Spadło trochę deszczu. Padało w nocy z czwartku na piątek i wczoraj było lekko deszczowo, pochmurno, ale wody w ziemi wciąż mało. Po tym nocnym deszczu pokazała się kukurydza na polu sąsiada. Znów kukurydza. Ten, który dzierżawi to pole ma olewające podejście do upraw. Podejrzewam, że na tym poletku mu nie zależy. Małe, ciasne do manewrowania sprzętem (niecały hektar z trzech stron ogrodzony płotami, od północy dwie parcele z domami). Tylko małe traktory mogą na to pole wjechać. Nie sadzi się tej samej uprawy rok po roku. Teraz powinien zasiać zboże, a on znów zasiał kukurydzę. Czeka nas kolejny rok z zasłoniętym widokiem na wschód. Jednak nie o widok tutaj chodzi, a głównie o przewiew w ogrodzie, bo jak mocno doleje, to potem w nim długo woda stoi. Teraz jej brak, ale wystarczy parę dni solidnych deszczy i będzie grząsko, zwłaszcza pod drzewami. A musimy suszyć, bo woda z oczyszczalni tam spływa, a teraz jeszcze doszła woda z oczyszczalni sąsiada. Niestety, tak jest teren ukształtowany, że to, co wsiąka w poletko sąsiada, spływa pod ziemią na naszą część. I dochodzi woda z dachu naszego sklepu oraz woda z dachu sąsiada. I tak dobrze, że jednak da się tamtą miedzą chodzić i nie ma tam jednego wielkiego bajora. Woda przefiltrowana, II stopnia czystości, nie ma smrodku, a brzozy się cieszą, bo mają co pić.
Bezka znowu choruje. Przedwczoraj pałętała się niespokojna z kąta w kąt i ciężko ziajała. Nie wiedzieliśmy z jakiego powodu było to nadmierne ziajanie. Pies może ziajać, bo mu gorąco i wtedy chłodzi się z wywalonym jęzorem przed pyszczor, może ziajać, bo ma chore serce, a może też ziajać, bo ma gorączkę. W przypadku Bezki wszystkie te możliwości chyba się nałożyły, ale jednak w ostateczności okazało się, że miała silną gorączkę. A że zaczęła znowu popuszczać kropelki, to u weta odbyło się USG pęcherza. Owszem, ściana zapalona, ale jeszcze pokazał się jakiś guz, a może resztka macicy, której do końca, podczas sterylizacji, nie usunięto. No i pojawił się strach. Jak to drugie, to tylko leczenie lekarstwami, ewentualnie hormonami, a jeżeli pojawił się jakiś guz, to nawet myśleć nie mam siły, co dalej. Żadna operacja nie wchodzi w grę. Beza ma chore serce.
Dostała na „dzień dobry” zastrzyk i przeszła jej gorączka. Wczoraj ponowne USG nic niepokojącego nie wykazało- robiła je inna doktor, która specjalizuje się w robieniu USG. Beza dostała szczypa w zadeczek, czyli kolejny zastrzyk, dzisiaj tabletki dałam i obserwujemy. W poniedziałek do kontroli. Swoją drogą, nie wiedziałam, że psu można podawać ludzką pyralginę. Beza dostała 1,5 tabletki rano. Na razie nic się nie dzieje- nie drapie się nie wymiotuje. Chyba przyswoiła bez problemów.
Mam ochotę na kieckę- taką szeroką do kostek, kwieciste boho. Przeglądam reklamy, jakie pojawiają mi się w Internecie. Panuje moda na szerokości- kiecki, spodnie, bluzki- obszerne, bez taliowania, takie jakie lubię. No może te spodnie szerokie jakoś mi się nie widzą, a to dlatego, że ja jestem niska i takie spodnie skracają sylwetkę oraz nadają objętości (powinny być noszone do nich buty na obcasie, by nogę wydłużyć). Ale szersze spodnie są nieziemsko wygodne podczas upałów. Zwłaszcza, jak są z lekkiej tkaniny. Na próbę uszyję sobie takie na chodzenie po domu i zobaczę jak w nich wyglądam. Są w domu magazyny z wykrojami, jest kupa nowiuteńkich tkanin pochowanych w koszach, ale chęci jakoś mi brak.
Wilgi przyleciały i o wpół do szóstej rano (wczoraj), wysłuchałam w ogrodzie ich koncertu. Jeżeli dobrze słyszałam, to śpiewały dwa samce, a samiczka gdzieś na dalszym drzewie „skrzeczała” Jak wilga skrzeczy, to znaczy, że deszcz będzie i jak długo mamy w ogrodzie wilgi, zawsze się to sprawdzało. I teraz też tak było. Ona chyba wyczuwa zmianę wilgotności w powietrzu i tak na to reaguje. Skrzeczy- pada, siedzi cicho, a tylko samiec śpiewa- bezdeszczowa pogoda murowana.
Wysiadł mi aparat fotograficzny. Na dużych przybliżeniach stracił ostrość. Szkoda, służył mi chyba z 10 lat. Bardzo dobry był. Mam drugi, ale on już tak nie przybliża. Na nowy muszę poczekać, bo taki, jaki mi się podoba, sporo kosztuje. Kosiara zeżarła nadwyżki. Kosiara niezbędna, a aparat to kaprys mogący jeszcze poczekać.
Taka panorama otwiera się, kiedy wyjeżdżamy ze wsi w stronę Cieszyna (stronę domu). A to jeszcze nie całość- z prawej strony zasłoniły resztę gór drzewa przy szosie.
Gdzieś mi umknął kawałek Pasma Przegibka- najbardziej wysunięty masyw na lewo. Od niego powinnam zacząć kręcić film i przesuwać w prawo.
Od prawej masyw Błotnego (Błatnia), potem widać Skrzyczne, daleko Baranią Górę, bliżej Lipowski Groń (za nim jest Równica), dalej w prawo masyw czantorii, potem w dali kawałek Słowacji w Przełęczy Jabłonkowskiej i zaczyna się masyw Beskidów Morawsko- Śląskich z Wielkim Jaworowym i Ostrym. Jak się podjedzie kawałek dalej w stronę Cieszyna, to widać także największą w tym masywie górę- Łysą. Film kręciłam za pewnym marketem (a nie z drogi), bo tylko tam można spokojnie przystanąć i złapać całą Panoramę.
Na dużym ekranie widać duże przybliżenie.
PS Od pewnego czasu bloger spóźnia się z aktualizacją blogów w powiadomieniach na bocznych paskach. Musiałam u niektórych osób nadrabiać czytanie.


