Pałac w Baranowicach został pięknie odnowiony i jak to się ładnie określa, służy społeczeństwu. Jest w nim ośrodek kultury i dużo się pod tym względem w nim dzieje.
Na ogół, gdy jesteśmy z Bezą, to nie zwiedzamy pałaców w środku- oczywiście tych, które są udostępnione. Tym razem Jaskół poszedł z psem do parku, a ja kurcgalopkiem przeleciałam się po wnętrzu.
I tak- wchodzi się do niewielkiego holiku z przeszklonymi drzwiami, na wprost wejścia, do dalszej części holu i na klatkę schodową. Po prawej stronie znajduje się sala muzealna, po lewej zejście do restauracji Charlotta. Wstęp do sali muzealnej kosztuje jedyne 5 złotych. Kupiłam bilet, recepcjonistka otworzyła mi drzwi do sali, objaśniła jak korzystać z tablic interakcyjnych i poszła do swoich zajęć. Taaaaa... są tablice interakcyjne, ale by zobaczyć, co mają w sobie, trzeba czasu. Każda z nich opowiada o jakiejś historii: o historii wsi i losie chłopów, o historii pałacu, o historii miejscowości, o szkolnictwie w Baranowicach i okolicznych wsiach oraz o historii i życiu rodu von Durant. Niestety musiałam z nich zrezygnować.
Natomiast bardzo interesujący zabieg zrobiono ze zdjęciami- na ścianach umieszczone są małe drzwiczki- otwierasz je, a tam zdjęcie, a po wewnętrznej stronie drzwiczek, lub nad nimi, informacja, co zdjęcie przedstawia.
Oprócz zdjęć „za drzwiczkami”, na ścianach wiszą normalnie zdjęcia w ramkach. Nim pani poszła, zdążyłam zapytać, czy meble, które zauważyłam w holu i w izbie, są oryginalne z pałacu. Nie są- to zbieranina, co kto daruje. A jakże, jak mogłam, zapomnieć, że ta swołocz ruska, jak tylko zalazła się w pałacu, to wszystko rozkradła, zniszczyła lub spaliła. Bo to niemieckie przecież było, a jakby było śląskie to i tak było niemieckie.
Części kafelek i ścian z polichromią ze starego pałacu.
W izbie znajdowało się kilka mebli oraz pianola. Należy nacisnąć oznaczony klawisz i pianola wygrywa melodię.
Po obejrzeniu zdjęć i eksponatów w izbie muzealnej, poszłam na piętro schodami, których oryginalna konstrukcja zachowała się w całości.
Na klatce ściany z polichromią, wiernie odtworzoną ze starego pałacu.
Na pierwszym piętrze obejrzałam kilka sal ( jedne puste, inne z meblami) z bardzo ładnymi secesyjnymi polichromiami oraz salę, w której są duże regały z książkami, grami- tu można przyjść, posiedzieć, pograć w gry i poczytać książkę. Wystrój sali (oprócz stołów i krzeseł wyraźnie świetlicowych) jest taki, jaki był za baronostwa- kominek, zegar, zdjęcia rodziny von Durant oraz trofea myśliwskie na ścianach.
W innej sali stały: sekretarzyk, pianino i fortepian z małym skrzydłem.
Na tym piętrze są nowoczesne, obszerne i bardzo czyste ubikacje i duża szatnia. Obok ubikacji jest przeszklony szyb, w którym kursuje nowoczesna winda. Na drugim piętrze sale były zamknięte, a mnie poniosło na poddasze, na którym była wystawa malarstwa współczesnego.
Nie weszłam, nie obejrzałam, zobaczyłam plakat i zdecydowałam, że nie, raczej to nie to, co mnie interesuje. Schodami wyszłam na górę, schodami zeszłam.
Już o tym pisałam, ale jeszcze raz powtórzę- zawsze, kiedy jestem w muzeum albo w takich izbach muzealnych, albo w skansenie, po prostu w miejscach, gdzie nagromadzono sporo rzeczy wartych pamięci i wartych, by o nich opowiedzieć, czuję się przytłoczona- wpadam w frustrację, bo wszystko mi się podoba, o wszystkim chciałabym opowiedzieć, a tu jednak ograniczenia są. I tak samo było tym razem. Izba muzealna niby nieduża, tych eksponatów było kilka, ale zdjęć z opisami dużo no i te tablice zawierające mnóstwo fajnej wiedzy. Może gdybym miała więcej czasu, to wybrałabym to, co najbardziej interesujące, a tak przeleciałam, pooglądałam, trochę zdjęć zrobiłam, mając nadzieję, że resztę sobie w Necie znajdę. A w Necie posucha i te same informacje powielane na różnych stronach. I jak na ironię, w tej izbie było sporo informacji na temat życia na wsi w XIX i na początku XX wieku, czyli to, co też bardzo nie interesuje, ale ja skupiłam się na życiu „pałacu”, bo na nic innego czasu mi nie starczyło. Bo jak ma być o pałacu, to piszę o pałacu. A o wsi pszczyńskiej też kiedyś napiszę post przy okazji opisu naszego pobytu w skansenie w Pszczynie.
W sumie pałac zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie- czysto, świeżo, przestronnie. Ludzi o tej porze mało, sporo fajnych rzeczy do zobaczenia.
A teraz wróćmy do momentu, kiedy weszłam do środka budynku. Weszłam i dech mi zaparło- tak pięknej secesji dawno nie widziałam.Poza tym nie spodziewałam się czegoś takiego w tym pałacu. Chodzi mi o to, że nie zawsze, podczas odnawiania starych pałaców, zachowuje się jego wygląd, wystój, elementy w takiej postaci, w jakiej były przed popadnięciem w ruinę. Nie czarujmy się, bywa, że konserwator przymyka oko z jakichś wiadomych tylko jemu i właścicielowi powodów. A tu starano się odnowić wszystko z zachowanie tego, co było kiedyś charakterystyczne dla budynku. A i tak konserwator zgodził się dobudować oszklony taras dla restauracji, chociaż pierwotnie jej nie było. Na szczęście jest ona świetnie wkomponowana w budynek i nie razi.
Spójrzcie na te ściany z przepięknymi polichromiami. Mnie urzekły nie tylko ich wzory, ale i kolorystyka.
Na górnym zdjęciu fragment oryginalnej ściany z polichromią ze starego pałacu. Na dolny polichromia, która zdobi ściany na pierwszym piętrze.
Zdjęcie oryginalnej ściany, zrobione podczas remontu.
Poniżej, z lewej- polichromia panel między drzwiami do WC. Po prawej fragment polichromii na ścianie korytarza na pierwszym piętrze.
Kiedy zobaczyłam polichromie w recepcji, zaraz na początku zwiedzania pałacu, zapytałam, czy to oryginalne polichromie.
Część tak, a większość ścian starano się odnowić z zachowaniem ich wyglądu za czasów baronostwa. Jak pani pójdzie na piętro i wyżej, to zobaczy pani tego więcej.- Odparła recepcjonistka i spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
Na pewno pójdę, a teraz proszę otworzyć mi salę muzealną.
Nie chciałam rozwijać gadki o moich zainteresowaniach i o tym że że wszystkich stylów najbardziej lubię i najbardziej podoba mi się właśnie ten.
I tak ciągle przeglądam zdjęcia z tymi „malunkami”, i zastanawiam się, gdzie można by je wykorzystać- do haftu? Do gobelinów?
Budynek pałacu reprezentuje dwa style architektoniczne- elewacja frontowa jest przebudowana w stylu późnego renesansu północnego, pozostałe części budynku są w stylu klasycystycznym. Pierwszy pałac był w stylu barokowym, dopiero von Durant przebudował go w tych dwóch stylach.
Pocztówka z rysunkiem pałacu barokowego ( rysunek w okręgu).
Wewnątrz pałacu są pozostałości po starym budynku- sklepienia łukowe. Oprócz części zachowanych polichromii, zachowały się również posadzki. Podczas renowacji ruiny, do głównego budynku dobudowano oszkloną przybudówkę pod pierwotnym balkonem- obecnie część restauracji.
Budynek pomalowano na stonowany kremowy kolor- dla mnie super. Już przy opisywaniu pałacu w Boryni, mówiłam, że takie stonowane kolory sprawiają, iż pałace są eleganckie, dystyngowane. W pałacu,w Baranowicach, pomalowane na zielono gzymsy oraz inne elementy elewacji, dodają budynkowi uroku i nadają mu lekkości.
Nawet ta nowoczesna, szklana przybudówka restauracji nie razi, bo kolorystycznie nie odbiega od ściany budynku.
Wokół pałacu zrobione są chodniki wysypane żwirkiem, a na ich obrzeżu, od strony pałacu, ciągną się wąskie rabaty, obsadzone niskimi krzaczkami róż herbacianych. Bardzo to stylowe.
Zdjęcia z podanych źródeł i własne.
https://sokoliszlak.cba.pl/?page_id=11633
https://www.slaskie.travel/culturalheritage/15734/palac-w-zorach-baranowicach















.jpg)


.jpg)





