czwartek, 31 marca 2022

Skąd się wzięły cieszyńskie ciasteczka (1).

 


Tak drobne ciasteczka, pieczone na każdą większą okazje (święta, wesela, rocznice urodzin czy chrzciny) spotyka się chyba tylko na Śląsku Cieszyńskim. Żadna tutejsza gospodyni nie wyobraża sobie uroczystości bez tych ciasteczek. Pieczenie maleńkich ciasteczek to wieloletnia tradycja na tych ziemiach i każdego roku,  w wielu gminach, organizuje się konkursy na te tradycyjne wypieki.  Czym się one różnią od wypieków z innych terenów Polski, ano tym, że są one maleńkie, jest ich olbrzymia różnorodność, a do ciast, z których formuje się ciasteczka, dodaje się mnóstwo różnych (w  początkach tradycji pieczenia ciasteczek, rzadkich oraz drogich) bakalii.

Początkowo ciasteczka pieczono tylko na Święta Bożego Narodzenia.

Trudno wyobrazić sobie stół wigilijny na Śląsku Cieszyńskim bez drobnych, kruchych ciasteczek. To tradycja, która w okolice Cieszyna przywędrowała z cesarskiego Wiednia - podkreśliła dyrektor Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie Ewa Gołębiowska.

Dyrektor Gołębiowska wyjaśniła, że - jak to zwykle bywa z tradycją - nikt nie potrafi określić precyzyjnej daty jej początku. "Znalazłam w różnych opisach, że ich pojawienie datuje się na przełom XVIII i XIX w. Ślady prowadzą do Wiednia. Wówczas byliśmy częścią cesarstwa" - powiedziała.

Ciasteczka mają bardzo różne formy - mogą to być księżyce, kulki, koniczynki, kwiatki, grzybki, serduszka, kiełbaski, baryłki, ule, kostki, romby. To bogactwo kształtów jest dowodem zaradności i pomysłowości gospodyń. Ciasteczka przekładane są masą lub marmoladą, zdobione orzechami, migdałami, rodzynkami lub polewami. Ich wielkość nie przekracza 3 cm. Najpopularniejsze są pierniczki z dodatkiem przypraw korzennych, miodu, jaj i masła.

W Wigilię na stołach pojawia się nawet 20-30 rodzajów ciasteczek - im więcej tym lepiej. Dlatego gospodynie zaczynają je wypiekać najpóźniej dwa tygodnie przed świętami. Jak podkreśliła Gołębiowska żadna z gospodyń nie liczy jednak godzin. "To pasja, namiętność. O ciasteczkach panie rozmawiają od początku grudnia. Wymieniają się przepisami, których jest około stu. To pracochłonne zajęcie wymagające precyzji, starannego zdobienia i najlepszych składników" – powiedziała.”

https://dzieje.pl/rozmaitosci/habsburska-tradycja-na-wigilijnym-stole-czyli-cieszynskie-ciasteczka


 

I jeszcze:

„Nie można jednoznacznie stwierdzić, ile znamy rodzajów cieszyńskich ciasteczek. W każdym domu są przepisy, które nieco różnią się od innych, stanowią swojego rodzaju wariację na temat tych drobnych, tradycyjnych wypieków. Mistrzynie domowego cukiernictwa są w stanie w okresie świątecznym przygotować nawet 30 rodzajów ciasteczek, jednak z pewnością wszystkich typów jest znacznie więcej - Cieszyńskie ciasteczka wykonuje się według receptur „odziedziczonych” po matkach, babciach, ciotkach – zapamiętanych i przekazywanych ustnie lub też zapisanych na kartkach zeszytu i przechowywanych w szufladach – wyjaśnia dr. Hab. Grzegorz Studnicki, prof. UŚ, etnolog.

Tradycja pojawiła się w Cieszynie w XIX wieku, jest to scheda austriacka z wpływami czeskimi. Dziś jednak jest to tradycyjny wypiek Śląska Cieszyńskiego – O tym, że ciasteczka te są postrzegane w kategoriach bogactwa regionalnego, świadczy między innymi to, że dzięki staraniom mieszkańców regionu zostały w 2007 roku wpisane na Listę tradycyjnych produktów prowadzoną przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi – wyjaśnia Studnicki.

Regionalne ciasteczka to jednak nie tylko lokalna tradycja, stanowiąca swojego rodzaju koloryt. Patrząc na typy ciasteczek, można stwierdzić, że ciasteczka są również wyrazem ekumenizmu, który w regionie ma się dobrze - Innym elementem kulinarnej specyfiki świąt Bożego Narodzenia na Śląsku Cieszyńskim, (…) są kojarzone głównie z ewangelickimi domami szulki – wykonane z cienko rozwałkowanego ciasta z dodatkiem miodu i cynamonu, delikatnie przypieczonego na „patelni”, a następnie zwiniętego w rulon – wskazuje Studnicki. Szulki to jeden z tradycyjnych typów ciasteczek, niewiele osób ma świadomość, że ich przygotowanie wywodzi się z tradycji ewangelickiej.”

https://wiadomosci.ox.pl/co-swiateczne-ciasteczka-maja-wspolnego-z-ekumenizmem,66901


 

 '„Nie wiadomo dokładnie, kto i kiedy wpadł na pomysł pieczenia wielu rodzajów drobnych ciasteczek i podawania ich jako słodkiej mieszanki. Wiadomo jednak, że w najstarszej polskiej książce kucharskiej “Compendium ferculorum” z XVII wieku znalazł się opis makaroników z migdałów, cukru i piany z białek. O najstarszych tradycjach kulinarnych na Śląsku Cieszyńskim czytamy w pamiętnikach i kalendarzach dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Pierwszym opisanym ciasteczkiem był mały i twardy placuszek wyrabiany z niekwaszonej mąki i wody z dodatkiem miodu. Z biegiem lat, pod wpływem innych kuchni, głównie austriackiej, czeskiej i niemieckiej, ciasteczka cieszyńskie stawały się misternymi, prześlicznie dekorowanymi smakołykami” – czytamy we wstępie do książki „Cieszyńskie ciasteczka”.

 


Pierwsze wypieki powstają kilka tygodni przed świętami – te z najdłuższym okresem przydatności oraz pierniki, które potrzebują czasu, by zmięknąć, choć są też i takie w wersji „last minute”. Na koniec przygotowywane są ciasteczka na bazie masła. Ile jest rodzajów cieszyńskich ciasteczek? Tego nie wie chyba nikt, ale z pewnością około setki lub więcej. Niektóre można piec, inne tego nie wymagają, jedne są biszkoptowe i piaskowe, inne kruche lub piernikowe, ale wszystkie – słodkie, przepyszne i uzależniające. Rogaliki, grzybki, kwiatki, kulki, zozworki czyli ciasteczka imbirowe, anyżówki, ciastka robione przez maszynkę, półksiężyce, koniczynki, ule, krajanki, orzeszki, chlebiczki, kocie oczka, całuski, kokoski, bawole oczka, marcepanowe jabłuszka, kawusie, czekoladowe bloki, rolady kokosowe i wiele, wiele innych… Bogactwo receptur jest naprawdę ogromne i tak różnorodne jak różnorodny – pod wieloma względami – był i jest Śląsk Cieszyński. Niektóre przepisy powielają się w większości domów, a inne są modyfikowane, udoskonalane. Ale nawet, gdy gospodynie przygotowują ciasteczka według tych samych receptur, mogą one smakować i wyglądać inaczej. Duże znaczenie mają tutaj dobrej jakości produkty, najlepiej naturalne, jak również precyzja w wykonaniu oraz zdobieniu.

Nie bez powodu kiedyś liczba ciasteczek na stole świadczyła o grubości portfela gospodarzy, gdyż są to – podobnie jak dziś – dość drogie wyroby. Do ich przygotowania potrzeba bowiem dużych ilości masła, cukru, miodu, różnego rodzaju orzechów, migdałów, kokosu czy rodzynek, nie licząc kosztów pieczenia i dekorowania na przykład lukrem, polewami, kandyzowanymi owocami czy bakaliami. Zaradne kucharki jednak zawsze potrafiły wyjść z trudnej sytuacji i nawet w czasach niedostatku udawało im się przygotować przysmaki, na przykład sięgając do ich produkcji po… słoninę i wyczarowując przepyszne ciasteczka ze skwarek. Po upieczeniu wszystkie ciasteczka wędrują do pudeł, każdy rodzaj osobno, aby nie wyschły i zachowały swój smak oraz aromat. Pierniki często stają się również ozdobą choinek, a w towarzystwie innych przysmaków stanowią doskonały prezent bożonarodzeniowy."

 https://beskidzka24.pl/cieszynskie-niebo-w-gebie/

 


Cieszyńskie ciasteczka piekła moja babci i ciocia, rodowite cieszynianki. I zawsze u nich objadałam się tymi smakołykami. Stawiały na stole świątecznym talerze z mnóstwem różnych słodkich maleńtasów. Wybór był olbrzymi (przeważnie więcej niż 10 ich rodzajów, znajdowało się na talerzach), ale ja zawsze i niezmiennie wybierałam dwa gatunki- ule oraz orzeszki. I nie tylko ja byłam ich amatorom, u wszystkich cieszyły się powodzeniem. Nie powiem, że nie było wyścigów do tych smakołyków, kto pierwszy ten lepszy, uchodził z łupami, by „cichcem cichcem” pożreć orzeszki i ule.

Potem, kiedy już miałam własny dom, pierwszymi ciasteczkami, jakie upiekłam były właśnie ule i orzeszki.

Zresztą podam przepisy w następnej części, upieczecie i sami stwierdzicie, że wśród multum gatunków cieszyńskich ciasteczek, te są najsmaczniejsze ( i najbardziej kaloryczne).


 Zdjęcia z Internetu

 

 

 

wtorek, 29 marca 2022

Jeszcze marcowo

Banalnie napiszę- zaczęła się wiosna, a z nią przyszło wszystko to, co zazwyczaj o tej porze występuje.

Ptaki w godowym szaleństwie przelatują w tę i we w tę, nie patrząc, że na drodze lotu mają akurat np. moją głowę. Już parę razy tylko szybki unik uratował mnie od pozbawienia oka, a ptaka pewnie, co najmniej, od stanu oszołomienia po zderzeniu z ludzką głową.

 Drozdy rozśpiewały się na dobre, ale w naszym ogrodzie są tylko dwa. Inne śpiewają w pobliskich zagajnikach lub na drzewach okolicznych ogrodów. Ten siedział na krzaku kaliny wielkokwiatowej. Kręciłam, ale obok przebiegła Beza i spłoszyła ptaszora.

  Film nakręciłam dzisiaj późnym popołudniem. Jeden drozd śpiewał na sośnie, a drugi dokarmiał się pod dużą czereśnią. Widać, że apetyt mu dopisywał.



Szaleją również dzięcioły. Na pewno jest tutaj jedna para i buszuje w koronach drzew.


Film króciutki, a i tak się udało, bo on siedział, ja biegiem do domu po aparat i cichutko sfilmowałam.

 Ciekawa jestem, czy krogulec znów założy gniazdo w lasku. Na razie widuję go na brzozach  w dole ogrodu. I uszatka też ostatnio jest bardziej aktywna. W ciągu dnia słychać jej pohukiwania w starym świerku. Niedawno, o zmierzchu, przeleciała mi nad głową, bo wypłoszyły ją szykujące się do nocowania, na świerku, kosy. Narobiły rabanu, to  sowa się ewakuowała na sosny w lasku.

Poza tym, mamy jeża w ziemnej norce obok morwy. Jeż zimował pod stertą gałęzi do spalenie. Młodzi stertę spalili, a przy okazji odkryli zimowe leże jeża z nim samym w środku. I teraz mam zgryz- jeż w tej norce, pod kupką suchej trawy siedzi i chyba jeszcze nie wychodzi. Dziwne to, bo zrobiło się ciepło, a on tam siedzi- codziennie sprawdzam, trawa nie naruszona. No chyba, że ja nie mam pojęcia o maskowaniu się jeży.  One żerują w nocy, może wychodzi, a potem wraca i wsuwa się po tę trawę? W każdym razie nie wygląda na to, by był chory. Kolce ma zdrowe (taki pobieżny ogląd zrobiłam) a i „jeży” się, kiedy podnoszę trawę. Jeszcze trochę i fuknie.


Na razie zostawiam go w spokoju- narwałam więcej suchej trawy, zrobiłam mu delikatny szałas z gałęzi- podobno ma być jeszcze sporo poniżej zera nocami, niech ma ciepło.


 
Zakwitły pierwsze narcyzy. Gatunek bardzo stary, cebule przesadzane były kilkakrotnie, najpierw w ogrodzie mamy, potem w naszym.


Zakwitły również fiołki. Pełno kępek w trawnikach, w lasku, na grządkach. Wczoraj przycinałam krzew pigwowca w miejscu bardzo nasłonecznionym. Obok krzewu rośnie kępka fiołków. Wyobraźcie sobie, jaki mocny zapach wydzielały, nagrzane słońcem.

Fiołki w lasku.
 

I w trawniku

Zakwitły pierwiosnki. Nie lubię tej nazwy, u nas mówi się na nie kluczyki. Najbardziej lubię te pospolite, żółte.

Tu kluczyki w lasku. Takie kluczyki rosły całymi łanami, u mojej babci, na zegrodzie- tak nazywał się sad położony na stoku obok domu dziadków. Stary sad prześwietlony słońcem, a pod drzewami owocowymi żółto od kluczyków. Takiego widoku się nie zapomina. Te  same kluczyki rosły także na skraju lasu, obok którego rodzice wybudowali dom. Ten las to rezerwat "Kopce" niedaleko Cieszyna. Podaję link, jeżeli ktoś chce wiedzieć więcej na temat tego rezerwatu.

http://czasnawypoczynek.pl/Atrakcje,Cieszyn,C003966,Rezerwat+Przyrody+Kopce+w+Cieszynie

 I faktycznie są to kopce, na których rosną głównie buki, lipy i dęby. I te kopce w marcu były błękitne od przylaszczek, a potem białe od kwiatów czosnku niedźwiedziego. I kwitnie tam cieszynianka, zielony kwiat, będący symbolem Ziemi Cieszyńskiej. 

 

Zdjęcie z Internetu

Jesienią buki wybarwiały się na czerwono, a lipy na żółto. Dziś już naszego domu, na skraju rezerwatu, nie ma. Wybudowano tam oczyszczalnię, a rodziców wysiedlono.

Bliski kuzyn kluczyka- też żółty, ale już bardziej szlachetny

Białe kluczyki- mocno się rozrastają
Zbliża się nieciekawy dla mnie czas- zaczynają kwitnąc brzozy. A jak kwitną brzozy, to odzywa się moja alergia ni ich pyłki. Kwitnącym brzozom mówimy "Tak", mojej alergii NIE.

Miłych dni.
 

PS. To nie jest tak, że tematyką ogrodową chcę przykryć to, co się w mnie dzieje, kiedy myślę o wojnie w Ukrainie. Cały czas słucham wiadomości, czytam informacje, wysłuchuję opinii ekspertów, oglądam zdjęcia, filmy, wsłuchuję się w słowa uciekinierów oraz wolontariuszy. No i śledzę działania naszego rządu oraz Sejmu. Nie da się od tego uciec, ale można na chwilę przystanąć i odetchnąć wiosennym, ogrodowym powietrzem. Potrzebne są siły i nie wolno ich marnować nadmiernym obciążeniem psychicznym, a na taką regenerację właśnie ogród, z jego cudami, jest najlepszy.

P.S. 2. Dzisiaj norka jeża jest pusta. Całe szczęście, że poszedł w świat, bo zastanawiałam się, jak go ochronić przed deszczami (do tej pory miał nad norką potężna kupę gałęzi). Nie było go rano, to znaczy, że po nocnych łowach, znalazł na dzienny sen inne miejsce.

 

piątek, 25 marca 2022

Wiosenne gonitwy

 Grabię, przycinam, cieszę się słońcem i ciepłem, zamartwiam wojną w Ukrainie oraz losem uciekinierów. Poza tym wściekam się na rząd tutejszy, na brak ogłady dudasa, bezczelność kurdupla na kaczych szłapach i resztą w ten deseń.

A i jeszcze zniesieniem obowiązku noszenia maseczek w sklepach.

Postanowiliśmy  z Jaskółem nadal być idiotami w czyimś mniemaniu i nadal  ograniczać sami sobie, tym razem, wolność osobistą- będziemy robić zakupy "zamaskowani".

Nakręciłam filmiki w tak zwanym międzyczasie. Zwinne cholerki, trudno było aparatem nadążyć za ich rudymi ciałkami.



Miłych dni.

 

sobota, 19 marca 2022

A tak sobie opowiadam...

 Przedwiosennie, zaraz będzie wiosennie. Słonecznie pięknie, ale zimno. W dodatku wieje mocny, zimny wiatr od wschodu i czuje się jeszcze większy chłód. Robię, wiosenne porządki w ogrodzie. Grabienie gałązek, których w tym roku jest mnóstwo po zimowych wietrzyskach. Głównie gałęzie brzozowe, ale i suchelce, które pospadały z sosen, są w ilości ponad zwyczajną wiosenna normę; wycinanie i przycinanie krzewów- co parę metrów kupka do spalenia.  Był nasz zaprzyjaźniony drwal- ściął jeden pień orzecha, który wrastał w drugi. Ten do wycięcia zaczął się pochylać i ciągnąc ku upadkowi ten drugi. Nie było rady, trzeba było go ściąć. Musiałam też wyciąć dziesięcioletnie brzoskwinie, nektarynę, czereśnię. Chorowały, kwękały, żadnego pożytku z nich nie było. No nie… na początku były piękne owoce brzoskwiń, ale do czasu. Kiedy dojrzały, nabrały ślicznych kolorów, zaczynały gnić od środka. Żadne opryski nie pomagały. Z bólem się z nimi pożegnałam. No i trzy chudziutkie sosny, którym wierzchołki obeschły, też trzeba było wyciąć. Wycinka to i gałęzi do sprzątnięcia sporo. Do tego doszły trzy stare krzaczyska jaśminowców- następna kupka do spalenia. Wokół miejsca na ognisko wyrosła spora hałda „opału”. A palić nie można, bo wieje. Każdego roku już mi się wydaje, że teraz to koniec, finto, nic nie wycinamy, tylko przycinamy i każdego roku coś do wycięcia się znajduje.

Tak wyglądała aleja, na dole ogrodu, dzisiaj rano. Teraz już te kupy z lewej strony zwiezione na miejsce przy ognisku. Te z prawej czekają jeszcze na dopracowanie- odzysk grubszych kawałków na podpałkę w CO.


 Zaczynają kwitnąć późniejsze śnieżyczki. Pierwsze, które pokazały się w lutym, zaczynają przekwitać. Teraz wyszły te drugie- są niższe, ale mocniejsze, nie takie wiotkie, jak te pierwsze.

Każdej wiosny odkrywam śnieżyczki w  różnych miejscach ogrodu. Chyba myszy roznoszą cebulki, ale to fajne- idę sobie środkiem trawnika w głębi ogrodu i nagle widzę kępkę śnieżyczek pod krzakiem pigwy. W zeszłym roku ich tu nie było- teraz są.

Kwitnie też ciemiernik. Posadziłam cztery,  trzy są jeszcze mizerne, a ten jeden to smoczysko ciemiernikowe. Mam nadzieje, że w tym roku, pozostałe się wzmocnią. Zamówiłam jeszcze trzy w różnych kolorach.
 

A to dereń "mniejszy". "Mniejszy", bo jest jeszcze w ogrodzie dereń "większy", dlatego trzeba je jakoś określać. Większy też kwitnie, ale nie tak obficie. W zeszłym roku oba kwitły, ale tylko większy miał dużo owoców, które dojrzały. No, a jak dojrzały, to chciałam je obrać, ale nici z tego wyszły, bo nagle się straciły. Nie mam pojęcia, kto sobie je skonsumował, ale podejrzewam kosy.


Posadziliśmy te derenie z myślą o robieniu nalewki. Piąty rok już rosną, trzeci owocują, a nalewki jak nie było, tak nie ma. Wychodzi na to, że posadziliśmy sobie kolejne krzewy ozdobne.

W lasku pokazał się czosnek niedźwiedzi. Zasiałam go trzy lata temu. Zamawiałam w sklepie ogrodniczym 5 czosnków, myśląc, że to sadzonki będą, a tu okazało się, że zamówiłam 5 paczek nasion czosnku niedźwiedziego. Ot takie rozkojarzenie, które tylko na dobre wyszło. Rozsiałam te nasiona w kilku miejscach lasku no i mamy piękne zielone kępy. Na razie o zrywaniu liści na sałatkę nie ma mowy, bo mało go jeszcze, ale piękne białe kwiaty, które pokażą się w kwietniu, cieszą oko.
 

Kalina wonna "Nanum"- zakwitła w połowie lutego. Jest ładna, jednak oczekiwałam w tym roku mocniejszego kwitnienia. W dodatku wcale nie jest tak odporna na mrozy, jak zachwalają. Cały czas, na noc, przykrywam ją flizeliną, bo mrozy są u nas jeszcze dosyć mocne. Ma trzy lata i krzew pięknie wyrósł, ale to kwitnienie takie mizernawe jakoś. Inna sprawa, że te wszystkie fotki roślin, w sklepach internetowych, chyba są mocno naciągane. Patrzysz, na zdjęciu kwiaty przepiękne, a potem w naturze jakoś ich mało i kolory ciut inne, i roślina gorzej rośnie, mimo sadzenia zgodnego ze wskazówkami. 

Kalina rośnie, kwitnie i jednak cieszy swoim wyglądem.

 


Zakwitła leszczyna czerwona. To piękny krzew- ja "poprowadziłam" ją na drzewko, wyrosło dosyć spore drzewo. Ma czerwone baźki, a jesienią na ciemnoczerwono wybarwiają się jej liście. I orzechy też ma w bordowych łupinach. I uwielbiają te orzechy rudasy. Tak bardzo, że dla nas już ich nie starcza, choć leszczyna każdego roku owocuje obficie.


Najpierw myślałam, że to dzięcioł. Ptaszor zerwał się z trawnika, kiedy podeszłam do drzwi balkonowych. Pofrunął w popłochu i usiadł na leszczynie. Usiadł i siedzi. Czekaj, pomyślałam sobie, zaraz cię złapię. Poszłam po aparat, by zrobić ptaszynie zdjęcia. Co z tego wyszło? Ano to.


Nie dzięciolina marna, a najprawdziwsza sójka buszowała na leszczynie. Po co jej baźki, pojęcia nie mam. Poskubała te baźki, naśmieciła i poleciała.


A na deserek nasza Bździągwa.
 
"Oho, coś tu było"

Miłych dni.

P.S. Przyleciały drozdy i zaczynają wiosenne koncerty.

poniedziałek, 14 marca 2022

O wronach i kawkach.

 


Dzisiaj przeleciały nad ogrodem dwie wrony i przypomniałam sobie, że mam fajne filmy z wronami, a w obecnych realiach, kiedy człowiek jest przesiąknięty wieściami tragicznymi lub  bombardowany głupotą  oraz arogancją, odczuwa ogólny welschmetrz*, fajnie jest na chwilę oderwać się i wrócić do przyrody. Wrony oraz kawki- krukowate, które lubię i gdy tylko mogę, obserwuję je z przyjemnością.

Wrony.

Moje wspomnienia na temat wron są niewielkie, bo oprócz jednego mglistego obrazu, w którym wrony siedzą wysoko na gałęziach starych dębów w parku, obok którego wracałam do domu po lekcjach w podstawówce, nic więcej mi się nie przypomina. Siedziały tam i pokrakiwały niegłośno. I podobnie wspomnienie- pszczyński park przypałacowy (nawiasem bardzo ładny), lecę na przystanek (wtedy codziennie dojeżdżałam do innej podstawówki, bo trenowałam już w klubie) przez ten park i tak samo rejestruję pokrakiwanie wron w szczytach drzew. A, i jeszcze mgła- wrony kojarzą mi się z mgłą i listopadem. Wszystko. Pewnie gdzieś tam w pobliskich lasach mieszkały, jednak jakoś szczególnie ich nie zapamiętałam.

Tutaj często obserwuję przelatującą parę wron ze wschodu na  zachód i odwrotnie do niedalekich lasów lub zagajników. Zawsze któraś z nich donośnie kracze. Nigdy tutaj nie widziałam  stada wron.

Więcej o wronach https://www.ekologia.pl/srodowisko/przyroda/wrona-siwa-opis-wystepowanie-i-zdjecia-ptak-wrona-siwa-ciekawostki,26825.html

Z tego, co przeczytałam tworzą pary monogamiczne i to by się zgadzało z moimi obserwacjami.

Dwa filmy nakręciłam w zeszłym roku w kwietniu. Byłam w ogrodzie, kiedy od wschodu przyleciała i usiadła na akacji strasznie zdenerwowana wrona. Bardzo krzyczała i była zaniepokojona. Potem przeniosła się na sosnę. Posiedziała tam trochę, po chwili, kracząc głośno odleciała.


 

Następne trzy filmiki nakręciłam w grudniu, w zeszłym roku. Na starej gruszy, u sąsiada w ogrodzie, usiadła para wron. Najpierw siedziały na szczycie drzewa, potem jedna odleciała, wróciła z czymś w dziobie i zaczęła ucztować.


 


Teraz o kawkach.

W obu leśniczówkach, w ich kominach, mieszkały kawki. Straszne hałasowały, szybując nad dachami. Kawki mają paskudny zwyczaj wić w kominach gniazda, skutecznie komin zapychając. I robiły to permanentnie każdej wiosny. Pal licho, kiedy wiły gniazdo w kominie odprowadzającym dym z pieca w pokoju. Była wiosna, szło lato i wtedy w pokojowych piecach nie paliło się. Gorzej, kiedy zatykały komin od pieca kuchennego,  w którym paliło się na okrągło przez cały rok.   Wtedy dosłownie była  zadyma na cały dom. Jak w pierwszej leśniczówce ojciec pozbył się kawek, nie pamiętam. Natomiast w tej drugiej, matka kategorycznie zabroniła używać skutecznego środka na kawki- dubeltówki i pamiętam, jak płoszyliśmy je wrzaskiem oraz klaskaniem, biegając dookoła domu, gdy tylko chciały siadać na kominach. Widać nasze upiorne darcie się poskutkowało, bo kawki wyniosły się po jakimś czasie i już nie wróciły.

Kawki widywałam jeszcze w miastach i żerujące na ogromnym wysypisku śmieci, które na nasze nieszczęście, znajdowało się niecały kilometr od domu (do którego wyprowadziliśmy się z leśniczówki). Przylatywały ogromnymi stadami,  „krzycząc”  donośnymi, przenikliwymi tonami. Zresztą, kto nie zna głosu kawki?  Okupowały śmietnik do zmroku. Potem odlatywały w stronę niedalekiej Karwiny, gdzie prawdopodobnie nocowały blisko budynków.  Tutaj kawek nie widuję. Szkoda- było by to jakieś dodatkowe urozmaicenie moich ptasich obserwacji

O kawkach tutaj  https://natura.wm.pl/zwierzeta/204/Kawka-zwyczajna-kawka

 


 

Dla niewtajemniczonych

* Welschmetrz- ból świata

 

 

sobota, 12 marca 2022

A tymczasem ( 5. Jak pisowskie kanalie kombinują, by pomóc, a jednak nie pomóc)

 Straszna wojna w Ukrainie trwa, a tymczasem pisuarowskie sejmowe mendy wywijają sprawę pomocy uchodźcom tak, by pomóc tylko tym, których nawiedzeni pisowcy wytypowali. Dlatego, każdy, kto martwi się o los tych imigrantów, którzy dalej marzną w lasach na białoruskiej granicy (a jest jeszcze bardzo dużo takich martwiących się, jak i imigrantów w tamtych lasach), ma teraz jasno pokazane, że oni nie dostaną żadnej pomocy. Rasistowskie, pisowskie dranie nadal trwają przy swoich fobiach i dzielą uchodźców na tych "odpowiednich" i tych "nieodpowiednich". A żeby było jeszcze bardziej dziadowsko, to zamieszczono w tej ustawie parę punktów, niezgodnych z  unijnymi dyrektywami. Może to skutkować  zaskarżeniem Polski do TS i wstrzymanie środków z kasy unijnej.

"Specustawa o pomocy Ukraińcom wymaga poważnych uzupełnień

Specjalne przepisy, które mają ułatwić pomoc dla uchodźców z Ukrainy, nad którymi właśnie pracuje parlament, wymagają jeszcze ważnych uzupełnień. Przede wszystkim, nie dostrzegają obywateli krajów innych niż Ukraina uciekających przed wojną, a także tych Ukraińców, którzy trafią do Polski np. przez Słowację. Przy okazji, okazują się być niezgodne z unijną dyrektywą o tymczasowej ochronie wysiedleńców, jaką na początku marca przyjęła Rada UE.

Specustawa zakłada również, że pomoc przysługiwać będzie wyłącznie obywatelom Ukrainy, którzy granicę polską przekroczyli bezpośrednio z terenu swojego państwa. Ochrona i prawa gwarantowane specustawą nie obejmą ani bezpaństwowców, ani obywateli innych państw, którzy w momencie agresji Rosji na Ukrainę przebywali na jej terytorium.

Przywołany zapis w specustawie stoi w sprzeczności z prawem Unii Europejskiej. Konkretnie, z wydaną na początku marca dyrektywą Rady UE o tymczasowej ochronie wysiedleńców z terenów ogarniętych wojną. Na jej mocy wszyscy uciekinierzy z terenów ogarniętej wojną Ukrainy mają mieć w krajach Unii zapewnioną roczną ochronę, prawo do pobytu, prawo do pracy i wsparcia państwa. Dotyczy to właśnie wspomnianych bezpaństwowców czy obywateli krajów trzecich czy ich rodzin, którzy w momencie agresji rosyjskiej przebywali w Ukrainie.

To jednak nie koniec, bo w unijnej dyrektywie tymczasowa ochrona zapewniona jest wszystkim osobom uciekającym z ogarniętej wojną Ukrainy, bez względu na to, jaką drogą uciekają. Mają też prawo wybrać sobie spośród krajów unijnych ten docelowego pobytu i liczyć w nim na ochronę, jaką zapewnia unijna dyrektywa — prawo do pobytu, do pracy, etc. Tymczasem polscy rządzący w specustawie zapisali, że pomoc dostaną tylko ci, którzy granicę Ukrainy z Polską przekroczą "bezpośrednio". W praktyce — jeśli uciekający od wojny Ukrainiec wjedzie do Polski przez Słowację lub Węgry, to już pomocy od państwa nie dostanie, specustawa go nie obejmie.

— Jeśli zawężamy zakres dyrektywy unijnej, to tworzymy w Polsce system dualizmu prawnego. Z jednej strony jest prawo polskie, a z drugiej prawo Unii, które powinno być nad polskim nadrzędne i stosowane bezpośrednio — mówi Onetowi mec. Piotr Sawicki, specjalizujący się w prawie migracyjnym.

— Za stworzenie przepisów, które są zasadniczo rozbieżne z prawem Unii, może nam grozić nawet skarga Komisji Europejskiej do unijnego Trybunału Sprawiedliwości — ostrzega. — Czy w ślad za tą skargą może iść wstrzymanie Polsce wypłaty środków na pomoc dla uchodźców? Nie sądzę, by wobec ilości przyjętych przez Polskę uciekinierów wojennych doszło aż do tego, jednak Unia może nas po raz kolejny zdyscyplinować i nakazać rozszerzenie grupy uchodźców objętych pomocą państwa na mocy specustawy — zaznacza.

— Fakty są takie, że my jako państwo nie możemy sobie wybiórczo wskazywać grup, którym pomożemy. Zaś dyrektywę Rady UE możemy wyłącznie rozszerzać, a my ją w specustawie mocno zawężamy — podkreśla prawnik.

Mec. Sawicki dodaje, że na mocy polskiej specustawy jakiejkolwiek pomocy państwa w naszym kraju pozbawiona zostanie niemała grupa przebywających w Ukrainie Afgańczyków, Azerów, osób z Kazachstanu, państw afrykańskich czy nawet Rosjan.

— Jeśli nie są oni żoną lub mężem obywatela Ukrainy, to w Polsce nie dostaną od państwa żadnego wsparcia — wyjaśnia. — Tymczasem części z nich prawo do pomocy od każdego kraju Unii daje unijna dyrektywa. Jednak nie ma w tej dyrektywie mowy wprost o tych, którzy zamieszkiwali w Ukrainie na pobyty stałe lub czasowe. Nie wiadomo, kto miałby im pomóc. I tu państwo polskie miałoby pole do popisu. Wystarczyłoby, gdybyśmy wprowadzili tę specustawę z zapisem, że te osoby, właśnie na przykład Hindusi, Azerowie czy Afgańczycy w ciągu 15 dni legalnego pobytu w Polsce mogą dalej zalegalizować swój pobyt w naszym kraju. To dawałoby im realną pomoc, tymczasem polska specustawa o nich po prostu zapomina — mówi mec. Sawicki.

— Ja liczę na to, że podczas prac w parlamencie te rozbieżności między specustawą a prawem unijnym zostaną usunięte, że ten akt prawny w końcu zostanie przyjęty. Bo dziś sytuacja jest taka, że znaczna część urzędów wstrzymuje się od jakichkolwiek działań na rzecz uchodźców. Po prostu nie stosują unijnej dyrektywy, bo wszyscy zasłaniają się tym, że czekają na specustawę. Niech więc ona wreszcie się pojawi, byle w sensownym kształcie — kwituje mec. Sawicki."

 https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/specustawa-o-pomocy-ukraincom-wymaga-powaznych-uzupelnien/y0bnlk9,79cfc278


 

 

 

czwartek, 10 marca 2022

Przestań kłamać, zacznij myśleć.

Z Facebooka, niestety zaniedbałam i nie zapisałam autorki.
 

Wiecie, że namiętnie haftuję i robię różne rzeczy rękodzielnicze. By nie zwariować z tego natłoku myśli, dotyczących codziennych sytuacji i tu w Polsce, i w Ukrainie, chodzę po różnych blogach z rękodziełem- tak od bloga do bloga (umieszczonego na pasku). Bardzo interesujące są blogi rosyjskie i ukraińskie (oglądałam jak leci,bez rozróżniani- rosyjski, ukraiński). Zazwyczaj tylko oglądam, co dziewczyny robią, ale dużo blogów ma translator i mogę sobie przeczytać po polsku treści w postach. I dzisiaj weszłam na blog, jak się okazało Ukrainki...

Przeczytałam i poczułam się bezsilna...

 

Post został napisany 10 marca, takie daty są przy komentarzach. 

"14 dzień wojny

Dziś chciałabym napisać, że mój blog ma 12 lat i pokazuje hafty, ale z żalem mogę tylko odnotować, jak nieznośnie ciągną się DWA tygodnie czy 14 dzień wojny. Nie zwracamy uwagi na daty w kalendarzu (takie jak 7 czy 8 marca), czasami dni tygodnia są zapomniane i pogmatwane. Tak, w zasadzie nie jest to takie ważne. JUŻ 14 trudnych dni, gdy rosyjski „asvabaditel” bezcześci naszą ziemię, zabija cywilów i bombarduje nasze miasta. 

Oczywiście wszyscy politycy nadal są kłamcami, ale chyba nikt nie pamięta takiego kłamstwa. Propaganda rosyjska nie robi wrażenia na społeczności światowej, a jedynie na jej mieszkańcach. Cały świat już widział i zdawał sobie sprawę z okropności tej wojny i tylko Rosjanie nadal wierzą we własną teorię „wyzwolenia”. Jeśli jeszcze się nie zorientowałeś, to na Ukrainie nikt nie spotka Cię z uściskami, a kwiaty otrzymasz tylko w formie wieńców. 

Nie musimy być zbawieni, naziści tu nie rządzą, nie chcieliśmy (co za herezja!!) zagarnąć Rosji i… i tak dalej na liście. My, Ukraińcy, jesteśmy teraz wszyscy razem! Bez partii i przekonań stajemy przeciwko Rosjanom, przeciwko wojnie i inwazji na nasze terytorium! Mamy teraz tylko NASZE i Rosyjskie! Czy tego chciałeś? - Otrzymane! Cały świat odwrócił się od Rosji. I nie ma wielkiego narodu i braterskich ludzi! Teraz wszyscy wiedzą, jak wyglądają faszyści naszych czasów, którzy nawet nie rozumieją, dlaczego walczą. Twoi dziadkowie by się wstydzili!

Przestań kłamać! - mówią dyplomaci i zwykli ludzie na całej planecie. Zacznij myśleć i podejmować decyzje, zamiast słuchać narzuconych opinii.

Już ponad 12 000 Rosjan nie wróci do domu. A jeśli niedługo wpłynie to na twoją rodzinę lub rodzinę znajomego lub znajomego znajomych?! Pomyśl teraz albo będzie za późno. Nie czekaj, aż twój mąż, syn, wujek, siostrzeniec wyjdą na „nauki”. 

Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę musiał wstawać o 6 rano z eksplozji, ale stało się to 24 lutego 2022 roku. Nie strzelamy, ale często zdarzają się naloty. Przyjechało już wiele osób, które uciekły przed ostrzałem, mają dość przetrwania w schronach i chcą żyć na wolnej Ukrainie.

Chwała Ukrainie! 💙💛 Tremaimosya! "

 

https://vasylynkinyprodelki.blogspot.com/2022/03/14.html

 Nie wiem, czy tą drogą- apel Ukrainki na blogu rękodzielniczym- dotrze do Rosjanek to, co się dzieje w Ukrainie. 

Bardzo chciałabym, by to przeczytały i zareagowały.

P.S. Zaznaczenie na czerwono moje. Jak bardzo są te słowa aktualne i jak bardzo dotyczą nas wszystkich ludzi, a szczególnie tych grup, które nadal zaprzeczają istnieniu wojny w Ukrainie oraz wierzą w teorie spiskowe ( foliarze- opamiętajcie się w końcu)

środa, 9 marca 2022

Oooo... ja cierpię dolę... ( 5) Jak pisowski rząd chciał zapewnić sobie dalszą władzę.

"Rząd PiS od listopada 2021 r. wiedział, że nadciąga największy w najnowszej historii kryzys. Zaślepiony w coraz bardziej desperackiej walce o utrzymanie władzy zmarnował czas

 


W listopadzie 2021 r. rząd Stanów Zjednoczonych przekazał sojusznikom w Europie niepodważalne informacje swojego wywiadu dotyczące rosyjskich planów inwazji na Ukrainę. Z tego, co dziś wiadomo, Amerykanom udało się ustalić nie tylko wielkość sił, jaką Rosja przerzuca nad granicę z sąsiednim krajem i na Białoruś, ale też plany operacji i okupowania kraju.

Według amerykańskich źródeł Rosjanie mieli listy proskrypcyjne Ukraińców, których uważali za zagrożenie. Zamierzali ich zabić na miejscu lub wywieźć z kraju i uwięzić. Chciałbym zobaczyć twarze europejskich polityków, którzy jeszcze niedawno wzywali, by unikać eskalacji wobec Rosji, gdy widzieli materiały przywiezione przez szefową amerykańskiego wywiadu Avril D. Haines.

Wśród wtajemniczonych był także premier Mateusz Morawiecki. Jakie kroki przedsięwziął polski rząd, by przygotować się na wybuch wojny za naszą wschodnią granicą i nieuchronny kryzys humanitarny wywołany falą uchodźców?

Lex TVN, żarówki i spotkania z proputinowską prawicą

Ministerstwo Aktywów Państwowych kierowane przez Jacka Sasina w sytuacji nadciągającej wojny wymyśliło kampanię billboardową, która miała zrzucić na Unię Europejską odpowiedzialność za potężny skok cen energii. Sasin albo któryś z jego zastępców wymyślił, by na żarówce dorysować unijne gwiazdki. Akcja kosztowała 12 mln zł.


 

Premier Mateusz Morawiecki 3 grudnia witał w Warszawie z honorami należnymi głowie państwa Marine Le Pen, przywódczynię francuskiej skrajnej prawicy. Le Pen brała od Kremla pieniądze na kampanie wyborcze, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" powiedziała, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów. Morawiecki, choć wiedział, jaki los Ukrainie szykuje Rosja, nie reagował. Pod koniec stycznia, gdy dowodów na to, że inwazja jest nieuchronna, było mnóstwo, Morawiecki spotkał się z Le Pen i innymi agentami Kremla w Madrycie. Le Pen później domagała się wycofania Francji ze struktur wojskowych NATO. Morawiecki też milczał.


 

17 grudnia 2021 r. Jarosław Kaczyński nakazał wyciągnąć z zamrażarki "lex TVN", ustawę pozwalającą wywłaszczyć amerykańskich właścicieli znienawidzonej w PiS stacji TVN 24. Przegłosowano ją, mimo że pod ukraińską granicą przybywało rosyjskich czołgów. Gdy ustawę zawetował prezydent Andrzej Duda, politycy PiS zapowiadali, że TVN nie odpuszczą, że znajdą na nią sposób…


 

Kto dziś pomaga uchodźcom?

Rząd PiS od czterech miesięcy wiedział, że nadciąga największy w najnowszej historii kryzys. Zaślepiony w coraz bardziej desperackiej walce o utrzymanie władzy zmarnował czas, nie przygotował niczego.

Dziś próbuje się podpiąć pod zryw społeczeństwa, które pomaga ukraińskim uchodźcom. Jak to określić? Podłość? Głupota?”


 

Bartosz T. Wieliński

https://wyborcza.pl/7,75399,28199486,rzad-pis-juz-w-listopadzie-widzial-plany-inwazji-oto-jak-sie.html?fbclid=IwAR2IGK0ioTKrmCn3Am7yGpdtnqoPDMcoVNuLByJNpNXqnNR3s3VraBA8JiM

 


I dalej...

 

To krótkie info, dotyczące podłości rządu, który pod płaszczykiem ustawy o pomocy uchodźcom, próbował zapewnić sobie bezkarność za wszystkie swoje przekręty. Na szczęście to nie przeszło w Sejmie- ustawa poszła do poprawki,


"Do specustawy dotyczącej ochrony przybywających do Polski uchodźców z Ukrainy PiS wpisał – niemal słowo w słowo – nieuchwalone dotąd przepisy, zapewniające przedstawicielom tej partii bezkarność za ewentualne łamanie prawa i dyscypliny finansów publicznych podczas pandemii koronawirusa. – Szukają bezkarności dla oszustów, kolejna próba "bezkarności plus" – mówi Onetowi poseł KO Dariusz Joński, który wspólnie z Michałem Szczerbą ujawnił aferę respiratorową w Ministerstwie Zdrowia."

 https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/wojna-w-ukrainie-wrzutka-pis-do-specustawy-o-uchodzcach/bp4ektp,79cfc278