Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

29 czerwca 2026

Ostatnie dni czerwca.

 


 

Wszyscy w tym siedzimy, to nie będę podkreślać, że u nas też gorąco ponad normę.

W sobotę o 11 rano, na wschodnim tarasie, było tak.


 

W niedzielę tak



Dzisiaj nie zrobiłam zdjęcia, bo jest tak samo jak wczoraj. Podobno jeszcze jutro ma być ponad 30 stopni, a potem będzie spadek temperatury i jakieś burze wróżą. 


 

W domu da się wytrzymać, ale coraz trudniej. Przez te parę dni solidnego upału, wzrosła temperatura nocami i już nie można rankiem schłodzić domu. Cały czas są zasunięte rolety, zasunięte zasłony, by zatrzymać gorące powietrze za szybami.

W takie upały widzimy, że dom jest dobrze izolowany. Przynajmniej parter, bo piętro nagrzewa się szybciej od dachu, mimo, iż jest wysoki strych oraz gruba izolacja na stropie. Strych działa również jak izolacja, a jednak rozgrzana blacha robi swoje.

Siedzimy w domu i przeczekujemy- książki, tkanie, sport, drzemki- nawet sprzątać mi się nie chce choćby tak pobieżnie... Przeglądam na YT filmiki z szyciem na maszynie. Coś we mnie dojrzewa- pewnie już za moment wyjmę ją z szafy i zacznę coś tworzyć. Ale na razie to gorąco mnie zniechęca do działania.

Trochę czuję upał w sercu. Nie żeby coś drastycznego, ale taki lekki ucisk.

Piję wodę przegotowaną i jem lody- dużo lodów i o dziwo nie tyję, a wręcz odwrotnie schudłam o 1,5 kilo. Cuda, panie, cuda:) Obiady lekkie czyli takie na zasadzie- cokolwiek, byle z głodu nie paść- ziemniaki z maślanką, sałatka z zieleniny i jajka sadzone, czasem tylko pizza lub frytki. Styknie.

Na kościach letnie kolorowe sukienki- w to lato nareszcie je noszę, a jest ich sporo.

Nie kosimy, na razie, trawników. Trawę skosimy po deszczu i na wysoko. A ona rośnie i szumi. W takim upale na pewno nie należy kosić, bo trawa trzyma chłód i wilgoć, a poza tym, trochę żywiny jednak w niej żyje.

Codziennie przeżywam małe radości. Tak, dla mnie to są niesamowite przeżycia, choć innym wydawałoby się, że: „co w tym dziwnego i radosnego?”

Wczoraj widziałam małą mysz, przebijającą się przez gęstą trawę. To znaczy najpierw widziałam, jak rusza się trawa, a gdy ją rozchyliłam, to zobaczyłam tego małego śmiesznego futrzaka.

A po południu rozległ się nad parkingiem straszny hałas. To sroki grzechotały na całego. Nauczona tym, że one lubią młode wiewióreczki (jedną z takiego rozbitego przez sroki gniazda uratowaliśmy- gdzieś w historii jest post w zakładce „Wiewiórki”) wybierać z gniazda (tudzież pisklaki), poleciałam je pogonić. Dotarłam do furtki na parking i co zobaczyłam? Sześć albo siedem (szybko liczyłam) młodych srok siedziało na kablu elektrycznym, a dwie stare latały nad nimi. Po raz kolejny rodzinka srok odwiedziła nasz ogród w takiej grupie. Oczywiście, że jak mnie zobaczyły, to poderwały się z wrzaskiem i poleciały robić rejwach na brzozy. Nie zdążyłam zabrać aparatu w tym galopie by ratować młode obojętnie co i nie mam zdjęć, ale mam zdjęcia inne, ze srokami w roli głównej.



 

Z domu ruszam się tylko bardzo wczesnym rankiem na poranny spacer z Bezą- powietrze rześkie, pachnące, jeszcze da się wytrzymać. Potem uzupełniam wodę w poidłach dla ptaków i na cały długi dzień znikam w domu. Chociaż nie, co jakiś czasy wychodzę z Bezą na trawnik, by zrobiła siusiu. Odkąd ma kłopoty ze zwieraczami, pilnujemy jej jak szczeniaka, by opróżniała pęcherz co jakiś czas. Już załapała o co chodzi i nie robi trudności ale ma jedno wdzimisię. Na siusianie, w ciągu dnia, schodzi tylko schodami z dużego tarasu. Nie wyjdzie normalnie wyjściem głównym, nie wyjdzie schodami z małego tarasu, tylko tymi z dużego. Ciekawe. Myślimy, że to betonowe, pewne i stabilne schody, na których czuje się bezpieczne, są przyczyną takiego zachowania. Ale dlaczego nie wychodzi głównymi drzwiami, gdzie ma tylko jeden stopień na chodnik? Beza ma swoje muchy w nosie i różne dziwne pomysły. A my staramy się dostosować, bo to ona najlepiej wie, co potrzebuje. 


Kwiaty w donicach podlewam zazwyczaj wieczorami, ale teraz też wtedy, kiedy tylko osłoni je cień.

Małe sowy oddalają się od domu. Wieczorami słychać je w głębi ogrodu. Uspokoiłam się, bo ostatnio stara przysiadła na czeremsze, co przekonało mnie, że czuwa i młode są pod opieką. Próbowałam robić zdjęcia. Niestety było już zbyt ciemno i wyszły marnie. To stara uszatka.

Wieczorami śpiewa pan wilga. Pani wilga na razie nie skrzeczy, czyli z deszczu nici, a tak bardzo przydałoby się solidne nawodnienie ziemi.

Nareszcie (po 4 miesiącach) zdjęłam opatrunek z kciuka. Trochę czuję się nieswojo i ciągle mam wrażenie, że złamię paznokieć. A na palcu wszystko trzyma i nawet powoli wraca czucie, tylko opuszek mrowi boleśnie i akurat w nim nie mam czucia. Teraz staram się uaktywnić kciuk, co jest trudne. Kiedy miałam go w opatrunku, nauczyłam się palec odchylać i łapać wszystko palcami środkowym oraz wskazującym. Weszło mi to w nawyk do tego stopnia, że ciągle ten kciuk odchylam i łapię nadal tymi dwoma palcami chociaż już nie muszę.

W gobelinie kończę tkać ostatni główny element. Ja pierdykam, to mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby gobelin tkać ponad pół roku. A wszystko przez ten kciuk.

Zaczęły się wakacje, napisałam post o nauczycielach, ale go skasowałam. Uznałam, że jestem na emeryturze i w sumie ta praca przestała mnie obchodzić. Tylko to ich wieczne narzekanie mnie wkurza. Niemniej, jak postanowiłam o tym nie pisać, to już przestaję.

Trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej- Jaskół ogląda, ja słucham. Trwają turnieje siatkówki- z nami to samo. No i motoGP na różnych torach leci.

Dzisiaj zaczyna się Wimbledon. Jakoś nie widzę Igi nawet w półfinale, a Maja? Bardzo mi jej żal- ma sportowego ducha, podziwiam, grała do końca, ale ta kontuzja.... no niefajnie, niefajnie. Szkoda.

Linette gra z Andriejewą, a French z Kalinską. I tu jest problem- obie rywalki Polek są bardzo mocne.

Hurkacz wygrał..

W tym roku lipy kwitną tylko w górnych partiach. Pierwszy raz coś takiego widzę. No, ale jak połowa kwiatów i połowa krzewów nie zakwitła, a reszta kwitnie słabo, to może i drzewa to samo teraz mają (np. akacje też tylko na wierzchołkach kwitły)? Ale co? Czyżby ta jedna mroźna noc w kwietniu załatwiła rośliny? Kwitną górą i nie czuć ich zapachu.



 Nie zawiódł prusznik, rosnący przy wschodnim tarasie. Nie zawiódł, a nawet zaskoczył- tak pięknie kwitnie.

Zdjęcie z góry, z tarasu. 



I jeszcze drapol, który wieczorem przysiadł na brzozie.