Był ptasi dramat. Zawsze nie wiem, jak się ustawić do tego typu historii. Z jednej strony drapol, który jeść musi, z drugiej strony ptasia ofiara, która chętnie pożyłaby jeszcze.
Siedzę przed kompem i słyszę trzask zamykanych drzwiczek samochodowych. Oho, myślę sobie, znów jakiś klient nie potrafi czytać tablic na bramie i pewnie zaraz nachalnie zadzwoni na domowy dzwonek, bo on by chciał... Poza godzinami pracy sklepu, oczywiście, by chciał. Dosyć często mamy takich klientów. Wydaje im się, że jak mieszkamy blisko sklepu, to jesteśmy na każde ich zawołanie.
Nie, to nie tym razem taka sytuacja. Jednak patrzę przez drzwi tarasowe, pomiędzy pniaczkami czerwonego bzu widzę, że coś się na parkingu szamocze. Patrzę uważnie, może to kura od sąsiada przeszła jakimś cudem przez płot. To nie kura- drapol siedzi i dziobem szarpie ptasią ofiarę.
Dobra, myślę sobie, ptaka już nie uratuję, ale może jakąś ciekawą fotkę strzelę. Ubrałam się, chcę wychodzić, Beza włazi mi pod nogi- ona też...ona też... Nie tym razem. Zamknęłam jej drzwi przed nosem, zostawiając w sieni. Jeszcze na parkingu słyszałam jej głośne pyskowanie. A ja, kiedy podeszłam bliżej, jednak spłoszyłam drapola. Odleciał, ale ptaka nie wypuścił ze szponów.
Podleciał kawałek w stronę sosnowej, usiadł i czeka.
Zrobiłam fotkę- był jakieś 15 metrów ode mnie- poderwał się i przysiadł na początku sosnowej, zaczął konsumpcję. Zrobiłam znów fotkę.
Ptak się poderwał- na pewno mnie nie słyszał, a ponieważ nie robiłam gwałtownych ruchów, to coś innego go spłoszyło. I tak rzeczywiście było.
Kot, wielkie czarne kocisko pojawiło mi się w obiektywie. Poniuchało chwilę w miejscu, gdzie siedział ptak i zaczęło zajadać- pewnie to, co zostawił krogulec, bo to był krogulec. Szlag, myślę sobie, drapol się nie najadł, a tłuste kocisko, które ma myszy full wypas, zeżarło mu obiad. Kot w końcu mnie spostrzegł, polazł przez płot w kukurydzę. Z tym niedojedzonym obiadem myliłam się- krogulec dokończył ucztę w połowie sosnowej- znalazłam resztki pierza.
Rozpoczął się jesienny wysyp grzybów w naszym ogrodzie. Ostatnio przeczytałam, że w lasach są dwa wysypy grzybów. Pierwszy letni- od czerwca do końca lipca, drugi jesienny- od września do listopada.
W tym roku u nas letniego nie było z powodu totalnej suszy. A teraz pojawiły się grzyby z wysypu jesiennego. Najpierw znalazłam dosyć dużo maślaków i od tygodnia, każdego dnia, znajduję, po dwa średni kozoki. Był też większy wysyp tych grzybów. Zdjęcia dotyczą różnych zbiorów.
Poza tym jest sporo innych grzybów, tych nie trujących, ale niepopularnych na talerzu.
Nadal owocują maliny. Okazało się, że są dwa gatunki- jeden o mniejszych owocach i drugi o owocach dużych. O tym drugim to nawet nie wiedziałam, dopóki nie zaczęły w tym roku owocować. Maliny w połowie października to jest to.
W miseczce są te większe.
Blog
Od pewnego czasu nie mam ochoty na pisanie postów. Może inaczej, nie mam ochoty na wklejanie nowych postów, a kilka już czeka w kolejce.
Jakby mniej mój własny blog mnie absorbuje. Wklejam post, wklejam zdjęcia i na tym kończy się moje zainteresowania tematem.
Przyczyną nie jest również to, że nie mam o czym pisać, bo dzieje się ciągle u nas na okrągło, dzieje. Ale nie będę pisać o „tu mnie boli, tu mnie rzgo, tu mi świerszczyk w d... gro”, jak mawiała moja świetna ciotka cieszynianka, kiedy ktoś się żalił i wywlekał swoje bolączki na forum. Ciotka to była aparatka, która na wszystko miała różne ludowe powiedzonka, a mówiła je z takim prześmiechem, że nie pozostawało nic innego tylko się pośmiać, a potem zaniechać narzekania.
Bardzo dużo teraz czytam. Dokupiłam książkę Chmielarza do serii o bezimiennym- tom 5. (4 tomy już za mną) i kupiłam trylogię grecką Siembiedy.
No i wyhaftowałam 3 pawie. Ptaszory leżały rok odłogiem to należało im się wykończenie.
Paw szampański (od nóżki podobniej do nóżki kielicha do szampana)
Mały pawik. Jakiś cień kładzie się pod haftem okręgu. Normalnie jest niewidoczny. Kolorowy Paw, największy.
Jest w planie jeszcze jeden haft z pawiem.
W sumie wyhaftowałam już 52 ptaszory (na tamborkach). Kolekcja domowa liczy 46 haftów, 6 haftów poszło "do ludzi".
A teraz tkam rybę. Po prostu rybę. Mam ochotę na gobelin z rybą toi będzie gobelin z rybą.











