Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara-niewiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara-niewiara. Pokaż wszystkie posty

czwartek, kwietnia 09, 2026

O... jaciepierdolę- czyli o wielkim absurdzie.

 

Minęła Wielkanoc z całą oprawą Wielkiego Piątku, grobów, święcenia, Zmartwychwstania...

Na Facebooku pojawia się taki mem. 


Memy jak to memy, mają śmieszyć, albo wzruszać, albo prowokować przemyślenia. I ten właśnie Mem odkrywa cały absurd z ukrzyżowaniem Jezusa, z jego poświęceniem, by odpuszczono ludzkości grzechy, z jego cierpieniem.

STOP.

Do tego miejsca chrześcijanie przyjmują to wszystko i z punktu realnego widzenia, jest to możliwe. Był człowiek o imieniu Jezus, ukrzyżowano go, a ludzie uznali, że cierpiał dla nich i za nich. OK, ale to Zmartwychwstanie już się nie komponuje z tym poświęceniem. Zmarł, a jakoby ożył, czyli co? Krótki epizod, związany z ukrzyżowaniem, niewątpliwie przynoszący cierpienie, ma na celu odpuszczenie grzechów ludzkości, ale on miał umrzeć, jakby nie zabrzmiało to okrutnie, miał poświęcić życie, takie było przesłanie, a tu nagle ZONK! Wstaje z martwych oraz wstępuje w niebiosa. To właśnie ukrzyżowanie, śmierć Jezusa, wraz z tym przesłaniem robi go znanym męczennikiem, a potem Bogiem. A o tym, w kontekście chwały Zmartwychwstania, zapomina się. Jakby umniejsza, bo teraz Zmartwychwstanie jest najważniejsze. Okrutne oszustwo boskie się odbywa. Jeżeli ożył, to nie ma śmierci za odkupienie grzechów. W sumie ludzkość nic nie dostała.

Pewnie sukienkowi mają na to swoje mętne tłumaczenia, ale ja nie potrzebuję owijania czegoś, co jest konkretne i widać całą absurdalność zdarzenia, w jakieś bajania, by móc maluczkim mydlić oczy i na nich żerować.

A i teologowie też mają jakieś tam pokrętne tłumaczenia.

Jeszcze jakieś 25lat temu, kiedy czytałam różne opracowania, dotyczące Biblii, wywody teologów, wywody filozofów, a sporo tego było, to podchodziłam do nich poważnie. Teraz to mi się śmiać z tego wszystkie chce. Jedno, co tylko mi pozostało, to szacunek do umiejętnego rozumowania (niekoniecznie trafnego) oraz umiejętności sprzedania tego w taki sposób, że ludzie to łykają, a większość w to wierzy.

Trywializuję teraz, oczywiście... ależ, czy te wszystkie opowieści chrześcijańskie nie są w dużej części trywialne?

Myślę, że nawet mocno wierzący ludzie powinni choć na chwilę zastanowić się nad tym, co ujawnia Mem.

I by nie było tak kościółkowo.


 


sobota, stycznia 10, 2026

I zrozpaczony, wraz ze swoim krzyżem, zwiał za obudowę.

 

W szkole, w naszej wsi, w której pracowałam przez 16 lat od początku lat 90. ubiegłego wieku, też powieszono krzyże zaraz po podpisaniu Konkordatu. Wszędzie, gdzie się dało- od sal lekcyjnych począwszy, na kamerliku dla pań sprzątaczek i kuchni skończywszy. Rodzice? Jedni byli za, inni przeciw, ale jakiegoś wielkiego protestu nie było. Od początku krzyż wisiał w sali, która była przydzielona mojej klasie. Była to pracownia z obudowaną ścianą, na której tablice były przesuwane. Na szczęście, kiedy pisałam na tablicy, obudowa zasłoniła mi widok ukrzyżowanego faceta. I tak sobie pracowaliśmy w tej klasie przez parę lat, do momentu, kiedy jakieś dziecko zauważyło, że krzyża nie ma nad tablicą. Ja sama braku nie zauważyłam, choć powinnam, bo mimo wszystko, miałam co innego do roboty w klasie, niż monitorować codziennie, czy krzyż wisi. Oczywiście, OCZYWIŚCIE, od razu podejrzenie padło na mnie, czyli tę ateistkę, która nie wierzy i pewnie krzyż jej przeszkadzał. Owszem nie jestem wierzącą, owszem, krzyże w salach w pewnym sensie mnie raziły, bo nie jest przyjemnie patrzeć na półnagiego męczennika ukrzyżowanego, który wisi nad tablicą, a ty na tej tablicy musisz często pisać, niefajnie jest stać z tyłu sali i ciągle mieć ukrzyżowanego przed oczami, niefajnie jest, kiedy dzieciaki, widząc codziennie tego ukrzyżowanego, obojętnieją na przekaz, na symbol i walą mokrą gąbką w tego faceta. Zwracałam im uwagę, że tak nie można, że to symbol, chyba lepiej niż niejeden katecheta- skoro już ten krzyż wisiał, to moim zadaniem było go jednak chronić.

No więc krzyża na ścianie nie było i gwoździa, na którym wisiał, również. Zaczęło się dochodzenie, co też mogło się z tym krzyżem stać. Nawet zebranie rodzicielskie było, w tej sprawie, z rodzicami mojej klasy. Jakoś nie przyszło nikomu do głowy, że nie tylko moja klasa w tej sali się uczyła i ktoś inny mógł się „zabawić w zdejmowanie krzyża”. No nie przyszło, bo w tej szkole tylko ja jedna byłam niewierząca i według innych, tylko ja miałam interes w zdjęciu tego krzyża. Na szczęście któryś przytomny rodzic wszedł na drabinę, obejrzał dziurę po gwoździu i stwierdził, że krzyż pewnie spadł za obudowę tablic. I miał rację, podczas remontu odsunięto obudowę i znaleziono nadłamany krzyż. Pewnie któryś z uczniów tak mocno trzepnął gąbką w „umiłowanego”, że ten z rozpaczy, wraz ze swoim, nomen omen, krzyżem, postanowił zwiać za obudowę.

Jednak tu jest wioska ekumeniczna i jedna, i druga „wiara”, pilnują się mocno, by się religijnie nie wygłupić.

Jestem zbulwersowana nagonką na nauczycielkę, o której już cała Polska wie, ale z powodu tego, że jestem niewierząca, doznałam sporo szykan ze strony wierzących, dlatego nic mnie już nie zdziwi „w temacie- my biedni katolicy jesteśmy prześladowani, dlatego musimy robić pikiety, nagonki, zaszczuwać innych- to jest nasza misja”.

Podczas mojego długiego życia zostałam: kocią wiarą, świnią co to „przeszła koło broga (kapliczki) nie żegnała pana boga” (miałam 10 lat); zostałam wyrzucona z salki katechetycznej (miałam 8 lat) przez heksę w habicie, bo nie będzie taka tutaj kalała świętego miejsca (koleżanka zaprosiła mnie na religię); w przedszkolu byłam systematycznie wywalana do wygódki przybudowanej do ściany budynku, zimnej, ciemnej, śmierdzącej z drewnianą deską klozetową tylko dlatego, że nie chciałam jeść- inne dzieci za to przewinienie stały w ciepłej sali, w kącie (siostry zakonne wiedziały kim są moi rodzice- dziecko płaciło za ich brak chodzenia do kościoła); kiedy zmarł mój przyjaciel (miałam 12 lat), nie pozwolono mi iść za trumną, wywalono mnie na koniec orszaku (wzięto za rękę i zaprowadzono na tyły), bo przecież nie może taka wejść do kościoła za trumną, co mi dobitnie oznajmiono, puszczając moją rękę; już tutaj we wsi, w szkole, ksiądz powiedział uczniom, że niewierzący śmierdzą- wszyscy wiedzieli, że chodzi o mnie (kazałam się dzieciom obwąchać, a że zawsze używałam perfum, żadne się nie skrzywiło- dzieci są szczere, gdybym im śmierdziała, to złapałyby się za nosy- upadła teza księżunia- wredy); ta heca z krzyżem na dobitkę. No i tak... pewnie drobnych szykan było więcej, ale ja je po prostu wzięłam za normę i przestałam na to zwracać uwagę. Bardziej przeżywałam je jako dziecko, które nie rozumiało, dlaczego spotyka je taka niesprawiedliwość. Rodzice mieli na to wydmuchane- matka nas hartowała, „przygotowywała do życia”, ale z przedszkola, które prowadziły katolickie mendy (tak, nie waham się tych sadystek tak nazwać), po moich skargach, wypisała mnie.

Jakoś kompletnie się katolikom rozjechało- wiara a posłuszeństwo wobec sekciarzy katolickich. Już nie wspomnę o przykazaniu „Nie będziesz miał nade mną....”, bo katolicy mają już tak pomieszane w głowach od tych „kazań”, „przykazań”, nakazów, zakazów, jedynie słusznej drogi postępowania, dogmatów itp. sączonych przez klechy, że stracili rozsądek nawet wobec swojej religii i wiary.

Nauczycielce bardzo współczuję. Nie jej sposób uczenia, nie jej wiedza, nie jej stosunek do uczniów, rodziców czy innych nauczycieli był naganny. Nie sprawy, które w szkole naprawdę są ważne. Jakiś gadżet- zabawka zaważył na jej karierze, jakieś przesądy, zacietrzewienie, fanatyzm. Ma wsparcie w rodzicach, innych nauczycielach (czytałam z nią wywiad https://www.facebook.com/protestzwykrzyknikiem), ale do końca życia będzie to w niej siedziało- poczucie, że ktoś ją niesprawiedliwie skrzywdził i to w miejscu, które lubiła, w którym pracowała „całą sobą”.

Teraz czytam, że nie lubiły się z katechetką i że to ta druga nagrała sprawę, czyli jakaś „prowokacja” z tym krzyżem była. Dla mnie nieważne, kto to nagrał (a tak się dziwnie składa, że wielu katechetów, to ludzie roszczeniowi, wyobrażający sobie, że ich przedmiot i oni sami są najważniejsi w szkole- piszę o własnych z nimi doświadczeniach i wieściach z okolicznych szkół), dla mnie jest paskudne to, że ucierpi człowiek, nauczycielka, która nie miała zamiaru czegokolwiek sprofanować.

A brać nauczycielska po raz kolejny straciła poczucie bezpieczeństwa, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś czegoś w rodzaju tego religijnego wyskoku, nie „wysmaruje” nauczycielowi, podczas wykonywania pracy w szkole.


PS. Przeczytałam wywiady z tą nauczycielką, parę artykułów i wpisów  o zajściu, i na tej podstawie wypracowałam sobie zdanie. Teraz mam nadzieję, że ktoś panią przeprosi. A gdybym mogła jej coś poradzić, to powiedziałabym- wiej z tej szkoły, bo już nic dobrego cię tu nie spotka. Zawsze będzie nad tobą wisiało to zajście i łata tej, co walczy z krzyżami. 


sobota, listopada 29, 2025

"Dajcie mi losu, szczęścia, miłości."

 Winieta: Świąteczne wróżby, autor: Konstanty Makowski

„Miniaturka filmowa „Rodzanice” to kolejna odsłona cyklu Kalendarz Słowiańskich Baśni, realizowanego przez Siostry Bui dzięki stypendium MKiDN.

Tym razem, w okresie jesiennych długich wieczorów, sięgamy do korzeni jednego z najpopularniejszych polskich zwyczajów – Andrzejek. . To artystyczna wizja spotkania z przeznaczeniem, utkana z ludowych wierzeń i pragnienia poznania przyszłości.

RODZANICE (zwane też Narecznicami, Sudiczkami, Zorzami lub Zorzeczeńkami) – w wierzeniach dawnych Słowian były niewidzialnymi tkaczkami losu. Pojawiały się przy kołysce nowonarodzonego dziecka, by na czole zapisać jego przyszłość i uprząść nić życia. To one decydowały o długości trwania żywota oraz o tym, czy będzie on szczęśliwy. Choć zazwyczaj kojarzone z narodzinami, ich obecność była wyczuwalna zawsze tam, gdzie ważyły się losy człowieka – także w sprawach miłosnych.

ANDRZEJKI A POGAŃSKIE JĘDRZEJKI Współczesne Andrzejki to echo dawnych, pogańskich obrzędów, które odbywały się w okresie przesilenia jesienno-zimowego. Był to czas graniczny, kiedy zasłona między światem ludzi a zaświatami stawała się cieńsza, co sprzyjało wszelkim wróżbom. Kościół, nie mogąc wyplenić tych praktyk, schrystianizował je, wiążąc z postacią św. Andrzeja.

Dla dawnych panien ten wieczór nie był zabawą, lecz śmiertelnie poważnym rytuałem. Wierzono, że odpowiednio zadane pytania i wykonane czynności mogą nagiąć nić przeznaczenia lub przynajmniej pozwolić ją podejrzeć. . LANIE WOSKU I SYMBOLIKA Najsłynniejszy zwyczaj – lanie wosku (ceromancja) – ma głębokie korzenie magiczne. Dlaczego wosk? Jako produkt pszczeli był uważany za substancję czystą, świętą i mającą moc łączenia ze światem duchów. Wylewanie go przez klucz (symbol otwierania tajemnic i bram zaświatów) na zimną wodę miało utrwalić kształt przyszłości.

Cień rzucany przez odlew na ścianę był wiadomością z „drugiej strony”.

W filmie wykorzystano autentyczne zaklęcie – pieśń z prośbą o dobrego męża, skierowaną bezpośrednio do Rodzanic (Zorzy). Tekst ten został odnaleziony i zachowany w zapiskach etnograficznych w Miesięczniku Geograficzno-Etnograficznym „Wisła” (1887/1905). To dowód na to, jak mocno wiara w sprawczość tych mitycznych opiekunek trwała w ludzie, mieszając się z chrześcijańską modlitwą.

ZAKLĘCIE: Zorzyczki, zorzyczki, trzy was jest jedna porankowa, druga południowa, trzecia wieczorowa. Dajcie mi losu, szczęścia, Miłości. i towarzysza mojego Zorze, zorzeczeńki! Wszystkieśta moje siostruczeńki! Siadajta na konia wronego I jedźta po towarzysza mojego. Żeby on nie mógł beze mnie ni spać, ni jeść, ni siadać, ni gadać. Żeby ja mu się spodobała we stanie, w robocie, w ochocie. Żeby ja była wdzięczna i przyjemna Bogu i ludziom, i temu towarzyszowi mojemu.


Realizacja: Siostry Bui Projekt zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. .

WYSTĄPILI: CHŁOPAK: Grzegorz Gastman

DZIEWCZYNA: Kaja Domańska

RODZANICE: Beata Godlewska, Marta Suzin, Gaja Grabowska

GROMADA: Tomasz Poręba, Mia Tejwan, Martyna Tejwan, Karolina Barszczewska, Sylwia Domańska, Taniec z Wachlarzami Bojowymi .

KOSTIUMY: Katarzyna Sałdak, Beata Godlewska, Siostry Bui .

POMOC: Rafał Grabowski, Dorota Borodziuk, Tomasz Poręba, Iwona Czapla. . Podziękowania za udostępnienie Chaty: Fundacja Numinosum .

ZDJĘCIA, REŻYSERIA, SCENARIUSZ, MONTAŻ, SCENOGRAFIA, MUZYKA i wiele innych funkcji: Siostry Bui . „Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”.”

Autor: CassiopeiaArt
https://blog.slowianskibestiariusz.pl/bogowie/rodzanice/

https://www.youtube.com/watch?v=xQ35Nsmy3V8

obraz na winiecie z:

 https://www.naszeszlaki.pl/archives/53652 

środa, listopada 26, 2025

"Cyganka ci powróży" (w zastępstwie andrzejkowych szaleństw)

 


W moim życiu trzy wróżby się spełniły. No tak, można się śmiać, bo z wróżeniem to jest tak, jak z „być”, albo „nie być”, albo się spełnią, albo nie.

A los traktuje nas często jak pies naszego gajowego. Pies na imię miał Arok- pudel królewski o małym rozumku. Szczekał jak najęty całymi dniami i trudno go było uspokoić. Kiedy tak którąś z rzędu godzinę pies darł japę, wychodził przed dom gajowy i wrzeszczał do psa:

  • Arok, bydziesz cicho abo niy!!!!!!!

Pies chwilę milczał, a potem wybierał „abo niy”.

A my jednak nie chcemy wierzyć w to „abo niy” i ciągle szukamy wiedzy o przyszłości we wróżbach, choć los i tak po swojemu nas prowadzi, najczęściej na nie.

W dodatku większość z nas ma świadomość, że wróżenie opiera się na samych ogólnikach i umiejętności „wmawiania” tego, co było, co jest i co na pewno będzie według wizji wróżbity.

Wróżący mają dar przenikliwości i dar manipulowania oraz usypiania czujności. W dodatku trzymają się zasady- tylko dobre mówić, o złym przemilczeć. Rzadko który przepowie nieszczęście, a jak już, to stara się powykręcać „opowieść tak, by potrzebujący wróżby jakoś to przełknął.



Pierwsza wróżba, w moim życiu, została wypowiedziana przez Cygankę, kiedy byłam niemowlakiem. Do dębiny, obok leśniczówki (tej pierwszej, w której mieszkałam 6 lat), jesienią przyjeżdżał cygański tabor. Cyganie ustawiali wozy, palili ogniska. Matka zaprzyjaźniła się wtedy z cygańska rówieśnicą. Tak się złożyło, że ona wtedy też miała malutkie dziecko, syna- mojego rówieśnika. Tę historię znam z opowiadań matki, dlatego traktuję ją z przymrużeniem oka, choć wróżba spełniła się co do joty. Otóż Cyganka, spojrzawszy na mnie, leżącą w łóżeczku zawyrokowała- będzie miała życie niezwykłe trudne, pełne wybojów, ciężkich chwil, będziesz jej strzegła i pomagała, ale niewiele to da. A potem się uspokoi wszystko i będzie dobrze.

Moja matka, owszem, wysłuchała, a moje życie potoczyło się dokładnie tak, jak we wróżbie.

Można powiedzieć- każdy ma ciężkie chwile w życiu, nieszczęścia po drodze itp. No tak, ale ja znam mnóstwo moich rówieśników i nie tylko, którzy mieli normalne trudności związane z życiem, ale dodatkowych „atrakcji”, które mnie spotkały, jednak nie mieli. Moja mocna depresja nie wzięła się z życia usłanego różami, a chory kręgosłup od leżenia godzinami na leżaku.


Drugą wróżbę postawiła też Cyganka.

Stoję sobie pod ogromną starą katedrą w Legnicy, załamana moją sytuacją życiową (utrata pracy, zlecone zajęcia 7 godzin jazdy w jedną stronę od domu, pusto w kieszeni, długi i nikogo do pomocy) i zastanawiam się, czy wejść do katedry (lubię czasem posiedzieć w ciszy w kościele), czy iść do „akademika”. Nagle podchodzi do mnie Cyganka:

  • Daj 10 złotych, powróżę ci.

  • Daj mi spokój- patrzę na Cygankę: długa spódnica, kożuszek (grudzień to był), a na nogach złote balerinki, długi czarny warkocz. Buzia przyjazna, młodsza ode mnie, ma jakieś 35 lat, nie więcej. Te balerinki mnie złamały- śnieg i balerinki na nogach, może potrzebuje forsy?

  • Dobra, wróż- wyciągam dychę i daję jej do ręki. Ona bierze szybko banknot, wkłada do torebeczki i nagle cap, wyrywa mi włos z grzywki.

  • Ała! Co robisz???? - pytam zaskoczona. O mało co, a dostałaby w łepetynę, bo ja, jak jestem zaskoczona jakimś atakiem i w dodatku mnie zaboli, to walę na oślep.

  • Oj, miałaś ty ciężkie życie...- rozpoczyna niezrażona moim protestem- ciężkie, trudne, oj nie zawsze było słońce, oj....

  • Powiedz mi co będzie, a nie co było- powoli przechodzi mi ochota na wiedzę o przyszłości, w dodatku wcale nie jestem zaskoczona jej słowami. Głupia naiwna, zawsze któreś słowo o ciężkim życiu trafia na podatny grunt i one na tym bazują. Cyganicha ciągnie dalej.

  • Daj 10 złotych, to ci jeszcze powiem, co będzie- mówi lekko nachalnie.

  • Dostałaś już swoje, mów....- nie popuszczam, ale ona zaczyna się zbierać do odejścia..

  • Dobra, masz- łamię się koncertowo, wyciągając z portmonetki następną dychę. Prawie wyrywa mi ją z rąk i zamierza odejść. O, nie tak prędko. Łapię ją za rękę z forsą:

  • Albo mówisz, albo wzywam policję- wściekłam się. No to ona wyrywa rękę z mojej i cap, wyrywa mi znów niespodziewanie włos z grzywki. Tym razem się wściekłam na całego. Po cholerę rwie mi te włosy, przecież w ogóle z nich nie wróży. Wyrywa włos, a potem go puszcza z wiatrem bez mrugnięcia okiem. Do dziś nie mam pojęcia, co taki zabieg miał znaczyć.

  • Gadaj- złapałam ją za rękę i przytrzymałam.

  • Dalej to ty będziesz szczęśliwa....- zaczęła pospiesznie- Będziesz miała dobre życie...- przerwała, popatrzyła na mnie chytrze, przez chwilę milczałyśmy i wtem ona:

  • Daj 50 złotych, to powiem więcej- jej bezczelność mnie poraża. Fakt, widziała pięćdziesiątkę, kiedy wyciągałam dychy.

  • Nie ma mowy! Albo gadasz, albo zaraz tutaj narobię wrzasku, że mnie okradasz- rozejrzałam się wkoło, z katedry wychodziło kilka osób, po przeciwnej stronie ulicy stało następne kilka. Tym razem wystraszyła się i zaczęła trajkotać jak najęta:

  • Cyganka prawdę ci powie, będzie wielka miłość, będzie szczęście, będzie dobrze...- nagle milknie i patrzy z natężeniem na drugą stronę ulicy. Patrzę i ja- stoi tam dwóch Cyganów i bacznie nam się przygląda. Oooo.... robi się niebezpiecznie, czuję, że trzeba imprezę kończyć. Ona też jest spłoszona. Chyba bardziej niż ja.

  • Jak masz na imię?- zadaję jeszcze pytanie, kiedy zaczyna odchodzić

  • Larysa....- znika za ścianą katedry.

Potem jeszcze nie raz mijałyśmy się na ulicach Legnicy. Zawsze uśmiechałyśmy się do siebie. Larysa w złotych balerinkach.

Wróżba spełniła się dokładnie tak, jak powiedziała. A przecież, nie każdej kobiecie po 50. (wtedy) jest dana wielka miłość, uspokojenie i dobre życie.



Trzecia wróżba, która mi się spełniła, zawiązana jest z Bożym Narodzeniem. Podobno kiedyś wierzono, że kiedy w Wigilię posłucha się, z której strony naszczekuje pies, z tej strony przyjdzie kawaler lub panna.

Kiedy byłam jeszcze samotną wdową, poszłam wieczorem do ogrodu w Wigilie BN. Przypomniała mi się wtedy ta wróżba i z głupia frant zaczęłam nasłuchiwać, z której to strony świata psy szczekają. Szczekał tylko jeden- z północy. No, a ja wtedy miałam nadzieję (hipotetycznie wszystko się odbywa), że zaszczeka z innej strony. Ale nie, ale NIE. Pies uparcie darł mordę z północy, jakby nie wiedział, że mnie inna strona świata interesuje i z niej życzę sobie usłyszeć szczekanie. Jeden pies, tylko jeden pies wtedy szczekał, a tych sierściuchów dookoła jest sporo. Z północy....No i niedługo potem właśnie z północy przyszło do mnie szczęście i sobie teraz trwa.

 I znów można się uśmiać, że takie wróżby to bery i bojki, a jednak.....

Jak wziąć cuzamen do kupy- wróżbę Cyganki i szczekanie psa (w tym samym roku obie) to już mus uwierzyć, że się spełniły.

Zresztą, nie czarujmy się, wielu ludzi myśli życzeniowo, zwłaszcza jak coś bardzo chce, albo bardzo chce czegoś uniknąć. Zaklinamy wtedy los, a takie wróżby tylko naszą ”życzeniowość” psychicznie wzmacniają. A jak się jeszcze spełnia po naszej myśli... 

W każdym z nas tkwi atawistyczna cząstka zabobonu, ale nie lubimy się do tego głośno przyznawać. Wszak jesteśmy tacy nowocześni i oświeceni.

A ja poszłabym to takiej starej szeptunki i posłuchałbym jej mądrości. Niektórzy mają nadprzyrodzoną zdolność „wnikania” w głąb człowieka i potrafią nim pokierować. Nie, nie myślę teraz o Cygankach i innych „wróżkach”.

No dobra....Jakby nie było, wszystkie trzy wróżby spełniły się i nie wnikam, czy to przypadek był, czy zbieg okoliczności różnych, czy jeszcze coś innego. 

Jednak do wróżki z certyfikatem nie pójdę. Mimo wszystko nie mam ochoty poznawać dalszego mojego losu. Natomiast wszelkie wróżby andrzejkowe, weselne, "z przyrody wzięte" oraz inne, bardzo mi się podobają i od czasu do czasu sobie trochę wróżę, ale z przymrużeniem oka. 

 

Oba klipy z Cyganami pochodzą z filmu "Tabor wędruje  do nieba",  z 1975 roku, w reżyserii Emila Loteanu.

czwartek, października 30, 2025

Pamiątka Reformacji

 

Róża luterańska- Róża luterańska to symbol luteranizmu, który został zaprojektowany przez Marcina Lutra w 1530 roku. Jej symbolika odnosi się do teologii reformacji i składa się z kilku elementów: czarny krzyż na czerwonym sercu symbolizujący ofiarę Chrystusa, na białej róży oznaczającej radość i pokój płynące z wiary, umieszczonej na błękitnym polu symbolizującym niebiańską radość, a wszystko otoczone złotym pierścieniem, który oznacza wieczność

 

 

Tej wiedzy nigdy za wiele.

"31 października jest obchodzony w Kościele Ewangelicko-Augsburskim jako Pamiątka Reformacji.

Święto to nawiązuje do ogłoszenia 95 tez przez augustiańskiego zakonnika ks. dr. Marcina Lutra.

Luter ogłosił tezy 31 października 1517 r. w Wittenberdze, zachęcając do dyskusji na temat pokuty i odpustów. Chciał również przypomnieć ówczesnemu Kościołowi o Bogu i jedynym źródle wiary jakim jest Pismo Święte. Wydarzenie to zapoczątkowało Reformację, czyli odnowę Kościoła chrześcijańskiego.

Przesłanie Reformacji streszcza się w krótkich zasadach: Tylko Jezus Chrystus jest Zbawicielem, Bożym Synem. Nie ma innych pośredników między Bogiem a człowiekiem. Tylko z Bożej łaski przez wiarę człowiek jest usprawiedliwiony.  Tylko Pismo Święte jest źródłem objawienia Boga i drogowskazem w życiu każdego chrześcijanina. Tylko poprzez Słowo Boże głoszone w kazaniu i sakramentach Duch Święty budzi wiarę.

Reformacja przypomniała znaczenie Bożego Słowa i podkreśliła, że Kościół powołany jest do głoszenia Ewangelii. Wskazała na indywidualną relację z Bogiem, odpowiedzialność za siebie, za innych ludzi i świat wokół nas.

Ks. dr Marcin Luter podkreślił, że Boża łaska jest darem, którego nie da się kupić lub pozyskać, a Chrystus jest jedynym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Krzyż i zmartwychwstanie wyrywają człowieka z bezsilności i niemocy, wyzwalają każdą osobę, aby mogła prawdziwie służyć Bogu i innym.

Reformacja uruchomiła procesy, które nie tylko zmieniły sytuację religijną Europy, ale zapoczątkowały również głębokie przemiany w przestrzeni kulturowej, społecznej, gospodarczej i politycznej. Ewangelicyzm wpłynął na rozwój kultury, języków narodowych, szkolnictwa, muzyki sakralnej, działalności społecznej oraz świadomości obywatelskiej w Europie.

Z Wittenbergi Reformacja wyruszyła w świat i stała się jego obywatelką. Dzisiaj Kościoły luterańskie na świecie liczą ok. 80 mln członków, a do dziedzictwa duchowego Reformacji przyznaje się kilkaset milionów chrześcijan.

W Pamiątkę Reformacji ewangelicy spotykają się na  okolicznościowych nabożeństwach, podczas których śpiewany jest hymn Kościoła, pieśń Warownym grodem jest nasz Bóg autorstwa ks. Lutra (powstała w 1546 r., a jej tekst oparty jest na słowach z Psalmu 46)."

 


 

 https://www.luteranie.pl/pamiatka-reformacji 2025

Biblia Lutra-pierwsze wydanie w 1534 roku 

Oba zdjęcia z Internetu.
 

 

poniedziałek, października 27, 2025

Taki sobie post o fajnych bytach.

 Vinieta: z cyklu Duda Gracz Chopinowi: Walc Es-dur op. 18

(źródło: http://www.wychmuz.pl )

 

Skrzydło Anioła- zdjęcie z Internetu (nie podano autora- można sobie zamówić taki obraz)

Ileż to razy ratował mnie przed opresjami, trzepiąc porządnie skrzydłem po łepetynie- „Opamiętaj się, nie idź tą drogą”. Mówił też- „Nic to, olej, zostaw, poboli, poboli, ale będzie potem dużo lepiej”.

Bywało, że wypuszczał mnie, bym mocno się sparzyła i najczęściej była to dobra lekcja- przez własne bóle do „prawdy”. Bo też jestem uparta i zdarza się, działam przeciw swojej intuicji. I zawsze wtedy kończy się „upadkiem”.

Wprawdzie nie wyobrażam sobie go jako faceta z długą, zmierzwioną brodą, ale często czuję jego obecność obok. To taki świetlisty obłoczek, wirujący tysiącami złocistych płyteczek, unoszący się nad ziemią i cichutko sączący do mojej głowy wskazówki- to zrób, tu uważaj, a tego za wszelką cenę nie tykaj.

 Zdjęcie z Internetu

Czasem z tego obłoczka wyłaniają się puchate skrzydełka....Dlaczego akurat skrzydełka? Jakoś tak wbiły się te skrzydełka w postać anielską i bez nich ani rusz.

A może jednak jest to konkretny facet? Może taki?


A może jednak jest kobietą i czasami wygląda  tak?


 

Ach tak... że zabobony? Że dziwne?

Że niewierząca wierzy w Anioła Stróża?

No przestańcie, przecież to takie fajne, myśleć/czuć, że ma się przy sobie przyjazną duszę.

No i w krasnoludki, niebożęta, bożęta, skrzatki, chochliki, czy jak ktoś sobie te małe przekochane ludziki nazywa, też wierzę.

Mało tego, czasami późną nocą słyszę ich delikatny tupot, kiedy przebiegają w pospiechu przez holik. Pewnie lecą przeganiać myszy pod podłogą.




„Siedzę i czekam.
Czy jakiś anioł rozmyśla nad moim losem?
I czy wiedzą oni, dokąd zmierzamy, gdy siwiejmy i starzejemy się?
Bo powiedziano mi,
Że zbawienie pozwala rozwinąć się ich skrzydłom.

Tak więc gdy leżę tak w moim łóżku,
myśli przebiegają mi przez głowę,
i czuję, że miłość jest martwa,
Kocham anioły wobec tego.

I przez to wszystko, anioł proponuje mi ochronę.
Dużo miłości i uczucia,
Nie ważne, czy postępuję dobrze czy żle
I wraz z prądem wodospadu
Gdziekolwiek by mnie nie zabrał,
Wiem, że życie mnie nie złamie.
Kiedy zechce ją wezwać, on mnie nie porzuci.
Kocham anioły wobec tego.

Kiedy czuję się słaby
I mój ból spaceruje wzdłuż jednokierunkowej ulicy,
Patrzę do góry
I wiem, ze zawsze będę obdarzony miłością.
I kiedy rośnie to uczucie,
Anioł tchnie ciało w me kości
I kiedy miłość jest martwa
Zamiast tego kocham anioły

I przez to wszystko, anioł proponuje mi ochronę.
Dużo miłości i uczucia,
Nie ważne, czy postępuję dobrze czy żle
I wraz z prądem wodospadu
Gdziekolwiek by mnie nie zabrał,
Wiem, że życie mnie nie złamie.
Kiedy zechce ją wezwać, on mnie nie opuści.
Kocham anioły wobec tego.”

https://teksciory.interia.pl/robbie-williams-angels-tlumaczenie,tr,5567.html

poniedziałek, października 06, 2025

sobota, sierpnia 16, 2025

Mokosz, bogini, o której już się nie mówi.

 


Wczoraj katolicy obchodzili święto Matki Boskiej Zielnej- ja wiem, że oni inaczej podchodzą do tego święta i nie plony są w nim najważniejsze, ale ja, znając historię słowiańskiej Mokoszy, nie potrafię inaczej to katolickie święto nazwać. Tylko w takiej otoczce- plonów, ziół i kwiatów- Matka Boska dla mnie jest strawna. Wszystkie inne jej nazwy odrzucają mnie. Niezrozumiały jest dla mnie także kult Matki Boskiej, stawianej wyżej od Jezusa, a nawet głównego Boga katolickiego.

Ale ja nie będę teraz rozwodzić się nad Matką Boską, bo dla mnie nie jest ona w ogóle ważna. Natomiast wkurza mnie to zawłaszczanie przez katolicyzm świąt pogańskich i wmawianie innym, że tylko tak, a nie inaczej było. A jeżeli już się wspomina bogów słowiańskich, to stawia się ich w złym świetle oraz umniejsza ich boską ważność

O święcie Wojska Polskiego oraz rzekomym Cudzie nad Wisłą, też nie będę tutaj pisała. Historia potwierdza- cudu nie było. Święto Wojska Polskiego może być obchodzone w rocznicę każdej bitwy, w której ginęli lub zwyciężali polscy żołnierze.

I szkoda, że piękne słowiańskie święto chyba najważniejszego dla Słowian bóstwa, tak bardzo wygumkowano.

 Jedna z wersji- fajnie się słucha.

 O Mokoszy, słowiańskiej Matce Ziemi, obszernie pisałam w tym poście.

 https://poranek55.blogspot.com/search/label/S%C5%82owianie


środa, sierpnia 14, 2024

Sierpniowe święto płodów ziemi, czyli jak Matka Boska Zielna wyparła Mokosz.

Pogańska religia Słowian była mocno związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczane były przez naturalny cykl upraw i zjawiska atmosferyczne. Ten cykl trwał i był niezmienny od zarania dziejów. Najpierw wiosną narodziny, potem rozkwit w lecie, zbieranie plonów jesienią oraz zanikanie, obumieranie zimą. Słowiańskie podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki- Ziemi.

 

 Starożytni Grecy zwali Ziemię Gają, z kolei Rzymianie nadali jej nazwę Tellus, Terra- Matka, Ziemia- uosobienie płodności, macierzyństwa, opieki.

 


Słowianie czcili boginie Matkę, noszącą imię Mokosz, której kult wywodzi się również z pradawnego kultu Matki- Ziemi. Była to bogini urodzaju, deszczu, mokrej pogody i burzy. Przypuszcza się, że towarzyszyła Perkunowi. Słowianie odnosili się do Mokosz z ogromnym szacunkiem, a jej kult dał podstawy do wielu późniejszych świąt maryjnych. Dniem tygodnia poświęconym Mokosz był piątek. 

 


W folklorze wschodniosłowiańskim przetrwała jako duch domowy. Ma on postać kobiety z dużą głową, przędącej nocą wełnę lub strzygącej owce. Pojawienie się ducha poprzedza warkot kołowrotka. Zostawiano jej obok nożyc kłębek wełny, a podczas świąt trochę żywności.

Słowianie zawsze darzyli ziemię nabożnym szacunkiem. Zgodnie z ich tradycją nie wolno było spluwać na nią, bić jej kijem. Zanim rytualnie powitano wiosnę, nie wolno było kopać w ziemi ani wykonywać orki. Wyrazem głębokiej czci dla ziemi było kładzenie na niej noworodka.

 


Pierwotny, słowiański kult Mokoszy przekształcił się w chrześcijański kult maryjny.

Współczesne święto Matki Boskiej Zielnej jest przedłużeniem kultu Matki- Ziemi. W naszym kraju i w innych krajach europejskich, Matka Boska jest uważana za patronkę Ziemi.

 


 

Tradycja ta powstała w V wieku. Początkowo święto to nazywało się „Zaśnięcie Maryi”.  W VI wieku, w Konstantynopolu, ustalono, że święto to będzie obchodzone 15 sierpnia. Potem zaczęto je obchodzić w Europie.  W Polsce obchodzone jest  od kiedy zaistniało  w niej  chrześcijaństwo i jego nazwa brzmi Święto Matki Boskiej Zielnej, podczas gdy w innych państwach przyjęło inne nazwy.  Na przykład w Czechach święto to ma nazwę Matki Boskiej korzennej.

 Oparte jest  na starej chrześcijańskiej legendzie, która mówi, że po otwarciu grobu Matki Boskiej znaleziono zioła oraz kwiaty, zamiast ciała.

W Polsce,  15 sierpnia powstał zwyczaj przynoszenia do kościołów płodów ziemi. Były to: zioła owoce, warzywa, kwiaty. Poświęcone w tym dniu bukiety i wiązanki nabierają szczególnej mocy: leczenia i płodności. Ustawione w domu miały mu zapewnić szczęście i miłość, a ułożone na  polu urodzaj. Praktyki te mają wiele wspólnego z obrządkiem pogańskim, a stosowanie przyjętej powszechnie nazwy Matka Boska Zielna, jest potwierdzeniem głębokiego zakorzenienia polskich katolików w czasach słowiańskich.

 


Siłę kultu Matki- Ziemi przeniesiono na kult Matki Boskiej. W Polsce, w średniowieczu kult ten stał się na tyle mocny, że powstała pieśń sławiąca Matkę Boską- Bogurodzica, którą uważa się za pierwszy, polski hymn.

 


Współcześnie Matka Boska Zielna czczona jest jako patronka Ziemi będącej w najbujniejszym rozkwicie. 

 


15 sierpnia składa się jej w ofierze płody ziemi, zioła, kwiaty, owoce i warzywa. Bukiety tak, jak w słowiańskich czasach, układa się z bylicy, macierzanki, mięty, piołunu, chabrów, kopytnika i krwawnika – ziół o wypróbowanych właściwościach leczniczych. Uzupełnia się je kwiatami polnymi i ogrodowymi oraz kłosami zbóż i traw.

 


Do kościołów przynosi się ogromne kosze misternie ułożonych warzyw, owoców, udekorowane kwiatami, ziołami oraz kłosami. Znosi się do świątyni całe dobrodziejstwo uzyskane ze zbiorów, żeby nacieszyć nim Matkę Boska Zielną, patronkę Ziemi. I jak kiedyś wierzy się, że to dobro, poświęcone, nabiera niezwykłych mocy.

 


Źródła:

http://wolnemedia.net/historia/historia-kultu-maryjnego/

http://dommokoszy.blogspot.com/p/mokosz.html

http://horoskop.wp.pl/kat,1015979,page,2,title,Kult-matki,wid,13444542,wiadomosc.html?ticaid=1111ea

http://davidicke.pl/forum/poganskie-echa-w-polskim-katolicyzmie-t3683.html

http://zakazanawiedza.wordpress.com/chrzescijanstwo/

http://www.wykop.pl/ramka/1234661/dlaczego-nasza-planeta-nosi-nazwe-ziemia/

Obrazy:

http://dommokoszy.blogspot.com/p/mokosz.html

 http://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/09/matka-ziemia-a-wojna-cywilizacji/

http://www.potrawyregionalne.pl/243,2354,MATKI_BOSKIEJ_ZIELNEJ_.htm

http://www.gok-podegrodzie.net/archiwum/strony/aktualnosci/2009/22_mbzielnej/MBZielnej.html

http://bialczynski.wordpress.com/

http://epika.org/house-of-mythology

 

 

niedziela, marca 17, 2024

Wzrasta, zamiera, maleje, znika- księżyc w wierzeniach Słowian.


W mitologii wschodnich Słowian uosobieniem księżyca był bóg Chors. Słowo to wywodzi się, w etymologii słowiańskiej, od terminu „wycharsły” czyli wynędzniały. Mogło się ono odnosić do księżyca, który w porównaniu ze słońcem- głównym bogiem, świeci bardzo słabo lub dotyczyć „ubywania” księżyca po pełni. W większości źródeł pisanych Chors sąsiaduje z Perunem lub Dażbogiem, co pozwala go odnieść do bogów słonecznych. Historycy twierdzą, że przybył on ze wschodu z Sarmatami lub Turkami, lub też z Iranu, co jest bardziej prawdopodobne. Często przedstawiany jako biały koń, który biegnie nad ziemią od wschodu do zachodu. U Słowian koń był utożsamiany z żywotnością, dlatego upiększali oni szczyty swoich domostw drewnianymi głowami końskimi. Córką Chorsa była Zorza, zwana inaczej Łuną, bogini księżycowej poświaty. Inna wersja mówi, że była córką Dabogi i Dażboga.


W mitologii słowiańskiej księżyc jest rodzaju męskiego, chociaż podejrzewano, że w niektórych kręgach mógł być rodzaju żeńskiego (jak w Europie zachodniej), co sugerowały noszone przez słowiańskie kobiety ozdoby, nazywane lunelami. Święto Chorsa przypada na 4/5. lipca, Letnie Święto Miesiąca, kiedy to modlono się o plony i przewidywano pogodę.

Natomiast słowo księżyc oznacza syna, księcia lub młodego księdza. Co ciekawe, pierwotnie używano słowa Miesiąc na prawie wszystkie fazy tego satelity ziemskiego, a terminu księżyc tylko w  pierwszej fazie po nowiu. Istotnym dowodem na stosowanie takich nazw jest to, że pierwotny rok słowiański miał 13 miesięcy księżycowych. Stąd także wywodzi się nazwa miesiąca jako jednostki podziału czasu.

W słowiańszczyźnie kult lunearny był mocno osadzony. Wierzono, że Księżyc jest odzwierciedleniem uniwersalnego wzoru przekształceń, zmian jakie zachodzą w przyrodzie. Fazy księżyca- przybywanie, pełnia, ubywanie, nów, to obraz cyklu egzystencji roślin i zwierząt- narodzin, rozwoju, pełni egzystencji, starzenia się i śmierci. Co miesięczny cykl księżyca obrazuje idee wiecznego, niezmiennego powrotu. Cykliczne „zataczanie” przez księżyc koła - od przybywania do nowiu- przedstawia istotę rytmu życia, który obejmuje cały świat, wszystkie żywe formy.

Księżyc symbolizuje zarówno życie- płodność rodzenie- jak i śmierć- ubywanie, zanikanie. Wierzono, że dzieje się tak również z człowiekiem, który po śmierci udaje się na księżyc lub pod ziemię, by tam odrodzić się oraz nabrać siły do nowej egzystencji. Wiara ta dawała ludziom nadzieję, że skoro księżyc potrafi odradzać się, a jego cykl jest wpisany w kosmiczny rytm życia, to również człowiek, jako istota Kosmosu, ma szansę na taki sam proces. W związku z tym, w starych wierzeniach, pojawia się niepewność, co do płci księżyca. Przypisuje się mu pierwiastek żeński- płodność, rodzenie oraz męski- siła zapładniająca. Dwupłciowość księżyca, w wierzeniach słowiańskich, koresponduje z wierzeniami o symbolice wody i ognia.


 

W dawnych wiekach wróżono  na podstawie wyglądu księżyca:

- rogi zagięte w czasie nowiu w górę: ładna pogoda na najbliższe dni;

- rogi zagięte podczas nowiu do dołu: deszcz;

- księżyc dobrze widoczny i jasno świecący: ładna pogoda;

- księżyc zamglony, otoczony kręgiem(lisia czapa): opady i mgły;

- czerwona lub przezroczysta tarcza w pełni: klęski żywiołowe, wojny;

- wycie psów do księżyca: zbliża się nieszczęście;



Słowianie wierzyli (i dotąd odzwierciedla się to w wierzeniach ludowych), iż światło księżyca w pełni budzi duchy i demony. Podczas księżycowych nocy można zobaczyć snujące się na rozstajnych drogach oraz cmentarzach dusze. Topielice i rusałki tańczą na nadbrzeżnych łąkach, a czarownice zbierają zioła, którym jasny księżyc dodaje szkodliwej mocy. W takie noce wychodzą spod ziemi czarty, by z lubością porywać w tany czarownice. Podczas pełni księżyca uaktywniają się strzygi, wampiry i upiory, a wilkołaki wyją długo i głośno, zwracając swe pełne kłów pyski w stronę jasnej, księżycowej tarczy.

Podczas nowiu szczególną moc mają czarownice, które wtedy rzucają uroki, sprowadzają choroby, psocą. Odbywają też swoje sabaty na łysej Górze.

Z kolei nów to doskonała pora do stosowania czarnej magii. A zbierane podczas nowiu zioła mają moc leczniczą.

 

Z fazami księżyca dawne zwyczaje ludowe wiązały wiele zakazów oraz nakazów. Jeżeli ktoś ma ochotę dowiedzieć się na ten temat więcej, to podaję źródła.

http://www.lastfm.fr/group/.Ksi%C4%99%C5%BCyc./forum/140448/_/586388

http://teatrnn.pl/leksykon/node/3128/etnografia_lubelszczyzny_%E2%80%93_ludowe_wierzenia_o_ksi%C4%99%C5%BCycu

http://www.tnn.pl/tekst.php?idt=806&f_2t_artykul_trescPage=6

 


Nazwy pełni księżyca

Wczesna Zima

Styczeń: Wilcza Pełnia, Lodowa Pełnia, Stary Księżyc

Pełnia Zimy

Luty: Śnieżna Pełnia, Głodny Księżyc, Pełnia Świec;

Późna Zima

Marzec: Pełnia Burz, Księżyc Kruka, Skrzypiący/Chrzęszczący Księżyc, Robacza Pełnia, Ślimacza Pełnia, Postna Pełnia

Wczesna Wiosna

Kwiecień: Siewna Pełnia, Pełnia Kiełków, Rybi Księżyc, Księżyc Wzrostów,

Pełnia Wiosny

Maj: Mleczna Pełnia, Kukurydziany Księżyc, Pełnia Zająca, Pełnia Kwiatów

Późna Wiosna

Czerwiec: Truskawkowa Pełnia, Księżyc Kochanków lub Miodowy Księżyc, Księżyc Łąk, Różany Księżyc, Gorący Księżyc

Wczesne Lato

Lipiec: Sienna Pełnia (od siana), Księżyc Gromów (Burzliwy)

Pełnia Lata:

Sierpień: Kukurydziana Pełnia, Czerwony Księżyc), Pełnia Zielonego Ziarna, Pełnia Błyskawic, Psi Księżyc

Późne Lato

Wrzesień: Pełnia Plonów (Żniw), Jęczmienny Księżyc, Owocowy Księżyc

Wczesna Jesień

Październik: Pełnia Myśliwych, Księżyc Podróżników, Księżyc Więdnących Traw, Krwawy Księżyc

Pełnia Jesieni

Listopad: Pełnia Bobra, Księżyc Szronu, Śnieżny Księżyc)

Późna Jesień

Grudzień: Dębowa Pełnia, Zimowy Księżyc, Księżyc Długich Nocy

http://halloween.friko.net/ksiezyc/pelnia-nazwy.html

 


 Niektóre zdjęcia pochodzą z Internetu.