Maj, a jak maj, to kwitną rzepaki i puchnie mi nos. W tym roku jeden dzień tylko, ale za to tragiczny- płakałam, kichałam, z nosa się lało. By jakoś dzień przeżyć, zabrałam się, jak to w moim przypadku zawsze bywa podczas trudnych chwil, do intensywnej pracy. Czyli... czyli zaczęłam mycie okien. Trudno uwierzyć, ale nie myłam ich od listopada. Może gdyby były bardzo brudne, to złapałabym się za ich umycie wcześniej, ale w tym roku nawet teraz mogłyby jeszcze spokojnie poczekać. Mało kurzu na szybach, mało śladów much. W dodatku awaria palca wyłączyła mnie z tego typu działań na dwa miesiące. Ale teraz wymyłam drzwi balkonowe w dużym pokoju i okno w sypialni. Kilka razy pisałam o tym, że zastanawiam się nad kupnem robota do mycia szyb- szyb, nie całych okien, bo taki robot nie myje ram. A jak nie myje ram, to już jest powód do głębszego zastanowienia się, czy jest sens coś takiego kupować.
Oprócz mycia dużych powierzchni okiennych miałam również problem z myciem fug. Tym bardziej, że majster spieprzył robotę przy kładzeniu płytek i w niektórych miejscach nawet szczoteczka nie wyczyści. Stosowałam różną chemię ale te wszystkie środki do mycia fug to o kant.... trzasnąć. Co zatem? Ano myjka parowa. Miałam kiedyś taką podręczną- pojemnik trzymałam w ręku- trochę ciężką i w sumie nie używałam jej. Teraz kupiliśmy myjkę w kształcie małego odkurzacza na dwóch kółkach. W zestawie ma nakładkę do mycia szyb. I ta nakładka załatwiła mycie okien. Rewelacja. Ciągnę ją w dół, bucha parą, a gumowy ściągacz zbiera nadmiar wody. Potem należy tylko ręcznikiem papierowym zebrać ewentualne krople wody, które zostają wzdłuż przeciągnięcia nakładki i szyba umyta. Bez łażenia po parapetach i na stania na drabinie- wszystko z poziomu podłogi. Wysiłek? Niewielki, a szyby umyte za pierwszym razem i to bez smug. Jedyne czego należy pilnować to podłożenia ścierki pod ramę, bo woda jednak się leje. Skoro tak fajnie szybko i prawie bez wysiłku parówa myje okna, to drogiego robota na razie nie kupimy.
Fugi para też wyczyściła porządnie i też bez jakiegoś szorowania, męczenia się i wkurzania. No i bez jakiejkolwiek chemii, co przy oczyszczalni biologicznej ma znaczenie. Myjka parowa ma parę nakładek, w tym do mycia podłogi, jednak mamy już mop parowy, to tę będę używała do mycia delikatnych powierzchni.
Zostały mi jeszcze dwa okna do wymycia i drzwi balkonowe, ale zastanawiam się, czy warto teraz brać się za to. Wczoraj wymyłam okno w sypialni, dzisiaj patrzę i co widzę? Szyby z zewnątrz są pokryte żółtym nalotem. A jak do tych kwitnących rzepaków dodać początek kwitnienia sosen, które też pylą żółtym proszkiem i jest ich w naszym lasku sporo, to chyba odłożę resztę mycia na następny tydzień. Wszystko jest pokryte żółtym nalotem, a samochody wyglądają, jakby właśnie ukończyły rajd pustynny Paryż- Dakar. Wczoraj wymyłam szyby w moim, bo jechałam kupić rozsadę kwiatów, a wieczorem wyglądał jeszcze gorzej niż przed myciem.
O właśnie, posadziłam do wszystkich donic kwiaty letnie. Chyba z 50 sztuk. Tym razem sadziłam różnorodnie i różnokolorowo. Jak się przyjmą i zakwitną, to zrobię zdjęcia.
Kwitną konwalie majowe leśne, a te ogrodowe też już rozkwitają. Te są przy płocie, na dole ogrodu.
Ta w lasku. Czosnek też już kwitnie, ale w tym roku dosyć mizernie.
Jedna z kęp rosnących w lasku.Narcyzy przekwitają. Ostatnimi kwitnącymi są pełnie żółte, łososiowe i różowe oraz takie, które mają kilka kwiatów na jednej łodyżce.
Przekwitły już sasanki oraz małe irysiki.
Stojąc na trawniku, twarzą w kierunku lasku, widzę z lewej strony judaszowiec, który kwitnie w ogrodzie u sister wielkie ucho, a z prawej kwitnącą rajską jabłoń.
Judaszowiec.
Jabłoń.
Wykończyłam trzy kilimy i z pomocą Jaskóła, który dzielnie wiercił dziury w twardej jak cholera ścianie, powiesiłam je w sypialni.
Został jeszcze ten z pijanymi tulipanami, ale nie mam pojęcia, czy dodać do niego frędzle czy nie. Mam jakiś tam pomysł, jednak najpierw muszę zobaczyć, czy to chwyci. Wiosenny kilimek tka się powoli, a dziergany na krośnie kawałek (czwarty element do kocyka) jest na ukończeniu. Zobaczę czy nie będzie potrzebny piąty dziergany. Wszystko idzie powoli, bo ten kciuk jeszcze ciągle jest obklejony plastrem i to opóźnia mi robotę.
Podeślijcie mi trochę deszczu, albo nie- dużo deszczu podeślijcie, bo jest okropnie sucho. Nawet plewić nie można- ziemia jak skała. Wprawdzie leję z węża wodę, w co drugi wieczór, na wszystkie grządki i krzewy, ale to tylko zapobiegawczo, bo i tak, jak trzeba nie nawodnię. Od piątku są u nas upały. Wczoraj w cieniu było +28 stopni. Dzisiaj rano o 6 było +12 stopni i mija kolejny upalny dzień.
Kupiłam, zaczynam czytać.
Sezon pt. "Letni taras z fontanną" uważamy za otwarty.
I na koniec tegoroczny koncert drozda.


















