Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty

03 sierpnia 2026

Kopiec termitów też może być piękny.

 



„Patrząc na zaprojektowane przez niego budynki, czujemy się, jakbyśmy wpadli do baśni, w której mieszają się światy i kultury. Architektura tworzona przez Gaudíego sprawia, że zaciera się granica między wyobraźnią a rzeczywistością zdominowaną przez porządek, ostre kąty i proste linie.

Ákos Moravánszky, szwajcarsko- węgierski architekt i historyk, w króciutkiej biografii Gaudíego stwierdził, że „początkowo projektowane przez niego obiekty traktowano jako bezładne i irracjonalne wymysły zwariowanego artysty żyjącego w świecie snu i halucynacji”. Zabrzmiało jak krytyka, ale przypomina nieco komplement, czyż nie?”

Gaudi, to mój ulubiony architekt, artysta, twórca niesamowitych budowli.

Pewnie nie tylko mnie zachwyca, dlatego myślę, że warto szerzej poznać jego „twórczość”.

Ten post jest pierwszym z kilku o nim, bo mam zamiar przedstawić główne jego projekty, a omówienie ich wymaga więcej miejsca niż w jednym poście.

W zasadzie, powinnam na początku przedstawić życiorys Gaudiego, ale raczej skupię się na jego dorobku, a zamiast nudnych wywodów typu „urodził się...” polecam książkę.


 

I kto by się spodziewał po „marnym studencie” takich sławnych dzieł architektury. Egzamin na studia zaliczył z najniższą notą i ale udało mu się uzyskać dyplom ukończenia uczelni.

„Już w trakcie studiów pierwsze szkice Gaudíego musiały budzić zdziwienie. Zaprojektowana w ramach egzaminu aula uniwersytecka zdradzała skłonność przyszłego architekta do mieszania stylów, a także mnogości dekoracji i detali.

 


 W projekcie uwagę przyciąga centralna część budowli o kopułowatym kształcie, zwieńczona daszkiem osadzonym na kolumnach, jakby wyjętych ze świata starożytnej Grecji. Może to właśnie wymykanie się utartym schematom powodowało, że Gaudí podczas pobytu na uniwersytecie otrzymywał najniższe noty za swoje prace. Już na tym wczesnym etapie sposób myślenia artysty i przekładania na papier pomysłów rodzących się w jego wyobraźni zdradzał, że w przyszłości wyprzedzi swoją epokę.”

Studiując dorabiał sobie jako pomocnik w pracowniach architektonicznych i poznawał tajniki architektury od tej prozaicznej, praktycznej strony.

Jako człowiek dojrzały prowadził ascetyczny tryb życia, stronił od ludzi, nigdy się też nie ożenił. Całe życie poświęcił architekturze- ona wypełniała mu każdy dzień, zajmowała wszystkie myśli.



„Po nauce na uniwersytecie nie podążał szlakami wytyczonymi przez innych architektów, niemniej wiedza zdobyta podczas studiów, szeroka znajomość literatury i nurtów w sztuce stały się dla niego źródłem inspiracji. W jego projektach dostrzegamy wpływy gotyku, secesji, hiszpańskich tradycji ceramicznych, a nawet budownictwa orientalnego.

Najistotniejszą inspiracją była dla niego natura – wraz ze swoimi materiałami, nieregularnościami, falującymi liniami, zaskakującymi formami i bogactwem kolorów. Elementy przyrody można już dostrzec w zaprojektowanym dla niego samego biurku, które wyróżniają duże boczne nadstawki i wykończenia w postaci motywów zwierzęcych i roślinnych.”

I w tym momencie odsuniemy czas, w którym zaczynał wdrażać w życie swoje pierwsze projekty, a skupimy się na jego największym dziele jakim jest bazylika Sagrada Familia w Barcelonie.

Świątynia ta była jego największym osiągnięciem.

„Historia budowy tego kościoła rozpoczęła się w 1882 roku; zlecenie na jej projekt otrzymał wówczas architekt diecezjalny Francisco de Paula del Villar y Lozano, który jednak postanowił odstąpić to zamówienie Gaudíemu. Architekt nie przewidywał, że prace nad świątynią będą nie tylko towarzyszyć mu przez resztę życia, ale trwać jeszcze przez dekady po jego śmierci. Ponad 140 lat później od rozpoczęcia budowy Sagrada Família wciąż nie jest ukończona.”

Kościół zaplanowano jako pokutny, więc miał być budowany z datków. Z tego powodu prace się opóźniały. Bywało, ze Gaudi chodził od domu do domu, zbierając pieniądze na dalszą budowę.

Niżej, na zdjęciu kościół stoi w polu, obecnie jest otoczony miastem. 


„Na mozolny proces budowy Sagrada Família wpływa również sam koncept Gaudíego. Jego projekt zakłada skomplikowane konstrukcje i liczne zdobienia, które mają sprawiać wrażenie ukształtowanych przez siły natury, wymagają więc niezwykłego kunsztu rzeźbiarskiego. Gaudí zdawał sobie sprawę, że jego monumentalna wizja architektoniczna wywrze wpływ na budownictwo w przyszłości. Gdy pytano go, czy Sagrada Família jest jedną z wielkich katedr, odpowiadał: „Nie, to pierwsza z serii zupełnie nowych”

Gaudi temu projektowi poświęcił kilkanaście lat życia. Nie zrażał się nawet wtedy, kiedy spotykał się z negatywnymi opiniami na temat świątyni oraz jego pracy.

Po śmierci pochowano go w krypcie niedokończonej bazyliki.

„„Technologie zrewolucjonizowały nasze procesy operacyjne, w wielu przypadkach realizując pomysły przewidziane bądź rozpoczęte przez Gaudíego” - podkreśla Puig. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech jego techniki jest geometria wnętrza nawiązująca do kształtów występujących w naturze. Efekt ten stworzony został z prostych linii, które zostały umieszczone w taki sposób, że sprawiają wrażenie falowanych kolumn i murów. „Do tworzenia tak wyszukanych projektów geometrycznych Gaudíemu nie wystarczały plany dwuwymiarowe, musiał pracować w trójwymiarze, wykorzystując do tego fizyczne makiety stworzone z gipsu”. Obecnie modelowanie cyfrowe za pomocą programów CAD i BIM ułatwia projektowanie i etap wykonawczy.

Gaudí rozpoczął budowę Sagrady Familii od krypty oraz muru apsydy, stosując przy tym tradycyjne metody architektoniczne, czyli małe kamienie ręcznie dopasowywane przez kamieniarzy. Jednakże na ostatnim etapie swojego życia, który był poświęcony budowie fasady „Narodzenia”, architekt wprowadził nowatorskie, jak na tamte czasy, materiały, takie jak beton w górnych częściach budowy i wykorzystał elementy prefabrykowane. „Obecnie stosujemy tę samą logikę, prefabrykując możliwie największą liczbę części, aby ułatwić pracę na wysokościach” - potwierdza asystent architekta. Bazylika, w momencie zakończenia budowy, będzie o 11 m wyższa od 161-metrowego kościoła w Ulm w Niemczech, który jest obecnie rekordzistą wysokości.

Jak przebiegała cała budowa, jej etapy, jakie materiały wykorzystywano, kto brał udział w „zdobieniu”, można przeczytać w artykule „Logistyka kryjąca się za budową Sagrady Familia w Barcelonie” – adres dałam w przypisach. Warto przeczytać, bo opisane są w nim niesamowite rzeczy, dotyczące budowania katedry. Artykuł jest z tego roku, więc informacje dotyczą aktualnego stanu.

Od początku budowy, przez 140 lat obiekt łączy funkcje religijną z turystyczną z działalnością budowlaną. Równocześnie prowadzi się prace renowacyjne oraz konserwatorskie. I to również wymaga nie lada logistyki.

Jestem przekonana, że większość, patrząc na katedrę (głównie z zewnątrz), od razu stwierdziłaby- mnie się nie podoba, to taki kicz. Pomijając kwestię gustu, takie bezpardonowe, bezrefleksyjne podejście, zawsze skłania mnie nie tylko do zastanowienia się na tymi słowami, ale również do zastanowienia się nad tym, co ma w głowie człowiek tak beztrosko podchodzący do sztuki. A jeszcze bardziej zastanawia mnie taki człowiek, który upiera się i nadal twierdzi- no, nie podoba mi się, mam do tego prawo. Owszem, masz i może ci się nie podobać, ale oprócz tego pierwszego odbioru, należałoby się jednak zastanowić nad tym, kim był twórca danego dzieła, jakie idee mu przyświecały, a przede wszystkim, ile trudu włożył w pracę nad swoim dziełem. I nawet, jak to dzieło do nas „nie przemawia”, to chyba należy docenić wysiłek twórczy jego autora.

Nie wiem, czy Sagrada Familia mi się podoba? No, po prostu nie wiem. Na pewno nie traktuję jej jako całości oceniając: „podoba mi się- nie podoba”. Ona jest tak różnorodna, że trudno to wszystko ogarnąć. Jedne elementy są dla mnie nie do przyjęcia np. te „kwiatki' na iglicach w kolorach lizaków cukrowych. Z kolei płaskorzeźby, zielone drzwi z płaskorzeźbami fauny i flory, witraże i gotycka strzelistość kolumn, gra światła, zachwycają mnie aż do wstrzymania oddechu. Na pewno mój odbiór byłby bogatszy, a ocena bardziej zdecydowana, gdybym zobaczyła budowlę, z jej wszystkimi elementami, „na żywo”. Nie dane mi było i pewnie już nie zobaczę jej tam na miejscu. Nie, nie jest mi jakoś specjalnie żal.

Sagrada Familia to dla mnie wyraz potęgi ludzkiego umysłu. Gaudi to geniusz, to wizjoner, to człowiek wyprzedzający artystycznie, architektonicznie swoją epokę. Jego pomysły są tak oryginalne, niebanalne, odstające od tego, co przeciętne, że nie można tak sobie ocenić jego dzieł na zasadzie „podoba mi się- nie podoba”, bez uwzględnienia ogromu pracy i trudu włożonego, w swe dzieła, przez Gaudiego.

One zachwycają mnie także z innego względu- odniesienia się w architekturze do przyrody. No bo, dlaczego by nie zamieścić płaskorzeźb jaszczurek, chrząszczy, motyli, kwiatków, chwastów pod rzeźbami np. pastuszków składających dary? Gdzieś jest płaskorzeźba- głowa byka, gdzie indziej „siedzi zając”, jeszcze gdzie indziej płaskorzeźby ptaków w locie. Czy zawsze to muszą być elementy geometryczne, jakieś kwadraty, koła, kratki? A te piękne drzwi w kolorze zieleni, niebieskości? Czyż nie piękne w swoim „listowiu, zwierzątkach i kwiatach”? A sklepienie katedry? Tak pięknego sklepienia- słoneczniki- chyba nigdzie nie ma na świecie.

Sama budowla, w całej okazałości jest niesamowita- „kopiec termitów” jako obiekt sakralny przełamuje wszystkie dotychczasowe wizje jak ma wyglądać kościół, katedra, bazylika.

I tak, ta niezwykłość architektoniczna,to podejście „przyrodnicze”, ten kunszt w detalach, to do mnie najbardziej przemawia w twórczości Gaudiego. I na plan dalszy schodzi, u mnie, „podoba się- nie podoba się”.

Zrobiłam prezentację i , jak zwykle, polecam jej oglądanie na całym ekranie.





https://niezlasztuka.net/o-sztuce/antoni-gaudi-i-jego-basniowa-architektura/

https://www.mecalux.pl/artykuly-logistyczne/sagrada-familia-barcelona-logistyka

Zdjęcia z Internetu.




11 lipca 2026

Czarna oraz biała, a każda skutecznie straszy.

 


„Pałac z dwiema damami: Czarną i Białą

Z odrestaurowanym Pałacem w Żorach-Baranowicach wiążą się niesamowite historie. Niektóre są tajemnicze i straszne. Pracownicy remontujący przed laty budowlę pod siedzibę szkoły mieli ujrzeć na korytarzu Czarną Damę, jednego z dwóch duchów ukazujących się w pałacowych oknach. Wiadomo, że w czasie niemieckiej okupacji w pałacu na suto zakrapianych alkoholem imprezach bawili się SS-mani z obozu Auschwitz-Birkenau. Po wojnie zabytek popadł w ruinę. Dziś dawna siedziba znakomitego rodu von Durant jest miejscem wydarzeń kulturalnych. 


 

Z pałacem w Baranowicach wiążą się tajemnicze i dziwne zdarzenia. Część z nich można zaliczyć do legend, ale część to fakty historyczne, które wzbudzały przerażenie wśród miejscowej ludności. Historie te zgłębia od lat żorzanka Elżbieta Grymel, której dziadek był leśniczym na terenie Baranowic i sąsiednich Szoszów. Wśród mieszkańców, z pokolenia na pokolenie przekazywana jest historia o damie ukazującej się w pałacu.

  • Prawdopodobnie są to aż dwie damy; jedna czarna, druga biała, którą uważa się za ducha opiekuńczego pałacu. Cała masa przykładów dowodzi, że tak jest… - zaczyna pani Elżbieta.

Jak zaznacza, czarna postać jest jeszcze bardziej tajemnicza. Przypuszcza się, że to duch samotnej właścicielki z czasów wojen ze Szwedami. Nie wiadomo, czy chodzi o wojnę trzydziestoletnią czy działania zbrojne związane z późniejszym potopem szwedzkim.

- Okazało się, że kobieta zmarła w trakcie działań zbrojnych, a mimo to mieszkańcy widywali ją na werandzie „zamku”. Jak wojska opuściły rejon Baranowic, dziedziczkę odwiedził krewny - pastor z Cieszyna. Zastał nieżywą ciotkę siedzącą w pokoju na krześle, ciało znajdowało się w stanie daleko posuniętego rozkładu – opowiada Elżbieta Grymel.

Czarna Dama pokazywała się ludziom dalej, zawsze w południe na werandzie, siejąc domysły i przerażenie. Wyszło na jaw, że pani dziedziczka obiecała przepisać rodzinie swój majątek. Nie zrobiła tego jednak, nie sporządziła też testamentu. Mieszkała w pałacu sama, nie odwiedzana przez bliskich i poddanych. Później zmarła. Świadkowie powtarzają, że Czarna Dama nosi zawsze przy sobie zwinięty pod pachą rulon.

- Najprawdopodobniej to ów oczekiwany przez jej rodzinę testament. Być może pokutuje za swoje zaniedbanie… - snuje domysły pani Elżbieta.

Duch na pałacowym korytarzu i ucieczka robotników

- W latach 60. ubiegłego wieku, gdy remontowano budynek (mieściła się w nim wtedy szkoła podstawowa), robotnicy zauważyli Czarną Damę na korytarzu… W świetle drzwi, zniknęła na drugim końcu. Ponoć strasznie się przerazili. Uciekli schodami z pałacu i zamknęli za sobą drzwi. Trzeba jednak dodać, że „byli wypici”; ktoś im dał flaszkę wódki albo kupili sobie sami. Ponoć nie zdążyli opróżnić butelki, bo usłyszeli rumor w korytarzu... – uśmiecha się żorzanka.

Czarną Damę spotkały także kucharki, które mieszkały w pokoju na pierwszym piętrze. Przez okno zauważyły na dworze Czarną Damę z rulonem pod pachą. Postać ta patrzyła w stronę okien.

Biała Dama nie była widywana z rulonem, więc można domniemywać, że są to dwa różne duchy. Pojawia się najczęściej w sytuacjach jakiegoś zagrożenia. Puka w drzwi, ściany, a nawet woła ludzkim głosem, ostrzegając ludzi znajdujących się w pałacu lub w jego pobliżu. Czy tak jest naprawdę? Ci, którzy spotkali oba duchy są przekonani, że tak. 


 

Uważa się, że Biała Dama to żona pierwszego właściciela Baranowic z rodu Durantów. Kobieta pomagała biednym, pokrzywdzonym przez los osobom. Prawdopodobnie cierpiała na depresję lub inne schorzenie duszy. Później rzadko rozmawiała z ludźmi, wychodziła tylko do ogrodu ze swoimi psami. Przyczyna takiego stanu?

- Podobno landrat nie był jej wierny, dlatego baronowa podupadła na zdrowiu – mówi żorzanka.

Kolejna legenda dotyczy zamurowanego pokoju. Do dziś nie wiadomo, gdzie znajdowało się to pomieszczenie.

- Kuzynka mojego taty (rocznik 1904) pracowała w pałacu jako pokojówka. W pewnym momencie otworzyła drzwi, a za nimi była ściana. Usłyszała za ścianą odgłosy – jakby wiatru, który wpada przez otwarte okno. Była przekonana, że za murem jest jakieś pomieszczenie – wskazuje Elżbieta Grymel.

Ziemia nie chciała przyjąć ciała zmarłej?

I rzeczywiście, wśród miejscowych krąży taka opowieść. Do starej XVII-wiecznego pałacu, dwa stulecia później Durantowie dobudowali nową część. Obie się różniły wyglądem.

- Faktem historycznym jest to, że jedyny syn właścicieli utonął w pobliskim stawie. Podobno zrozpaczony ojciec kazał położyć ciało syna aż do pogrzebu w jednym z pokojów. Nie mógł znieść myśli, że tam spoczywał jego ukochany syn i kazał zamurować to pomieszczenie. Druga wersja wiąże się z ciotką pastora, czyli domniemaną Czarną Damą, która miała umrzeć w tym właśnie pokoju – mówi pani Elżbieta.

Nieszczęsna ta kobieta, według ludowych przekazów, miała przekląć rodziną, która nie interesowała się nią. Dlatego straszyła. Ponoć jej ciała nie chciała przyjąć ziemia.

- Podobne legendy dotyczą księżnej z Cieszyna czy pani na Pawłowicach oraz właścicieli Baranowic. W tej sytuacji powóz z trumną zaprzęgnięto w niezliczoną liczbę czarnych wołów. Tylko, że w tamtych czasach używane do pracy w polu woły były płowe albo czerwonawe. Zdarzały się czarne, ale były bardzo drogie. Czy ktoś dałby czarne woły, by pomogły przewieźć zmarłą na bagna, gdzie miała zostać pochowana? - pyta retorycznie Elżbieta Grymel.

 

SS-mani z Auschwitz próbowali zagłuszyć sumienie strumieniami wypitego alkoholu

Prawdziwą historią mrożącą krew w żyłach są opowieści o SS-manach z załogi w obozie Auschwitz-Birkenau, którzy bawili się w pałacu. Zresztą nie tylko oni. Do dawnej siedziby baronów przyjeżdżali nazistowscy dygnitarze z Katowic oraz innych miast. Urządzano polowania na zwierzynę łowną w pobliskich lasach, a potem pijackie imprezy.

- Niestety, to fakt historyczny. O tych spotkaniach opowiadał mi dziadek, który musiał tam przychodzić ze względów zawodowych. Wraz z innymi leśniczymi przygotowywał łowy. Przyjeżdżał też nadleśniczy z centrali – mówi pani Elżbieta.

Imprezy były zhierarchizowane. Najważniejsi dygnitarze pili tylko w swoim gronie.

- Dziadek miał w towarzystwie ludzi średniego szczebla. Jak byli „wcięci”, to opowiadali takie rzeczy, że włos się jeżył. Babcia starała się wykorzystywać te polowania. Prosiła dziadka, aby dowiadywał się o los różnych osób, które przebywały w obozie. Czasem udawało się zdobyć takie informacje, choć to było bardzo niebezpieczne – przekazuje Elżbieta Grymel.

Odrestaurowany przepięknie pałac stał się placówką kultury

Restauracja tego niezwykłego XIX-wiecznego zabytku to największa żorska inwestycja ostatnich lat. Jej wartość wyniosła ponad 29,5 mln zł. Oddano go na wielofunkcyjne działania. 21 października 2023 r. oficjalne otwarto. Przez trzy lata prac zrujnowany zabytek odzyskał dawną świetność, ba, wygląda nawet lepiej niż na znanych historykom fotografiach. Przepięknie odnowiono elewacje, pieczołowicie odtworzono wnętrza.”

Kiedy zwiedzałam pałac, nie znałam jeszcze historii o jego damach: białej i czarnej. Przeczytałam ją dopiero, szukając materiałów o pałacu.

Niemniej spotkało mnie coś, co do teraz jeszcze wywołuje we mnie dreszcz niepokoju. Taki, jaki czułam, kiedy robiąc zdjęcie jednego z pomieszczeń, czułam za plecami czyjąś obecność. Wiele osób ma takie irracjonalne odczucia w pewnych miejscach. Nie ja jedna, ale... kiedy poczułam tę obecność, odwróciłam się i zobaczyłam za sobą tylko „czarną damę”.

O tę. 


Minęłam ją, wchodząc do pomieszczenia- niezbyt mi się spodobała w tej czarne sukni. Stanowiła wyraźny kontrast do reszty pałacowych „dam” w jasnych sukniach. Nawet się zdziwiłam, że chciano demonstrować damę w czerni. Minęłam ją, nie przyglądając się jej jakoś szczególnie. I już w pokoju, poczułam tę obecność za sobą.

No niby nic, manekin, ale … ciągle miałam wrażenie, ze chciała ona położyć rękę na moim ramieniu i lekko poklepać. Zagrała mi wyobraźnia, wydawało mi się, że jak jeszcze choć minutę zostanę obok niej, to się poruszy i... Ewakuowałam się z tego miejsca błyskawicznie. Nawet się nie obejrzałam. Tak, można się śmiać, można się śmiać z takich różnych odczuć i gadać o głupocie, tchórzostwie itp. A ja wiem swoje i wiem, co czuję w niektórych miejscach lub czuję, kiedy stoi obok mnie jakiś człowiek. I to nie jest przyjemne. Głupi manekin wystrojony na czarno wcale nie musiał wywołać we mnie irracjonalnego lęku- lęk mogło wywołać samo miejsce, w którym stał, jakaś zła energia mogła tam się przewijać, wszak nie wiemy, co się tak naprawdę w pałacu działo. Zbiegło się po prostu w jednym miejscu- czarna dama i zła energia po niedobrym zdarzeniu. A ja jestem na takie fluidy, energie uczulona, podatna, czuję je czy mi się to podoba czy nie. 


 



Bardzo często w pałacu organizowane są imprezy, nawiązujące do czasów właścicieli majątku. W pracowniach, florystycznej oraz plastycznej, tworzy się stroje z tego okresu, potem ubiera się w nie manekiny (są one elementami dekoracyjnymi w budynku), organizuje się pokazy mody, nawiązujące do mody XIX wiecznej, bywają spotkania pań przy herbatce- w strojach z epoki itp. 

 


Od kilku lat odbywają się w pałacu także pokazy mody o różnej tematyce.


 

Nie brakuje w nim również koncertów oraz imprez folklorystycznych. Poza tym, w pałacu, urządzane są różnego rodzaju giełdy (np. rękodzieła), wystawy, wernisaże, okazjonalne warsztaty, pikniki itp.




 

Można także, w każdą niedzielę, zwiedzać pałac w towarzystwie damy w stroju z epoki- panie oprowadzają zwiedzających po pałacu oraz parku, opowiadając historię tego interesującego miejsca. Jest to tzw. zwiedzanie pałacu z damą.


 Źródła:

https://zory.naszemiasto.pl/tajemnice-palacu-w-zorach-baranowicach-czarna-i-biala-dama/ar/c1-9776281

https://www.facebook.com/palacbaranowice/photos/w-czerwcu-zwiedzanie-z-pa%C5%82acow%C4%85-dam%C4%85-mo%C5%BCliwe-b%C4%99dzie-w-dwie-niedziele7-czerwca21-/867491509747047/

https://www.radio90.pl/palac-baranowice-poznaj-historie-i-zwiedzaj-obiekt-z-damami-w-strojach-z-epoki.html

https://www.instagram.com/palac_baranowice/

Zdjęcia z podanych stron oraz z moich zasobów. 





03 lipca 2026

Nie poszedł na zmarnowanie.

 


Pałac w Baranowicach został pięknie odnowiony i jak to się ładnie określa, służy społeczeństwu. Jest w nim ośrodek kultury i dużo się pod tym względem w nim dzieje.

Na ogół, gdy jesteśmy z Bezą, to nie zwiedzamy pałaców w środku- oczywiście tych, które są udostępnione. Tym razem Jaskół poszedł z psem do parku, a ja kurcgalopkiem przeleciałam się po wnętrzu. 

I tak- wchodzi się do niewielkiego holiku z przeszklonymi drzwiami, na wprost wejścia, do dalszej części holu i na klatkę schodową. Po prawej stronie znajduje się sala muzealna, po lewej zejście do restauracji Charlotta. Wstęp do sali muzealnej kosztuje jedyne 5 złotych. Kupiłam bilet, recepcjonistka otworzyła mi drzwi do sali, objaśniła jak korzystać z tablic interaktywnych i poszła do swoich zajęć. Taaaaa... są tablice interaktywne, ale by zobaczyć, co mają w sobie, trzeba czasu. Każda z nich opowiada o jakiejś historii: o historii wsi i losie chłopów, o historii pałacu, o historii miejscowości, o szkolnictwie w Baranowicach i okolicznych wsiach oraz o historii i życiu rodu von Durant. Niestety musiałam z nich zrezygnować. 

 


Natomiast bardzo interesujący zabieg zrobiono ze zdjęciami- na ścianach umieszczone są małe drzwiczki- otwierasz je, a tam zdjęcie, a po wewnętrznej stronie drzwiczek, lub nad nimi, informacja, co zdjęcie przedstawia. 

 


Oprócz zdjęć „za drzwiczkami”, na ścianach wiszą normalnie zdjęcia w ramkach. Nim pani poszła, zdążyłam zapytać, czy meble, które zauważyłam w holu i w izbie, są oryginalne z pałacu. Nie są- to zbieranina, co kto daruje. A jakże, jak mogłam, zapomnieć, że ta swołocz ruska, jak tylko zalazła się w pałacu, to wszystko rozkradła, zniszczyła lub spaliła. Bo to niemieckie przecież było, a jakby było śląskie to i tak było niemieckie.


 
Części kafelek i ścian z polichromią ze starego pałacu.


W izbie znajdowało się kilka mebli oraz pianola. Należy nacisnąć oznaczony klawisz i pianola wygrywa melodię.

 

Po obejrzeniu zdjęć i eksponatów w izbie muzealnej, poszłam na piętro schodami, których oryginalna konstrukcja zachowała się w całości. 

 Na klatce ściany z polichromią, wiernie odtworzoną ze starego pałacu.



Na pierwszym piętrze  obejrzałam kilka sal ( jedne puste, inne z meblami) z bardzo ładnymi secesyjnymi polichromiami oraz salę, w której są duże regały z książkami, grami- tu można przyjść, posiedzieć, pograć w gry i poczytać książkę. Wystrój sali (oprócz stołów i krzeseł wyraźnie świetlicowych) jest taki, jaki był za baronostwa- kominek, zegar, zdjęcia rodziny von Durant oraz trofea myśliwskie na ścianach. 

 



 


 

W innej sali stały: sekretarzyk, pianino i fortepian z małym skrzydłem.

 

Na tym piętrze są nowoczesne, obszerne i bardzo czyste ubikacje i duża szatnia. Obok ubikacji jest przeszklony szyb, w którym kursuje nowoczesna winda. Na drugim piętrze sale były zamknięte, a mnie poniosło na poddasze, na którym była wystawa malarstwa współczesnego. 

 


Nie weszłam, nie obejrzałam, zobaczyłam plakat i zdecydowałam, że nie, raczej to nie to, co mnie interesuje. Schodami wyszłam na górę, schodami zeszłam.

Już o tym pisałam, ale jeszcze raz powtórzę- zawsze, kiedy jestem w muzeum albo w takich izbach muzealnych, albo w skansenie, po prostu w miejscach, gdzie nagromadzono sporo rzeczy wartych pamięci i wartych, by o nich opowiedzieć, czuję się przytłoczona- wpadam w frustrację, bo wszystko mi się podoba, o wszystkim chciałabym opowiedzieć, a tu jednak ograniczenia są. I tak samo było tym razem. Izba muzealna niby nieduża, tych eksponatów było kilka, ale zdjęć z opisami dużo no i te tablice zawierające mnóstwo fajnej wiedzy. Może gdybym miała więcej czasu, to wybrałabym to, co najbardziej interesujące, a tak przeleciałam, pooglądałam, trochę zdjęć zrobiłam, mając nadzieję, że resztę sobie w Necie znajdę. A w Necie posucha i te same informacje powielane na różnych stronach. I jak na ironię, w tej izbie było sporo informacji na temat życia na wsi w XIX i na początku XX wieku, czyli to, co też bardzo mnie interesuje, ale ja skupiłam się na życiu „pałacu”, bo na nic innego czasu mi nie starczyło. Bo jak ma być o pałacu, to piszę o pałacu. A o wsi pszczyńskiej też kiedyś napiszę post przy okazji opisu naszego pobytu w skansenie w Pszczynie.

W sumie pałac zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie- czysto, świeżo, przestronnie. Ludzi o tej porze mało, sporo fajnych rzeczy do zobaczenia.  

A teraz wróćmy do momentu, kiedy weszłam do środka budynku. Weszłam i dech mi zaparło- tak pięknej secesji dawno nie widziałam.Poza tym nie spodziewałam się czegoś takiego w tym pałacu. Chodzi mi o to, że nie zawsze, podczas odnawiania starych pałaców, zachowuje się jego wygląd, wystój, elementy w takiej postaci, w jakiej były przed popadnięciem w ruinę. Nie czarujmy się, bywa, że konserwator przymyka oko z jakichś wiadomych tylko jemu i właścicielowi powodów. A tu starano się odnowić wszystko z zachowanie tego, co było kiedyś charakterystyczne dla budynku. A i tak konserwator zgodził się dobudować oszklony taras dla restauracji, chociaż pierwotnie był tylko balkon. Na szczęście jest on świetnie wkomponowany w budynek i nie razi.

Spójrzcie na te ściany z przepięknymi polichromiami. Mnie urzekły nie tylko ich wzory, ale i kolorystyka.

Na górnym zdjęciu fragment oryginalnej ściany z polichromią ze starego pałacu. Na dolnym polichromia, która zdobi ściany na pierwszym piętrze. 

 
Zdjęcie oryginalnej ściany, zrobione podczas remontu.

Poniżej, z lewej- polichromia panel między drzwiami do WC. Po prawej fragment polichromii na ścianie korytarza na pierwszym piętrze.

Korytarz na pierwszym piętrze

 
Po lewej ten sam panel między drzwiami, po prawej fragment ściany w holu przy wejściu do pałacu.
Wchodzisz do pałacu i po lewej widzisz na ścianie to piękne secesyjne malowidło.
A na suficie to. 

 

W salach

 Polichromia na ścianie w  recepcji 


Kiedy zobaczyłam polichromie w recepcji, zaraz na początku zwiedzania pałacu, zapytałam, czy to oryginalne polichromie.

  • Część tak, a większość ścian starano się odnowić z zachowaniem ich wyglądu za czasów baronostwa. Jak pani pójdzie na piętro i wyżej, to zobaczy pani tego więcej.- Odparła recepcjonistka i spojrzała na mnie z zainteresowaniem.

  • Na pewno pójdę, a teraz proszę otworzyć mi salę muzealną.

Nie chciałam rozwijać gadki o moich zainteresowaniach i o tym, że ze wszystkich stylów najbardziej lubię i najbardziej podoba mi się właśnie ten.

I tak ciągle przeglądam zdjęcia z tymi „malunkami”, i zastanawiam się, gdzie można by je wykorzystać- do haftu? Do gobelinów?

Budynek pałacu reprezentuje dwa style architektoniczne- elewacja frontowa jest przebudowana w stylu późnego renesansu północnego, pozostałe części budynku są w stylu klasycystycznym. Pierwszy pałac był w stylu barokowym, dopiero von Durant przebudował go w tych dwóch stylach. 

Pocztówka z rysunkiem pałacu barokowego ( rysunek w okręgu).

Wewnątrz pałacu są pozostałości po starym budynku- sklepienia łukowe. Oprócz części zachowanych polichromii, zachowały się również posadzki. Podczas renowacji ruiny, do głównego budynku dobudowano oszkloną przybudówkę pod pierwotnym balkonem- obecnie część restauracji.

Budynek pomalowano na stonowany kremowy kolor- dla mnie super. Już przy opisywaniu pałacu w Boryni, mówiłam, że takie stonowane kolory sprawiają, iż pałace są eleganckie, dystyngowane. W pałacu,w Baranowicach, pomalowane na zielono gzymsy oraz inne elementy elewacji, dodają budynkowi uroku i nadają mu lekkości.

 

Nawet ta nowoczesna, szklana przybudówka restauracji nie razi, bo kolorystycznie nie odbiega od ściany budynku.

Wokół pałacu zrobione są chodniki wysypane żwirkiem, a na ich obrzeżu, od strony pałacu, ciągną się wąskie rabaty, obsadzone niskimi krzaczkami róż herbacianych. Bardzo to stylowe.
 

Zdjęcia z podanych źródeł i własne.

https://sokoliszlak.cba.pl/?page_id=11633

https://www.slaskie.travel/culturalheritage/15734/palac-w-zorach-baranowicach

https://palacbaranowice.zory.pl/

https://www.polskieszlaki.pl/palac-baranowice-w-zorach/