„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skansen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skansen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2024

Baranie rośki, kuriacie ritki, klućki i inne, czyli Cziczmanów ciąg dalszy (cz.2).

 

Po dosyć długiej jeździe krętą drogą między stromymi wzgórzami, dojechaliśmy do celu. I, co było niespodzianką, od tej właściwej strony wsi. Dlaczego właściwej? Cziczmany składają się z dwóch części- z odbudowanych „starych” drewnianych domów, których oryginały spłonęły w pożarze i z części, w której stoją typowe, murowańce wiejskie. Wieś położona jest w wąskiej dolinie między wzgórzami, nad potokiem. Biegnie przez nią tylko jedna główna droga, a do niej dochodzą wąskie drogi, wzdłuż których stoją domy.  

Nad wsią, na zboczu, jest zbudowana nowa droga, która pozwala ją ominąć. Nie ma innych dróg dojazdowych do wsi. I to jest także charakterystyczne dla większości wsi słowackich- jeden wlot i jeden wylot z miejscowości (dolina i wzgórza po bokach).

Doskonale widać to na mapie ( tablica przy parkingu.

 Niewielki parking znajduje się zaraz przy wjeździe do wsi (opłaty za pomocą telefonu). I już z niego widać malowane domy cziczmańskie.

 Obok parkingu płynie potok- nietrudno sobie wyobrazić, że jak spadnie więcej deszczu, to zamienia się on w rwącą rzeczkę.

Kiedyś stały nad nim młyny, ale spłonęły w pożarze i już ich nie odbudowano.
 
Opis Cziczmanów, na różnych stronach internetowych, ukazujących się zaraz po wbiciu hasła, jest niemal identyczny i raczej bardziej ogólny. Nawet na słowackich stronach są tylko ogólne informacje, bardziej turystyczne niż etnologiczne. Trochę historii, trochę zdjęć i to wszystko. Jednak, kiedy więcej poszperałam w Internecie, zebrałam się dosyć pokaźną wiedzę na temat wsi i życia jej mieszkańców.

Na początku nie wiedzieliśmy gdzie iść, bo nie było tablicy z planem wsi- znaleźliśmy ją obok muzeum, w miejscu, gdzie kończy się zabudowa malowanych domów, a zaczyna zwykła murowana wieś słowacka. Szliśmy zatem, za nosem, podziwiając malunki na ścianach mijanych drewnianych domów. 

Ulica główna, biegnąca przez środek wsi. Byliśmy tam w święto, dlatego ruch był nikły. Ale i tak droga ta służy głównie mieszkańcom wsi, bo jak pisałam, przelotowa idzie bokiem. 


Ta cześć wsi, mimo iż w 1977 roku uznano ją za skansen, jest zamieszkała, a w domach toczy się normalne życie na współczesnych warunkach. Domy te nie pełnią żadnej turystycznej funkcji, ale w niektórych z nich można zmówić nocleg. 

Bardzo mi się podobał charakter zabudowy- zwarty domy blisko siebie, między nimi małe podwóreczka, placyki, łączki, sady i ogródki. Wszystko grodzone drewnianymi płotami. Wszędzie pełno drwalni, komórek, przybudówek, przy ścianach domów oszklone długie werandy. Pod ścianami ułożone sterty drewna opałowego.



Do głównej drogi dochodzą węższe, wzdłuż których pobudowano te piękne drewniane domy.


Kiedy patrzyłam na drewniane ściany, nie dziwiłam się, że trzy pożary pochłonęły prawie całą wioskę. Dom przy domu, ściana przy ścianie i dachy kryte gontami...wystarczyła iskra.
Wracaliśmy bocznymi uliczkami.


Oto, co można przeczytać o tej niezwykłej słowackiej wiosce na jednej ze stron internetowych:

„Zabudowę osady tworzą bowiem niezwykłe domy. Ich ciemne, drewniane ściany niemal całkowicie pokryte są białymi ornamentami. Baranie rogi, fale, serca czy też pióra, sprowadzone do geometrycznych wzorów, zdobią je od cokołów po dachy. Tu wymalowane wapnem, stojące naprzeciw siebie koguciki, tam czerwone lub żółte okiennice, do tego kwiaty na gankach, oknach i w ogródkach. Čičmany, słowacka wioska do której zawitaliśmy, urzeka malowniczym, rustykalnym charakterem. W dodatku położona też jest pięknie – wśród łagodnych wzniesień Gór Strażowskich, w dolinie rzeki Rajczanki. Čičmany (Cziczmany) swój oryginalny, ludowy charakter zawdzięczają głównie jednej osobie – słowackiemu architektowi i entuzjaście sztuki ludowej Dušanowi Jurkovičowi. Już w 1895 roku na Narodowej Wystawie w Pradze, zaprezentował on kopię cziczmańskiego domu wraz z zabudowaniami gospodarczymi.

W jaki sposób Dušan Jurkovič zapisał się w historii wioski? W I połowie XX wieku osadę dotknęły trzy pożary: w 1907, 1921 i w 1945 roku. Dotkliwym, ale jednocześnie najważniejszym w skutkach był drugi z nich. Zniszczonych zostało wówczas 49 domów wraz z budynkami gospodarczymi w dolnej części wsi. Nad ich odbudową w tradycyjnym stylu czuwał właśnie Dušan Jurkovič. Stąd nowe domy upiększono ornamentami, jakie wykorzystywane były do dekoracji chałup już w XIX wieku. Wtedy ozdabiano nimi jedynie elementy budynków, takie jak okna czy drzwi. Wapienny wzór miał nie tylko dekoracyjny charakter, stanowił jednocześnie ochronę dla bejcowanych desek.

Odbudowa spalonej części wsi zakończyła się dopiero w 1928 roku. Ogłoszono wówczas konkurs na najpiękniej odnowiony dom, co było impulsem do bogatego wykorzystania znanej wcześniej ludowej ornamentyki. Wzbogacono ją dodatkowo o elementy zaczerpnięte z cziczmańskich haftów. Są wśród nich wspomniane baranie rogi, fale, pióra, serca gwiazdy i … dupki kurczaka.”

Jak w malowankach faktycznie zobaczyłam baranie rogi itd., to za Chiny nie miałam pojęcia w jakim kształcie malowano te dupki kurczaka. O nie, nie tak, nie miałam pojęcia, dopóki w końcu nie doszukałam się ich na słowackiej stronie, dotyczącej cziczmańskiego haftu. To są takie okrągłe jakby gwiazdeczki z czarnym środkiem.  Tylko, gdzie te dupki na ścianach są, bo jakiś ich nie zauważyłam. Może nie te domy oglądałam?

 


Natomiast zastanowiły mnie malowane ptaki- koguty. Podobny wzór znajduje się w haftach karelskich na północy Rosji, w haftach ukraińskich, rosyjskich no i  słowackich. Skąd wziął się w nich wszystkich taki motyw? Być może stąd, że symbolika haftów wschodnioeuropejskich wywodzi się z symboliki wierzeń celtyckich i wczesnosłowiańskich. Malowane i haftowane cziczmańskie koguciki miały chronić przez złymi siłami, co jest nawiązaniem do tych wierzeń.

Wracając do malunków na ścianach, należy dodać, że prawdopodobnie malować domy nauczyli mieszkańców Cziczmanów Bułgarzy, którzy wędrowali na północ za pracą.

Pierwsze malunki były zupełnie inne od tych późniejszych wzorowanych na haftach cziczmańskich. Były one prostsze, było ich mniej na ścianach- wykonywano na początku rozwodnioną gliną, później malowano wapnem a obecnie przeprowadza się odnawianie farbą emulsyjną.

 Znalazłam objaśnienia poszczególnych elementów, malowanych na ścianach. Tu dam tylko ich zdjęcia, a jak będę omawiała haft cziczmański, który jest bardzo charakterystyczny, opiszę dokładnie tę symbolikę.



O, i są kuriacie ritki, co w słowackim znaczy  udka kurczaka, a fajniej brzmi dupka kurczaka- chyba bardziej ją przypomina niż udko kurczaka.
 Cziczmany w starych fotografiach, 

Źródła:

https://zwiedzajacswiat.com/2016/09/08/slowacja-cicmany-drewniane-domy/

http://www.tikzilina.eu/pl/miejscowo-cziczmany/

https://alfa.stuba.sk/wp-content/uploads/2020/12/04_2020_Zbudilova-1.pdf

https://hanyswpodrozach.blogspot.com/2016/05/cicmany-chaupy-malowane-wapnem.html

https://www-novinky-cz.translate.goog/clanek/cestovani-panoramaticky-betlem-v-rajecke-lesne-je-veselou-oslavou-slovenskeho-zivota-40345430?noredirect=1&_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

 

 

poniedziałek, 27 maja 2024

A to tylko Słowacja- Cziczmany (cz. 1)

 

Opóźniły mi się majówkowe wpisy, ale jak miała być super majówka, to i była. Pierwszego maja uczciliśmy z hukiem, czyli zaliczając słowackie Cziczmany (prawidłowo Čičmany, ale będę pisała nazwę spolszczoną, tak mi łatwiej).

Do tej wioski wybieraliśmy się na takiej samej zasadzie jak do Hukvaldów- trzeba pojechać, trzeba w końcu zobaczyć, trzeba… a czas mijał, a droga nie tamtędy…


W końcu udało się, bez planowania, bez zapowiedzi „jedziemy”, wyrwać 1 maja.

Od rana piękne słońce, wróżące upał. Z psem jechać to ryzyko. Beza została w domu, a my pojechaliśmy sami. W tym roku odpuściliśmy sobie Słowację i kupiliśmy winietę tylko na czeskie drogi, jednak te Cziczmany kusiły i kusiły no to  kupiliśmy winietę słowacką na 10 dni. Można wprawdzie jechać bocznymi drogami, ale to znacznie wydłużało trasę, nie chcieliśmy „ścigać się” z czasem, tylko spokojnie obejrzeć to, co zaplanowaliśmy.


Cziczmany to temat rzeka i ja tę rzekę pociągnę do oporu (spokojnie- etapami będzie). Cała historia związana jest z migracją Wołochów z Bałkanów na północ Europy i ładnie się to przeplata z migracją Wołochów na Morawy (której jeszcze nie opisałam tak, jak chciałabym, do końca).


 

Zanim jednak dojechaliśmy do wioski, obejrzeliśmy mnóstwo nieziemskich widoków słowackich pasm górskich. O ile Czechy odbieram jak swojskie, ciepłe, takie przytulaśne z tymi obłymi pagórkami, obsadzonymi starymi jabłoniami szosami i dolinami ze zbiornikami wodnymi, o tyle Słowacja jawi mi się jako surowa, prawie bezludna, wyniosła- taka typu „szacun do tych gór i dolin z potokami rwącymi”.

 Jechaliśmy głównymi drogami i trzeba przyznać, że Słowacy mają rozmach w budowaniu takich szos. Rozwiązania, jakie zastosowali w rozjazdach, zaraz przy granicach z Polską i z Czechami, budzą podziw. Drogi idą wysokimi estakadami, przez pagóry porobiono tunele- tędy idzie główna trasa z Polski (S1) na Słowację, Węgry i dalej oraz odnoga autostrady A1 ( idąca z Ostrawy), łącząca się z S1.

Ustrzeliłam "moja" - jednego, chociaż mijaliśmy ich sporo. O zwyczaju stawiania moja pisałam np. TU


Wioski na Słowacji są nieduże, oddalone jedna od drugiej parę kilometrów, miasteczek mało. Mało nowych domów, tych współczesnych- dużo niewielkich, starych, drewnianych, trochę odremontowanych. To moje spostrzeżenia z Kraju Żylińskiego  z Kisucą (słow. Kysuca), która wchodzi w obszar tej krainy. Chociaż takie same wrażenia miałam, kiedy przejeżdżaliśmy przez słowacką Orawę. 

Z jednej strony czuje się spokój, z drugiej wrażenie zaniedbania, cofnięcia się sporo w czasie, momentami objawiała się bieda (?).
Mało tych domów w mijanych miejscowościach. Wiele dachów krytych eternitem, o panelach słonecznych zapomnij, płoty byle jakie, obejścia skromne, kwiatów mało. Zupełnie inny świat od tego, jaki widuje się w Polsce czy w Czechach.
A jednak ten bezruch, to trwanie starych domów, sprawiało na mnie pozytywne wrażenie.  

No dobra, drogi na Słowacji coraz lepsze, widoki niesamowite- całe szczęście, że doliny między pasmami są dosyć szerokie i nie czułam „naporu” górskich stoków. Do czasu, bo za Żyliną, jak to w górach bywa, zaczął się drogowy rollercoaster. Repo, coś dla Ciebie w sam raz. 

Należy oglądać na pełnym ekranie- jest jazda:)

Tam w dali, gdzie skała jest stroma, to góra Klak (1352 m.n.p.m.).

Znalazłam blog, w którym autor opisuje wejście na szczyt Klaka i zamieszcza zdjęcia z widokami słowackich gór. Coś niesamowitego. A to tylko Słowacja:):):) i aż Słowacja.

https://morgusiowe-wedrowki.blogspot.com/2014/06/na-niedoceniany-symbol-luczanskiej-maej.html
 


Temat „Cziczmany” jest obszerny. Nawet nie przypuszczałam, że będzie tego dużo. Dla mnie taka wioska to gratka, bo mnie bardzo interesuje wszystko, co związane z historią kultury materialnej i niematerialnej, a blog to miejsce, w którym mogę sobie to wszystko pozbierać do kupy.

 

Ptaka wyhaftowałam. Niedużego. Zasilił kolekcję moich ptasich haftów.

Fragment ptasiej kolekcji

P.S. To jest 1000. post na tym blogu, chyba się jednak cieszę, bo już kilka razy miałam zamiar trzepnąć blogiem i przestać się bawić w pisanie. 

Okazało się, że formuła, jaką dwa lata temu przyjęłam, sprawdziła się. Prawie wcale polityki, prawie wcale osobistych wynurzeń, prawie wcale kościelnych tematów (działają jak płachta na byka i na prawą, i na lewą stronę),  zero reakcji na zaczepki... to się sprawdza. A że często tematy wydają się nudne? Wydają się i tyle...


niedziela, 27 sierpnia 2023

Jak Wołosi zmieniali wygląd Karpat - ciąg dalszy snuja o migracji wołoskiej na Morawach

 

Rozpracowywanie migracji wołoskiej w Karpatach, a szczególnie na Morawach, jest dla mnie jakimś ukojeniem. Szukając w Internecie informacji, czuję, że to jest to, że nie myślę wtedy o tych wszystkich zagrywkach pisowskich drani i ich zwolenników. I nie tylko ich, bo w państwie bezprawia ludzie zaczynają się bać albo stają się do tego stopnia konformistami, że zapominają o etyce zawodowej oraz zwykłej przyzwoitości wobec drugiego człowieka.

Temat Wołochów jest mi bliski również z powodów rodzinnych. Być może rodzina od strony ojca mojej matki, wywodzi się z południa Europy i przywędrowała z nimi. Świadczyłaby o tym wygląd mojego pradziadka- niski mężczyzna o śniadej skórze południowca i urodzie górala (garbaty nos, czarne włosy). Większość jego rodziny mieszka niedaleko Ustronia, a tam osiedlali się Wołosi. Być może również przodkowie mojego ojca mają w sobie cząstkę krwi wołoskiej, być może i nie jest to życzeniowe, bo właśnie na Ziemi Cieszyńskiej wołoscy osadnicy osiedlili się najpierw, zanim poszli w Karpaty morawskie. Nazwisko ojca ma również rzeczowe tłumaczenie w języku węgierskim i takie samo w bośniackim.

Snuja wołoskiego piszę tak dla siebie- chcę w jednym miejscu zebrać jak najwięcej informacji o tej nacji, by potem, kiedy najdzie mnie ochota, przeczytać to wszystko, nie grzebiąc już w Internecie.

Zatem, odrywam się od rzeczywistości i wędruję z Wołochami po halach, zaglądam do ich chat, poznaję sposoby życia, zwyczaje, wierzenia itp. Nasz pobyt w skansenie na Morawach oraz uświadomienie sobie, że wśród nich mogli być moi przodkowie, to jedna z niewielu naprawdę dobrych rzeczy, które ostatnio mi się przydarzyły w tej tragicznie paskudnej, polskiej rzeczywistości, w jakiej przyszło mi żyć teraz,

Najpierw wszystko, co dotyczy Wołochów, chciałam poukładać tematycznie, ale teraz widzę, że stracę jakąś spontaniczność i należy pisać tak, jak leci. Pewnie się nieraz powtórzę, jednak nie jest to praca na wysokim „C”- opowieść o tej wielkiej migracji niech się snuje sama z siebie.

Dla przypomnienia mapa migracji Wołochów w łuku Karpat

 


I dla przypomnienia- na teren Moraw przyszli potomkowie Wołochów, Polaków, Rusinów, a głównie Słowaków, którzy przynieśli kulturę wołoską na te tereny. I to też nie tę czystą, a już z naleciałościami kultur poszczególnych nacji, z którymi się Wołosi zasymilowali.

I tu mam zgryza, bo nie potrafię oddzielić tego, co naprawdę wołoskie, taki pierwotne, w tym, co widziałam, a co jest już pokłosiem asymilacji Wołochów z tutejszą ludnością. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że ten skansen bardziej jest skansenem, zawierającym wszystko to, co dotyczyło życia na wsi (od XVIII do pierwszej połowy XX wieku) na tych ziemiach.

Na pewno tą pierwotną tradycją (sposobem życia) wołoską, którą przenieśli Wołosi na tereny całych Karpat, jest szałaśnictwo

Ale po kolei.

Do XVI wieku górzysty region wschodnich Moraw był stosunkowo słabo 
zaludniony. Przed przybyciem Wołochów duża część północno-wschodnich
gór granicznych na tym terytorium była niezamieszkana. 
Warunki naturalne nie pozwalały na trwalsze zasiedlenie Karpat 
Zachodnich w okresie prehistorycznym czy wczesnośredniowiecznym. 
Jednak jeszcze przed nadejściem frontu ekspansji wołoskiej rozpoczął się 
już proces zasiedlania umiarkowanie położonych górzystych partii 
pogranicza. Ludność, która zapoczątkowała ten proces, była zatem 
pierwotnie czesko-morawska. Impulsem był wzrost presji demograficznej,
 wzrost populacji ludności nizinnej, ale także (jak już wspomniano) 
bodźce ekonomiczne szlachty. W niektórych przypadkach poddani 
otrzymywali również wsparcie od szlachty w postaci dokumentów 
zwalniających poddanych z ciężarów na tę ekspansję w regiony górskie.
Wykarczowano lasy, utworzono nowe pastwiska, hodowano zwierzęta 
hodowlane głównie na mięso, wełnę i skóry. Dawny sposób chowu trzody 
chlewnej w lasach bukowych schodzi na drugi plan, choć nigdy nie zniknął.
Chociaż granica osadnictwa przesunęła się w wyżej położone miejsca, 
które do tej pory były praktycznie niezamieszkane, najwyższe partie gór 
granicznych nie zostały w tym czasie zasiedlone przez pierwotną ludność 
Moraw, głównie z powodu niewystarczającej i nieodpowiedniej wiedzy 
technologicznej o rolnictwie na dużych wysokościach i ekstremalne 
warunki klimatyczne.

Opisany typ gospodarki rolnej, zwany kolonizacją pasterską, różnił się od starszego typu kolonizacji osadniczej, podobnie jak późniejsza kolonizacja górska (wołoska), rozprzestrzeniająca się głównie przez wpływy wschodnie podczas ekspansji wołoskiej. 

Paseky, jako podstawowy mianownik kolonizacji paskay, były właściwie skrawkami gruntów rolnych, które powstały na zboczach gór po wykarczowaniu lasu.

Ludzie osiedlali się (napływali z sąsiedniego Lašsko i Hany- północnego zachodu oraz zachodu Moraw) i uprawiali ziemię głównie w dolinach potoków. Góry były pokryte rodzimymi lasami i prawie nietknięte działalnością człowieka. W średniowieczu pola w dolinach potoków na ogół wystarczały mieszkańcom, jednak z biegiem czasu i wzrostem liczby ludności, zaistniała potrzeba pozyskania większej ilości ziem uprawnych.

 Ziemie, na których osiedlili się Wołosi.


Pierwsi Wołosi pojawiają się w zachodniej Słowacji w drugiej połowie XV wieku, a na na Morawy ekspansja wołoska dotarła w ostatniej ćwierci XV wieku, kiedy to mamy fragmentaryczne wzmianki o Wołochach z Cieszyna i dóbr frydeckich. Wołosi wkraczają na teren Beskidów dwutorowo - z północy (Tiesin i Živecko - południowa Polska) oraz ze wschodu (posiadłości Orawa i Trenczyn - Słowacja). W 1494 roku nazwisko Valach pojawia się po raz pierwszy w cieszyńskiej księdze miejskiej, co wskazuje na trwającą już kolonizację wołoską. Pierwsza pewna wzmianka o Wołochach na dobrach cieszyńskich pochodzi z 1522 roku, z zapisu pewnej sprawy sądowej. Pojawiają się tu nazwiska osób mieszkających na pograniczu cieszyńsko- hukwaldzkim, które dają wyobrażenie o wołoskim pochodzeniu ich nosicieli. Są to imiona Gregor Fedor, Dimitr Dunka, Dumka, Petrach, Andrzej.

Pasterz rumuński potomek Wołochów

 

W XVI wieku dotarła na Morawy główna fala wołoskich osadników, którzy zaczęli karczować lasy powyżej istniejących już osad, pozyskiwać ziemie pod uprawę i zakładać nowe siedliska. Na powstałych polanach zaczęły powstawać wsie. Karczowanie lasów wspierała miejscowa szlachta, która dzięki pozyskanemu drewnu bogaciła się. Ale jeszcze większe korzyści przynosiły jej pola uprawne, z których mieszkańcy wsi płacili podatki. Wołosi budowli osady ma swoich zasadach- teren dzielili na pasma pól, które rozciągały się od potoków w dole, po lasy na stokach.

 W ten sposób osadnicy wołoscy zmieniali krajobraz morawskich Karpat, który z wyraźnie leśnego przeistaczał się w mozaikę pól, łąk oraz pastwisk. Przez prawie wiek osadnictwo wołoskie rozprzestrzeniało się w Beskidzie Morawsko-Śląskim, dotarło w Karpaty Białe oraz objęło swym zasięgiem ziemie wokół Cieszyna. Z tego okresu pochodzi słowo goryl, które obejmuje mieszkańców pogórza cieszyńskiego.


 Górska gleba była marnej jakości, słabo wydajna,  a ludzie potrzebowali do wyżywienia dużych obszarów pól. Ponadto pierwotne tereny leśne szybko zostały wyeksploatowane przez rolnictwo, w związku z czym powierzchnia pastwisk powiększała się szybko. Powstały dwa rodzaje pól, mianowicie Újmiska - pola na niższych pozycjach, z których zawsze płacono podatek oraz polany ( kopanice ) – pola wyżej położone, z glebami gorszej jakości i większymi rozmiarami, właściciele płacili od nich podatek tylko w przypadku uprawy. Tendencja do powiększania powierzchni użytków rolnych kosztem lasów utrzymywała się aż do XIX wieku, kiedy to dzięki intensyfikacji rolnictwa i tworzeniu nowych miejsc pracy w miastach ludzie zaczęli odchodzić od pastwisk.

Wołosi, rysunki Jana Hala.


 Wołosi nie tyle przyczynili się do powstawania nowych wsi (bo liczba migrujących osadników nie była wielka), co przyczynili się do nowego sposobu hodowli oraz wypasu owiec górskich w górach morawskich. Słowo wałach znaczy pasterz owiec. 

 Przybycie osadników wołoskich ze wschodnich Karpat doprowadziło do wytworzenia się na terenie Beskidu Śląsko- Morawskiego spec karpackiej kultury pasterskiej na całym jego obszarze, czego następstwem jest gwara, stroje, dieta, zwyczaje oraz architektura. Należy dodać, że określenie etnograficzne dla tego regionu- Wołoszczyzna, powstało dopiero w XIX wieku.

Źródła:

http://www.muzeumvalassko.cz/popularizace-v-tisku/pasekarska-kolonizace-valasska-zacala-v-16-stoleti
https://www.nmvp.cz/roznov/informace-pro-navstevniky/prohlidkove-okruhy/pasekarska-kula
https://cs.wikipedia.org/wiki/Moravsk%C3%A9_Kopanice
https://www.nasevalassko.info/zpravodajstvi/ostatni-zpravy/item/9187-o-puvodu-valachu-panuje-rozsireny-mytus-ze-valasi-prisli-z-rumunska.html
https://tesinsko4
 https://moravske--karpaty-cz.translate.goog/kulturni-a-socialni-pomery/historie/pasekarska-kolonizace-moravskych-karpat/?_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc&_x_tr_sch=http#more-166937.webnode.cz/kolonizace/

 

 Zdjęcia z Netu.

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 


niedziela, 9 lipca 2023

Adidasy, skansen i serpentyny z morawskim jedzonkiem w tle.

To było wczoraj. Jedziemy? Jedziemy. Gdzie? Skansem Wsi Wałaskiej w Rožnovie pod Radhoštěm. Miejsce zaplanowane miesiąc temu, wyjazd tak od strzału, bo jeszcze wahanie, czy upał nie będzie zbyt duży, ale w perspektywie są jeszcze wyższe temperatury, to decydować się należy szybko- jedziemy. Ano upał był, ale dało się wytrzymać. Wyjechaliśmy dosyć wcześnie, po drodze wymiana złotówek na korony. Po stronie czeskiej mieliśmy, podczas jazdy, takie widoki.

Łysa Hora


I stado górskich krów. Ile razy mijamy w trasie jakieś krowy, tyle razy przypomina mi się stwierdzenie jednej z nauczycielek, że jeszcze trochę czasu minie i uczniowie będą oglądali krowy tylko w ZOO.

 Bilety  kupiliśmy przez Internet.  I znów mieliśmy wybór miejsc do zwiedzania. W Rożnowie jest kompleks „skansenów”. Do każdego osobny bilet. Mogliśmy wybrać: Skansen Wsi Wałaskiej, Drewniane Miasteczko (też wałaskie), gdzie na bieżąco odbywają się występy zespołów ludowych (fakt, cały czas dochodziła stamtąd muzyka oraz śpiewy), oraz ścieżkę przyrodniczą z młynem. Wybraliśmy Skansen Wsi Wałaskiej- takie rzeczy bardzo mnie interesują. Odkąd pamiętam, historia, kultura materialna, kultura życia danej społeczności, antropologia, ogólnie etnografia, zawsze mnie interesowały (i nie dziwota, że „poszłam" i w tym kierunku” z wykształceniem).

Dodatkowym bodźcem do poznania kultury Wałachów, było to, że Cieszyniacy również wywodzą się z tego ludu. Taką wiedzę ogólną miałam do wczoraj,  tu ZONK- i tak, i nie, ale o tym trochę później.

To nie tak, że nic nie wiedziałam o Wałachach, bo jednak jakąś wiedzę, dotycząca górali beskidzkich oraz Cieszyniaków miałam. Wiedziałam, że te ludy przyszły z południa, że wprowadziły kulturę szałaśniczą, jak wyglądały i nadal wyglądają ich stroje, jakie mają zwyczaje, co pozostało z dawnych lat itp., ale to poznałam ogólnie. Wczorajsza wyprawa „otworzyła” mi oczy na całość osadnictwa wałaskiego (wołoskiego). I jak zawsze, bo Jaskółka to taki zwierz, co musi poznać już, natychmiast „od podszewki” wszystko dogłębnie, dokładnie- weszłam w Internet. A tam całe opracowania, wiele opracowań i kurcze, maleńko na temat Wołochów morawskich, ale i tak  przepadłam na amen…

No, więc…. No, więc pojechaliśmy obejrzeć skansem. Od nas do Rożnowa jest około 80 kilometrów

Na miejscu wielki parking, a na nim multum samochodów głównie z czeską rejestracja. O ile w Koprzywnicy było sporo Polaków, to w Rożnowie nie spotkaliśmy ani jednego, a samochody z polską rejestracją może było z pięć. Widać Rożnów jest za daleko na krótkie wypady, a góry czeskie chyba nie mają wzięcia u polskich turystów. Może inaczej- pewnie Polacy są na szlakach górskich, tych mocno reklamowanych- Łysa Góra, Radhošt (1029 m n.p.m.- Kaplica Cyrylego i Metodego) oraz Radegast (1106 m n.p.m.- figura boga Radegasta), przełęcz Pustevny (platformy widokowe)- tam można kolejką, są parkingi, kaplica, figura Radegasta, jakieś platformy widokowe, łatwe wejścia… w sam raz dla turystów mało wymagających. Pewnie też o to zahaczymy, ale w pierwszej kolejności przed nami te ciągle odkładane Hulkvady.

Przed wyjazdem pytam Jaskóła, jakie buty wziąć, bo w adidasach gorąco, chociaż ja na takie wyprawy głównie adidasy zabieram. Słyszę, że teren płaski… zakładam adidasy, mimo wszystko, ale sandały wkładam do samochodu. I to był dobry wybór. Z parkingu dochodzimy do kas biletowych, przechodzimy bramki i…

 

teraz ciągle pod górę i to dosyć stromym podejściem do chaty z wystawą, dotyczącą życia codziennego Wołochów. A potem jeszcze tak

i np. tak
 a potem w dół też po stromiznach, i w górę po korzeniach, i w dół po piachu... W dodatku do chat wchodzi się po wysokich kamiennych schodkach lub wprost po wielkich kamieniach. Surwiwal dla nóg jak nic. Zatem, kde je rovinatá země ???????? No tak, to drewniane miasteczko, czyli ten drugi skansen, jest na terenie płaskim, a nasz skansen to łażenie po kamienistych dróżkach, po stromych zboczach, na których usytuowane są chaty wałaskie. Ot takie maleńkie niedopatrzenie, ale mój anioł stróż czuwa w takich przypadkach i delikatnie trzepnie mnie w łepetynę, bym dokonała właściwego wyboru. Adidasy zdały egzamin, nogi nie skręciłam, skansem zliczyliśmy bez uszczerbku kończyn, ale czasem było "o włos".

I teraz trochę o Wałachach. Może najpierw podział ludności na terenie przygranicznym. Tak wygląda na mapie.

  Ci Wałasi cieszyńscy mnie zmylili. Dotychczas myślałam, że Wałasi, zamieszkujący Beskidy i Wałasi cieszyńscy to jedno i to samo. Otóż nie.

„Środkową część Śląska Cieszyńskiego w okolicach Cieszyna i Skoczowa oraz północno zachodnie pochyłości Beskidu Śląskiego to pagórkowate tereny, które zamieszkiwali Wałasi. Ich nazwa wywodzi się prawdopodobnie od przezwiska nadanego przez sąsiadów i nie łączy się bezpośrednio z Wałachami rumuńskimi.

Wałasi cieszyńscy trudnili się rolnictwem i hodowlą bydła. Uprawiali wszystkie gatunki zbóż, ziemniaki, len, konopie.

Strój wałaski zwany cieszyńskim nosi wyraźne cechy ubioru miejskiego. Strój męski wyszedł z powszechnego użycia już pod koniec XIX wieku”. Strój żeński nadal nosi się przy każdej uroczystości. Na starym blogu miałam post, dotyczący stroju cieszyńskiego- szlag trafił blog razem z postem.

Istotne jest to, że Wałasi cieszyńscy nie łączyli się bezpośrednio z Wałachami (Wołochami) pochodzenia bałkańskiego/rumuńskiego. Bo właśnie tych drugich dotyczy osadnictwo w Karpatach, kultura wałaska (wołoska), szałaśnicza, oraz  skansen, który zwiedziliśmy.

Pewnie dlatego należałoby również używać głównie nazwy  Wołosi, omawiając  osadnictwo w Karpatach, a ludność cieszyńską nazywać dalej Wałachami. Jednak w opracowaniach te terminy używa się często zamiennie (choć nie powinno), co sprawiło, że uznałam, iż  lud cieszyński i górale beskidzcy to ta sama nacja- Wałasi.

Skąd się wzięli Wołosi w Karpatch będzie w następnym poście, o skansenie również.

Po zwiedzeniu tego niezwykle klimatycznego miejsca, wracaliśmy do domu  uroczą trasą. Ja zawsze, Jaskół musiał mnie posmykać górskimi drogami. Jazda w górę, to jeszcze mały Pikuś, ale w dół….

Gdzieś w połowie drogi, zatrzymaliśmy się na obiad w Starych Hamrach. I teraz trochę o jedzeniu w knajpach czeskich, a mamy już sporo doświadczenia w tym temacie. Po pierwsze, mały wybór dań w jadłospisie. Zazwyczaj dwa dania z kurczaka, dwa z wieprzowiny, - głównie pieczeń lub w panierce, rzadziej grillowane, jakieś dwie ryby. Zupy (dwie lub trzy)- króluje polewka czosnkowa, potem rosół. Z ziemniaków frytki, podsmażane ziemniaki w ćwiartkach lub ziemniaki puree z cebulą i skwarkami.  Bardzo mały wybór sałatek. Wczoraj „do kotleta” (a jakże, bo co tu wybrać, jak wybór żaden, a syra nie chcieliśmy) dostaliśmy dwa plasterki pomidora i dwa plasterki ogórka, i nie było żadnej sałatki neutralnej typu buraczki, mizeria czy sałatka z kapusty, czy chociaż bukiet warzyw. Nic, zero, nul i podobnie w innych knajpach było. No może jeszcze Cezar i grecka, jako osobne dania, a nie dodatek do np. mięsa. Króluje smażeny syr (sporo dań z smażonym serem) i syrowe polewki (sosy) oraz knedliki. A w napojach króluje kofola brrrrrrrrr….Ale nie jesteśmy smakoszami, wchodzimy do knajpek, by coś zjeść, a nie „degustować”. Piszę dla orientacji. A dania regionalne to właśnie knedliki, gulasz, czosnkowa polewka czy smażony ser, czyli poznaliśmy, wiemy, ja nie polecam (no, ale spróbować, jak się jest na Morawach, wypada). Jedyne, co regionalne, godne polecenia to piwo Radegast i wina morawskie.

Dobra, zjedliśmy i jazda do domu uroczymi serpentynami.

Zapraszam.


Oczywiście, jak to w takich momentach bywa, kiedy ci zależy, by zrobić coś fajnego, to złośliwy sprzęt wysiada. No i wysiadła bateria w aparacie, a zanim ją wymieniłam, śliczne zakręty się skończyły.

Przeżyłam tylko dlatego, że kręciłam filmy. Ale to nie jest tak, że Jaskół ma sadystyczne ciągoty i specjalnie wlecze mnie po serpentynach. Za każdym razem pyta uprzejmie, czy możemy pojechać górskimi drogami i za każdym razem dostaje moją zgodę, i za każdym razem cichutko myślę sobie: „nigdy więcej”. Jaskół pokonuje te trasy na motocyklu, a wiadomo, jazda na motocyklu jest the best, zwłaszcza po takich serpentynach. Ale motocykl to nie samochód i mnie w samochodzie zaliczanie ostrych zakrętów niezbyt rajcuje. Jednak da się przeżyć, a te górskie trasy są naprawdę piękne.

A poza tym, być pod  Radhoštěm i nie wypić Radegasta? To je nemožné. Piwo zostało kupione, a przy okazji trafiliśmy na absynt. Taki uczciwy-70% „dopalania“.

c.d.n.

 

http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=opis-dialektow&l2=dialekt-slaski&l3=slask-poludniowy&l4=slask-poludniowy-kultura-mwr