Mam nowy post o Cziczmanach, ale trzeba go dopracować. Nie mam ochoty na to, na razie, choć to tylko niedużo czasu zajmie. Cziczmany poczekają.
Rośliny w ogrodzie oraz w donicach zachowują się tak, jakby kończyły letnią wegetację. Wszystkie pomidory, zasadzone w doniczkach, szlag trafił- jakaś zaraza je rąbie. Część jeszcze dojrzeje, resztę trzeba wyrzucić. Sadzonki tym razem własne- Młoda wysiała rozsadę. U nich już wszystkie pomidory na kompoście- zaraza szybciej je zniszczyła. Pewnie nasiona zainfekowane były. Szkoda, bo włożyliśmy mnóstwo pracy w te pomidory.
Odkąd dzieciaki (dawno to było) wybrały „soczki” sklepowe, przestałam robić kompoty i dżemy na zimę. Nie, to nie. Jednak jakieś 10 lat temu zasadziłam trzy krzewy borówki amerykańskiej- wtedy to była nowość i WOW- własne borówki. Krzewy rosły, zaczęły owocować. Najpierw skromnie, toteż doszłam do wniosku, że dosadzę jeszcze trzy krzewy- różne gatunki. A potem zasadziłam jeszcze czerwoną borówkę amerykańską. Krzaczek kwękał, stękał, złamałam mu niechcący jedną porządną gałązkę, odrodził się i nareszcie zaowocował.
Ta fioletowa roślina na dole zdjęcia, to dąbrówka. Niesamowicie ekspansywna, świetnie zadarnia, kosimy ją wraz z trawnikiem, a ona rozrasta się w tempie niesamowitym. Na szczęście z grządki łatwo się ją usuwa i można ją ograniczać- łatwa w wyrywaniu. Polecam na wszystkie "łysiny ogrodowe" lub pod krzewy.
Tyle krzaków borówki w ogrodzie to i mamy teraz full wypas owoców. Starcza na dwie rodziny z
zapasem.
Zrobiłam zdjęcie z góry, ale słoiczki z dżemem są małe. W sam raz na kilka porcji.
Od tygodnia kwitną stare hibiskusy. To także kwiaty jednego dnia. Rano rozwijają pąki, by wieczorem zwinąć się w rulonik i po kilku dniach opaść na ziemię.
Hibiskusy to śmieciuchy, urocze śmieciuchy, zawsze pod krzakami dużo takich zwiędniętych ruloników leży. Te stare hibiskusy kwitną najwcześniej. Posadzone w zeszłym roku krzewy mają mnóstwo pąków jeszcze bardzo zwiniętych.
Nie dość, że mają dekoracyjne kwiaty, to jeszcze przyciągają mnóstwo pszczół i trzmieli.
Sówki przestały popiskiwać, pewnie rodzice uznali, że już czas na ich usamodzielnienie się, albo odezwał się w młodych instynkt łowny.
Żniwa trwają już od dwóch tygodni. Kombajny „chodzą” na okolicznych polach do późnej nocy. Wczoraj skoszono jęczmień na polu po drugiej stronie ulicy- na tym, które w zeszłym roku podzielili. Z tyłu rośnie kukurydza.
Tak wyglądało pole pod koniec czerwca.
Sucho, kombajn kosił, a za nim niósł się tuman pyłu i gdyby nie te wyśmiane wysokie tuje, rosnące na granicy ogrodu z drogą, mielibyśmy „burzę saharyjska” w ogrodzie.
Dygresja- nie wiem, dlaczego te tuje są tak wyśmiewane- najczęściej ludzie nawet nie mają pojęcia, w jakim celu ktoś zasadził tuje, ale muszą je koniecznie skrytykować i obśmiać- taka narodowo- blogowa moda- krytykanctwo, często bezpodstawne wyśmiewanie i meblowanie komuś ogrodu. Nie wiesz, nie krytykuj, nie masz pojęcia o powodach- nie wyśmiewaj.
Ledwo zdążyłam pozbierać pranie ze sznurów. Pył i tak dostał się na ogród przez dużą bramę (niestety, to jedyna wolna przestrzeń, która nie chroni posesji przed czymś takim i przed wiatrami północnymi).
Teraz kombajny mają zakaz jeżdżenia po drogach publicznych z zamontowanym zespołem tnącym. Trzeba go zdemontować i na specjalnej przyczepce przewieźć w dane miejsce.
Jeszcze tylko złożyć rurę i można jechać.
I po wszystkim.
Do skoszenia pozostała pszenica jara, rosnąca od wschodu ogrodu. A Sadownik zasadził soję prawie na wszystkich polach, na których rosły sady. Pewnie teraz jest koniunktura na soję. Długo czekałam, aż to zielsko zakwitnie (zresztą nie byłam pewna, że to soja), w końcu obejrzałam film na ten temat- mogłam sobie czekać na te kwiaty i czekać, a i tak bym ich przez płot nie dojrzała. Soja ma schowane malutkie fioletowe kwiatuszki u nasady liści. Z daleka niewidoczne.
Zdjęcie z internetu.
Muszę umyć okna, zwłaszcza te od strony remontowanego tarasu.
Czekałam aż skończą kucie, mieszanie cementu itp. Strasznie wtedy pyli. Wszystkie zapylone rośliny spłukałam wodą z węża, ale okien tak się nie da.
A po wczorajszych żniwach nawet jestem zadowolona, że wstrzymałam się z tymi oknami- wymyłabym, a tu nowa „powłoka” do usunięcia.
Upał trochę zelżał, niemniej gorąco ma być do końca lipca. Poza tym, wieczorami robi się chłodniej, a nocą wszystkie okna są na uchył i jest fajny, wymiatający ciepło, kojący przeciąg.