Miał być post solidny z dawką porządnej wiedzy o bohemie, ale... czy ja wiem, przecież na pewno (????) większość z czytających kojarzy, o co chodzi.
Poza tym wiedza ogromna, dużo informacji, szmat czasu obejmuje jej występowanie- prawie 100 lat od pierwszej połowy XIX wieku do II wojny, a i potem grypy artystyczne, które można nazwać bohemą, istniały i nadal istnieją.
Pewnie są i współczesne grupy artystyczne, środowiska artystyczne, ale czy przyjmują one styl życie, jaki przyjęli artyści w latach wczesnej „bohemy” i potem aż do początku II wojny światowej, a jeszcze po niej w latach 50 (Paryż, Warszawa...), nie wiem. Pewnie te, po II wojnie, wczesne powojenne środowiska, podobnie jak przedwojenna bohema, przyjmowały np. postawy dekadenckie, zgadzali się z ideami egzystencjalizmu, krytykowali zasady życia drobnomieszczańskiego itp.
Na pewno zmieniały się np., style oraz kierunki malarskie, architektoniczne (np., wejście stylu socrealistycznego w Polsce). Zastanawiałam się również, ale to tak na marginesie, czy ruch hippisowski można by zaliczyć do bohemy lat 60. Miał o sporo cech, jakie charakteryzowały środowiska bohemy w różnych okresach jej istnienia, od początku jej zdefiniowania. Ale jedno na pewno różni hippisów od bohemy w tradycyjnym pojęciu- radość życia, śpiew, taniec, czyli zupełne zerwanie z egzystencjalizmem. Ruch hippisowski to obraz pełni życia, tu i teraz, na maksa.
Świat bohemy, świat artystyczny, zawsze mnie fascynował. Może z racji wykształcenia, a może dlatego, że to świat niebanalny, nie dający się zaszufladkować, świat pełen interesujących indywidualności, a może dlatego też, że ten świat artystyczny, wychodzący poza różne ogólnie przyjęte konwencje, wydawał się bliski mojemu niepokornemu charakterowi? Bunty, pogranicza, dociskanie do dechy, dochodzenie do ściany, naciąganie struny... oj kusiło, zwłaszcza w młodości. Ale Bozia nie dała dostatecznego talentu artystycznego (dała talent sportowy w zamian), dlatego pozostała mi fascynacja twórczością oraz życiem artystycznej bohemy.
Ponieważ materiału, na ten temat, jest bardzo dużo, opiszę tylko niektóre wątki (i to też tak raczej jako zasygnalizowanie czegoś ważnego lub interesującego).
Bohema (z francuskiego la bohème- cyganeria)- to środowisko artystyczne, którego członkowie wzbudzali kontrowersje zarówno pod względem obyczajowym jak i pod względem awangardowego podejścia do sztuki. Po raz pierwszy określenia cyganeria (la bohème) użyto w latach trzydziedtych XIX wieku we francji. Były to czasy romantyzmu, ale grupy cyganerii tworzyły się również w późniejszym modernizmie ( głównie Berlin) oraz po II wojnie switowej, w czasa egzystencjalizmu (Paryż).
Artyści, należący do cyganerii, manifestowali pogardę do panujących norm obyczajowych, demonstrowali bunt przeciwko stylowi i wartościom drobnomieszczańskim. Tworząc łamali zasady przyjętych dotychczas norm estetycznych oraz reguł twórczości artystycznej.
Co więcej, by podkreślić swoja przynależność do bohemy, ubierali się ekscentrycznie, celowo zachowywali się swobodnie i niekonwencjonalnie, stawiając tym samym świadome wyzwanie rzucone opinii społecznej. Profesor Tomasz Weiss w "Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny" pisze tak:
„Środowiska cyganeryjne były charakterystycznym elementem życia artystycznego szczególnie u schyłku XIX i w początkach XX wieku, w okresie modernizmu, kiedy głównymi ośrodkami międzynarodowej cyganerii stały się Wiedeń i Berlin. Cyganeria jest przede wszystkim zjawiskiem socjologicznym, występującym zwykle w dobie przemian społecznych i obyczajowych, kryzysów i fermentów ideowych i artystycznych (jak np. XIX-wieczny dekadentyzm), przy czym dziedzina sztuki nie stanowi jedynego, a często nie jest najważniejszym polem jej aktywności. Cechą zasadniczą cyganerii jest postawa demonstracyjnej negacji – obojętności, protestu, buntu, prowokacji wobec konserwatywnego społeczeństwa, wobec przymusów i nawyków pospolitego bytowania, którym cyganie przeciwstawiają mgliste, zazwyczaj marzycielsko-utopijne idee przebudowy świata, jego rewolucyjnej przemiany, odnowy sztuki itp. To bliżej nieokreślone przeświadczenie o własnym prekursorstwie i awangardowości splata się w ich świadomości z poczuciem społecznego wykorzenienia: czują się i są traktowani jak outsiderzy, którzy nie tylko utracili kontakt z zachowawczym społeczeństwem, ale w ogóle nie pragną jego nawiązania. Stąd znamienne dla cyganerii poczucie niestabilności czy nawet tragizmu własnej sytuacji, przejawiające się w sferze psychologicznej i w stylu życia, np. programową abnegacją czy ekstrawagancją zachowania i stroju.”
Natomiast o polskiej bohemie, Weiss pisze tak:
„W Polsce najbardziej znanymi ugrupowaniami cyganeryjnymi były romantyczna Cyganeria warszawska z lat czterdziestych XIX wieku i cyganeria młodopolska z przełomu XIX i XX wieku skupiona w Krakowie wokół Stanisława Przybyszewskiego. Przeszczepił on na grunt krakowski obyczaje międzynarodowej cyganerii berlińskiej, wśród której jako "genialny Polak" odgrywał znaczną rolę. Przybyszewski dobierał sobie kompanów nie tyle wśród uznanych artystów, ile wśród ludzi skłóconych z mieszczańskim otoczeniem (uosobionym w pogardzanej i wyszydzanej postaci "filistra" i "kołtuna"). Niektórzy z nich znaleźli się później w gronie inicjatorów i wykonawców programu kabaretu Zielony Balonik, ostatniego już przejawu aktywności młodopolskiej cyganerii, a zarazem świadectwa jej schyłku: obyczaj cyganeryjny uległ tu nie tylko teatralnej konwencjonalizacji, ale także bywał przedmiotem parodii i kpiny. Wśród licznych wspomnień poświęconych cyganerii, osobom jej przywódcy i uczestników, miejscom spotkań (kawiarnie Paon, Jama Michalikowa, siedziba Zielonego Balonika) pozycję szczególną zajmują szkice Tadeusza Boya-Żeleńskiego (zwłaszcza ze zbioru "Znaszli ten kraj?…"), dzięki któremu cyganeria młodopolskiego Krakowa przeszła do legendy literacko-obyczajowej swej epoki.
Cyganeria była fenomenem kulturowo- towarzyskim, które w Polsce najmocniej utrwaliło się w legendzie.
Artystyczna Bohema całą swą „filozofię życia” oparła na dekadentyzmie.
„Dekadentyzm- nurt filozoficzny, kulturowy i artystyczny, który wyrażał pesymistyczny światopogląd i tęsknotę za pięknem, a jednocześnie był krytyką racjonalizmu, industrializacji i materializmu. Dekadenci postrzegali świat jako zmierzający ku degeneracji, szukając ucieczki w sztuce, estetyzacji życia i refleksji nad przemijaniem.”
Dekadentyzm zapoczątkowała twórczość Charles'a Baudelaire'a, który w połowie XIX wieku, we Francji wydał tomik wierszy „Kwiaty zła”. Poezja Charles'a Baudelaire'a była manifestem nowego spojrzenia na życie i sztukę.
Cyganeria- świat artystów, dekadencki świat, który tonął w oparach alkoholu absurdu i przeświadczenia, że tylko taki sposób na życie- narkotyki, alkohol, włóczęga po knajpach i negowanie wartości- stworzy warunki do docenianej twórczości. Nic bardziej mylnego. Wielu z tych zapowiadających się nawet dobrze, artystów nigdy się ponad poziom nie wybiło. Ci, którzy się wybili ponadprzeciętność, mieli opinie pijaków i narkomanów, drogo też zapłacili za hulaszczy tryb życia- zbyt wczesna śmierć, reszta życia w przytułku, samobójstwa itp.
Artyści zaliczani do Cyganerii XIX oraz do czasów II wojny światowej, chętnie sięgali po morfinę, kokainę. Opium. Nie gardzili meskaliną oraz eterem. Z alkoholi zaś, najczęściej pili absynt oraz czyste wódki, chociaż i wino lało się strumieniami także.
Interesujący eksperyment z narkotykami prowadził Witkacy. Polegał on na tym, że Witkacy zażywał dany narkotyk, po czym malował pod jego wpływem, a potem opisywał jak ten narkotyk wpływa na twórczość. Na każdym namalowanym, pod wpływem narkotyku, obrazie (malował głównie portrety), zapisywał informacje- data, narkotyk. Witkacy zapisywał również informacje na dziełach malowanych po alkoholu oraz podczas tworzenia których palił papierosy. Nawet te, powstałe w czasie, kiedy niczego nie zażywał i nie palił, miały odpowiednie adnotacje. Całość wyników tego eksperymentu opisał w zbiorze esejów „Narkotyki”.
Do czego zmierzał Witkacy, tak eksperymentując? Chciał on sprostować krążącą o nim opinię, że rzekomo jest narkomanem, oraz chciał się podzielić swoimi doświadczeniami, dotyczącymi wpływu używek na twórczość artystyczną.
„Kwestia substancji psychoaktywnych korespondowała według niego z nienasyceniem związanym z samym faktem istnienia – skłonność do przyjmowania ich miała zaś wyrastać z tych samych potrzeb, co szukanie w religii, sztuce i filozofii przeżycia metafizycznego. Długotrwałe przyjmowanie tych środków prowadzi jednak do degeneracji wskutek zamknięcia się we własnej, hermetycznej rzeczywistości, czego następstwem jest utrata zdolności do porozumiewania się z innymi. Zaspokojenie w ten sposób uczuć metafizycznych jest więc niemożliwe – przede wszystkim ze względu na to, że prowadzi do przytępienia, a następnie całkowitego zaniku tego rodzaju stanów. Zdaniem Witkacego, po narkotyki mieli też sięgać coraz młodsi ludzie, co miało się przyczyniać do wyniszczania najzdolniejszych jednostek – obdarzonych największą wrażliwością, najsilniej odczuwających owo metafizyczne nienasycenie .”
I jeszcze:
„Witkacy zaliczał do „narkotyków” tytoń i alkohol. Nikotyna miała umożliwiać stworzenie pewnego rodzaju mechanizmu psychicznego stanowiącego „doskonały wstęp” do wszelkiego rodzaju uzależnień. Nałóg ten miał skutkować wyrabianiem postawy charakteryzującej się unikaniem realnych problemów, czego następstwem była dezorganizacja woli. Z kolei alkohol miał pomagać przy tworzeniu pewnych kombinacji w malarstwie i muzyce (w mniemaniu Witkacego zawodził natomiast tam, gdzie potrzeba było najwyżej sprawności w operowaniu pojęciami). Podobnie jak w przypadku nikotyny, nadużywanie alkoholu miało stanowić ucieczkę od odpowiedzialności – co więcej zaś – skutkowało niemożnością adekwatnej oceny i zdolności wartościowania moralnego. Za bardzo niebezpieczną uznawał także kokainę, dostrzegając zagrożenia jakie niesie za sobą nałogowy kokainizm. Przyznawał jednak, że dzięki zintensyfikowaniu rzeczywistości jest ona szczególnie atrakcyjna dla artystów. Sam stosował wyłącznie małe dawki tej substancji, niemal zawsze w połączeniu z alkoholem .
Witkacy opisał również działanie pejotlu- wyciągu z kaktusa. Artysta uważał, że pejotl nie tylko nie uzależnia, ale może być stosowany jako środek wspomagający odwyk od innych narkotyków.
Jak wpływał pejotl na twórczość malarską Witkacego?
„Właściwe
wizje uzyskane po spożyciu kaktusa charakteryzowały się ciągłym
i płynnym przetwarzaniem jednych kształtów w drugie oraz olbrzymią
i szybką zmiennością przekształcanych obrazów (przy jednoczesnym
zachowaniu niezwykłej wyrazistości, a także tej samej ostrości
widzenia na bliskich i dalszych planach). Poszerzyła się także
optyka Witkiewicza – przywidzenia nie tylko objęły całe
widzialne pole, artysta pisał bowiem o odczuwanym przez niego
dziwnym zjawisku „widzenia plecami”. Oprócz tego doświadczał
także „spuchnięcia czasu” – miał wrażenie, że minuty
trwają tyle, co tygodnie. Zwrócił także uwagę na fakt, że
użycie pejotlu niezwykle sprzyja słowotwórstwu. Innym
charakterystycznym motywem wizji pejotlowych było doznanie
spoglądających nań ze wszystkich stron oczu .
Co prawda
doświadczenie pejotlowe nie zrewolucjonizowało twórczości
Witkacego, jednak niewątpliwie pogłębiło ową dziwność, która
miała cechować Czystą Formę w sztuce. Dzięki niemu artysta
rozwinął wątki obecne już wcześniej w jego twórczości.
Właściwe dla omawianych wizji było niezwykłe zagęszczenie
widzianych form i kształtów – w tym potworów, takich jak
zwierzęce hybrydy oraz mieniące się, różnokolorowe węże.
Dorobek Witkiewicza poszerzył się wówczas o motyw głów w locie –
szybujących na skrzydełkach bądź oderwanych całkowicie od
korpusu, przypominających kosmiczny dryf na barwnych smugach. Innym
charakterystycznym malarskim wątkiem są ludzkie głowy wyrastające
z roślin lub zwierzęcych ciał; często skorpiona, jaszczurki bądź
jakiegoś morskiego stworzenia.
W odróżnieniu od innych tego
typu środków, które zdaniem Witkacego „potęgowały
rzeczywistość”, pejotl miał być „narkotykiem metafizycznym”
dającym poczucie dziwności Istnienia. Dlatego wyraźnie wywyższał
pejotl ponad inne substancje psychoaktywne – w jego opinii kaktus
był specyfikiem jakościowo daleko doskonalszym, a podróż do
świata Świętej Rośliny (za jaką uważają go rdzenni mieszkańcy
Ameryki Środkowej) dawała „pewien bezpośredni sposób widzenia
siebie i swoich przeznaczeń, dając po jednorazowym użyciu
drogowskazy na dalekie przestrzenie przyszłości .
Wizyjne działanie uświadamiające, o którym wspomina Witkiewicz w odniesieniu do działania pejotlu, ma związek z podróżą do, jak go nazywa, „własnego Hadesu”. W trakcie szczegółowo opisanego doświadczenia pod wpływem rzeczonego kaktusa, miał on bowiem ujrzeć w spotworniałym wydaniu wszystkie popełnione dotychczas błędy oraz komplet swoich wad. Podczas trwania pejotlowego seansu artysta kilkukrotnie powtarza za Indianami, że rośliny nie można przyjmować w stanie niegodnym i każdy ma takie wizje, na jakie zasłużył – kaktus „każe winnych”. Na wstępie do sporządzanego wówczas protokołu wspomina, że na kilka dni przed rozpoczęciem eksperymentu przyjmował kokainę i spożywał alkohol . Nadmienić należy, że społeczności tradycyjne, w których pejotlu używa się w celach sakralnych, sam akt spożycia Świętej Rośliny poprzedzony jest długim okresem abstynencji i duchowego oczyszczenia.”
Sami przyznacie, że to, co opisał Witkacy o swoich eksperymentach z narkotykami, jest bardzo interesujące.
Mimo, iż Witkacy bronił się przed opiniami, że jest narkomanem, tłumaczył zażywanie używek eksperymentem, to ja nie jestem przekonana do tych tłumaczeń. Jak ktoś zna proces uzależniania się od używek, ten wie, że każdy uzależniony (obojętnie czy alkoholik, czy narkoman, czy seksocholik, czy zakupoholik, czy inny „-holik”) twierdzi, że nim nie jest. U Witkacego sam fakt opisania przez niego wpływu określonego narkotyku na dane dzieło, może być genialnym wybiegiem- usprawiedliwieniem nałogu, w którym najnormalniej w świecie artysta tkwił. A w tamtych czasach ludzie nie znali jeszcze całego procesu uzależnienia, dlatego przyjmowano tłumaczenia artysty jako prawdziwe, ba, nawet uznano je za wartościowe. No.... wartościowe to one pewnie są pod względem procesu twórczego, ale według mnie raczej nie jest to dobry przykład na tworzenie. I jeszcze zaznaczę, że w tamtych czasach te wszystkie używki wchodziły dopiero w obieg, ludzie nie znali ich działania, dlatego łatwo było tłumaczyć nałóg eksperymentowaniem.
Pod wpływem pejotlu.
Przyznam, że obrazy Witkacego do mnie przemawiają. Równocześnie zastanawiam się, czy gdyby nie narkotyki, alkohol i papierosy, tworzyłby na takim samym poziomie jak pod „wpływem”? Czy warto było niszczyć sobie zdrowie, reputację, by zaistnieć artystycznie? A z drugiej strony trudne dzieciństwo, człowiek po przejściach, dekadencki tryb życia... i pewnie to „coś”, co go pchało, by tworzyć nieprzeciętnie, jakaś ambicja, chęć wybicia się, niepokorny charakter- popuszczały hamulce i pchały, by eksperymentować, ryzykować.
Dla mnie to postać kontrowersyjna i nie da się ukryć, chyba najbardziej charakterystyczna w całej polskiej przedwojennej Cyganerii. No może jeszcze Przybyszewski był równie kontrowersyjny, ale z innych przyczyn.
No dobrze, to może dam już spokój Witkacemu, chociaż przyznam, że jest to niezwykła postać w polskiej historii nie tylko sztuki malarskiej ale również w historii polskiego teatru (teatr czystej formy, do którego nie mam przekonania).
Nie tylko Witkacy opisywał swoje doświadczenia z używkami i ich wpływ na twórczość. Tym problemem zajmowali się choćby amerykański ruchu Beat Generation, William S. Burroughs, Jack Kerouac, Allen Ginsberg, ale to już czasy późniejsze, powojenne.
Jakże złudne jest przeświadczenie, że narkotyki oraz alkohol, wzniosą artystę na wysoki poziom artystyczny. Ponarkotykowe oraz poalkoholowe wizje, gorączka, maligna, totalny odlot świadomości, na początku bywają napędem do tworzenia. Potem zaczyna się równia pochyła. To co wspomagało, zaczyna przeszkadzać, mącić, zagłuszać. Artysta traci to, co dla niego najcenniejsze- talent, twórcze spojrzenie na świat. Tylko nielicznym udało się zaliczyć „przygodę” z narkotykami w taki sposób, że zmieniła się ich twórczość artystyczna (np. Witkacy, Ginsberg), wielu oprócz wpadnięcia w uzależnienie, nie zyskało nic. No chyba jedynie czasowe wizje i omamy, których nie zdołali artystycznie uzewnętrznić na tyle, by zachwycił się nimi świat.
Nierzadko tzw. artyście wydaje się, że alkohol czy narkotyk, pomogą mu w tworzeniu dzieł nieprzeciętnych. Ba, często w określonych grupach artystycznych istnieje „moda” na ćpanie i chlanie, bo „świat artystyczny tak ma”. A tu ani ekstra artystycznego przeniesienia poalkoholowej czy po narkotykowej wizji na dzieło/pracę nie ma i być nie może, bo jak się nie ma talentu, jak się nie ma w sobie tego czegoś, tej prawdziwiej duszy artystycznej, która nie potrafi bez tworzenia ani godziny przeżyć (tworzy i świat się wtedy nie liczy, innego życia poza pracownią nie ma), to żadne alkoholowe i narkotykowe „wznoszenia się ponad poziomy” trzeźwego życia nic nie da.
Bo poza używkami w świecie pierwszej bohemy, przede wszystkim, istniała głęboka filozofia negacji, rezygnacji, czarnowidztwa, a tego we współczesnym świecie (poza małymi wyjątkami) nie uświadczysz.
Kiedy czytałam biografie członków artystycznej bohemy, nasuwał się często jeden wniosek- wspomaganie się alkoholem i narkotykami, prowadziło do powstawania dzieł nieprzeciętnych, ale w życiu bardzo często taki artysta był po prostu skur...synem- takimi byli np. Pablo Picasso, Gauguin, Przybyszewski, Witkiewicz, Kantor i wielu innych. To takie artystyczne złoto z góry, a pod spodem świńska skórka. Dobrze, jak wychodził talent i działo się pozytywnie artystycznie, ale ilu by takich, co mierny i w dodatku życiowy dziad (często alkoholik lub narkoman, albo przemocowiec), no ale.... artysta (jestem ponad, jestem wielki, macie mi wybaczać).
To właśnie w czasach Bohemy powstał mit, że artysta, by dobrze tworzyć, powinien się wspomagać, bo wizje, bo lekkość tworzenia itp. I ten mit pokutuje do dziś.
Pozostałe hasła związane z Bohemą (skrócie, bo każde z nich niesie mnóstwo ważnych treści, na które w jednym poście nie ma miejsca)
Modernizm- modern art- umowny okres w dziejach sztuki, który rozpoczął się w połowie XIX wieku, charakteryzował się nowym, awangardowym podejściem do artystycznej twórczości- malarskiej, literackiej, teatralnej, kompozytorskiej a także baletowej-tanecznej.
W malarstwie modernizm obejmuje: impresjonizm, symbolizm (i tajemnica), ekspresjonizm, secesja, fowizm i awangarda. Następuje zerwanie z realizmem malarskim na rzecz awangardowego poszukiwania nowych technik oraz materiałów.
W teatrze sztuki modernistyczne pojawiają się pod koniec XIX wieku. Teatr modernistyczny odchodzi od realizmu obiektywizmu i tradycyjnie pojmowanej intrygi, natomiast pojawiają się symbol, przerysowanie, groteska, deformacja, synkretyzm (łączenie teatru z muzyka, tańcem, malarstwem- tekst staje się zaledwie jednym z elementów sztuki) ważną rolę zaczyna odgrywać ruch, światło, ekspresja sceniczna. W treściach wyraźnie odzwierciedlają się idee dekadentyzmu.W Polsce pojawia się Witkacy z teatrem czystej formy.
W literaturze- odrzucenie pozytywistycznych idei i skupienie się na aspektach wolności twórczej. Za najważniejsze wyznaczniki uznano indywidualność artystyczną, operowanie symbolem oraz niejednoznaczność przekazu. Do głównych tematów należało poczucie kryzysu cywilizacji europejskiej. Koniec wieku narzucał rozliczenie się z przeszłością i poszukiwanie nowych rozwiązań. Treści utworów uzupełniano tematyką mistyczną, fantastyczną oraz opisywaniem zjawisk wykraczających poza ludzkie rozumienie. Ponownie, po epoce romantyzmu, na pierwszym planie znalazły się opisy ludzkich uczuć i emocji. I dotyczyło to zarówno dramatu, jak i poezji oraz powieści.
W muzyce modernizm charakteryzował się odejściem od romantyzmu. Zmienia się również źródło poszukiwań. Moderniści inspiracji szukają w technice, w życiu codziennym. Odchodzi się o tradycyjnej linii melodycznej na rzecz porwanej frazy, statyki, sekwencyjności, czy snucia motywistycznego.
Mały wtręt- jestem osłuchana w muzyce różnych epok i w różnych gatunkach muzycznych, ale muzyki modernistycznej oraz postmodernistycznej za chiny nie pojmuję (zresztą trudno coś w niej pojąć) i jak nie muszę, to uciekam od niej jak tylko mogę najdalej. Te wszystkie a tonacje, zawieszenia na jednej nucie, dysonanse, dysharmonia... no.. posłuchajcie Pendereckiego lub Strawińskiego Lutosławskiego albo jeszcze innego modernistycznego muzyka, to zrozumiecie, o jakiej muzyce mówię.
Dandysizm/ dandyzm- noszenie się w sposób elegancki, dbałość o strój jako wyraz buntu przeciwko szarej mieszczańskiej rzeczywistości. Dandysi nosili przesadnie kolorowe stroje oraz przestrzegali przesadzonej, nieraz karykaturalnej etykiety. Początkowo kolorowe stroje łączono z artyzmem, niejako obyciem ze sztuką, potem ruch zaczął przybierać formę pozbawioną artystycznego pierwiastka, co spowodowało banalizację całego nurtu.
Moja dygresja- kiedy studiowałam, na uczelni studiowali również przyszli nauczyciele muzyki i plastyki. Uważali się za artystów i starali się to podkreślać swoim ubiorem. Wiecie takie szaty powłóczyste, szale, płaszcze do łydki, jakieś wstążki we włosach, wisiorki, bransoletki, chusty, katany.... do tego rulony pod pachami, gdzieś pędzel wystawał z lnianego wora, no fakt barwni byli. Jakoś tak się utarło w świecie artystycznym, że koniecznie, ale to koniecznie trzeba podkreślić, choćby ciuchem swoją odrębność. Nieważne, że artysta mierny, mizerny, ale barwnym ptakiem z wierzchu jest. I oni doskonale w to artystyczne przeświadczenie wpisywali się
Jednak w tym samym czasie większość studentów ubierała się niebanalnie, bo takie były czasy, że trzeba było ciuch samemu kombinować, a i duch ogólnoartystyczny panował choćby na moim kierunku, który był bardzo związany z kulturą oraz sztuką, toteż na naszym kierunku nie brakowało oryginalnych strojów. No cóż, życie bywa brutalne i nasi artyści na kierunkach artystycznych po otrzymaniu dyplomu spadali na ziemię- szli uczyć dzieciaki do podstawówek, a na grzbiet wkładali bardzo praktyczne odzienie. Ale 4 lata mogli uchodzić za ludzi, którzy niebawem wkroczą w wielki świat sztuki i będą mieli ogromne wernisaże.
Kawiarnie artystyczne- miejsce spotkań artystycznej bohemy, w których prowadzono dyskusje o literaturze, malarstwie muzyce i polityce. Toczono spory, bratano się i odkrywano nowych twórców.
W takich miejscach rodziły się nowe idee artystyczne, były one też przestrzenią inspiracji. W kawiarniach artystycznych organizowano również mini wystawy, poeci deklamowali swoje utwory. Było to miejsce rozrywki- tańczono, śpiewano, pito alkohol i zażywano narkotyki do utraty przytomności.
W Paryżu najbardziej znane to Les Deux Magots, Cafe de Flore, oraz kabaret Moulin Rouge, gdzie również spotykali się artyści, by się przednio zabawić.
W Berlinie miejscem spotkań bohemy berlińskiej była Gospoda „Pod Czarnym Prosiakiem”- w niej spotykała się niemiecka i skandynawska cyganeria (Strindberg, Dagny Juel, Edvard Munch, a także bywał tam Stanisław Przybyszewski).
W Krakowie centrum spotkań bohemy polskiej były kawiarnie Paon (Pod Pawiem) oraz Jama Michalikowa, w której działał „Zielony Balonik”. W okresie międzywojennym dołączyła do miejsc spotkań bohemy kawiarnia Esplanda.
W Warszawie artyści spotykali się w kawiarni „Pod Picadorem”, później również w „Małej Ziemiańskiej”
I jeszcze dla porządku kawiarnie wiedeńskie- miejsce spotkań cyganerii wiedeńskiej- Café Griensteid, l Café Central, Café Sperl
Café Schwarzenberg oraz kawiarnie artystyczne w Pradze:Café Slavia, Café Savoy, Café Louvre.
I to byłoby na tyle, jeżeli chodzi o Bohemę. Oczywiście w ogromnym skrócie. A kto dotrwał do końca może obejrzeć to
Natomiast o eksperymentach Witkacego z używkami można przeczytać tu:
https://witkacy.eu/wp/eksperymenty-halucynacyjne-w-kulturze-i-sztuce-stanislaw-ignacy-witkiewicz-i-beat-generation/
Inne źródła:
https://www.wandea.org.pl/dekadentyzm-dekadenci.html
https://culture.pl/pl/artykul/cyganeria
