Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juki. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2026

A może borówki do sera?


 

Naleśniki z serem na letnie upały to jest to. A do sera na słodko, którym nadziewam naleśniki, dodałam gniecione borówki amerykańskie. Wyszło razem z naleśnikami super- nie za słodkie, lekko kwaskowate. Aha, no i naleśniki moje to nie są takie typowe cieniutkie placki, tylko ja robię naleśniki z gęstego ciasta, które wylewam na patelnię z dużą ilością oleju (warstwa tak około 1 cm)- wychodzi naleśnik grubszy, z postrzępionymi, chrupiącymi brzegami

I tak sobie myślę, że ser na słodko razem z borówkami amerykańskimi jest także świetnym deserem.

Ser robię tak- oczywiście, jak zawsze wszystko „na oko”

  • jeden klinek sera (25 dag, wszystko jedno o jakiej zawartości tłuszczu)

  • 1 żółtko

  • duża łyżka cukru (można dać więcej, ale ja chcę jak najmniej słodkie)

  • cukier wanilinowy do smaku

  • gniecione borówki- ilość według uznania

Wszystko razem wymieszać i można stosować do czego się tam tylko chce.

Mam zamiar zrobić takie nadzienie do kopert z ciasta francuskiego.

Robię porządki z dziką różą w ogrodzie. Tnę bez litości, strasznie wszędzie się rozpleniła, a przyrosty ma ponad metrowe i bardzo szybko rośnie.Dwa ogromne krzaczory poszły na kompost. Zrobiło się od razu jaśniej i ziemia się suszy.

Wczoraj, do południa wilgi robiły raban. Siedziały dwie samice na wierzchołkach brzóz i przekrzykiwały się, skrzecząc bardzo głośno. Wprawdzie samiec próbował przebić się przez ten skrzek swoim melodyjnym pogwizdywaniem, ale zapomnij, nie dał rady. A wieczorem lunęło. Burze, na szczęście, przeszły bokiem. Niesamowite, jak wilgi przeczuwają deszcz. Znacznie lepiej niż rzegotki, choć te się też wydzierały.

Montowanie pieca CO przeniesiono na ten tydzień, co będzie (chyba). Niemniej już posprzątaliśmy i przygotowaliśmy piwnicę pod montaż. Przy okazji prawie zalaliśmy drugą piwnicę, bo sprawdzając do czego służy jeden z zaworów, odkręciliśmy go no i usłyszeliśmy jak w piwnicy obok chlusnęło wodą. Co się okazało? Mój brat, melepeta jedna, kiedy zmieniał instalację wodną, odciął rurkę od bojlera przy piecu CO, ale jej nie zaślepił. Zostawił po prostu otwartą rurkę. Odkręciliśmy zawór przy bojlerze, a woda poszła tamtędy wprost na podłogę. Można się wściec. My pilnujemy, żeby piwnicę osuszać, a tu lekki potop. Na szczęście szybko podstawiliśmy wiadro i większych szkód nie ma.

 

Zaczytałam się w serii kryminałów Camilli Lackberg. Lubię takie łączenie fabuły obyczajowej z kryminałem.

Kupiliśmy serię o pracy służb specjalnych, oczywiście zbeletryzowaną. Muszę poczekać, bo teraz Jaskół czyta pierwszą, z pięciu, część. 

A może coś lżejszego? Na przykład te. 


Przeczytam, ale potem żadnych filmów, wolę pozostać przy wersjach książkowych. Cenię swoją wyobraźnię i nie lubię, gdy potem następuje rozczarowanie wizją reżyserską.

Juki.

Też nie kwitły tak obficie, jak w minionych latach.


 

Juka na zdjęciu poniżej, została posadzona dwa lata temu. W tym roku zakwitła pierwszy raz. Juki też dobrze czują się w naszym ogrodzie. Rozsadzone, przyjmują się bez problemu, potem tworzą duże kępy, no i nie lubią ich ślimaki.


 Budleja kompaktowa- kwitnie obficie od połowy lipca do końca sierpnia.

I jeszcze drapol na słupie.


 


10 lipca 2024

Polski stir-fry z tarasem i jukami w tle


 

Kolejny dzień remontu tarasu. Powoli zaczyna rysować się całość. Zmieniamy koncepcję- nie będzie desek kompozytowych, będą grube płyty, kładzione na dystansach, a nie klejone. Pokonani zostaliśmy  niemożnością kupna desek kompozytowych takich, jakie chcielibyśmy, ich ceną i kosztem montażu, który wykona firma, polecana przez zakład produkujący deski. Każda usługa takiego producenta kosztuje- wycena, dowóz, wykonanie, co generuje dodatkowe koszty. W marketach budowlanych są deski cienkie, wykonane z lichego tworzywa i w dodatku nie zawsze są na stanie w takiej ilości, jaka jest potrzebna. Koszt tarasu z desek kompozytowych jest też duży ze względu na pierdylion śrubek, podkładek, konieczność kładzenia legarów, desek wykończeniowych. Taras jest duży, deski musiałby być składane (sztukowane), bo nie ma takich długich.  Ale nie tyle cena, co właśnie mały dostęp do kupna tych desek nas zniechęcił. I szantaż- albo kupujemy wszystko w sklepie producenta łącznie z montażem, albo radźcie sobie sami i składajcie do kupy to wszystko, co potrzebne.  No i przyznam- dechy kompozytowe jednak nie są najładniejsze, nie tak bardzo je chciałam. Od początku, czyli gdzieś od trzech lat (tyle trwało poszukiwanie fachowców do remontu), nie widział mi się kompozyt na tarasie. Zwłaszcza, że wtedy wybór kolorów był mały no i te sztuczności… Drewniane w ogóle odpadają, pozostały tak krytykowane płytki. Jednak brat, który wtedy był przy rozmowie o tarasie, zaczął wynokwiać (fajne słówko, nie?), że odpadają, że pękają, że trudno równo lepić (na kleju wtedy się kładło płytki), że fugi… Tak nas zniechęcił, iż w ogóle przestaliśmy o płytkach myśleć. Ale wczoraj, w rozpaczy ciężkiej podczas poszukiwania miejsca, gdzie mamy kupić ten kompozyt, pooglądałam sporo filmów z montażem płytek na tarasach, przeczytałam komentarze pod nimi i doszliśmy do wniosku, że technologia produkcji oraz montażu płytek poszła mocno do przodu- to już nie te pękające, odskakujące kafelki, a porządne płyty w miarę naturalne. Wyobraziłam sobie je na tarasie i decyzja zapadła- będą płyty, osadzane na podkładkach, a nie lepione na kleju.

Codziennie rano budzi mnie śpiew wilg. W ogrodzie są ich dwie pary. Wczoraj samce „przekrzykiwały” się z dwóch miejsc w ogrodzie. Niesamowity koncert. Dzisiaj melodyjnemu zaśpiewowi samców, towarzyszył skrzek samic. Czują wilgoć w powietrzu, będzie deszcz (oby, choć ziemia nie jest jeszcze mocno wysuszona). Na razie nie udało mi się ich dostrzec w koronach drzew. Ze zdjęć nici. A wieczorami, na drzewach przy parkingu, popiskują młode sowy. Dwie, albo trzy.

Upał dokucza (dzisiaj, o 11. 30 stopni z północnej, zacienionej mocno strony), nie mam ochoty na eksperymenty kuchenne, ale ostatnio zrobiłam łazanki z młodą kapustą. Nie przypuszczałam, że to takie dobre. Ten zestaw, bo łazanki z kapustą kiszoną znane mi są od dawna i niespecjalnie je lubię. Jednak te... no miodzio.

Robi się je podobnie jak azjatyckie dania stir- fry, tylko składniki są wybitnie polskie.

Podam składniki z przepisu, ale ja tak ściśle nie trzymam się gramatury – jak ktoś chce mieć więcej makaronu, to go gotuje więcej, jeżeli łazanki mają mieć więcej kapusty, to dajemy jej więcej.

Ilość składników, podanych w przepisie, jest na 4 osoby. Ja zrobiłam z połowy, a i tak było tego po kokardy.

Podam oryginalny przepis.


 

Składniki:

- ½ główki młodej kapusty,

- 80 g makaronu na łazanki,

- 200 g wędzonego boczku,

- 150 g kiełbasy (wiejskiej, podsuszanej, śląskiej itp.),

- 1 mała cebula,

- 1 i ½ szklanki bulionu (mięsnego lub warzywnego, ja daję rosół z kury),

- 1 łyżka oleju lub smalcu,

- pęczek koperku (robi cały smak i bez niego ani rusz),

- 1 mały por,

- 1 łyżka suszonego majeranku (dopełnia smak),

- sól, pieprz do smaku.

Wykonanie.

Najlepiej sobie wszystko wcześniej przygotować: poszatkować kapustę, pokroić boczek i kiełbasę w kostkę, poszatkować koperek, pokroić por i cebulę, przygotować bulion

- ugotować makaron na łazanki, odcedzić, odstawić.

- w garnku podgrzać olej, dodać pokrojony boczek, podsmażyć, dodać pokrojoną cebulę i dalej smażyć wszystko dokładnie mieszając.

  1. - do tego wrzucić pokrojony por, kawałki kiełbasy i wszystko posypać majerankiem, smażyć  około 5 minut często mieszając.
  2. - kiedy wszystko jest już podsmażone, wrzucamy do tego poszatkowaną drobno kapustę, wszystko mieszamy i wlewamy gorący bulion (nie wszystko na raz, powoli, by bulion wciągnęło). Potem można resztę bulionu dolewać, by łazanki nie były suche.
  3. - dodajemy sól, pieprz do smaku i gotujemy do miękkości kapusty (około 20 minut), od czasu do czasu mieszając. Kiedy kapusta jest już miękka, wrzucamy łazanki i jeszcze chwilę wszystko podsmażamy, na wolnym ogniu, bez przykrycia.
  4.  - na koniec wrzucamy posiekany koperek, mieszamy i gotowe.

Juki już przekwitają- teraz, kiedy będę wklejać zdjęcia kwiatów, to często będę pisała „już przekwitły”, tak szybko wszystko kwitnie i przekwita. Robię zdjęcia, ale nie nadążam z pisaniem postów. W tym roku zakwitło mniej kwiatów juki i tylko w kwiatowym. Wszystkie pozostałe kępy, porozrzucane po ogrodzie, nie zakwitły. Cieszę się, że te zakwitły, bo wredne ślimole łaziły po pąkach i wygryzały w nich dziury. Codziennie, przyświecając sobie  latarką, ściągałam z roślin te paskudztwa.


 Przeczytałam książkę o Chrystianie Diorze- przyszło mi na myśl, czytając o powojennym, ale jakże barwnym, Paryżu- jedną z głównych rzeczy, której nie potrafię wybaczyć PRL- owi to jest to, że zamknął nas w „szarym pudle”: najpierw socrealizmu, potem PRL- owskiego siermiężnego dizajnu. To samo chciał zrobić PiS. A świat jest taki różnorodny, kolorowy, pełen niespodzianek, rozgadany, wręcz rozpaplany, rozśpiewany, roztańczony, roześmiany… bez procesji na ulicach, krzyży, protestów z mantrowymi modlitwami   w obronie księży- przestępców czy polityków- przestępców, bez straszliwych plakatów antyaborcyjnych, wyjących pielgrzymek, mowy nienawiści wobec wszystkiego, co inne niż kościółkowi lansują.

Francja jest dla mnie synonimem wolności. Po pierwszej turze wyborów. ogarnęła mnie czarna rozpacz😂, bo taki wynik we Francji nie powinien nigdy zaistnieć. A wynik drugiej tury pozwolił mi odetchnąć i mieć nadzieję, że jednak ta brunatna zaraza nie rozleje się  znów po całej Europie.

Ale wczoraj kibicowałam, jak zwykle, Hiszpanii (a głównie zawodnikom Realu) i JEST!!!!! Przeszli do finału😄😄😄😄



02 września 2019

Powakacyjnie



No i skończyły się wakacje. Dla mnie już, w zasadzie, bez znaczenia jest ta pora. Już się przyzwyczaiłam, że mnie nie dotyczy rozpoczęcie roku szkolnego. Dzień normalny, bez wcześniejszego wstawania, bez nerwówki, bez rozedrgania, że tyle spraw do załatwienia i dziś, i jutro, i tak przez następnych 10 miesięcy. Wstałam przed siódmą, padał deszcz, Beza nie wyrażała ochoty na spacer. No to do kompa, sprawdzić prognozy, przejrzeć trochę strony, śniadanie i potem samotny spacer w deszczu, po ogrodzie. Dobrze mi ten spacer zrobił, wyciszył mimo wszystko. W nocy burza rozkołysała moje serce- z tego wynika, ze jestem meteopatą. Burza przeszła bokiem, ale zasnąć nie potrafiłam długo.
Z powodu upałów, zostawiłam porządkowanie ogrodu na wrzesień. Trochę jestem zła, bo chwasty szumią, jak knieja i powoli mniejsze rośliny znikają w nich z pola widzenia. Z drugiej strony, wyrwanie chwastów i odsłonięcie szlachetnych, mogło spowodować nadmierne wysuszenie ziemi. W dodatku czeka mnie przesadzanie niektórych bylin, ponieważ dokupiłam trzy pełne liliowce i trzeba je gdzieś mądrze ulokować.  W tym roku jest plaga gąsienic, które uwielbiają smak bukszpanu. No i u nas też sobie podjadły. Do tego stopnia, że musimy całe krzewy wykopać i spalić- zostały na nich tylko suche gałązki. Wprawdzie mogłam bukszpan opryskać, ale zauważyłam, że sikory chętnie pałaszują to paskudztwo. Bukszpan stary i tak był do usunięcia, posadzę na jego miejsce niewysokie irgi.
Latem pięknie zakwitły juki. 


Upały im nie zaszkodziły, ale kwiaty szybko przekwitły. Juka to taka roślina „nie do zabicia”. Rozrasta się szybko, przyjmuje się szybko, a jak wykopie się krzak, to i tak w tym miejscu po jakimś czasie pojawią się młode rośliny. 


Mam w ogrodzie takie miejsce, gdzie 30 lat temu posadziłam jukę, potem musiałam ten kawałek przemeblować, jukę wykopałam, a młode roślinki się pojawiają, chociaż to miejsce jest ciągle koszone. Jak potrzebuję gdzieś zapchać w ogrodzie dziurę, to je wykopuję i sadzę. Prawdopodobnie karpa jest tak głęboko w ziemi, że jest nieuszkodzona i wypuszcza młode pędy. 



To są juki wysokie, ale są jeszcze odmiany niskie i zastanawiam się, czy nie kupić je, posadzić w trawniku.
 Juka Karolińska pochodzi z południowych stanów USA. Tam rośnie dziko. W Europie traktowana jest jako roślina ozdobna
 Kwiatostany osadzone są na zdrewniałej pojedynczej łodydze. Wyrastają z efektownej rozety utworzonej przez lancowate, dosyć sztywne liście.
 "Kwitnie na przełomie lipca i sierpnia. W warunkach naturalnych roślinę cechuje specyficzny sposób zapylania, z udziałem molika Tegeticula yuccasella. Samica tego owada zeskrobuje pyłek z pręcików jednej rośliny i przenosi go na drugą, gdzie wwierca pokładełko w znamię słupka, składa w każdym jedno jajo, a następnie zatyka otwór pyłkiem. Gąsienice żywią się zalążkami, jednak część z nich pozostaje i rozwija się w nasiona"
 Kwiaty ma białe z zielonymi przebarwieniami, czasem lekko kremowe, w kształcie dzwonka, dosyć spore.
 Przeczytałam, że preferuje gleby lekkie, a nie znosi ciężkich, gliniastych oraz podmokłych. No nie wiem, u nas w ogrodzie gleba jest świetna, ale wcale nie jest lekka i ma tendencje do przetrzymywania wody. Lubi słońce.
 W naszym klimacie nie wytwarza nasion. Wykorzystywana jest w lecznictwie i w przemyśle- wytwarza się z niej powrozy.
 Widziałam przed chwilą duże stado jaskółek. Świadomość, że zaraz odlecą jest przygnębiająca.

14 lipca 2018

Juki

W naszym ogrodzie jest ich sporo. Każdego roku, latem, kwitną bardzo obficie. Są dosyć stare, bo mają ponad 20 lat. Każda roślina to kępa pojedynczych rozet. Same się rozmnażają (powiększają objętość) przez przyrosty. Świetnie nadają się na tzw. zapchajdziury. Bardzo łatwo się przyjmują i po dwóch latach zakwitają. Są zimozielone i nie przemarzają. W naszym ogrodzie są juki olbrzymie, ale widziałam także juki o połowę mniejsze.


"Jukka karolińska[2], juka karolińska, juka włóknista, krępla karolińska, krępla włóknista, juka włóknista, szpilecznica włóknista[3] (Yucca filamentosa) – gatunek zimozielonej rośliny z rodziny szparagowatych. Pochodzi z południowo-wschodnich stanów USA, rozprzestrzeniła się także w innych rejonach USA[4]. Jest uprawiana w wielu krajach świata jako roślina ozdobna.


Kwitnie na przełomie lipca i sierpnia[3]. W warunkach naturalnych roślinę cechuje specyficzny sposób zapylania, z udziałem molika Tegeticula yuccasella. Samica tego owada zeskrobuje pyłek z pręcików jednej rośliny i przenosi go na drugą, gdzie wwierca pokładełko w znamię słupka, składa w każdym jedno jajo, a następnie zatyka otwór pyłkiem. Gąsienice żywią się zalążkami, jednak część z nich pozostaje i rozwija się w nasiona[


Cała roślina wraz z korzeniami wykorzystywana jest w lecznictwie. Pozyskuje się z niej frakcję saponinową, zawierającą ok. 1,2% saponin, z których najważniejsze to sarsapogenina i tigogenina. Po izolacji składniki te są produktem do syntezy kortykosteroidów i hormonów płciowych[3]. Od niedawna wyciągi z jukki używane są także do leczenia zapaleń stawów, przebiegających z ich zesztywnieniem i obrzękami[8]. W przemyśle wykorzystuje się włókno pozyskane z liści, przerabiane następnie na grube tkaniny i wyroby powroźnicze[9]."




"Jukę kupujemy w formie niedużej sadzonki. W doborze stanowiska do sadzenie kierujemy się przede wszystkim następującymi czynnikami: stanowisko musi być słoneczne, tylko wtedy możemy spodziewać się obfitego kwitnienia, w miejscach zacienionych juka może nie kwitnąć wcale. Dobrze jest, gdy roślina osłonięta jest od porywów wiatru, które ze względu na jej rozmiary, mogą łamać kwiatostany. Ważna jest również gleba. Nie może rosnąć w ziemi, w której stoi woda i jest bardzo wilgotno. Gleba powinna być przepuszczalna, o alkalicznym odczynie. Gleba nie musi być żyzna, może rosnąć nawet w mało zasobnej ziemi.


Musimy pamiętać również, że ze względu na bardzo długie i głęboko wchodzące w ziemię korzenie, jukę ogrodową jest bardzo trudno całkowicie wykopać z ogrodu. Dlatego miejsce do sadzenia powinno być starannie przemyślane i wybrane z namysłem.



Przy uprawie juki ogrodowej trzeba pamiętać o kilku zabiegach pielęgnacyjnych. Mają one przede wszystkim na celu polepszenie walorów ozdobnych rośliny. Przede wszystkim, w okresie późnego lata, po przekwitnięciu kwiatów, usuwamy wszystkie uschłe części rośliny. Mogą one długo zalegać na roślinie, co nie wygląda zbyt efektywnie.
Podlewamy regularnie przez całe lato, dość obficie. Musimy jednak pamiętać, aby podłoże było przepuszczalne i nie zatrzymywało wody, gdyż nie jest to korzystne dla rośliny.
W czasie wiosny, warto jest do wody, którą podlewamy roślinę, dodać trochę nawozu płynnego. Pozwoli to na wzmocnienie juki po okresie zimowym oraz przygotowanie jej do okresu kwitnienia. W okresie letnim nawóz dodajemy regularnie, gdyż ze względu na dużą ilość kwiatów, roślina może być osłabiona."
 Ostatnie zdjęcie- "Pochód duszków ogrodowych", zrobiłam podczas pełni księżyca
Zaletą juk jest ich stosunkowo długie kwitnienie oraz ogromna dekoracyjność, zarówno liści, jak i kwiatów, i w sumie bezobsługowość.  To niekłopotliwa roślina.
 Przytoczyłam tutaj warunki uprawy, ale ja się tak z naszymi jukami nie certolę. Jak chcę przesadzić, to nawet z małe kłącza oderwane od rośliny głównej sadzę i one się przyjmują. Nie dbam również o rodzaj gleby. W ogrodzie juki rosną w miejscach- nasłonecznionych, gdzie gleba szybko przesycha, oraz w miejscach zacienionych, gdzie jest wilgoć.  Po prostu sadzę kłącze tak, by ziemia zakrywała je dokładnie w miejscu skąd wyrastają liście, potem mocno zalewam woda, lekko przydeptuję ziemię i gotowe. Nie zdarzyło mi się, by juka nie przyjęła się. Myślę jednak, że gdy ktoś sadzi juki po raz pierwszy, to dobrze robić to według podanych wskazówek.
Informacje pochodzą z:






28 lipca 2016

Juki.

Lipiec typowy. Upały i burze. Może te burze bardziej gwałtowne, może większe ulewy, niemniej mnie się lipiec zawsze tak kojarzył- upały i burze. U nas w tym roku burz malutko. Większość przechodzi bokami i deszcze też niezbyt ulewne. Dzisiaj pada i to dosyć mocno, jednakże do ulewy temu deszczowi daleko. Zaskakują w tym roku rośliny. Wprawdzie kwiaty kwitną bardzo obficie, ale czas ich kwitnienia jest dziwnie krótki. Liliowce potrafią kwitnąć przeważnie trzy tygodnie. Rozwijają pąki jeden po drugim, co trwa. W tym roku pąki liliowców rozwinęły się wszystkie niemal równocześnie. Skróciło to czas ich kwitnienia o dobry tydzień. Tak samo juki. Tego lata wypuściły bardzo dużo kwiatostanów. Niestety, kwitły niecałe dwa tygodnie. I tak samo, jak u liliowców, rozkwitły niemal równocześnie wszystkie kwiaty na łodydze.
Dało to efekt „ogrodowej białej piany”. Prześliczne, białe kępy były niewiarygodnie efektowne. Tak piękne, że pozwoliłam sobie, podzielić się z Wami ich widokiem. 
 
W ogrodzie rośnie 9 kęp juki, które mają 20 lat. Kwitną co roku i nie zdarzyło się, żeby nie zakwitły w ogóle. To juka karolińska, bardzo wdzięczna w uprawie. Jedynym zagrożeniem dla niej są myszy, które lubią robić między karpami gniazda, oraz choroby grzybowe.
Mam wrażenie, że pod jednym krzakiem mają również swoją kryjówkę zaskrońce. Na wiosnę, właśnie wśród nich, zniknęła nasza piękna, wielka gadzina.

 Bylina pochodząca z południowych stanów Ameryki Północnej. Tworzy tuż przy ziemi rozetę liści o 30–60 cm długości i 3–10 cm szerokości. Liście są sztywne, mieczowate, ostro zakończone, ciemnozielone z błękitnym woskowym nalotem, brzegi mają białe, włókniste.

  Juka kwitnie dopiero po kilku lub nawet kilkunastu latach uprawy. Pojedyncze, białoseledynowe dzwonkowate kwiaty o długości około 7 cm zebrane są w okazały kwiatostan, który znajduje się na zakończeniu wyrastającego ponad liście grubego pędu kwiatostanowego o wysokości 100–200 cm.
  Juki kwitną od końca czerwca do początku sierpnia. W ogrodach sadzi się je pojedynczo, bardzo często na trawnikach lub grupami na dużych rabatach. Można je także sadzić pojedynczo do dużych pojemników (głębokich).
  Wymaga gleby żyznej, dobrze przepuszczalnej, lekko alkalicznej (zawierającej wapń). Pożądane dla niej jest stanowisko osłonięte, jednak w pełnym słońcu (rośliny posadzone w cieniu nie kwitną).

  Latem należy ją obficie podlewać, zraszać liście i zasilać co tydzień płynnymi nawozami mineralnymi. Zima rośliny posadzone w pojemnikach najlepiej przechować w widnych i chłodnych pomieszczeniach. Jukki rosnące bezpośrednio w gruncie dobrze jest na zimowe miesiące zabezpieczyć przed mrozem na przykład gałęziami świerka.
Juki rozmnaża się przez podział silnie rozrośniętych roślin - można to robić wczesną wiosną lub w drugiej połowie lata.”