„Pałac z dwiema damami: Czarną i Białą
Z odrestaurowanym Pałacem w Żorach-Baranowicach wiążą się niesamowite historie. Niektóre są tajemnicze i straszne. Pracownicy remontujący przed laty budowlę pod siedzibę szkoły mieli ujrzeć na korytarzu Czarną Damę, jednego z dwóch duchów ukazujących się w pałacowych oknach. Wiadomo, że w czasie niemieckiej okupacji w pałacu na suto zakrapianych alkoholem imprezach bawili się SS-mani z obozu Auschwitz-Birkenau. Po wojnie zabytek popadł w ruinę. Dziś dawna siedziba znakomitego rodu von Durant jest miejscem wydarzeń kulturalnych.
Z pałacem w Baranowicach wiążą się tajemnicze i dziwne zdarzenia. Część z nich można zaliczyć do legend, ale część to fakty historyczne, które wzbudzały przerażenie wśród miejscowej ludności. Historie te zgłębia od lat żorzanka Elżbieta Grymel, której dziadek był leśniczym na terenie Baranowic i sąsiednich Szoszów. Wśród mieszkańców, z pokolenia na pokolenie przekazywana jest historia o damie ukazującej się w pałacu.
Prawdopodobnie są to aż dwie damy; jedna czarna, druga biała, którą uważa się za ducha opiekuńczego pałacu. Cała masa przykładów dowodzi, że tak jest… - zaczyna pani Elżbieta.
Jak zaznacza, czarna postać jest jeszcze bardziej tajemnicza. Przypuszcza się, że to duch samotnej właścicielki z czasów wojen ze Szwedami. Nie wiadomo, czy chodzi o wojnę trzydziestoletnią czy działania zbrojne związane z późniejszym potopem szwedzkim.
- Okazało się, że kobieta zmarła w trakcie działań zbrojnych, a mimo to mieszkańcy widywali ją na werandzie „zamku”. Jak wojska opuściły rejon Baranowic, dziedziczkę odwiedził krewny - pastor z Cieszyna. Zastał nieżywą ciotkę siedzącą w pokoju na krześle, ciało znajdowało się w stanie daleko posuniętego rozkładu – opowiada Elżbieta Grymel.
Czarna Dama pokazywała się ludziom dalej, zawsze w południe na werandzie, siejąc domysły i przerażenie. Wyszło na jaw, że pani dziedziczka obiecała przepisać rodzinie swój majątek. Nie zrobiła tego jednak, nie sporządziła też testamentu. Mieszkała w pałacu sama, nie odwiedzana przez bliskich i poddanych. Później zmarła. Świadkowie powtarzają, że Czarna Dama nosi zawsze przy sobie zwinięty pod pachą rulon.
- Najprawdopodobniej to ów oczekiwany przez jej rodzinę testament. Być może pokutuje za swoje zaniedbanie… - snuje domysły pani Elżbieta.
Duch na pałacowym korytarzu i ucieczka robotników
- W latach 60. ubiegłego wieku, gdy remontowano budynek (mieściła się w nim wtedy szkoła podstawowa), robotnicy zauważyli Czarną Damę na korytarzu… W świetle drzwi, zniknęła na drugim końcu. Ponoć strasznie się przerazili. Uciekli schodami z pałacu i zamknęli za sobą drzwi. Trzeba jednak dodać, że „byli wypici”; ktoś im dał flaszkę wódki albo kupili sobie sami. Ponoć nie zdążyli opróżnić butelki, bo usłyszeli rumor w korytarzu... – uśmiecha się żorzanka.
Czarną Damę spotkały także kucharki, które mieszkały w pokoju na pierwszym piętrze. Przez okno zauważyły na dworze Czarną Damę z rulonem pod pachą. Postać ta patrzyła w stronę okien.
Biała Dama nie była widywana z rulonem, więc można domniemywać, że są to dwa różne duchy. Pojawia się najczęściej w sytuacjach jakiegoś zagrożenia. Puka w drzwi, ściany, a nawet woła ludzkim głosem, ostrzegając ludzi znajdujących się w pałacu lub w jego pobliżu. Czy tak jest naprawdę? Ci, którzy spotkali oba duchy są przekonani, że tak.
Uważa się, że Biała Dama to żona pierwszego właściciela Baranowic z rodu Durantów. Kobieta pomagała biednym, pokrzywdzonym przez los osobom. Prawdopodobnie cierpiała na depresję lub inne schorzenie duszy. Później rzadko rozmawiała z ludźmi, wychodziła tylko do ogrodu ze swoimi psami. Przyczyna takiego stanu?
- Podobno landrat nie był jej wierny, dlatego baronowa podupadła na zdrowiu – mówi żorzanka.
Kolejna legenda dotyczy zamurowanego pokoju. Do dziś nie wiadomo, gdzie znajdowało się to pomieszczenie.
- Kuzynka mojego taty (rocznik 1904) pracowała w pałacu jako pokojówka. W pewnym momencie otworzyła drzwi, a za nimi była ściana. Usłyszała za ścianą odgłosy – jakby wiatru, który wpada przez otwarte okno. Była przekonana, że za murem jest jakieś pomieszczenie – wskazuje Elżbieta Grymel.
Ziemia nie chciała przyjąć ciała zmarłej?
I rzeczywiście, wśród miejscowych krąży taka opowieść. Do starej XVII-wiecznego pałacu, dwa stulecia później Durantowie dobudowali nową część. Obie się różniły wyglądem.
- Faktem historycznym jest to, że jedyny syn właścicieli utonął w pobliskim stawie. Podobno zrozpaczony ojciec kazał położyć ciało syna aż do pogrzebu w jednym z pokojów. Nie mógł znieść myśli, że tam spoczywał jego ukochany syn i kazał zamurować to pomieszczenie. Druga wersja wiąże się z ciotką pastora, czyli domniemaną Czarną Damą, która miała umrzeć w tym właśnie pokoju – mówi pani Elżbieta.
Nieszczęsna ta kobieta, według ludowych przekazów, miała przekląć rodziną, która nie interesowała się nią. Dlatego straszyła. Ponoć jej ciała nie chciała przyjąć ziemia.
- Podobne legendy dotyczą księżnej z Cieszyna czy pani na Pawłowicach oraz właścicieli Baranowic. W tej sytuacji powóz z trumną zaprzęgnięto w niezliczoną liczbę czarnych wołów. Tylko, że w tamtych czasach używane do pracy w polu woły były płowe albo czerwonawe. Zdarzały się czarne, ale były bardzo drogie. Czy ktoś dałby czarne woły, by pomogły przewieźć zmarłą na bagna, gdzie miała zostać pochowana? - pyta retorycznie Elżbieta Grymel.
SS-mani z Auschwitz próbowali zagłuszyć sumienie strumieniami wypitego alkoholu
Prawdziwą historią mrożącą krew w żyłach są opowieści o SS-manach z załogi w obozie Auschwitz-Birkenau, którzy bawili się w pałacu. Zresztą nie tylko oni. Do dawnej siedziby baronów przyjeżdżali nazistowscy dygnitarze z Katowic oraz innych miast. Urządzano polowania na zwierzynę łowną w pobliskich lasach, a potem pijackie imprezy.
- Niestety, to fakt historyczny. O tych spotkaniach opowiadał mi dziadek, który musiał tam przychodzić ze względów zawodowych. Wraz z innymi leśniczymi przygotowywał łowy. Przyjeżdżał też nadleśniczy z centrali – mówi pani Elżbieta.
Imprezy były zhierarchizowane. Najważniejsi dygnitarze pili tylko w swoim gronie.
- Dziadek miał w towarzystwie ludzi średniego szczebla. Jak byli „wcięci”, to opowiadali takie rzeczy, że włos się jeżył. Babcia starała się wykorzystywać te polowania. Prosiła dziadka, aby dowiadywał się o los różnych osób, które przebywały w obozie. Czasem udawało się zdobyć takie informacje, choć to było bardzo niebezpieczne – przekazuje Elżbieta Grymel.
Odrestaurowany przepięknie pałac stał się placówką kultury
Restauracja tego niezwykłego XIX-wiecznego zabytku to największa żorska inwestycja ostatnich lat. Jej wartość wyniosła ponad 29,5 mln zł. Oddano go na wielofunkcyjne działania. 21 października 2023 r. oficjalne otwarto. Przez trzy lata prac zrujnowany zabytek odzyskał dawną świetność, ba, wygląda nawet lepiej niż na znanych historykom fotografiach. Przepięknie odnowiono elewacje, pieczołowicie odtworzono wnętrza.”
Kiedy zwiedzałam pałac, nie znałam jeszcze historii o jego damach: białej i czarnej. Przeczytałam ją dopiero, szukając materiałów o pałacu.
Niemniej spotkało mnie coś, co do teraz jeszcze wywołuje we mnie dreszcz niepokoju. Taki, jaki czułam, kiedy robiąc zdjęcie jednego z pomieszczeń, czułam za plecami czyjąś obecność. Wiele osób ma takie irracjonalne odczucia w pewnych miejscach. Nie ja jedna, ale... kiedy poczułam tę obecność, odwróciłam się i zobaczyłam za sobą tylko „czarną damę”.
O tę.
Minęłam ją, wchodząc do pomieszczenia- niezbyt mi się spodobała w tej czarne sukni. Stanowiła wyraźny kontrast do reszty pałacowych „dam” w jasnych sukniach. Nawet się zdziwiłam, że chciano demonstrować damę w czerni. Minęłam ją, nie przyglądając się jej jakoś szczególnie. I już w pokoju, poczułam tę obecność za sobą.
No niby nic, manekin, ale … ciągle miałam wrażenie, ze chciała ona położyć rękę na moim ramieniu i lekko poklepać. Zagrała mi wyobraźnia, wydawało mi się, że jak jeszcze choć minutę zostanę obok niej, to się poruszy i... Ewakuowałam się z tego miejsca błyskawicznie. Nawet się nie obejrzałam. Tak, można się śmiać, można się śmiać z takich różnych odczuć i gadać o głupocie, tchórzostwie itp. A ja wiem swoje i wiem, co czuję w niektórych miejscach lub czuję, kiedy stoi obok mnie jakiś człowiek. I to nie jest przyjemne. Głupi manekin wystrojony na czarno wcale nie musiał wywołać we mnie irracjonalnego lęku- lęk mogło wywołać samo miejsce, w którym stał, jakaś zła energia mogła tam się przewijać, wszak nie wiemy, co się tak naprawdę w pałacu działo. Zbiegło się po prostu w jednym miejscu- czarna dama i zła energia po niedobrym zdarzeniu. A ja jestem na takie fluidy, energie uczulona, podatna, czuję je czy mi się to podoba czy nie.
Bardzo często w pałacu organizowane są imprezy, nawiązujące do czasów właścicieli majątku. W pracowniach, florystycznej oraz plastycznej, tworzy się stroje z tego okresu, potem ubiera się w nie manekiny (są one elementami dekoracyjnymi w budynku), organizuje się pokazy mody, nawiązujące do mody XIX wiecznej, bywają spotkania pań przy herbatce- w strojach z epoki itp.
Od kilku lat odbywają się w pałacu także pokazy mody o różnej tematyce.
Nie brakuje w nim również koncertów oraz imprez folklorystycznych. Poza tym, w pałacu, urządzane są różnego rodzaju giełdy (np. rękodzieła), wystawy, wernisaże, okazjonalne warsztaty, pikniki itp.
Można także, w każdą niedzielę, zwiedzać pałac w towarzystwie damy w stroju z epoki- panie oprowadzają zwiedzających po pałacu oraz parku, opowiadając historię tego interesującego miejsca. Jest to tzw. zwiedzanie pałacu z damą.
Źródła:
https://zory.naszemiasto.pl/tajemnice-palacu-w-zorach-baranowicach-czarna-i-biala-dama/ar/c1-9776281
https://www.instagram.com/palac_baranowice/
Zdjęcia z podanych stron oraz z moich zasobów.















