milczą, a ludzie jak zoombies.... idą dalej.

piątek, 11 stycznia 2019

Ruda uszczelnia gniazdo


Zima doskwiera nawet rudasom. A szczególnie jednej. Wczoraj przyłapałam ją na obdzieraniu z kory gałązek lipy- najpierw jednej, potem drugiej. Hm.... Po co wiewiórce kora zimą? Ano pewnie wiatr uszkodził gniazdo i trzeba było je uszczelnić, co też z zapałem rudas uskuteczniał, a ja, z równie wielkim zapałem, sfilmowałam. Filmy są robione przez szybę i na dużym przybliżeniu. Monotonny dźwięk w tle filmu to cykanie zegara, które jest normalnie ciche, a na filmie słychać je zwielokrotnione. Poza tym, ruda jest szybka, zwinna i nie zawsze nadążyłam z obiektywem za nią. Dlatego na filmie są „wahnięcia” i zamazania obrazu.

czwartek, 10 stycznia 2019

Wczoraj


Zapisałam wczoraj.
Nie da się ukryć, widok jest piękny- białe czapy na świerkach i iglarkach, puchate kępki na krzewach i czysta biel na trawnikach. I nie da się ukryć, wkurzona jestem na maksa. Wczoraj kilkakrotne odśnieżanie, a dzisiaj od 8 rano a’piać od nowa. W nocy napadało kolejne 30 centymetrów białego puchu, jak to pięknie nazywają reporterzy i infantylnie rozświergotane osoby, które ten piękny biały puch widzą z okien domeczków, i nie raczą sprawiedliwie przyznać, z czym się to dziadostwo dla większości ludu pracującego kojarzy. Owszem, dlaczego nie, cieszyć się można, zachwycać można, kto bogatemu zabroni? Ale ja nie, po prostu przestaję widzieć tę cudowność bielutkiej zimy, kiedy zaiwaniam następny metr z łopatą, by zrobić przejście do domu i odśnieżyć parking dla klientów. Wszystkie ręce Młodzi i my) na pokładzie, a i tak nie nadążamy. Jaskół dodatkowo musi zrzucać kilogramy ciężkie, białej masy z dachów- sklepu i dwóch magazynów. A po odśnieżeniu dołu, następna atrakcja, zrzucanie ciężkich mokrego śniegu nawisów z iglaków, by te nie zmieniły kształtu lub nie połamały się. To już moja trzecia taka akcja i od dwóch dni bolą mnie diabelnie ramiona oraz nadgarstki. W między odśnieżaniem suszenie kurtek, rękawic, butów, bo każda taka akcja kończy się zawsze przemoczeniem ciuchów. W sumie, od poniedziałku, spadło u nas prawie pół metra śniegu, a zalega pokrywa 40. centymetrowa. Dzisiaj temperatura na plusie. Słyszę, jak o parapet biją krople tającego na rynnach śniegu. I kolejne zmartwienie- jeżeli ruszy gwałtowne topnienie, to czeka nas woda w piwnicy. Jedyna pociecha z takiej ilości śniegu, że ziemia napije się w końcu wody , bo brakuje jej po letniej suszy. No i do wiosny coraz bliżej. Patrzę, jak przybywa dnia. Jeszcze pod koniec grudnia szłam około 16. 30 do ogrodu z Bezką na codzienny popołudniowy spacer, musiałam brać latarkę. Teraz o 17 jest jeszcze całkiem jasno. Światło dzienne też już jest inne. No, ale jest zima, przeżyliśmy większe śniegi i potężne mrozy, nawet jakieś zimy stulecia za nami, dlatego z marudzeniem, ale dajemy radę. 
W nocy była gęsta mgła, a świat cały różowo- pomarańczowy od rozproszonego blasku lamp. Bardzo klimatyczne to było.
A dzisiaj jest nadal ponuro, nijako, pada drobny śnieżek. Jutro powieszę filmiki o wiewiórce, która uszczelniała swój dom. Nawet jej zima daje się we znaki.
Trochę zdjęć z wczoraj.
Zasypany cały taras. To musi samo spłynąć.
 I chodnik do bramki, ciągle odśnieżany.
 A to śnieg z paru dni- 40 cm.
 Tyle śniegu napadało przez jedną noc. Wieczorem wyczyściłam pokrywę, a rano....
 Te tuje otrząsam często, by się nie wygięły pod ciężarem śniegu. Tworzą ładną ścianę, zasłaniając całkiem nieładną ścianę magazynu.
 Tuje przed otrząsaniem.
 Taki "cudowny puch" zaległ w naszym ogrodzie. Śnieżna biel aż razi w oczy. Jakoś mnie to nie bawi.
 Zasypana jodła.
 Beza idzie po ubitej 10 centymetrowej warstwie, a śnieg sięga jej prawie do grzbietu. Gdyby szła po trawie, znalazłaby się w tunelu o ścianach wyższych od niej. A tak przy okazji, biedny pies nawet nie ma gdzie się wysiusiać. Na ścieżkach nie chce. Muszę z nią iść dalej w ogród, gdzie pod sosnami nie ma tyle śniegu.
 Ogrom śniegu zgarniętego z parkingu i z dachu. Na dachu jest kolejna warstwa tego białego "pięknego puchu".
 Kupa śniegu z parkingu. Ten krzew to hibiskus.
 Nie dość, że usypujemy śnieg z wjazdu na parking przed bramą, to jeszcze pług dodał swoje, zgarniając śnieg z drogi na pobocze.
 Już nie bardzo jest gdzie sypać śnieg z parkingu- usypujemy pod ścianą garażu.

Siyrota zasypana. Chyba ma już dosyć przebywania na tym śniegu, bo mina nietęga.


wtorek, 1 stycznia 2019

Odpalić tak, by dopiec.



Dzięki niewątpliwej „życzliwości” i ogromnej empatii moich bliski, dalszych tudzież najdalszych sąsiadów, od za 15 dwudziesta czwarta w Sylwestra do wpół do pierwszej w Nowy Rok, przesiedziałyśmy z Bezką w łazience. Łazienka w środku mieszkania, bez okna, to mniej było słychać, ale i tak słyszałyśmy nieustający huk. Beza wystraszona, drżąca, ja schrypnięta od uspokajania. Toast także wypiliśmy z Jaskółem w łazience. A potem… potem Beza „kąpała się” najpierw z Jaskółem, potem ze mną. Z łazienki wyszła około pierwszej, kiedy byliśmy już w łóżkach i światło zgasło.
W Nowy Rok o 16tej nader milutki sąsiad zaczął kanonadę od początku. Szlag…..chciało by się rzec: ”A to wiocha właśnie”… a ja nieodmiennie dodaję ”cieszyńska wiocha”. Mieszkam tu 28 lat i widzę, że Cieszyniacy to jakiś specyficzny ludek. Ale, nie o nich teraz, bo i tak jestem wkurzona na maksa. Jeszcze ciągle słychać huki. Prawo zaś mówi:
„Odpalanie sztucznych ogni na powitanie Nowego Roku stało się już tradycją i znalazło społeczne przyzwolenie, niedozwolone jest natomiast odpalanie ich w inne dni, ani wcześniej, ani później.
Stanowi to bowiem zakłócenie porządku i spokoju publicznego. Na publiczne i powszechne odpalanie fajerwerków każdorazowo musi wydać zgodę wojewoda i utarło się już, że wydaje taką permisję tylko na noc sylwestrową. Używanie materiałów pirotechnicznych poza wyznaczonymi dniami może skończyć się mandatem karnym nawet do 500 zł.”
I jeszcze

„Czy fajerwerki poza Sylwestrem są legalne?

Oczywiście, że nie są. Puszczanie fajerwerków jako takie stanowi wykroczenie, co nie powinno być dla nikogo zaskakujące. Nikt wszak nie chce, aby w losowych momentach dręczono go niespodziewanymi hukami, które przecież mogą przestraszyć każdego, a nawet zwierzęta. Wspomniane wykroczenie uregulowane jest w art. 51 Kodeksu wykroczeń.
§  1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§  2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§  3. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.
Przy ujawnieniu przez Policję sprawcy wykroczenia i ukaraniu go w formie mandatu kara wynosi maksymalnie 500 złotych. Warto jednak mieć na względzie fakt, że jeżeli sprawą zajmie się sąd, to możliwa sankcja może wynieść aż 5000 złotych. Czy warto aż tak ryzykować chwilą satysfakcji z postawienia na nogi całego osiedla?

Jak to nielegalne, skoro w Sylwestra strzelają?

Odpalanie fajerwerków w Sylwestra i Nowy Rok to nieco inna sytuacja, stanowiąca jednak wyjątek. To święto kojarzy się nieodłącznie z pokazami sztucznych ogni i stało się elementem zwyczaju. Zwyczaj ten stanowi kontratyp, czyli jest okolicznością, która wyłącza bezprawność czynu, jakim jest wspomniane wykroczenie. Jest to poniekąd oczywiste, tak samo, jak głośne kibicowanie podczas meczy reprezentacji, a także huczne świętowanie wielu uroczystości.
Ciekawą kwestią jest to, że od pokazów fajerwerków wiele dużych polskich miast odchodzi, tłumacząc to – najczęściej – względami bezpieczeństwa i szeroko pojętego spokoju. Sztuczne ognie wypierane są powoli przez m.in. pokazy laserów, ale jest to proces powolny i nie do końca skuteczny.
Ale co z tego, że włodarze miast i gmin – w obronie spokoju zwierząt, czy innych wartości – rezygnują z pokazów sztucznych ogni, skoro mieszkańcy urządzają je sobie we własnym zakresie. Legalność fajerwerków w Sylwestra jest sprawą oczywistą, jednak urządzanie takich zabaw poza tym dniem będzie stanowić wykroczenie.
Oczywiście inną kwestią są pokazy zorganizowane za zgodą odpowiednich organów administracji. Te jednak z reguły nie upoważniają przeciętnego Kowalskiego do hałasowania.
To tak dla wiedzy ogólnej.

Zaczyna się nowy rok- nie robię podsumowań, nie robię postanowień. Wiem już, że ten rok będzie inny niż poprzednie, dlatego puszczam wszystko na kontrolowany żywioł.
A wszystkim życzę dobrych ludzi wokół, dużo uśmiechów, zdrowia, bezkonfliktowych relacji i zrealizowania planów bez potknięć oraz porażek  w roku


PS. Słyszę, jak za oknem strasznie wieje i pada deszcz. Znowu jesień tej zimy.