środa, 16 września 2015

A co to jest ta polskość?


  Już dawno nie spotkałam się z tak trafnym opisem. Mogę tylko żałować, że jest to smutne i przerażające. I znalazłoby się jeszcze sporo przykładów nie przynoszących chluby Polakom

Grzegorz Stompor pisze:

 "ENE
W ostatnią sobotę w wielu miastach Polski odbyły się manifestacje poparcia dla idei przyjęcia uchodźców do naszego kraju. Byliśmy na manifestacji warszawskiej, która zgromadziła kolorowy, entuzjastyczny tłum wolnych od uprzedzeń, otwartych na nowe doświadczenia kulturowe ludzi. Przemowy, chorągiewki, plakietki. Petycje, transparenty, bębny. Kilkadziesiąt uścisków dłoni, rozmowy prowadzone z uśmiechem na twarzach, inteligentne żarty, skupienie na przekazie dobiegającym ze sceny. Przyjemny standard lewicowych zgromadzeń. Przeciskając się przez tłum po raz en-ty, pomyślałem o kolorach, o kolorowych parasolkach, kolorowych chustkach, szalach i twarzach. Jaki miły widok. Dotarło do mnie również, że nigdy nie rajcowały mnie bojówki moro i khaki, glany z białymi sznurowadłami i czarne flyersy.
No właśnie, w tym samym czasie przez stolicę przetaczała się demonstracja przeciwko imigrantom (i uchodźcom zapewne też, gdyż prawicowe media i grupy społeczne nie wprowadzają tego, jakże znaczącego przecież, rozróżnienia). Prawdziwi Polacy wyryczeli w pochmurne warszawskie niebo sporo ciekawych haseł, łącznie ze sławiącymi infrastrukturę obozów koncentracyjnych oraz proponującymi przy okazji rozwiązanie palącego problemu „pedalstwa”, no bo przecież czemu by nie połączyć tych dwóch ważkich kwestii. Dostało się uchodźcom, lewakom, gejom, wszystkim po równo, wszystkim według potrzeb.

DUE
W mediach odbywa się obecnie istny karnawał polskości, odmienianej przez wszystkie przypadki. Szaleją politycy i dziennikarze. Tłumy spijają sobie polskość z ust. Wyrażenie wątpliwości w odniesieniu do polskości, wskazanie jakiejś drobnej ryski na świętym obrazie, oznacza rychłe wykluczenie, napiętnowanie, śmierć powolną (zero wiadomości na fejsbuku) lub gwałtowną (glan). Za każdym więc razem, gdy słyszę o ochronie polskości przed napływem dzikiej zgrai z innego kręgu kulturowego, zadaję sobie pytanie, czymże właściwie ta polskość jest. Polskość, której musimy bronić, którą należy czule pielęgnować kremem nieprzepuszczającym zgubnych dla gładkości naszej polskości wpływów powietrza o obcym kolorze i zapachu (obcy smak ewentualnie może być, w końcu Łysy, Gruby i Seba lubią wsunąć kebsa po akcji), wznosić achy i ochy nad pucołowatą polskością leżącą w kołysce ozdobionej łowickimi malowankami, żyć i umrzeć dla polskości, która z nadania boskiego wyrosła na Tej Ziemi.
Po powrocie z manifestacji usiadłem przy stole, za oknem wiatr smagał złoty kłosów łan, aura nie zachęcała więc do dalszych wieczornych eskapad. Zastanowiłem się pokrótce nad cechami charakterystycznymi wspomnianej polskości. Sięgnąłem pamięcią głęboko w przeszłość i powoli dostrzegłem pewną postać, zrazu rozmytą, z czasem coraz bardziej wyraźną. Kimże ta panienka? Moja ci ona? Oto, co mi wyszło:
ą) Minister edukacji herbu „proszem paniom” usuwający Gombrowicza z listy lektur, z czystej złośliwości chyba, a może tak całkiem przez przypadek? Gombrowicz by się uśmiał.
ć) Dwaj kolesie w małej jadłodajni w Cambridge, rozprawiający w niebogłosy i po polsku o tym, co zrobiliby z obsługującą ich barmanką, jakie wyszukane techniki seksualne zastosowaliby wobec niej, w końcu kwitując brak zainteresowania z jej strony stwierdzeniem „lesba”, „irlandzka k****”.
dź) Kibice (wielbiciele sportu) wpadający z koleżeńską wizytą na turniej piłkarski nastolatków (czyli wedle prawa wciąż dzieci) i wprowadzający zmiany w regulaminie, przekształcając wydarzenie w zawody bokserskie. Jednostronne.
ż) Studenci, pracujący, licealistki w przyjacielskiej rozmowie przy kawiarnianym stoliku: „Bo wiesz, to pedalskie jest. Tak, to pedalstwo jest pedalskie. A tamto ciapate pedalstwo jeszcze bardziej pedalskie. Pedaliada się tu odbywa. Cristiano Pedaldo. Conchita Pedał. Szmata, dziwka, k****, lesba. Pokaż smartfona. Chodźmy coś wszamać”.
rz) Poznany na imprezie gość, mówiący coś w stylu (cytat niedosłowny): jak myślę o tych darmozjadach, bezrobotnych, bezdomnych, co to im się nie chce do roboty iść, co żerują na MOICH PODATKACH, to mam ochotę ich wszystkich zabić. No wziąć giwerę i zabijać.
ó) Rower ukradziony akurat tu pewnemu człowiekowi, który na tym rowerze przejechał cały świat.
ę) Mężczyzna w średnim wieku, oglądający transmisję obrad sejmu i podsumowujący wystąpienie jakiegoś polityka stwierdzeniem: „to wszystko Żydy są”; kobieta w średnim wieku, deklarująca się jako zwolenniczka lewicy, przerzuca strony gazety, gdy nagle doznaje epifanii: „to Żydów wina!”; była dyrektorka szkoły, polonistka, kwitująca potok informacji usłyszany w radio: „to Żydostwo się panoszy”.
dż) „Nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka / Niemców nienawidzę od dziecka”
ź) Bójka polskich i rosyjskich kibiców przed meczem obu drużyn podczas Euro 2012.
ł) Protest przeciwko pochowaniu Czesława Miłosza na Skałce kontra Wawel dla „poległego” w nierównej walce z samolotem prezydenta.
ń) „Tu jest Polska, nie Bruksela / tu się zboczeń nie popiera” oraz „zakaz pedałowania”, a także swasta jako „hinduski symbol szczęścia”.
ś) „Degeneraci, dewianci, zboczeńcy i pedofile chcą zniszczyć religię, rodzinę i podważyć prawo naturalne. Nie uda się!”; „Kazałbym rodzić nawet własnej żonie po gwałcie”; „To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów, to jest kobietą”; „Gross i opierający się na jego tezach Kwaśniewski kontynuują ubecką linię oskarżeń wobec Polaków. Ich stanowisko nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani z analizą historyczną. Jest politycznym oszczerstwem wymierzonym przeciwko Narodowi Polskiemu”; „Jesteśmy krajem, który może się przyczynić do reewangelizacji Europy. I to jest właśnie nasza misja. Smoleńsk jest pewnym znakiem”; „Kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym”; „Nawet w obozie Auschwitz-Birkenau nadawano więźniom numery obozowe”; „By oszczędzić ludzkości kolejnych konwulsji, musimy jasno i stanowczo powiedzieć naszym kobietom, starcom i dzieciom: My tu rządzimy! Żadnych eksperymentów! Żadnego „współdecydowania” w rodzinie! (…) Panowie! Zachowujmy się odważnie, po męsku!”; „Polska przywróci Europie normalność. Stąd wyjdzie impuls do oczyszczenia Europy. Będziemy wałem przeciw nawale dewiacji”; „Kłamstwo konopnickie mogłoby być tak samo karalne jak kłamstwo oświęcimskie”; „Pisanie o więzieniach CIA w Polsce to zaproszenie dla Al-Kaidy”; „Po pierwsze, to jak można prostytutkę zgwałcić?”; „Prawdziwy mężczyzna to wrażliwy wojownik. Średniowieczny rycerz, którego życie wypełnia walka o ideały, służba Bogu, królowi i biednym. Zmaga się wewnętrznie, ale w sprawach ważnych jest twardy jak skała. Jego ręka nie drży, gdy zadaje cios”; „Chorzy na AIDS to przede wszystkim zboczeńcy i narkomani. Oni na ogół sami sobie są winni… Na Zachodzie homoseksualiści już wywalczyli sobie ogromne przywileje. Ja się z tym nie zgadzam i nigdy nie uznam prawa nakazującego traktować zboczenie jako norm.”; „JOW”. Nazwiska przyporządkujcie sami. Nagród nie przewidziano.
A to dopiero wierzchołek góry lodowej! Im dłużej myślałem, tym większe przerażenie mnie ogarniało. A przed oczami przeskakiwały obrazy przypominające mi o całkowicie ignorowanej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych – jednego z niewielu chlubnych wydarzeń dwudziestego wieku – myślałem o sprzeniewierzeniu się ideałom Solidarności, o rozmienieniu na drobne kapitału społecznego, o całkowitym zniszczeniu przemysłu, o opchnięciu całych linii produkcyjnych za bezcen, o sprzedaży wszelkich możliwych kawałków państwowego kapitału, o żenująco niskich podatkach, o kolejnym politycznym „zbawcy”, który chce je jeszcze bardziej obniżać, o analfabetyzmie historycznym, o antysemityzmie, o pogromach, o szmalcownikach, o całkowitym demontażu linii kolejowych i połączeń międzymiastowych, o topolach na poboczach wąskich i dziurawych dróg lokalnych, o mężczyznach wychodzących z kościoła i idących do domu odreagować stres poprzez pobicie żony/matki/córki/partnerki lub kopnięcie psa, o ofercie programowej telewizji publicznej, która, od lat leżąc zagrzebana w mule, przejęła rolę tabloidów.
Myślałem również o sprzedawaniu mieszkań wraz z lokatorami, o wszechobecnych reklamowych szmatach, bilbordach, kampaniach reklamowych usiłujących mnie przekonać, że dopiero wtedy będę sobą, gdy kupię dany produkt, o okropnej jakości powietrza, o zerowej świadomości ekologicznej, o zbyt szerokich ulicach i braku podjazdów dla niepełnosprawnych, o turbo-indywidualizmie podsycanym od małego, gdy wchodzimy w szkolne mury i zaczynamy rozwiązywać testy, testy i wciąż testy o średniowieczu i królu ćwieczku, zamiast uczyć się wspólnego rozwiązywania problemów i historii współczesnej. Wreszcie po studiach wkraczamy na rynek pracy jako gotowy, ociosany produkt-robot, wypełniający bez szemrania polecenia krzyczącego szefa w korporacji/banku, dającej_ym ułudę szczęścia, gdyż „benefity są, karta fitness jest”… Polskość wytrwale atakuje mnie ze wszystkich stron, osacza, miętosi, przeżuwa i doprowadza do histerii. I jeszcze na wszystko patrzy ten wszechobecny bóg i Maryja, oboje w roli ściereczki służącej do wycierania sobie gęby po każdej niegodziwości, którą czynimy. W niedzielę tak czy owak dostaniemy rozgrzeszenie.
LIKE
A może ta polskość jest po prostu jakimś rodzajem dekonstrukcji? Pilną, lecz mało pojętną uczennicą Jacques’a Derridy. Demontażem, rozmontowaniem, likwidacją, wymazywaniem. Cudowną meliną zamieszkałą przez dzieci umarłych. Polskość, czyli zestaw prostych rozwiązań, takich jak nazwanie ulicy czy ronda imieniem jakiegoś batalionu, zapominając o żyjących na skraju ubóstwa starszych ludziach, czy w imię krótkoterminowych celów poprowadzenie 200 tysięcy ludzi na rzeź. Tu nie myśli się długofalowo. Ma być efektownie, mają być fajerwerki, jak na koniec każdej imprezy plenerowej.
Polskość przypomina mi siedzenie na ławce wiaty przystankowej we wsi, do której i tak nie przyjeżdża już żaden pekaes, a następnie, pod koniec dnia, po zamknięciu sklepu, w imię zgaszenia frustracji, podpalenie tej wiaty i urżnięcie się kolorową wódką przed snem. Dla polskości dobro wspólne jest niczym. Liczę się ja, moje żądze i ambicje, a reszta przeznaczona jest do zniszczenia.
Przeciwnicy powiedzą, że tak jest wszędzie. Ale mnie interesuje i mierzi, że to właśnie tu. Wielu w niecenzuralnych słowach nakazałoby mi emigrację. Hola, hola, skoro już mam polskie obywatelstwo, to mam takie samo prawo do zajęcia miejsca przy tradycyjnym stole, na którym czeka nakrycie dla zbłąkanego wędrowcy. Wielu powie, że ten stan jest mroczną spuścizną komunizmu. Odpowiedziałbym raczej, że problem tkwi znacznie głębiej: w dwudziestoleciu międzywojennym, niesłusznie sławionym jako oaza demokracji (zamach majowy, Bereza Kartuska, getta ławkowe, ktoś pamięta?). Jeszcze głębiej, w czasach zaborów, które nauczyły nas, że przegrane powstanie, to wygrane powstanie oraz że jesteśmy ciągle bici i poniżani, ale kiedyś się odegramy, bo myśmy wybrani, myśmy Winkelriedem, przedmurzem! W czasach szlacheckich, w liberum veto i popuszczaniu pasa, w niewolnictwie pańszczyzny, w uprzywilejowaniu garstki społeczeństwa kosztem 99%, w panu, wójcie i plebanie. Najgłębiej, w bitwie pod Grunwaldem, w mocarstwie od morza do morza. W naszych snach o potędze, w których każdy jest szlachcicem, panem na włościach, więc rąk nie pobrudzi sprzątaniem po swoim psie. W naszych snach o trzymaniu pod oficerskim butem Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Czechów i Słowaków, o panowaniu na Kremlu (To my! To my! Jako jedyni!), o tych cholernych Inflantach, co to z rąk do rąk przez stulecia, o biciu Turka pod Wiedniem. Oto polskość osiągająca swój orgazm.
FAKE
Tymczasem schowałem dumę narodową i wróciłem do magazynu. Po pracy pójdę do polskiego sklepu po kiełbasę i pierogi. Siądę przy kompie, wrzucę kilka namawiających do przestępstwa komentarzy na forum, pogadam z ziomalami z oeneru, napiję się taniego piwa. Żyję w UK już osiem lat, ale języka się nie nauczyłem, bo i po co. Nie będę przecież siedział na tym zgniłym zachodzie do śmierci, byleby tylko kaskę zarobić. A jak wrócę do kraju, na dyskotece znajdę sobie jakąś fajną blondynę, pobuduję dom obok domu rodziców, kupię duży samochód, otworzę jakąś firmę, zostanę przedsiębiorcą! Po co komu książki, biblioteki, skoro pieniądz jest, skoro plazma jest i skórzana kanapa, skoro żonka obiad podaje…edukacja jest dla frajerów. A klasa polityczna na to: „Dobrze myślisz, o to nam chodzi! Wolny rynek rozwiąże wszelkie twoje problemy!”
P.S.
Podsumowując, proszę nie ulec wrażeniu, że jest to artykuł satyryczny. To nie jest artykuł satyryczny. To bardzo smutny, szaro-bury jak bojówki moro, pozbawiony nadziei wszelakiej skan rolki filmu dokumentalnego, który kręcę codziennie, od wielu lat, o tej niedającej spokoju, gryzącej, uwierającej niczym za ciasne rajstopy w dzieciństwie, wszechobecnej, wdzierającej się w płuca niczym smog polskości. Nie takiej polskości chcę bronić. Nie o taką polskość walczę."

 http://codziennikfeministyczny.pl/polskosci-polskosci-cozes-ty-za-pani/



68 komentarzy:

  1. Przeczytałam chociaż dużo i gęsto :). Wnioski? Krótko można by powiedzieć że są ludzie i ludziska, tyle że ludzisków coraz więcej gdzieś znika ludź. Empatia z rodzin gdzie nie ma rozmów nie ma bajek, czytanych dzieciom, wzmacniania ich potencjału intelektualnego też nie ma, bo nie mają go rodzice, nie ma w szkole u nauczycieli. Dzieci trzeba uczyć a kto ma robić, babcie prowadzący do kościoła i uczące się przeżegnać i mruczeć na pamięć modlitwy? Więc rośnie pokolenie przygłupów dla których piwko, seks, dobry sprzęt typu telefon najnowszy komp czy samochód są ważniejsze od życia, ich własnego życia od jego jakości. Dobrze że są ludzie że jeszcze nie giną w masie ciemnej masie. Pozdrawiam
    Elka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie empatii w rodzinach, w których wszyscy na wszystko i wszystkich warczą, w których rodzice narzekają na nauczycieli, sprzedawców, pracodawców, a za kierownicą na innych kierowców, a w ogóle to co ta baba pcha się na pasy, a ten kretyn znowu zastawił przejście. No i ci muzułmanie chcą nam kraj zabrać... jak żyć panie premierze, jak żyć?
      Rodzice odraczają dzieci, zostawiają je w przedszkolu z dziećmi o rok młodszymi- cofają je w rozwoju, bo tak im wygodnie, bo jeszcze jeden rok można dzieci zostawić do 16 w przedszkolu, a tak trzeba by było zająć się dzieckiem- zadania odrobić razem z nim, na wywiadówki chodzić, włączyć się w życie szkoły, posłuchać opowieści, co wydarzyło się w szkole. Babcia?Te bardziej nowoczesne jeszcze pracują, te mniej- sama piszesz.
      Dzieci zamiast korzystać w szkole z uspołeczniania, łapania wiedzy-nudzą się w przedszkolach, bo już "program przerobiły" ( a umysłowo są na poziomie takim, że śmiało mogły do szkoły pójść) , a potem w domu, bo nadal traktowane są jak przedszkolaki. Roszczeniowi, infantylni rodzice, wychowują roszczeniowych, infantylnych smarkaczy. Sami rodzice, coraz gorzej wyedukowani, nie czytają, a wchłaniają tylko papkę, którą sączy im w mózgi ogłupiająca telewizja i jeszcze głupszy Fejs. Stąd potem nie mają własnego zdania, własnych przemyśleń i jak papugi powtarzają cudze argumenty jako swoje, nawet ich nie rozumiejąc.
      Nawet się nie silą na zrozumienie drugiego człowieka. Stąd tylu rasistów, seksistów i szowinistów w naszym społeczenstwie

      Usuń
  2. Trzeba bronic polskosci! Najlepiej przy pomocy amerykanskiego latajacego demobilu.
    Bronic francusko-angielskich supermarketow, niemieckich bankow i prasy, shopow, butikow, autostrad wybudowanych za unijne i calej reszty tak bardzo polskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stop- dostajemy dotacje na takich samych prawach jak i inne kraje. Tu nie czepiałabym się, ale marketów i innych zachodnich "gadżetów' to i owszem- bardzo to "polskie' wymagające obrony.
      Panterko- Polacy mentalnie są sto lat za łopicami i uważają, że ta zaściankowa mentalność, to jest ich ta wielka polskość.

      Usuń
    2. :):):):):) łopica- gwara cieszyńska+małpa. Sto lat za łopicami- prymitywni, na wczesnym etapie rozwoju:)

      Usuń
  3. Bronić polskości to przede wszystkim bronić STARCZEJ DEMENCJI i tyle.Cała Europa jest chora na demencję starczą, ale Polacy chorują jakoś szczególnie mocno, bo zupełnie zapomnieli o przyczynach swoich nieszczęśc/niepowodzeń i w końcu o przyczynach potopu islamskiego im.AngeliMerkel.cdn Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w wielu sprawach objawia się ta demencja. Obawiam się, że i podczas wyborów zaszaleje, a skutki jej będą opłakane.

      Usuń
  4. na temat uchodźców /oraz imigrantów/ to już mi się nie chce... ale powiem tylko tyle, że choć uchodźca to szczególny rodzaj imigranta, który różni się od imigranta "za chlebem lub/i wolnością", to przeważnie nie jest to takie proste odróżnić jednego od drugiego... coś o tym wiem na przykładzie Ukraińców, którzy się przewinęli swojego czasu przez mój dom... ileż ja się nie nasłuchałem ich historii... nie było takiej odległości językowej i kulturowej, jak w przypadku "beżowych", łatwiej było pojąć ich problemy i dogadać się... mimo to nawet z nimi nie potrafiłbym do końca rozstrzygnąć, który z nich jest takim "prawdziwym" uchodźcą, prawdziwszym od prawdziweja... sam też miałam kiedyś, kiedyś tam krótki epizod, gdy w Wiedniu świrowałem "uchodźcę", więc znam ten temat i od takiej strony... tak więc, choć czasem trudno zaakceptować wiele ludzkich postaw w stosunku do obecnych przybyszów, to staram się je zrozumieć... de facto, to my tu mamy komfort psychiczny, bo nikt się do Polski nie pali, jak do tej pory i można sobie poteoretyzować na pełnym luzie... prawdziwy problem mają ludzie tam, gdzie te tłumy ludzkie istnieją realnie i nie ma czasy na debaty o pierdołach, tylko COŚ trzeba konkretnie robić...
    rozgadałem się, więc na temat głównego meritum będzie trochę później...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę u miss, co o tym sądzę. Chodzi mi o to, że można mieć obawy, ale swój strach i protest należy wyrażać jak człowiek, który rozumie tę drugą stronę, niemniej nie zgadza się. A większość Polaków obraża, pluje na nich, pokazuje tylko te złe strony używając wrednego języka.
      Jeżeli ktoś protestuje używając chamskiego języka, staje na równi z kibolami, a jego argumenty nie są przekonujące.

      Usuń
    2. wczoraj widziałem migawki z granicy serbsko - węgierskiej i choć to tylko migawki, to wychodzi na to, że ci przybysze /uchodźcy, imigranci, mniejsza o nazwę/ zaczynają się robić roszczeniowi... co ma prawo nie nastrajać do nich pozytywnie...
      ale zostawmy już to...
      co do meritum, to rzeczywiście autor napisał niezłą syntezę różnych zjawisk, które miały i mają miejsce, a które Polakom rzeczywiście zbytniej chluby nie przynoszą... tylko jest jeden drobiazg... truizmem jest stwierdzenie, że taki artykuł można by napisać o każdej nacji... więc zachodzi pytanie, czy my sami psiocząc na Polaków /jako zbiorowość/ nie wpadamy w pewien polonocentryzm?... no zaraz, ale "polonocentryzm" to dobrze, czy źle?... kolejne pytanie to, czy ten polonocentryzm to integralna cześć "polskości"?... i tu kółko się zamyka, bo wracamy do pytania zawartego w tytule Twojego tekstu... ja odpowiedzi nie udzielę, zbyt mało mi to słowo jest potrzebne na co dzień, właściwie wcale, by tworzyć sobie problem z próby werbalizacji jego definicji, wystarczy mi mgliste, nieokreślone, intuicyjne jego rozumienie...

      Usuń
    3. Póki co, to właśnie takie 'typy" maja największe przebicie. Są charakterystyczne, krzykliwe nie liczące się z niczym i nikim, łatwo poddają się modom i wpływom, dają sobą łatwo manipulować. Zachowują się w myśl hasełka TKM. Przy czym większość nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że są niechlubną częścią społeczeństwa.
      Nad sprawą polskości nie zastanawiałam się, bo ja mam swoje jej wzorce. których się trzymam. Artykuł mnie zainteresował jako obraz socjologiczny. Niestety, nie mam dobrego zdania o Polakach, chociaż z drugiej strony uważam, że mamy prawo do swoich słabości jak każdy naród.

      Usuń
    4. ja mam w ogóle fatalne zdanie o całym gatunku ludzkim, a co dopiero o Polakach... chyba jedyną nacją, którą darzę pewną sympatią są Indianie andyjscy /Peru, Ekwador i takie tam/, ale to jest w sumie idiotyczne, bo jest to nieuprawniona ekstrapolacji serii pozytywnych doświadczeń z nimi...
      zaś Polacy za granicą to jeszcze osobna bajka... po doświadczeniach w Wiedniu, gdy potem wyjechałem do Norwegii trzymałem się od Polaków z daleka, ale szybko się okazało, że niesłusznie... tak naprawdę, może istnieją jakieś "cechy narodowe" grupy ludzi pochodzących z jednego kraju, czy regionu, ale generalną zasadą jest indywidualne podejście do każdej nowo poznanej osoby, zaś takie sprawy, jak narodowość są co najwyżej drugorzędne... stąd może jest mi tak trudno sprecyzować, na czym ta cała "polskość" polega, co jest jej istotą... po prostu nie rozumuję w takich kategoriach...

      Usuń
    5. Cały czas odnoszę wrażenie, ze jeżeli chodzi o muzułmanów to0 wszystkim przeszkadza ich wiara i jej prawo. A przecież są diaspory żydowskie, które jakoś mniej wadzą. Są w Polsce prawosławni, którzy tez nie przeszkadzają. Wszystkie te grupy przestrzegają swoich obrzędów religijnych w obrębie swoich społeczności. Co komu przeszkadza, że muzułmanka będzie nosiła burkę, czy chustę na głowie?Nie sądzę, żeby w Polsce wprowadzili szariat.
      Najbardziej mnie wkurza ze traktuje się ich jak motłoch, pokazuje wybiórczo sceny, traktujące rzekomo o ich "niewdzięczności"

      Na samym początku8 wszystkie stacje obiegła scena, w której żołnierz węgierski podaje przez okno do pociągu butlę z wodą, a "niewdzięczny" muzułmanin wychodzi z tą sama butla z pociągu i wyrzuca ją na szyny. Oburzenie nie miało granic- jak to my im dobrze, a oni marudzą?
      Według Europejczyków, to oni powinni schylić głowy i przyjąć wszystko, co im się daje, Fakt, ale...Jeżeli daje się pomoc, to nie można zachowywać się jak panowie życia i śmierci. A może ten żołnierz, podający przez okno butlę z wodą powiedział np: "Masz, pij ty psi muzułmański synu i spier...j do siebie", a może on jeszcze w inny sposób naruszył godność tego imigranta? Łatwo się mówi, kiedy nie jest się w ich skórze. To są ludzie ze swoim honorem. Większość z nich, gdyby nie musiała uciekać, siedziałaby na swoich śmieciach, których się ciężko dorabiali, w swoim kraju, w którym nie są zdani na łaskę i niełaskę obcych, gdzie nikt ich nie poniża, bo są u siebie.

      Wiesz co, cała ta historia podważyła moją wiarę w człowieka, jako takiego, a w Polaków jeszcze bardziej.
      Mimo, że rozumiem obawy, uważam, że tym razem przekroczyli w granice nietolerancji i braku zrozumienia.

      Usuń
    6. Nie czuję potrzeby definiowania pojęcia "polskości".Też bym chciała,byśmy byli lepsi,mądrzejsi,bardziej życzliwi wobec drugiego człowieka ,nawet,gdy on jest Arabem,Niemcem,Żydem:)) Niestety,jesteśmy tacy sami jak wszystkie inne nacje.Zachowujemy się w myśl zasady - "moja chata z kraja" - ja mam dobrze, a inni niech spadają:) Podpisuję się pod tym,co napisałaś na temat uchodźców.Jakoś nikt nie chce pamiętać,ze emigrujący z PRL-u w czasach Solidarności i stanu wojennego Polacy,tzw.uchodźcy polityczni najczęściej emigrowali z przyczyn ekonomicznych.Też byli w obozach przejściowych i mieli delikatnie mówiąc ..nienajlepszą opinię:) To był element mocno roszczeniowy,pijący,prostytuujacy się.Wiadomo,nie wszyscy:)
      Zachód pomagał nam po wojnie,jak i w czasach stanu wojennego.Dostawaliśmy miliony paczek z żywnością..Zredukowano nasze zadłużenie,otrzymywaliśmy pożyczki z Banku Światowego Funduszu Walutowego.Jakkolwiek daleka jestem od umniejszania naszego,polskiego wkładu,naszej inwencji,pracy,to myślę,że bez pomocy nie bylibyśmy dziś w miejscu,w ktorym jesteśmy.Dlatego tym bardziej postawa,jaką prezentuje prawica i cześć społeczeństwa,jest dla mnie nie do przyjęcia.

      Usuń
    7. @Mija...
      nie mylmy tzw. "zrzutów" i pomocy na szczeblu państwowym ze stosunkiem do samych przyjezdnych Polaków... tu było naprawdę gęste sito oddzielające faktycznych uchodźców /takich z nożem na gardle/, imigrantów zarobkowych i turystów... ja pominę już kwestię, że nieco inna była sytuacja, zanim Polacy dostali paszporty "do szuflady", inna później... ale nawet wtedy, gdy ktoś się przedarł w tych wcześniejszych czasach, też się z nim nikt nie pieścił...

      @Jaskółka...
      migawki medialne to tylko migawki, nie pokazujące całokształtu, tu masz rację... ale wiesz, gdy zobaczyłem /chyba wczoraj?/ ten napis na kartce, którą machał któryś z przybyszów "nie chcemy jedzenia i wody, chcemy otwarcia granic", to sobie pomyślałem, że komuś się w dupie porąbało solidnie... niestety odebrałem to jako mocno roszczeniową postawę, a w takich przypadkach odechciewa mi się pomagania takiej osobie...
      a tak przy okazji, to mam taką dodatkową refleksję, że ci "ekonomiczni" emigranci cholerną krzywdę robią tym faktycznym uchodźcom... bo niestety taka jest prawda, że mogę się mądrzyć /i mądrzę/ na temat indywidualnego podejścia do człowieka, ale gdy ma się do czynienia z tłumem, to inaczej to wszystko zaczyna działać... i w samym tłumie, i w głowach ludzi, którzy muszą to jakoś ogarnąć... na podany przez Ciebie przykład z żołnierzem i wodą można jeszcze patrzeć od innej strony, że na przykład cofnęli mu urlop, czy zalegają z żołdem, on sam nie ma się np. gdzie umyć, a z domu dostał wiadomość, że jego małe dziecko złamało nogę... rzecz jasna to go wcale nie usprawiedliwia, jeśli nawrzuca "ch...ów" takiemu przybyszowi, ale tu nie chodzi o usprawiedliwianie, lecz o zrozumienie tej całej skomplikowanej i bardzo dynamicznej sytuacji...
      ...
      p.s. od jakiegoś czasu w niektórych rozmowach zacząłem używać słowa "przybysze", zamiast "uchodźcy" czy "imigranci" i mam komfort psychiczny, bo nie trzeba sobie łamać głowy "who is who" :)...

      Usuń
    8. Mijo- postawa prawicy rzecz jasna i dla mnie jest nie do przyjęcia. Jestem za pomocą, ale..".cokolwiek robisz czyń mądrze i wyczekuj końca" . Tu coś się wymknęło spod kontroli :(

      Usuń
    9. @An-Ka...
      exactly, "wymknęło się spod kontroli"... zjawisko stało się może nie tyle masowe, co skomasowane, stężone i ilość przeszła w nową jakość /tu nieboszczyk Marks ma rację/... zaczynają dominować "mob rules" i rzeczywiście można się pogubić... przyznam, że o ile na poziomie pewnych szkicowych pryncypiów zdanie mam niezmienne, to na poziomie detali zmienia mi się ono po kilka razy dziennie w miarę napływania nowych /bardzo fragmentarycznych zresztą/ informacji...
      a pamiętajmy, że sprawa nie dotyka nas /mieszkańców Polski/ bezpośrednio... Węgrzy i Chorwaci to mają dopiero problem... my go będziemy mieli dopiero, gdy zacznie powstawać nowy szlak przez Rumunię, Słowację, Ukrainę...

      Usuń
    10. No właśnie-ta liczba ciągle rosnąca. Czegoś nie rozumiem, to już jak najazd. I ci młodzi mężczyźni...Nie bronią kraju, dobytku, bliskich?
      Faktycznie coś się wymknęło spod kontroli.
      @Pe.. nawet jak pójdą nowym szlakiem (przez Ukrainę) to i tak nie zostaną. My ciągle jesteśmy dla nich biednym państwem. A może my się tak tylko łudzimy i przeżyjemy szok?

      Usuń
    11. @Pe...- przybysze to eufemizm w tym przypadku. Myślę, że tu należy stosować bez owijki termin imigranci, a w jakim celu który przybywa, to się okaże.
      Żołnierz który jest zmęczony? Nie przyjmuję tego- to jest jego służba i tyle. Imigrant wulgarny? No.. zdawałoby się- nie można tego usprawiedliwiać, ale...porównaj sytuację tych dwóch osób- żołnierz w końcu pójdzie do koszar, ciepłych, suchych, czystych, wie, co go czeka- imigrant, po długiej, wyczerpującej drodze, idzie na niepewne jutro.

      Usuń
    12. @Jaskółka...
      jeśli ewentualnie imigranci trafią do nas szlakiem "rumuńsko - ukraińskim", to z pewnością nie będzie to krótki przelot, tylko jakiś czas im przejście do Niemiec zajmie... do tego czasu sami Niemcy mogą zamknąć granicę z Polską /już się nie wyrabiają w tym, co jest/, więc tym bardziej się zatrzymają w Polsce...
      tak sobie pomyślałem, że jeżeli Unia /czytaj: Niemcy/ tak bardzo chce, by ci ludzie trafiali do nich i pokryją koszta, to w sumie można do tego ich tranzytu /bo dla większości z pewnością to będzie tranzyt/ podejść jak do usługi, które jedno państwo wykonuje dla drugiego... przybędzie miejsc pracy, zatrudnieni w nich obywatele zarobią, zarobi tym samym państwo /via podatek/...
      bynajmniej nie żartuję... przy takim spojrzeniu na sprawę nabiera to wszystko nowych rumieńców :)...

      Usuń
    13. Wiesz, jaki raban by się podniósł?Żerowanie na uchodźcach!!!! Skandal!!!! Ciągle uważam, że będą stąd wiać, jak tylko będą mieć okazje. Już im nasi narodowcy pieprzu podsypią. I wcale mnie to nie bawi.

      Usuń
  5. Przeczytałam i nie wiem czy wszystko zrozumiałam, bo dużo tego, ale dla mnie artykuł jest przejaskrawiony.
    Żyję w Polsce, uczona jestem polskości, a mimo to nie pluję na homoseksualistów czy Żydów, nie kazałabym nikomu nosić ciąży z gwałtu, ba, całym sercem popieram in vitro.
    A uchodźców/emigrantów się boje, pewnie ulegam nagonce na nich, nie przeczę, ale się boję. Jak pisze pkanalia robią się roszczeniowi, z migawek mi wynika, że to w większości młodzi mężczyźni.
    Tylko dzieci szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że autor specjalnie "wyciągnął" takie cechy i takie typy, żeby podkreślić to, co jest dla nas niechlubne. Myślę, że ludzi porządnych, mających wątpliwości, ale porządnych jest więcej niż tych typów z artykułu.
      Problem jest w tym, że to, co opisuje mocno wybija się ponad tę zwyczajną normę, dlatego jest bardziej widoczne.
      O imigrantach się nie wypowiadam- ciągle nie potrafię w sobie wypracować jednoznacznej wobec nich postawy.

      Usuń
  6. Myślę, że tacy ludzie zawsze byli, ale dawniej WIEDZIELI o tym, że raczej powinni się wstydzić. Że powinni się przyglądać "lepszym" od siebie i ich naśladować a przynajmniej się nie demaskować. Teraz zapanowało powszechne rozprężenie, takie "mamy demokrację czyli wszystko wolno" i 'jestem jaki jestem" , z wad się robi zalety, bo przecież nad zaletami się pracuje. To się nazywa "przystosowaniem do czasów" i to niby ma być usprawiedliwienie własnej bylejakosci. Sekuje się tych, którzy nie wyrażają zgody na ową bylejakość, okrzykuje się ich sztywniakami, zarozumialcami, drobnomieszczanami, snobami itd. A to równia pochyła- przyzwolenie na brak form szybko zmienia się w przyzwolenie na brak pozytywnej treści. Co obserwujemy właśnie.Przystosowanie do czasów....hmmm... a może by tak te czasy kształtować ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem taki pewien, czy jest znak obecnych /"demokratycznych"?/ czasów... za peerelu było podobnie, różnice leżały jedynie na poziomie pewnych detali... gdy pierwszy polskie punki i regały śpiewały o "systemie" i "babilonie", to nie tylko system polityczny miały na myśli... zresztą wcześniej to samo kontestowali hipisi, forma przekazu, ekspresji artystycznej była tylko nieco inna...

      Usuń
    2. Co innego bunt przeciw skostniałości myślenia czy postaw- to jest zawsze ożywcze- a co innego zwyczajne chamstwo i przyzwolenie na nie. Hipisi (i inni kontestatorzy) buntowali się przeciw czemuś. Cham się z reguły nie buntuje, nie ma żadnej ideologii, on po prostu jest zwyczajnym chamem.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. @An-Ka...
      chyba się nie zrozumieliśmy... wspomniana kontestacja nie była żadnym chamstwem, lecz buntem przeciwko owemu chamstwu... także i między innymi, jako jednemu z objawów wspomnianej skostniałości...

      Usuń
    5. c.d. istotą chamstwa nie jest używanie słów typu "dupa" lub "gówno", czy też innych grubiaństw w mowie, czy innych zachowaniach... bywa wręcz nawet tak, że ów cham zachowuje się bardzo wytwornie, zaś rzekome grubiaństwo bywa jedynie rubasznością, za którą często stoi ironia z owych chamów faktycznych...

      Usuń
    6. Piotrze- chyba rzeczywiście się nie zrozumieliśmy, bo nie bardzo wiem jakim cudem dopatrzyłeś się w mojej wypowiedzi określenia hipisów jako chamów.... Oczywiście, można być chamem w białych rękawiczkach, ale to nie prowadzi- moim zdaniem- do wniosku, ze ordynarne słownictwo to dowód specyficznej wytworności czy szlachetności ducha. Przykro mi- na ten temat nie dojdziemy do porozumienia, dla mnie ordynarne słownictwo (nie mam na myśli użycia wulgarnego słowa w specyficznych okolicznościach, ale nagminne szastanie nimi) jest i pozostanie objawem chamstwa w FORMIE. Jasne, że podstawą relacji międzyludzkich jest treść, ale nie bardzo rozumiem co stoi na przeszkodzie, by i forma była w porządku ?

      Usuń
    7. Współczesna "polskość' ma nieodpowiednie wzorce. Wzorce, które nie są budowane na kulturze, szlachetności, poszanowaniu dla inności, poszanowaniu dla drugiego człowieka. Współczesna "polskość' nie rozumie pojęcia patriotyzmu innego niż ten "szable w dłoń i na czołgi goń". Współczesna "polskość" nie rozumie znaczeń symboli narodowych, wszak pozwala na miejscu godła wieszać krzyże, a polską flagę trzymają w ręku najczęściej chamscy kibole i wymachują nią podczas ryku na stadionach lub maszerując w poszukiwaniu ofiar z wrogich klubów. Współczesna "polskość" nie potrafi porządnie zaśpiewać hymnu, a podczas jego grania nie raczy stanąć w ciszy na baczność i głośno rozmawia. Współczesna "polskość" podczas grania hymnu amerykanizuje się trzymając rękę na sercu- przyjmuje symbolikę innego państwa i myśli, że wykazuje szczególny patriotyzm.

      Usuń
    8. PS. poprawne formy nie rażą i nie ranią nikogo. Ordynarne - i owszem. Ergo ? jest to dowód braku szacunku dla otoczenia. I pierwszy krok do nieliczenia się z innymi. Bo niby dlaczego komuś ma np przeszkadzać, że ktoś pluje i charcze publicznie, smarka w palce, beka przy sąsiednim stoliku, czy całą drogę w tramwaju ryczy do komorki co i kiedy robił ?

      Usuń
    9. Jaskółko- tak, masz rację. Te wzorce są budowane na symbolach, na wysokim C, czyli na tym, co rzuca się w oczy, w uszy. Nie na trosce, nie na szacunku, nie na żmudnej pracy. Takie "albośmy my to jacy tacy" i "nikt nam nie podskoczy" .

      Usuń
    10. @An-Ka...
      z Twoich słów wynikło pewne zrównanie obecnego chamstwa z tamtymi subkulturami... ale okay, nie róbmy zagadnienia, niech będzie, że źle to odczytałem...
      ...
      co do "dirty words" i zachowań "nieapetycznych" /że tak to nazwę żartobliwie/ nie musimy szukać porozumienia, bo ono już jest... szczególnie w temacie tych drugich, bo to jest poza dyskusją...
      /tu mi się przypomina znana nam historia z gumą do żucia pod blatem stołu/...
      zaś co do samych "dirty words" ewentualne nieporozumienie może być na poziomie niuansów, czy w danej sytuacji, chwili użycie takowego uznamy za brak "wyczucia proporcyji", czy nie...
      ...
      tu mi się przypomina pewien mój wujek /RIP/, mistrz masarski z zawodu, który na co dzień sporo przeginał ze "słupami telegraficznymi" wplatanymi w kontekst, jednak chamem nikt go nie nazwał, gdyż był to człowiek naprawdę niegłupi, do tego z sercem na dłoni, tylko po prostu miał taki styl... w szerszych kręgach rodzinnych cieszył się sympatią, wręcz szacunkiem, miał opinię porządnego człowieka... może tylko zbyt rubasznego :)...
      /tu zaznaczę, że co do innych manier był nienaganny, nie charczał, nie pierdział w towarzystwie, a gdyby żuł gumę, to na pewno by nikomu jej nie podkleił pod blatem/...

      Usuń
    11. No i inna anegdotka, związana z tzw. "słownictwem". Można się teraz śmiać, ale chyba to uratowało gospodarstwo moich pradziadków przed totalnym rozgrabieniem. Historię znam z przekazu rodzinnego a cała sytuacja wcale nie była śmieszna. Wręcz tragiczna, jak to na wojnie bywa.
      Otóż moja prababka, to była kobieta prosta, ale mądra, gospodarząca z pradziadkiem na "nastu" hektarach, kobieta wychowana w surowej tradycji luterańskiej, której brzydkie słowo przez gardło nie przeszłoby.
      Koniec wojny, na plac wjeżdża łazik sowiecki i wtacza się gromada żołdaków, cała rodzina wychodzi przed dom, po którym łażą kury, a które to zaczyna żołdactwo wyłapywać. Prababka patrzy na to ze zgrozą, ale milczy. Nie wytrzymuje i doskakuje do żołnierza, który wyciąga z chlewka świniaka. Ten ją odgania. Prababka nie daje za wygraną. Na to oficer bierze ją gwałtownie pod ramię, odprowadza pod ścianę stodoły i przykłada jej pistolet do skroni z odpowiednim komentarzem.
      Nagle z obory żołnierze zaczynają wypędzać krowy. I tu ponoć prababka nie wytrzymała, wyrwała się oficerowi i zaczęła na całe gardło wyklinać po rusku, po polsku, po niemiecku od jobów, maci, skurwy...nów, i w ten deseń. Ponoć całe podwórze zamarło, a ta darła się wniebogłosy, wyklinając i wygrażając. Całą "przemowę' docenił ruski oficer i kazał odstąpić od całkowitego rabunku
      Rezultat był taki, że prababka uszła z życiem i jedna krowa została. Tylko, że....moja prababka po tym wszystkim już nigdy nie wróciła do normy psychicznej.
      Należy jeszcze dodać, że rzecz dzieje się na Śląsku, gdzie Ślązacy dla ruskich byli Niemcami.

      Usuń
    12. No, nie, nie wynikało:)) Wręcz przeciwnie- napisałam, że cham NIE kontestuje niczego a hipisi właśnie KONTESTOWALI. Czyli coś robili z jakiegoś powodu. Chyba mamy inną definicję chama. Ty sprowadzasz to wyłącznie do spraw ducha. Ja chyba szerzej. Wyjaśnie na przykładzie- gdy ktoś w prywatnej, kolezenskiej rozmowie powie "mam sraczkę"- nie razi mnie to. Gdy robi to w rozmowie oficjalnej- zastanawiam się , co to za głupek. Tak jak nie razi mnie dres czy dżinsy na co dzień , ale razi w teatrze czy na rozmowie kwalifikacyjnej. Oczywiście, można uznac, ze to nieistotne,ze najważniejsze jest to, co się ma w glowie. I pewnie jest najważniejsze. Tyle, że życie składa się nie tylko z tego, co najważniejsze.
      Trudno- jestem snobką:) i zostanę przy swoim zdaniu, że warto dbac o formę. W każdej postaci.

      Usuń
    13. Jaskółko - to ja "oddam" tez anegdotę. Kiedyś, "będąc młodą lekarką" - trafił mi się w izbie przyjęć kompletnie pijany delikwent, żądający ode mnie wypisania relanium, bo go telepało. Ja mu grzecznie tłumaczyłam, dlaczego nie, on swoje. Ja grzecznie a on coraz bardziej się nakręcał. W końcu rzekł "ty k...o, ty nie masz czego na Włókienniczej szukać" (to najbardziej lumpiarska dzielnica mojego miasta, i co prawda to prawda- nic tam po mnie) . zanim zdążyłam pomyśleć, zerwałam się na równe nogi i ryknęłam "ty skur....synu. spier....j stąd , ale już" (to był autentycznie pierwszy raz, kiedy zastosowałam takie mocne środki wyrazu:))) . a co zrobił lump? Lump się zgiął w pokłonie i gnąc się cały czas tyłem wycofywał się do drzwi, mamrotając "tak jest, pani doktor, dziękuję pani doktor, szacuneczek pani doktor, co złego to nie ja". A ja- wówczas niespełna 49 kg żywej wagi (przy wzroście 173) klapnęłam na krzesło i trzęsłam się jak galareta:))

      Usuń
    14. @An-ka.
      Mieliśmy ucznia, który nie rozumiał mowy "kulturalnej". Do niego docierał tylko język domu- wulgarny i chamski, bo tak rodzice do niego mówili. To były zwroty typu: "Zamknij ryja" ,"Spier...laj", "Żryj". Dziecko nie chodziło do przedszkola i w klasie pierwszej nauczycielka miała niezły pasztet. Długo trwało zanim zaczął reagować na normalne polecenia i długo trwało zanim zaczął mówić normalnie po polsku.

      Zresztą czasem trzeba było ryknąć wulgarnie do ucznia, żeby dotarło. Ja się wstydziłam występu, a on reagował prawidłowo. Ze niewychowawcze? A kto powiedział, że jedynie słuszne metody wychowawcze zawsze odnoszą skutek? Czasem należy niekonwencjonalnie:)

      A mnie razi, kiedy nawet bliski kolega czy członek rodziny mówi "mam sraczkę". Delikacik jestem czy co?

      Usuń
    15. Ja tam nadal uważam, że okres międzywojnia , który był okresem scalania na nowo wszystkich Polaków wypadł całkiem niezle jak na kraj, który na własne życzenie został rozebrany.Uważam też, w ślad za Pawłem Jasienicą, że zaszkodziła nam Unia Polsko-Litewska i przejęliśmy ze Wschodu wiele kiepskich cech, w tym syndrom wielorakiej osobowości.Bo to nikt inny, ale polscy możnowładcy cwałowali do Moskwy ze skargą na króla polskiego. Historia się ostatnio powtarza- prezydent polski skarży się na swój kraj prezydentowi Niemiec.
      Nie wiem co to jest polskość, ale ja jakoś zawsze czułam się tu nie na miejscu, za to świetnie w kilku innych miejscach Europy, nawet gdy nie znałam języka.
      Miłego, ;)

      Usuń
    16. Jesteśmy narodem dosyć homogenicznym i to chyba nam szkodzi. Pewnie dlatego tak silnie podkreśla się też te nasza "polskość". Myślę, ze okresie wychodzenia z zaborów to ona miała jakiś sens, cokolwiek by znaczyła, może odrębność w stosunku do kultury/narodowości/obyczajowości/wiary zaborców?
      Może wtedy miała sens i może miało sens jej podkreślanie. Może też miało sens podczas i po II wojnie światowej, kiedy to walczyliśmy o przetrwanie, najpierw podczas okupacji niemieckiej, potem, aby nie dać się zdominować ZSRR.
      Myślę, że teraz nie ma to już sensu. Owszem, dbać o to, co nas, w dobrym znaczeniu, wyróżnia spośród innych narodów, ale i otworzyć się na inne nacje.

      Usuń
  7. Chyba jesteśmy ostatnimi Mohikanami,których przeraża zalewająca nas wulgarność i prostactwo,ujawniające się nie tylko w języku ulicy.Nic mnie tak nie razi,jak wylewajace się z ust szambo:) Przykre jest to,ze bardzo często to buractwo ma cenzus akademicki,umalowane pazurki i pretensje do "kultury".Jesli "pan z telewizji" używa przymiotnika "za...sty",to ja już wszystko o nim wiem:))
    An-ko,oczywiscie,że FORMA,czasem nawet bardziej niż treść:)))
    ps.
    Świetny felieton a propos popełniła Magdalena Zawadzka Modern Talking Anno Domini 2014 - "Chuj,dupa i kamieni kupa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie ten felieton zanajdę, bo chciałam sobie przeczytać?

      Usuń
  8. Co do "polskości" - nieprawda,iż posiadamy tylko garb na plecach:)) Cechuje nas wielka witalność,determinacja,mamy duzy potencjał.Inicjatywę,kreatywność,ktorej bogate i leniwe społeczeństwa zachodnie już nie mają.Przypuszczam,ze mogłabym żyć w wielu krajach zachodniej Europy,co nie znaczy,ze jest mi obojętne to,gdzie żyję.Moj patriotyzm jest bardzo pragmatyczny - wyraza się w tym,jak i gdzie płacę podatki.Płacę je uczciwie w Polsce i tak rozumiem swoją lojalność i poczucie odpowiedzialnosci.
    Oczywiscie,jestem emocjonalnie przywiązana do miejsca,w którym mieszkam.Gdybym go nie lubiła,pewnie wybrałabym jakieś inne miejsce na świecie,które bardziej by mi odpowiadało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, komu zależało "równać w górę", starał się mówić elegancko. Często śmiano się, że taki "elokwentny". Śmiano się, co nie przeszkadzało takiej osobie "być kimś lepszym" w jego mniemaniu. Mnóstwo ludzi osiągało awans społeczny i starało się to okazywać właśnie w odpowiedniej formie- kultura języka, ubiór, kultura osobista. A co najważniejsze, nie wyśmiewano tych rzeczy tak, jak teraz. Oczywiście, że żartowano, lekkie kpinki były, jeśli nie był to snobizm ze słomą z butów wyłażący, to doceniano.
      Myślę, że przewrót nastąpił w latach 80-tych. kiedy do głosu doszła młodzież "zbuntowana" z blokowisk.
      Słownictwo wprowadzili muzycy, robiący z tekstów ociekających wulgaryzmami swoiste "manifesty".
      Mnie nie przekonuje tłumaczenie, że śpiewali językiem ówczesnej młodzieży, by przekazać ich odczucia , przemyślenia oraz nastroje. Owszem to też, ale bardziej mnie przekonuje to, że śpiewając takie teksty smażyli własną pieczeń- zdobywali sławę muzyków niezależnych.
      Ja znam muzyczne "bunty". Całe nasze pokolenia lat 50tych doskonale zna piosenki Dylana, Joplin, Cobaina, a u nas Kaczmarskiego. Nie było w ich tekstach wulgaryzmów na taką skalę.
      Że to inny rodzaj buntu- bunt nastolatków wychowanych prawie na ulicy lub w wielkiej płycie? Owszem inny, ale raperzy, hip-hopowcy, metalowcy i inne nacje, przegięli z nagromadzeniem wulgarnego słownictwa. Kiedy słucham takich piosenek mam wrażenie, jakby między wykonawcami trwał swoisty konkurs, kto najwięcej wulgaryzmów użyje.
      Od nich przejęła prostacki język młodzież, która teraz, już jako dorośli, ma swoje dzieci i do których takim językiem się zwraca. Do tego doszedł internetowy hejt i mamy, co mamy.
      Mnie przeraża współczesna elita intelektualna. Pracownik naukowy, który hejtuje na blogach, obraża wulgarnymi epitetami kobiety; profesorka, która na korytarzu Sejmu obraża dziennikarkę, z mównicy sypie wulgaryzmami i podczas obrad wcina sałatkę; prezydent, który zachowuje się jak prostak podczas uroczystości państwowych; działacz, który obraża premiera kraju, mówiąc, że ma iść się leczyć i inne zachowania ludzi, którzy powinni świecić przykładem.

      @Mija-masz rację, mamy wszystkie te zalety, o których piszesz i bardzo żałuje, że to nie o nich mówi się codziennie, a o tych przywarach. Masz doskonały przykład, kiedy propaganda PISu sieje po całym kraju informacje, że Polska jest w ruinie, że rząd nic nie robi. Wszystkiemu się obniża wartość. Potem to się udziela ludziom. W drugim człowieku na początku nie widza zalet, a same wady.
      Zresztą z naszego podwórka- w szkołach szybciej ucznia nauczyciel zgani niż go pochwali.
      No i to marnowanie potencjału we wszystkich dziedzinach:(

      Usuń
    2. Cieszę się, że macie podobne odczucia. Nie mam potrzeby udowadniania, że nie jestem wielbłądem. Od dziecka mam niepokorną naturę, moje spektakularne bunty przeciw idiotyzmom przeszły do mini- legend w określonym środowisku. Nigdy nie byłam konformistką, ale gdy szlam pod prąd to nie dla pójścia pod prąd, by wydawać się oryginalna tylko w konkretnym celu. Jednak nie widzę żadnego sensu i żadnej oryginalności w prostactwie, abnegacji, ordynarnym języku. Ani sensu, ani stylu, ani urody...Oryginalne to tez nie jest, raczej dennie głupawe. Dbałość o język jest dla mnie czymś tak oczywistym jak mycie zębów, ale też jest takim mini przejawem patriotyzmu. Szanuję swój kraj, szanuję też język tego kraju. Proste jak budowa cepa- kocham coś i szanuję to o to najzwyczajniej w swiecie DBAM o to.

      Usuń
    3. Zauważ Jaskółko, że prawica zazwyczaj jest wulgarna, chamska, agresywna. Posłanka Pawłowicz, która jakimś cudem ma tytuł profesora, Prof. Niesiołowski, Janusz Palikot, który dopiero od niedawna bawi się w człowieka lewicy. Po prostu brakuję im ogłady, nie nabyli jej . Lewica jest bardziej kulturalna. Widziałaś kiedyś człowieka lewicy, który używa wulgarnych słów? Bo ja nie widziałam. Po prostu ludzie lewicy potrafią się zachować może wynika to z tego, że się od kogoś pewnych zachowań uczyli a prawica dopiero z 20 lat uczy się życia politycznego to młokosy a nie starzy wyjadacze, którzy coś o życiu wiedzą.

      Usuń
    4. Pawłowicz może być całkiem dobrym naukowcem. Być może, tytuł przewrócił jej w głowie, a że prawdopodobnie nigdy ogłady nie miała, to się skumulowało. Niesiołowskiego pamiętam z opozycyjnej ekstremy. To był całkiem inny człowiek. Zresztą im wszystkim coś odbiło. Prawica została wytresowana przez Kaczyńskiego- ma być agresja, bo to dział, to ma przebicie.
      Gdyby lewica tak walczyła.. nie, nie wyobrażam sobie takiej walki z jej strony i nie wyobrażam sobie takiego skumulowania chamstwa w Sejmie.

      Usuń
    5. @ An-ka, jesteśmy wychowywane w tych samych czasach, w podobnych wartościach, w poszanowaniu dla człowieka, języka, kultury. W czasach naszej młodości słowo k..a to było najgorsze przekleństwo, którego używali żule, a słowo cholera już było uważane, za duże przekleństwo. mój ojciec ostro reagował, kiedy wypsnęło mi się kurde, a robotnicy leśni, którzy przychodzili codziennie rano na odprawę, mocno się pilnowali, żeby im się. coś nie wypsnęło.

      Usuń
    6. Ależ oczywiście. Moi starsi podopieczni, często prości ludzie, gorszą się dziś używanym słownictwem. To nie jest tak, że podział przebiega wg statusu czy wykształcenia.

      Usuń
    7. Ps. Pawlowicz emanuje pogardą do ludzi i uważa, że jej ocena ją do tego uprawnia. Rzeczywiście mieliśmy tego przykład w internecie, tu zgadzam się z J. To ten sam mechanizm. Natomiast kłamstwem jest, że mnie to kiedykolwiek nie przeszkadzalo. Przeszkadzalo zawsze i kiedy stało się oczywistym, że niczego nie zmienie i nie przekonam, podjęłam decyzję. Naiwnie zapewne, ale wierzę, że w każdym drzemiewiele dobrego i tylko trzeba zznaleźć do niego klucz. Nie każdemu się to jednak udaje. Inną sprawą, czy zawsze warto tego klucza szukać, ale to już każdy musi zdecydować sam.Ją uważam, że warto.

      Usuń
    8. Mnie ciągle razi takie słownictwo, takie zachowanie. Nie oglądam telewizji, a kiedy w Necie zaczyna się dyskusja i zaczynają się słowne przepychania- wyłączam. Nie na moje nerwy.
      Ciągle też zdumiewa mnie fakt, że to trwa. Przecież oni wiedzą, że takie zachowania są niegodne posłów, profesorów, polityków, dyplomatów i całkiem zwyczajnych obywateli.
      Bardzo lubię moja Bezkę i nie powiem, że świat zszedł na psy.
      I nie mam sobie, jako nauczyciel, nic do zarzucenia, bo akurat z tym "walczyłam' jak mogłam.

      Usuń
  9. Polskość została zarekwirowana tylko dla tzw. narodowców i kibiców, którzy wyrażają swoje zdanie w wulgarny sposób, są agresywni a ich dewastacje mienia publicznego np. Ambasady Rosyjskiej czy też Tęczy jest uznawane przez wielu za oznakę patriotyzmu i nie jest negowane ani piętnowane. Przyznam się szczerze, że jak słyszę z ust polityków o patriotyzmie to zaczynam się obawiać tego typu ludzi, zaczynam się uprzedzać od razu do takiego człowieka, zaczynam nie lubić patriotów.
    Musze jednak napisać, że gdy premierem był Donald Tusk było lepiej, było radośniej. Było machanie flagami, zabawne imprezy, happeningi. Podobało mi się przeżywanie w ten sposób naszych narodowych świąt niestety po części oficjalnej były te burdy a to rzeczywiście psuło cały klimat. Natomiast teraz obawiam się, że będzie nudniej, bardziej religijnie, jeśli chodzi o część oficjalną imprezy, bowiem nowy Prezydent jest z opcji bardziej skrajnej i mimo swojego młodego wieku raczej będzie się skłaniał ku tym kibicom i narodowcom, ale może burd nie będzie.
    Jeżeli chodzi o tzw. równanie nie w gore, lecz w dół oraz nie branie przykładu z niektórych osób tu bym się nie zgodziła. Nasze społeczeństwo jest wykształcone i światłe i już nie tak łatwo pozwala sobie wejść na głowę tzw. pseudo autorytetom, którzy grają kogoś z wyższej półki a tak naprawdę słoma im z butów zawsze wystaje. Ludzie wyczuwają fałsz. Sama miałaś przykład choćby z Internetu, gdy przez długi czas pewne osoby tolerowały na swoich blogach oraz komentowały na blogach gdzie były i są wyzwiska, obelgi w stosunku do innych osób i nigdy im to nie przeszkadzało, ale bardzo lubią mówić, pisać jak rażą ich wulgaryzmy i wyzwiska i jaki to ich wysoki jest świat wartości. Lubią także narzekać jak to inni nie biorą z nich przykałdu a przecież według nich samych są tacy światli i tacy wysocy a reszta to pospólstwo i chamy. Czasy Jaskółko się zmieniły ludzie wyczuwają tandetę i słaby lans i już tak nie tolerują zachowań niektórych osób tylko, dlatego, że te osoby mają np. pewne stanowiska to już nie przejdzie. A że niektórzy nad tym boleją to trudno może warto im poradzić, aby spojrzeli w lustro, bo nie mają tej klasy jaką chcieli by posiadać ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julianne, ja mówię o czasach "zgniłej komuny". Ludziom naprawdę zależało na awansie, na wykształceniu starali się wybić. A potem się porobiło na zasadzie wszyscy wszystko mogą. Zabrakło hamulców, zabrakło refleksji.
      Jeżeli ja na pewnym blogu, kiedy zapytałam, nieświadoma w jakie towarzystwo wdepnęłam, dlaczego tak obrażają komentujących i czy nie potrafią kulturalnie rozmawiać zostałam "odpowiednio" potraktowana (nawet specjalnym postem o mnie nagrodzono moją skromną osobę), to co czeka ludzi ostrzej komentujących? Hejt. Hejt króluje i w Necie i w realu. Ordynarne gnojenie ludzi. Młodzież nawet, jak nie przeklina, to wyraża się bardzo niechlujnie.
      Nie wiem, co się porobiło. nie ma metody, żeby w szkole wyegzekwować i odpowiednie wyrażanie się, i odpowiednie zachowanie. Rodzice na to nie zwracają uwagi, społeczeństwo kładzie po sobie uszy, a cham bryluje.

      Usuń
    2. Wiem ,ale osoby ,które podałam jako przykład są właśnie z pokolenia PRLu ,PRL ich ukształtował i dodatkowo jeszcze maja poglądy pro narodowe ,prawicowe..

      Usuń
    3. Fakt, z peerelu. Wygląda na to, że świetnie przystosowały się do współczesnych czasów w tej kwestii. Ale zapewniam Cię, że w czasach peerelu naprawdę kładziono nacisk na do tzw. dobre wychowanie.
      Podam przykład z mojej działki- uczyłam j. polskiego, opracowywaliśmy lektury, gdzie poruszano mnóstwo kwestii związanych z różnymi płaszczyznami życia , uczniowie musieli się prawidłowo wysławiać, musieli pisać wypracowania, wskazane było, żeby nie robili błędów w pisowni, uczyli się wierszy, byli odpytywanie z wiedzy. była również współpraca z rodzicami i dyscyplina w szkole. Nie mówię, że szkoła była lepsza. była inna i więcej wymagała, ale też więcej z niej dzieci wynosiły.
      Miałam te możliwość obserwować zmiany w szkole podczas mojej 30 letniej w niej pracy.
      A ja chodziłam do jeszcze innej szkoły:) I twierdzę, ze chociaż była ona opresyjna, to bardzo dużo mi dała. I dobre wykształcenie i kindersztubę, i wartości.
      Myślę również, że osoby typu Pawłowicz, Niesiołowski, Kaczyński rozbestwiła "władza".
      Popatrz na Dudę. Pochodzi z tzw, dobrego domu, ma wykształcenie, a po wyborach sodówa mu strzeliła do głowy.

      Usuń
  10. Tiaaa....Julianne, bądź uprzejma wypowiadać się w swoim imieniu. Doprawdy przesadzasz...Naprawdę sadzisz, że chciałabym, by ktoś taki jak ty mnie naśladował? Ależ odarloby mnie to z mojej wyjątkowości:).Pomijając fakt, że podroby to jednak tylko podroby. Jak byś nie zauważyła to spiesze wyjaśnić, że sobie podkpiwam. Sama nie wiem, czy bardziej z siebie czy z Ciebie:).acha owe podroby fonetycznie to podruby, ot, tablet.. A co do światłego i wykształconego społeczeństwa( setki bylejakich pseudouczelni) - ciekawe, dlaczego mamy takiego prezydenta....Jaskółko, znikam,przepychanki ad personam to nie MOJA bajka.Wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyny- dajcie spokój. Znacie się, znacie swoje poglądy. Nie warto sobie docinać, bo i tak życie nas kopie z prawa i z lewa.
    @Juliane- od tamtych zaszłości minęło trochę czasu. Teraz pewnie jest inaczej:)
    @An-ko- bywaj i pisz. Serw, ścina- 0:0
    @ Obie- zapraszam, kiedy znowu uznacie, że warto podyskutować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko ja tylko podałam przykład z Internetu, który obie dobrze znamy a tu nagle Anka mnie personalnie zaatakowała reagując histerycznie na mój komentarz nie skierowany do niej lecz do Ciebie . no cóż …

      Usuń
    2. Hm.... no znamy to wszystko, znamy, ale to już przeszłość. Blogi nie istnieją, do innych zagladać nie warto. Nie wiem, co Ci napisać, bo to reakcja An-ki, ale myślę, że to to takie spięcie i już po:):)
      Jejku, czas zakopać topór wojenny:):):)

      Usuń
  12. Julianne jedna z BARDZO wielu różnic między nami to to, że ty mnie nie interesujesz i ja nie mam potrzeby ciebie i twoich zachowań analizować, nie mówiąc już o hipokryzji...A że względu na Gospodynię proponuje tobie to samo. Mamy inne podejście chyba do wszystkiego, co zresztą i tu widać, moje dobroduszne kpinki uznałas za personalny atak i do tego jeszcze histeryczny. Niech i tak będzie, tylko po co ? Czy coś to zmieni ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam regulaminu i nie będzie. Na razie sobie tłumaczycie i jest OK, ale proszę, nie przekroczcie granicy, bo będę zmuszona ciąć, a bardzo nie chciałabym, bo mimo, iż się bardzo różnice, to lubię Was czytać:):):")

      Usuń
    2. Ja opisałam sytuacje blogową odniosłam się też do zmian społecznych, bo tak je widzę a ty jak zwykle wzięłaś ją do siebie. Zawsze reagujesz na moje komentarze zwłaszcza, jeśli uznasz, ze dotyka to twojej osoby lub twojej przeszłości blogowej. Z resztą nie tylko na moje komentarze tak reagujesz, lecz na każdą osobę , która się z tobą nie zgadza. Nigdy komentarza nie zostawisz bez odpowiedzi oczywiście szumnie pisząc jak one cię nie interesują i jak to ci wypowiedź jest obojętna włącznie z osobą, którą się nie zgadzasz. Jest to żałosne, ale cóż zawsze będzie się powtarzać, bo to silniejsze od ciebie .

      Usuń
    3. Między obojętnością w stosunku do osoby jako takiej a obojętnością w stosunku do WYPOWIEDZI jest fundamentalna różnica. Tak jak między rozmową ad personam i ad rem. Ja odnoszę się do konkretnej wypowiedzi, ty zaś dokonujesz "analizy" mojej osoby, co zresztą widać i w powyższym komentarzu. Światłe i wykształcone społeczeństwo powinno te różnice znać, moim skromnym zdaniem. A tak przy okazji- światłe i wykształcone społeczeństwo powinno również wiedzieć, że gdy ktoś mówi o jakimś problemie czy zasadach, wartościach itd., które uważa za słuszne to nie jest to jednoznaczne a powiedzeniem " i ja zawsze tak idealnie czynię, więc macie mnie podziwiać i naśladować". Ot, prosty przykład- "WIEM, że ryby są zdrowe" i powinno się je jeść nie jest jednoznaczne z "jem ryby". Przypisywanie innym intencji więcej mówi o tym przypisującym niż o tym, któremu się je przypisuje. A co mówi to już zostawiam czytającym :)

      Usuń
    4. Koniec. Wyjaśniłyście sobie, w jaki sposób odbieracie komentarze i na tym, proszę, poprzestańcie. Już i na innych blogach to sobie wyjaśniłyście, dlatego jestem zdziwiona, że to się tu przeniosło i nadal trwa. Może jednak uszanujecie moją prośbę i zakończycie na ty, dyskusję?

      Usuń
    5. Poza tym, Wasza dyskusja odbiegła mocno od tematu. Wynika z tego, że temat został chyba wyczerpany.
      Miłego dnia

      Usuń
    6. Ja - tak. Jednak na przyszłość proszę wyłącznie ad rem. Z CZYJEJKOLWIEK strony.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.