wtorek, 17 maja 2022

W naszym ogrodzie w maju- konwalie i czosnek

 Blog traktuję jako pamiętnik, dziennik,  staram się tu zamieścić to, co u nas się dzieje, to co robimy, dlatego dużo tu naszego ogrodu. 

Nie zawsze udaje mi się pisać według chronologii zdarzeń. Często mieszam posty. W jednych piszę to, co było, w innych to, co teraz. Mimo wszystko, staram się opisywać dosyć dokładnie, by potem, czytając "przeszłość", mieć pełniejszy jej obraz.

Każdego roku wydaje się, że  maj w naszym ogrodzie jest taki sam,jak w poprzednich latach, a jednak, kiedy czytam stare majowe  posty, widać różnice. 

Pewnie wynikają z mojej różnej częstotliwości zamieszczania postów, a może z tego, że jednak ogród się zmienia, a czas kwitnienia roślin nie zawsze jest ten sam. 

W tym roku wszystko kwitnie o czasie, ale z powodu suszy bardzo szybko przekwita. 

Konwalie.

 Trzy lata temu,  pod płot graniczący z "sadem" (sadu już nie ma, ale jest to nasze określenie miejsca, które się na stałe przyjęło- południowa granica ogrodu, za laskiem, na dole), przesadziłam konwalie majowe. Świetna roślina do zadarniana. U nas rozrasta się jak chwast. Gdziekolwiek konwalie posadzę i w dodatku byle jak, zawsze się przyjmują, a potem rosną jak głupie. 

Na dole posadziłam konwalie w trzech miejscach i już rozrastają się w duże kępy. W tym roku, ze zdziwieniem spostrzegłam, że przy jednej kępie wyrosły kokoryczki, których absolutnie tam nie sadziłam. Jedna mizerna kokoryczka wyrosła w lasku (też nie wiem skąd) i to było wszystko. I ta jedna tam została. A teraz następne wyrosły pod płotem.


Kokoryczka zawsze kojarzyła mi się z lasem liściastym, rosnąca na dziko. A tu niespodzianka- pojawiła się w naszym ogrodzie. Ucieszyłam się, bo bardzo mi się podobają nieco bajkowe dzwoneczki tej rośliny. No i przywołuje ona wspomnienia z bukowego lasu Kopców Cieszyńskich.

Więcej o kokoryczce tu https://www.bilscy.info/blog/kokoryczka-w-ogrodzie


Konwalia majowa została posadzona w naszym ogrodzie 30 lat temu. Od tego czasu była wielokrotnie przesadzana, rozsadzana i zawsze przyjmowała to z godnością, czyli nie obrażała się, tylko szybko rozrastała,

Doczekaliśmy się takiego pięknego łanu konwalii


Jest też dosyć spora rabata konwaliowa przy tarasie, jednak nie wyczyściłam jej jeszcze z podagrycznika, dlatego nie robiłam zdjęcia. Konwalie bardzo trudno ładnie sfotografować, bo kiedy kwitną, mają już spore, szerokie liście, które otulają kwiaty, tym samym je zasłaniając.


Ale udało mi się troszkę zdjęć zrobić tak, by widać było całą urodę tego delikatnego kwiatka.

W słoneczne gorące południe, a potem wieczorem, z daleka czuć ich słodki zapach.

Zarówno kokoryczka, jak i konwalia majowa, są bardzo trujące. Wszystkie ich części trują, a najbardziej owoce- jagody.

Więcej o konwaliach tu https://www.urzadzamy.pl/rosliny/byliny/konwalia-majowa-aa-PZ1c-fLN9-89wd.html

Czosnek niedźwiedzi- roślina znana i lubiana. Dosłownie lubiana, bo ma wielu amatorów  zjadania jej zielonych listków. Lecznicza, nadaje się na sałatki no i bardzo dekoracyjna.

Czosnek niedźwiedzi, na Ziemi Cieszyńskiej, rośnie niemal w każdym zalesionym kawałku ziemi. Pokryte są nim Kopce Cieszyńskie, pokryte są nim kopce przed Skoczowem, rośnie w lasach i zagajnikach. 

W naszym ogrodzie pojawił się parę lat temu. Bardzo chciałam go mieć, ze względów sentymentalnych głównie. Lubię jego zapach, który przypomina mi lata licealne- lata burz i naporów, kiedy ganiałam po Kopcach Cieszyńskich, brodząc po łydki w czosnkowej gęstwinie. Mogłam pójść do lasu i wykopać parę sadzonek, jak to zrobiła  moja siostra. Wyrosły  z nich, w jej ogrodzie, spore połacie czosnku. Też chciałam mieć, ale ja nie potrafię iść do lasu i wykopać. No nie. Tym sposobem nie mam przylaszczek, zawilców, a też podobały by mi się w naszym lasku. Poszukałam w internecie i w sklepie ogrodniczym kupiłam parę sztuk czosnku.  Dostałam przesyłkę, otwieram, a tu paczuszki z nasionami. No cóż, szczęśliwa, że udało mi się czosnek namierzyć w Internecie, nie spojrzałam, że oferta dotyczy nasion, a nie sadzonek. W dodatku to nie był czas wysiewu. Zdegustowana schowałam paczki do szafki i zapomniałam. Znalazłam je jesienią, kiedy znów nie był czas na wysiew. Schowałam. Zostało na tym, że wysiałam je w lipcu, bo znów się na nie natknęłam. Wóz, albo przewóz, wysiałam w lasku i zapomniałam. A wiosną.... a wiosną wykiełkowały cztery malutkie kępki czosnku. Bardzo pionowałam, by ich nic nie zniszczyło. Po paru latach doczekaliśmy się takich kęp.

To największa, w głębi lasku.


Te są mniejsze, na skraju lasku. Jest ich jeszcze parę i każdego roku są większe. Sam się rozsiewa i sam się rozrasta z cebulek.


Kwiaty czosnku pachną czosnkowo- słodko, a sam czosnek czuć już z daleka, zwłaszcza jak jest go dużo.

Nie wolno jeść kwiatów, bo szkodzą, natomiast liście są lecznicze. Czosnek niedźwiedzi jest pod ochroną częściową.

Więcej o czosnku tu

 https://pl.wikipedia.org/wiki/Czosnek_nied%C5%BAwiedzi

Ornitologicznie- od tygodnia w ogrodzie śpiewa wilga. W tym roku przyleciały (skrzek samicy też słychać) do ogrodu wcześnie. Zastanawiałam się, czy w lipcu, jak zawsze, się pokażą, czy w ogóle się pokażą, a tu taka niespodzianka.

Miłego dnia


niedziela, 15 maja 2022

Wielkanoc 2022- Zamek w Ostrawie Śląskiej cz. 1

Rzadko się to zdarza, ale tym razem się tak stało. Zawsze, kiedy jedziemy coś zwiedzać, robię internetowe rozeznanie i już z jakąś wiedzą jadę na miejsce. Tym razem  nic na temat zamku w Ostrawie nie wiedziałam.

A trzeba było jednak zajrzeć do Internetu, by dowiedzieć się, że:

"Zamek w Ostrawie ( zwanej polską lub śląską ) został wzniesiony w połowie XIII wieku przez piastowskich  książąt opolskich. Strzegł on granicy śląsko-morawskiej chronił także brodu na rzece Ostrawicy oraz szlaku handlowego z Opawy przez Hlucin i Cieszyn do Krakowa. Po podziale Księstwa Opolskiego i powstaniu Księstwa Cieszyńskiego w 1290 roku prawobrzeżna Ostrawa stała się własnością książąt cieszyńskich. Z tego okresu pochodzi pierwsza pisemna wzmianka o zamku. Wspomina o nim dokument z 2 sierpnia 1297 dotyczący sporu granicznego  księcia cieszyńskiego Mieszka i ołomunieckiego biskupa Dětřicha z Hradce wynikłego z częstych zmian koryta granicznej rzeki Ostrawicy powodowanych powodziami. W 1327 roku książę cieszyński Kazimierz I, złożył w Opawie hołd lenny królowi czeskiemu Janowi Luksemburskiemu co spowodowało że zamek stracił funkcję granicznej warowni.

Pierwotny gotycki zamek powstał na planie zbliżonym do trapezu na wzniesieniu przy ujściu rzeki Luciny do Ostrawicy. Północny bok miał 25m południowy 31m zachodni  20m a wschodni 18m. Otoczony był kamiennym murem którego grubość miała 2,5m a wysokość ponad 4m. W płd-wsch narożniku do muru obronnego dostawiony był dwuizbowy trójkondygnacyjny budynek mieszkalny. Naprzeciw w płn-wch narożniku znajdowała się co najmniej trzykondygnacyjna wieża. Pomiędzy budynkami umiejscowiona była brama wjazdowa mająca początkowo formę prostego przejścia w murze. Pozostała zabudowa zamku składała się z drewnianych budynków o charakterze gospodarczym. Całość otaczała nawodniona fosa.

W 1380 roku książę cieszyński Przemysław I Noszak wymienił zamek w Polskiej Ostrawie za dziedziczne wójtostwo w Cieszynie z synem wójta Petra z Warty. W roku 1391 po śmierci Pawła syna Petra książę Przemysław oddał zamek w lenno Milotovi z Tvorkova. W rękach przedstawicieli tego rodu pozostał on do 1438 roku. W czasie wojen husyckich właścicielem Ostrawy zarówno części morawskiej i śląskiej oraz zamku Hukwaldy stał się Jan Čapek z Sán, jeden z przywódców tzw. Sierotek. Po jego śmierci w roku 1452 zamek stał się własnością jego zięcia Jana Talafusa z Ostrova. Ten potrzebując pieniędzy zastawił go u Jana Trsicky z Doloplaz a w roku 1455 sprzedał księciu cieszyńskiemu Przemkowi II. W roku 1478 Śląską Ostrawę kupił Vaclav Hrivnac z Heraltic. Kolejni właściciele rozbudowywali ostrawski zamek przekształcając go w trzyskrzydłowe założenie z murem kurtynowym od północy. Wjazd został wzmocniony wieżą bramną.

W roku 1508 właścicielem zamku zostaje Jan Sedlnicky z Choltic. W latach 1534-48 dokonał on renesansowej przebudowy przekształcając gotycką warownię w okazałą rezydencję. Powstały nowe budynki w kształcie litery „L” łączące się z zamkiem w narożniku płd-wsch. Mimo przebudowy mającej zwiększyć walory reprezentacyjne obiektu nie pozbawiono go cech obronnych a nawet je ulepszono. Po zachodniej stronie zbudowano sporych rozmiarów baszty armatnie. W wyniku rozbudowy powstał nowy dziedziniec. Wjazd prowadził od płn-wsch przez czterokondygnacyjną bramę zwieńczoną namiotowym dachem. Wiek XVI to lata świetności zamku. Sprzyjało temu pełnienie przez Jana Sedlenickiego ważnych funkcji na dworze księcia cieszyńskiego. W roku 1592 na zamku gościła arcyksiężna Anna Habsburg podczas swej podróży z Wiednia do Krakowa na ślub z królem Polski Zygmuntem III Wazą. Ostatnim z ostrawskiej gałęzi rodu Sedlenickich był Krystof który zmarł bezpotomnie w roku 1620. Wdowa po min Magdalena dwa lata później wyszła ponownie za mąż za Bedricha z Gellhorun.

Kres świetności zamku przyniosła wojna trzydziestoletnia 1618-48. W 1621 zamek i miasto złupiły wojska neapolitańskie, w 1626 duńskie, a w 1628 armia Albrechta von Wallensteina. W 1637 zamek ponownie gościł przyszłą królową Polski. Zatrzymała się w nim arcyksiężna Cecylia Renata, siostra cesarza Ferdynand III Habsburg, podróżującą do Polski na ślub z królem Władysławem IV Wazą. W kolejnej dekadzie wojny, w latach 1642-1649 zamek i Ostrawę obsadzili Szwedzi. Spowodowane przez nich zniszczenia doprowadziły wspaniałą magnacką rezydencję do ruiny. Około roku 1660 rząd wiedeński w obliczu zagrożenia najazdem tureckim rozważał koncepcję przekształcenia ostrawskiego zamku w twierdzę. Pomysł jednak nie doczekał się realizacji.

Zamek w Śląskiej Ostrawie należał do rodu Sedlenickich przez ponad 200 lat. W roku 1714 jego nowym właścicielem został Jindřich Vilém hrabia Vlček ( Wilczek ) z Dobre Zemnice. W rękach tej zamożnej rodziny pozostawał do roku 1945. Nowi właściciele bardzo rzadko przebywali na zamku stał się on siedzibą administratora ich dóbr śląskoostrawskich. Podczas wojen śląskich w roku 1741 zamek okupowali żołnierze pruscy. Jedynymi inwestycjami nowych właścicieli był barokowa przebudowa wieży bramnej i budowa browaru w zachodniej części zamku. Opisy z połowy XIX wieku przedstawiają zamek jako niezamieszkała ruinę wspominają że wykorzystywane są jedynie budynki przedzamcza.. Dalsze zniszczenia przyniósł potężny pożar który wybuchł 30 listopada 1872.

Ogromne znaczenie dla historii zamku miało odkrycie w jego okolicy złóż węgla kamiennego. Hrabia František Josef w roku 1787 rozpoczął jego wydobycie stając się wkrótce największym właścicielem kopalń w całej monarchii. Prowadzona pod zamkiem przez wiele lat intensywna eksploatacja złóż doprowadziła do obniżenia terenu o prawie 11m. Spowodowało to liczne pęknięcia ścian i uszkodzenie budynków. Zamek ucierpiał także w czasie II wojny światowej szczególnie 17 listopada 1944 podczas bombardowania. Po wojnie zamek przeszedł na własność państwa. W latach 50-tych XX wieku były pomysły rozbiórki ruin na szczęście ni zostały one zrealizowane. Niewiele pomogło wpisanie zamku w roku 1963 do rejestru zabytków. Służył jako teren pozyskiwania darmowego materiału budowlanego. W roku 1965 zniszczono jedyną zachowaną gotycką basztę.

Dopiero gdy w roku 2001 zamkowe ruiny kupiło miasto Ostrawa rozpoczęto prace konserwacyjne. Uroczystego otwarcia odbudowanego zamku dokonano w roku 2004. Obecnie mieści się w nim muzeum służy także do organizowania imprez kulturalnych. Najlepiej zachowanym obiektem jest renesansowa wieża bramna. Z pierwotnego gotyckiego zamku do naszych czasów przetrwały jedynie niewielkie fragmenty murów.”

https://zamkiobronne.pl/zamek/ostrawa/

No, ale nie zajrzałam, nie przeczytałam, nie oglądnęłam nawet zdjęć tego zamku w Internecie, pojechałam "w ciemno" i szczerze mówiąc, przeżyłam porządne rozczarowanie.

W dodatku tablice, zamontowane przed wieżą zamkową,  zawierają informacje tylko w języku czeskim. Prawdę mówiąc nie rozumiem, dlaczego tylko w czeskim- Ostrawę zamieszkuje dużo Polaków i na wycieczki do niej przyjeżdża drugie tyle. Dotychczas wszystkie tablice informacyjne, z jakimi przyszło mi się zetknąć w pasie przygranicznym szerokości około 30 km, po czeskiej stronie, zawierały informacje w języku czeskim i w języku polskim. 

To mogliśmy przeczytać na tablicach przed zamkiem.


Historycznie Ostrawa dzieli się na Ostrawę Śląską, nazywaną kiedyś Wendyjską (słowiańską) oraz Ostrawę Morawską (niemiecką). Granica przebiegała na rzece Ostrawicy.

Tak wyglądał zamek w czasach swej świetności (zdjęcie z Internetu).

Zamek, to dla mnie zamek, ruiny zamku, to ruiny, a tymczasem....

Z parkingu widać było to:
 

I to


No dobra, wieża jeszcze przypominała stare budowle, ale ten wielki zadaszony taras? No i gdzie ruiny, a może jakieś zabudowania zamkowe? 

Podeszliśmy bliżej- ukazała nam się wieża z wejściem do zamku. Nie zrobiłam zdjęcia wieży od zewnątrz, bo byłam tak zdegustowana tymi tablicami, że od razu weszłam do środka. Ale jest ona po obu stronach jednakowa. Typowa brama wjazdowa do zamku z nadbudowaną wieżą.

 Od strony dziedzińca wygląda tak


 W bramie znajduje się kasa. Na ścianach, pod sufitem wiszą namalowane na drewnie herby wszystkich posiadaczy zamku. Jest też plansza z herbami. Zrobiłam zdjęcia tych, które mnie interesowały z racji powiązań właścicieli zamku z Cieszynem i Śląskiem Cieszyńskim. W zasadzie ta ziemia właściwie bardziej była związana historycznie z Czechami niż z Polską.






Obok kasy znajdowało się wejście na wieże, podobno jest tam taras widokowy. Było w tym dniu zamknięte. W ogóle, może dlatego, że były święta, całość robiła wrażenie smętne, chociaż ludzi było trochę. W przejściu znajduje się też plan obiektu. Zaznaczone są na nim tylko główne budynki i "sceny". Poza tym żadnej informacji o wystawach, salach muzealnych itp. Dlatego, po powrocie do domu i poszukaniu w Internecie informacji o zamku, ze zdziwieniem dowiedziałam się, że są w nim wystawy rzeźby, malarstwa, a w podziemiach "sala diabłów i czarownic", czy coś w tym stylu, kaplica, w której ponoć i ślubów się udziela. Nic podobnego nie znaleźliśmy. Jak już wspomniałam, tabliczek z informacjami było jak na lekarstwo, a te, na jakie natrafiliśmy były w stylu komiksowym. na przykład taka tabliczka była umieszczona na stojaku pod poniżej postaci Białej Damy, która stała sobie na belce stropowej na górnym tarasie. 

Biała dama ( wykonana chyba z gipsu lub papieru)

I tabliczka z informacją (a raczej z brakiem informacji, co to z tą damą na zamku było)

Może się czepiam, ale jeżeli jest jakaś legenda związana z zamkiem, to fajnie było by poinformować o niej w bardziej czytelnej formie ( choćby i po czesku).

Chodziłam po tych "szczątkach" zamku z bardzo mieszanymi odczuciami i raczej zdziwiona, że tak naprawdę, to niezbyt to wszystko przypomina zamek, który  i ma jakąś historię.

C.d.n.



 

 

 

 

poniedziałek, 2 maja 2022

Oooooo... ja cierpię dolę- przetrzepywanie duszy, czyli następna porcja rozmyślań o pomaganiu.



Za każdym razem, kiedy piszę posty w takim stylu, marzy mi się, by moje słowa odczytywano wprost, bez żadnych podtekstów i by odbierano treść taką, jaka jest, bez doszukiwania się ukrytych sensów.

Przypadkiem weszłam na nieznany mi blog i tam przeczytałam, że ludzie teraz pomagają Ukraińcom, a wystarczy popatrzeć jakimi full- wypas samochodami ci Ukraińcy przyjechali. I dyskusja, że pomagający to naiwniacy, głupole, dają się nabierać i w ten deseń. Takich wpisów jest mnóstwo też w komentarzach na lokalnych portalach. I przypomniało mi się, jak nazwano mnie hipokrytką, bo pochwaliłam się na blogu darami, jakie zawieźliśmy dla Ukraińców, którzy uciekli spod bomb. Pomyślałam sobie- ludzie, co z Wami jest nie tak, że tak piszecie, że macie pomagającym coś za złe, że nie potraficie zmilczeć, jak już nie potraficie docenić.

Nie wchodzę w to, czy tamci i inni pomagają, ale źle się czyta takie słowa.

Ludzie wspierają tych, którzy utrzymują stada kotów, bo te zwierzaki tego potrzebują, wspierają schroniska dla psów oraz innych zwierząt biednych, porzuconych, zaniedbanych. Na blogach, co i rusz, są aukcje różnych robótek, rysunków, by dofinansować jedzenie kotom, psom, chorym dzieciom, chorym dorosłym, a tu nagle, gdy ktoś pokazuje na bogu np. ja- dary dla uchodźców, robi się szum i przypina się łatę hipokrytów. Czy to właśnie nie jest obłuda- chwalić jednych pomagających, a wyśmiewać i deprecjonować tych, co pomagają Ukraińcom? Że chwalę się? Pomyłka, pokazuję, a że ktoś dopisuje sobie interpretację- chwali się- to jego sprawa. Boli czy co? Czy my robimy coś złego, coś niewłaściwego, że trzeba nas za to krytykować? I NIE, nie uważam, że trzeba siedzieć cichutko i robić swoje, to nie ten rodzaj skromności. Skromna to ja mogę być przy stole i tylko słuchać, co inni mówią. Skromna to ja mogę być nie „strzelając po oczach” swoimi ciuchami, samochodem, czy domem. Ale o pomocy innym należy mówić i tyle. Nawet nie czuję powodu oraz potrzeby tego ostatniego uzasadniać.

Zauważyliście, że w starych pokoleniach dominuje przeświadczenie, iż człowiek, a zwłaszcza kobieta, powinni być skromni? Ano właśnie- masz być skromna, nie chwalić się, nie podkreślać swoich zasług, swoich osiągnięć, swojej urody, talentów.  „Siedź w kącie, a znajdą cię”- stara, durna maksyma, która niejednej, niejednemu zepsuła życie. Całe szczęście, że młode pokolenia uczą się asertywności i umiejętności „sprzedawania siebie” oraz, co najważniejsze, nie widzą nic złego w tym, że ktoś mówi (nie, nie chwali się- mówi) o swoich zasługach, talentach, osiągnięciach. To tylko stare pryki ciągle gadają o tej skromności, a… i o fałszywej skromności- śmiechu warte i tyle.

I nie ja sama tutaj pomagam, ale my tu wszyscy- Jaskół, Młodzi- to jest wspólna decyzja i wspólna pomoc.

Błędne jest też mniemanie, iż siedzimy na pieniądzach, to mamy z czego czerpać środki na pomoc. Mam w Bonprixie i w Born2be duże zniżki na ciuchy i teraz to wykorzystuję. Szukam tam przecen i po dodaniu bonusów, ciuszek wychodzi np. po 30 zeta. Staram się kupować takie rzeczy, które sama chętnie nosiłabym. Tak samo robię w „Moraju”. Prowadzimy sklep ze „spożywką”, dlatego kupujemy ją w hurtowniach. I tu też kupujemy zgrzewki po cenach hurtowych. Koleżanka ostatnio kupiła dla Ukraińców (a nie przelewa się jej w domu) makaron w Biedronce za 3 złote. Zresztą czytałam kiedyś rady wolontariuszy, że należy kupować jedzenie, ciuchy, kosmetyki, z niższej półki, po niższych cenach (co nie znaczy badziewie), bo można więcej uchodźców obdarować. Dlatego możemy, właśnie w ten sposób, pomagać. 

 Nie piszę tego, by się tłumaczyć, ale czuję, że są osoby, które zastanawiają się, skąd mamy środki na taką pomoc. No to wyjaśniłam i tyle.

Nikt nie musi pomagać, nikt nikogo do tego siłą nie ciągnie- nie masz, nie pomagasz. Dla mnie jest to oczywiste. My możemy, pomagamy.

Ludzie, jak słyszą „pomoc”, najczęściej kojarzą to z pieniądzem. Wpadają w popłoch, chcieliby, ale nie mają i wycofują się. Pół biedy, kiedy stwierdzają, iż nie mogą w żaden sposób pomóc i zamykają sprawę, ale są tacy, którzy pod wpływem jakichś sobie znanych uczuć, zaczynają mącić, judzić przeciw tym, co pomagają. No i z takim zjawiskiem spotykam się na blogach.

Uważam, że każdy ma jakieś możliwości, jeśli tylko chce. Czasem jest to pieniądz, czasem rzecz, czasem pomoc fizyczna, a czasem potrzymanie za rękę i kojące słowa. I nie musi to być ciągła pomoc. Pomogłam, uważam, że wystarczy, przestaję. Nie masz potrzeby- nie mów o tym, chcesz- opowiedz wszystkim. To dobre, co robisz i nie ma nic wspólnego z wywyższaniem się, „bo ja mogę, to wam pokażę, na co mnie stać maluczcy ludkowie”. Ktoś, kto tak odbiera pomagających, ma jakieś kompleksy i nie po drodze ze sobą. Oczywiście, każdy sobie może myśleć o innych, co chce, chodzi o motywacje takiego myślenia i o praprzyczynę, a te już nie są obojętne- przynajmniej u tego kogoś, co to ma ludziom za złe, bo czynią dla innych dobro. Należy starać się, by taki ktoś nie zdominował dyskusji i by nie narzucił innym swojej paskudnej narracji.

 Lubię czytać o tym, że ktoś pomaga. Rośnie we mnie poczucie, iż dobrych ludzi nie brakuje. Tak, tak, wiem, podchodzę egoistycznie- poprawiam sobie nastrój. Hipokrytka?  Bo czuję się fajnie, czytając o dobrych rzeczach? I o takich fajnych sytuacjach? Ktoś chciał mi dociąć, zalazł za skórę, trochę mierzwiło, a teraz już tylko bawi. Oby więcej takich hipokrytów po świecie chodziło, a byłby on lepszy. O wiele lepszy. A te osoby osiągnęły skutek odwrotny do zamierzonego- mam ochotę więcej pomagać.

Pomagamy różnie. To nie jest tak, że ta pomoc się spiętrza i wymaga od nas poświęceń. To jest rozłożone w czasie i pomagamy tylko wtedy, kiedy widzimy sens oraz, po prostu, nie mamy uszczerbku w naszym budżecie. A że zawsze coś się po drodze znajdzie, to trochę się tego nazbierało. Sponsorujemy tutejszą OSP. Od kilku lat pomagaliśmy finansowo dwom fundacjom, wspierającym chore dzieci. Za każdym razem, po telefonie, wpłacaliśmy po 30 złotych- kwota nieduża, nam nie ubyło, a jakaś cząstkowa pomoc była. Ale ostatnio jedna z fundacji zaczęła dzwonić co miesiąc. Parę razy wpłaciliśmy. Ostatnio w styczniu, a  tu w lutym telefon- oczywiście najpierw opis chorego dziecka, co sprawia mi przykrość, bo nie muszą mi mówić, że takie dziecko potrzebuje. Mówię pani, że wpłaciliśmy w styczniu i na razie wystarczy. Usłyszałam oburzony, podniesiony głos:

- Ależ proszę pani, jest nowy miesiąc i…..- tu jej przerwałam:

- Przepraszam, ale my nie płacimy fundacji abonamentu, prawda?- wyłączyłam telefon. Cały dzień chodziłam z wielkim wyrzutem, że tam dziecko potrzebuje, a ja skąpiradło jestem i nie dałam. Mam też mieszane odczucia, jeżeli chodzi o takie fundacje. Przysyłają multum druków kolorowych i na świetnym papierze, a ostatnio wkładają do koperty lizaki. No sorry, przecież to kosztuje. Zamiast płacić za takie bzdety, te pieniądze mogłyby iść na chore dzieci. Za każdym razem, kiedy dostaję taki „Pakiet” rośnie we mnie bunt- płacę na dziecko, a nie za papierki.

 Kiedy odwożę do punktu dary dla Ukraińców, pytam, co potrzeba. Wychodzę załamana, potrzeb jest strasznie dużo. Ostatnio widziałam tam Ukrainki, które przyszły po rzeczy. Ciche, trochę się śmiały, coś do siebie mówiły. Kiedy wychodziły, popatrzyły na mnie, w ich oczach był straszny smutek, mimo uśmiechu. Ubrane w dresy, żadnych wystrzałów, bez makijażu, przygnębione. Jedna z nich miała rodzić (chyba już urodziła) i wolontariuszki zastanawiały się skąd wózek, i w ogóle całą wyprawkę, zdobyć. Punkt prowadzą dwie nauczycielki w ramach wolontariatu. Odbierają raz w tygodniu przyniesione dary (późnym popołudniem). Podziwiam je. Pytałam, czy trzeba przyjść, pomóc, ale na razie sobie radzą. Jedna z nich opowiadała, że jej rodzice odstąpili parter domu rodzinie z Ukrainy. I nijak ta rodzina „nie pozwala’ sobie pomóc. Tyle, że pomogli pani znaleźć pracę- zaczęła zarabiać na życie, ale to przecież ciągle mało.

 Planujemy z Jaskółem wydrukować książeczki (link na pasku z prawej strony). Na razie zastanawiamy się czy taniej na drukarce, czy w drukarni, gdzie drukujemy wizytówki. Dzieci ukraińskich, do lat 10., jest trochę, pewnie ucieszyłyby je takie książeczki.

A w ogóle to miałam pisać o maju, ogrodzie, ale jeszcze przedtem o Fundacji „Ocalenie”, w której byliśmy z Jaskółem w styczniu i zawieźliśmy zwierzętom trochę rzeczy oraz jedzenie.

Zawsze tak jest, że kiedy chcę opisać jakieś zdarzenie, natychmiast zaczynają się przemyślenia „dookoła”. I tak tworzę posty- puszczam pranie, obracam myślami, idę do kompa- zapisuję, zamiatam- przychodzi myśl, zdanie, idę do kompa- zapisuje, siedzę na grządkach i odchwaszczam, podnoszę się idę do kompa- zapisuję to, co przemyślałam. I taka radosna twórczość odchodzi na okrągło, a zaległości w postach zaplanowanych, spiętrzają się i narastają  w postępie geometrycznym.

Potem nagle cały post wydaje mi się bezsensowny, zaczynam mieć obawy, że czytający moje słowa, opacznie je zrozumieją, że znowu zrobi się zadyma, że mnie oczernią jakieś wredy, bo nie zechce im się pomyśleć i przekręcą moje słowa…

Jedne ”wypociny” lecą w luft, inne z obawą wklejam. No, niestety nie potrafię poprzestać na bezpiecznych postach ogrodowych. To nie jest moja natura, by wszystko pokazywać i omawiać „ślicznie oraz apetycznie”.

Miłego dnia

 


 


 





 

piątek, 29 kwietnia 2022

Wielkanoc 2022- Żwirkowisko współcześnie (cz.II).

 

Po raz pierwszy na Żwirkowisko pojechaliśmy z Jaskółem motocyklem. Był to rekonesans przed zlotem motocyklowym, który organizowaliśmy. Chcieliśmy zobaczyć, jak ono wygląda i czy warto tam pojechać całą grupą. Zlot miał się odbyć w czerwcu, na Żwirowisko, które znajduje się na wzgórzu Kościelec w Cierlicku, pojechaliśmy pod koniec maja. Sprawdzaliśmy również, jakimi drogami tam dojechać. No i wtedy tak samo, jak ostatnio, zaliczyłam niezłą „jazdę” na tych morawskich wzniesieniach i zakrętach. A na motocyklu jeszcze mocniej odczuwa się  stromizny, zakręty prawie 90 stopni, hopki i jazdę góra- dół, góra- dół. Cała motocyklowa zabawa, podczas zlotów, polega na tym, by zaliczać interesujące trasy. A im bardziej stromo, im więcej zakrętów oraz jazdy na łeb na szyję, tym frajda większa. Stwierdziliśmy, że trasa OK. Emocji nie zabraknie. A Żwirowisko wtedy wyglądało  dosyć atrakcyjnie i miejsce powinno się podobać, nie mówiąc już o całej historii katastrofy.

Zdjęcia majowe były robione w 2012 roku, zdjęcia bez ”zieleni’ teraz.


 Tego drzewa po prawej stronie, które mija Jaskół, już nie ma. Kiedy podczas ostatniej wycieczki, wyszłam z samochodu na parking, od razu wyczułam, że coś się zmieniło, zrobiła się przestrzeń. Dopiero na starych zdjęciach zobaczyłam, że wycięto to wielkie drzewo.

W ogóle całe miejsce zrobiło na mnie, w tym roku, przygnębiające wrażenie. Z wycieczki motocyklowej zapamiętałam słońce, śpiew ptaków, i zielone kępy na trawnikach. Oczywiście, że kwiecień różni się od czerwca, niemniej i tak było ponuro, pustawo.

Tak było w maju- jedna tablica z informacjami na temat lotników i katastrofy. Widok od strony pomnika, po lewej stronie jest parking.

A tak wygląda to miejsce teraz. Tablice postawiono bliżej parkingu. Teraz są trzy  i zawierają więcej informacji.

Widok od strony pomnika na symboliczne groby Żwirki i Wigury.
 
Tak wyglądały w 2012 roku.



Na grobach liliowce, które sprawdzają się w każdych warunkach, są dekoracyjne i bezobsługowe.

Krzyż kamienny, który postawiono zaraz po katastrofie. Znajduje się po prawej stronie drogi. Potem wkomponowano go w kamienny murek, który odgradza stok od drogi. A ta droga to taka bardziej leśna. Wysypana żwirkiem do miejsca, gdzie kończy się "obszar pomników".


Pomnik poświęcony lotnikom znajduje się u szczytu wzniesienia.

Tej zieleni majowo-czerwcowej, podczas tegorocznego pobytu na Żwirkowisku bardzo mi brakowało. Zdjęcie zrobione od strony grobów pilotów.

Na szczycie pomnika znajduje się postać lotnika, oparta o śmigło samolotowe. No powiedzmy lotnika- jedni twierdzą, że lotnika, inni, że Ikara. Ta figura jest raczej  symbolem niebezpieczeństwa, jakie niesie pilotowanie samolotów, czy wznoszenie się w przestworza.

Mniej więcej, w połowie postumentu znajdują się godła Polski i Czech.


I u podstawy tablice z takimi napisami

Trochę razi mnie (i nie tylko mnie) napis "polegli", bo przecież to słowo oznacza "zginąć w boju, zginąć na polu walki". Mimo zgłoszonych wielokrotnie uwag, nie zdecydowano się na zmianę wyrazu "polegli" na "zginęli".

Mnie to od razu kojarzy się z idiotycznym, uporczywym gadaniem, że pasażerowie rządowego samolotu, który rozbił się w Smoleńsku, polegli w katastrofie.
 

Tak wygląda pomnik od strony parkingu.

Kiedy byliśmy na Żwirkowisku w 2012 roku, tej tablicy nie było. Zamontowano ją przed obchodami 85. rocznicy katastrofy.

Tablica informuje, że prezydent Mościcki przybył na miejsce katastrofy, w 1938 roku, by oddać hołd lotnikom.

Na obchody 85. rocznicy,  Jaskół z kolegami,wybrali się na motocyklach. 


Jeden z nich  jest lotnikiem i stał w poczcie sztandarowym. Dla niego udział w uroczystości był ważnym momentem. Jest lotnikiem, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się wydarzyło w momencie katastrofy i jak ważna jest pamięć o lotnikach, którzy w dodatku byli wówczas jednymi z najlepszych w Europie.

Samą rocznicę obchodzono hucznie. Były poczty sztandarowe, była replika dzwonu, zwiedzanie wystawy, msza w kościele, składanie wieńców pod pomnikiem, pamiątkowe zdjęcia.


Więcej o obchodach można przeczytać ( i zobaczyć) tu:

https://telewizja.ox.pl/minelo-85-lat-od-smierci-zwirki-i-wigury-wideoflesz,38246

A to jest zdjęcie z naszego rajdu motocyklowego na Żwirkowisko w 2012 roku.


Niestety, nie dojechaliśmy z Jaskółem na to miejsce na naszym motocyklu (pojechaliśmy samochodem znajomego). Już na samym początku rajdu mieliśmy pewną przygodę, która wyeliminowała nasz motocykl z jazdy. Może kiedyś opiszę, przy okazji wspomnień z naszego zlotu motocyklowego w 2012 roku.

I jeszcze jedno zdjęcie z tegorocznego pobytu- droga w las za grobami pilotów.

 Kiedy byliśmy tam poprzednio, w 2012 roku,  droga była zarośnięta, teraz jest uczęszczana, co widać po koleinach. I chyba to też sprawiło, że samo miejsce, wydało mi się jakby obdarte ze "świętości", tego "ducha", który zawsze unosi się w miejscach pamięci. Ot, taka droga przelotowa, a po jej jednej stronie pomnik i po drugiej groby.

Niemniej warto zwiedzić Żwirkowisko, ale najlepiej zrobić to latem. Przy okazji można również zobaczyć zalew w Cierlicku albo ten w Żermanicach.





środa, 27 kwietnia 2022

A tymczasem, ooooo... ja cierpię dolę, pisowski rząd cwaniakuje i reglamentuje loty.

 

 


Kalendarium

"Konflikt w PAŻP

Kryzys w PAŻP zaczął się dwa lata temu po wprowadzeniu na szerszą skalę tzw. trybu pojedynczego kontrolera (SPO - Single Person Operations). W tvn24.pl i na antenie TVN24 alarmujemy o tym, jak ten tryb może wpływać na bezpieczeństwo na polskim niebie:

- w lutym 2021 roku informowaliśmy o incydencie na Lotnisku Chopina - kontroler przez dwie minuty nie odpowiadał na pytania pilota podchodzącego do lądowania oraz o tym, że system SPO był wprowadzony bez koniecznych szkoleń;

- również w lutym 2021 roku pisaliśmy o pracującym w trybie SPO kontrolerze w Katowicach, który wydał pozwolenie na lądowanie, mimo że na pasie pracowała ekipa remontowa;

- w marcu 2021 roku opublikowaliśmy informację o pracowniku PAŻP, który zasnął na dyżurze i przez dziewięć minut nie odpowiadał na wezwanie pilota, godzinę później zasnął jeszcze raz;

- również w marcu 2021 roku opisaliśmy sprawę związkowców z PAŻP, którzy alarmowali o zagrożeniu dla bezpieczeństwa i zostali dyscyplinarnie zwolnieni z pracy;

- w maju 2021 roku zajmowaliśmy się sprawą pijanego kontrolera, który uciekł z wieży, po zatrzymaniu przez policję okazało się, że miał w organizmie dwa promile alkoholu;

- w czerwcu 2021 roku pisaliśmy o apelu szefa ULC do ministra infrastruktury o działanie "ze względu na bezpieczeństwo operacji lotniczych";

- w grudniu 2021 roku informowaliśmy o zdarzeniu na lotnisku w Krakowie, gdzie kontroler ratował nieprzytomnego kolegę, ale nie wstrzymano ruchu na lotnisku i w trakcie akcji ratunkowej wystartował samolot z premierem na pokładzie;

- w styczniu 2022 roku opisaliśmy list pracowników PAŻP do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym pytali oni szefa rządu, "czy musi dojść do katastrofy";

- w marcu 2022 roku opublikowaliśmy informację o początku masowych odejść z PAŻP;

- w kwietniu 2022 roku przedstawiliśmy zarzuty stawiane PAŻP przez Najwyższą Izbę Kontroli, która potwierdziła nasze wcześniejsze ustalenia dotyczące wprowadzenia systemu SPO.”

https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/kryzys-w-pazp-co-z-polaczeniami-lotniczymi-na-lotnisku-w-modlinie-5689601

A co robi rząd, by rozwiązać problem?


 

„Rząd reglamentuje dostęp do nieba z Warszawy. Tysiące pasażerów stracą bilety na loty

Konflikt rządu z kontrolerami lotów zostawia na lodzie tysiące pasażerów. Premier Mateusz Morawiecki postanowił, że od 1 maja lotniska Chopina i w Modlinie będą działać tylko przez 7,5 godziny dziennie. Nieliczne trasy obsłuży głównie LOT. Ryanair poskarżył się Komisji Europejskiej na dyskryminację.

Nocne rozporządzenie Rady Ministrów zaskoczyło branżę lotniczą i pasażerów, którzy szykują się do podróży w maju. Premier Mateusz Morawiecki ustalił tylko 32 "priorytetowe kierunki" z Okęcia i Modlina. Dwa stołeczne lotniska ucierpią najbardziej z powodu trwającego od wielu miesięcy protestu kontrolerów lotów. Pierwsza grupa odeszła z pracy od początku kwietnia. Powoduje to duże opóźnienia w rejsach samolotów i odwoływanie połączeń już teraz. Kolejne blisko 140 osób opuści wieże kontroli lotów za kilka dni. Negocjacje Ministerstwa Infrastruktury ze związkami zawodowymi dotyczące bezpieczeństwa pracy i kwestii wynagrodzeń wciąż nie przynoszą rezultatów.

Wczoraj 26 kwietnia, ponad 10 godzinna runda rozmów między przedstawicielami PAŻP a związkowcami z wieży kontrolnej na Lotnisku Chopina znów zakończyła się brakiem porozumienia. Punktami spornymi wciąż pozostają kwestie wynagrodzeń i regulaminu pracy. 

Kryzys na lotniskach. Od 1 maja obcięte loty i czas pracy lotnisk

Lotniska regionalne na południu i zachodzie Polski mają być obsługiwane przez własnych kontrolerów albo pracujących w krajach sąsiednich - Czechach i Niemczech. W Warszawie decyzją rządu od 1 maja zostaną połączenia głównie z wybranymi stolicami europejskimi, a także z Nowym Jorkiem, Chicago, Toronto, Tel Awiwem, Seulem, Dubajem, Tbilisi oraz krajowe z Rzeszowem i Szczecinem. Okęcie i Modlin mają być czynne tylko w godz. 9.30-17. Według rządowego rozporządzenia ma tak być od 1-go do 31 maja.

Ocalałe trasy Urząd Lotnictwa Cywilnego przydzielił wczoraj przewoźnikom. Większość dostał państwowy LOT. Do każdego miasta można latać tylko raz dziennie. Dopuszczono 24 starty i lądowania w ciągu godziny. ULC przekazał, że po wykorzystaniu "kierunków priorytetowych" liniom lotniczym zostanie jeszcze 116 operacji lotniczych, które rozdzielił pomiędzy Okęcie (104) i Modlin (12).

Z Modlina tylko dwie trasy. Ryanair składa skargę

- To będzie wszystko dociskane kolanem. Po odejściu kontrolerów z pracy, a kolejni mogą przecież jeszcze wziąć zwolnienie lekarskie, powstanie problem, żeby obsłużyć nawet "kierunki priorytetowe". Może już zabraknąć czasu na te dodatkowe starty i lądowania - uważa Tomasz Stańczak, prezes spółki lotniskowej w Modlinie. Według niego jeszcze kilka dni temu rozważano, by tutejszy terminal pasażerski zamknąć całkowicie. Ostatecznie mają zostać tylko dwie trasy linii Ryanair - do Londynu Stansted i Dublina.

- Dekret premiera [Morawieckiego] bezprawnie dyskryminuje Ryanaira, największą polską linię lotniczą. Jeśli będzie obowiązywał w maju, rejsy dla ponad 300 tys. naszych pasażerów zostaną odwołane, a LOT będzie nadal obsługiwał w połowie puste odrzutowce regionalne na trasach krajowych. Wzywamy do interwencji komisarzy Unii Europejskiej Adina Valean ds. transportu i Margrethe Vestager ds. konkurencji, aby zapewnić przestrzeganie podstawowych zasad prawa UE przez polskiego premiera i zapobiec rażącej dyskryminacji Ryanair i naszych klientów - stwierdził Michael O’Leary, szef Ryanaira.

Dodał, że decyzja polskiego rządu zakłóci plany podróży ponad 11 tys. pasażerom linii Ryanair dziennie.

W trudnej sytuacji znaleźli się też turyści i urlopowicze, którzy szykują się do wylotu z Okęcia czarterami. Dużą część z nich obsługują tu linie Enter Air. Lotnisko Chopina skupia 70 proc. ruchu tego przewoźnika w Polsce.

Premier Morawiecki stwierdził wczoraj: - Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, że jakieś loty zostaną anulowane, będziemy starali się również skompensować utratę środków, przynajmniej częściowo, tym osobom, które już wcześniej wpłaciły środki na te loty.

Dziś, 27 kwietnia, kolejna runda rozmów między kontrolerami lotów a stroną rządową.”

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,28378230,rzad-reglamentuje-loty-z-warszawy-i-modlina-tysiace-pasazerow.html?_ga=2.97025887.1955671279.1651000045-1423071582.1651000044#S.main_topic_4-K.C-B.1-L.2.maly

Rząd rozmawia z resztką kontrolerów, bo większość przyjęła wypowiedzenia, które im wręczył pracodawca. I trzeba dodać, że tym pociągnięciem kontrolerzy postawili rząd pod ścianą, a ten z kolei, jakby nie widział powagi sytuacji, nadal rżnie głupa i zrzuca winę na wszystkich,  nie przyjmując do wiadomości, że to on zawalił na całej linii i to już kilka lat temu.

Jan SawaRuch Rafała Trzaskowskiego

Srodzd8.i6go6 110h7g30g4  ·

Kontrolerzy Lotów nie strajkują-to kolejne kłamstwo PISiaków.

Oni dostali wypowiedzenia dotychczasowych warunków pracy i te wypowiedzenia przyjęli.

Jaki kretyn wymyślił, aby wypowiadać temu zawodowi pracę, proponować "nowe" warunki, dużo gorsze, a potem napuszczać na nich, że "strajkują w tak ciężkim czasie (wojna) o kasę"

Według związkowców średnie pensje przez nowy regulamin wynagradzania spadną na poziom 15 tysięcy brutto, a już teraz nie są astronomiczne, w niektórych przypadkach sięgając 6-7 tysięcy na rękę.

Związkowcy żądają wyliczeń zarobków kontrolerów na piśmie, po tym jak Adamczyk zarzucił im że "zarabiają miliony".

PIS odmawia bo..uwaga..RODO, co jest kłamstwem, bo na żądanie osób zainteresowanych, można podawać wysokość zarobków. To pracownik decyduje, czy jego zarobki ujawnić czy nie.

PIS wykręca się RODO, aby nie wyszło,ze znowu kłamią i znowu oczerniają uczciwych ludzi."

 

https://www.facebook.com/groups/695238517971116/user/100025750335993/