piątek, 21 kwietnia 2017

Bliskie spotkania trzeciego stopnia



Wkurzające jest to zimno. Cały czas trzepię się o rośliny. Wczoraj okryłam fortegillę, bo zaczyna kwitnąć, a głoszono -3 stopnie mroziku. Zastanawiamy się, jakie owoce pokażą się latem. Prawdopodobnie nici z czereśni i brzoskwiń. Morela zdążyła przekwitnąć przed śniegiem, ale czy pszczoły zdążyły z zapylaniem? Dobrze, że borówki amerykańskie i wiśnia spóźniają się z kwitnieniem. Ciężar śniegu złamał dorodną sosnę, a drugą pochylił mocno.  Ta złamana padając zaliczyła po drodze tuję, która też padła. Obie oparły się na młodej jarzębinie. Tę Jaskół uratował, na szczęście, szybko tnąc czub powalonej sosny. Są już pierwsze pisklaki kosów. Chyba kosów, bo gniazdo na jodle jest spore i stamtąd popiskiwania dochodzi, ale nie widziałam żadnego dorosłego ptaka w pobliżu. Przezimowały nasze piękności syczące. 


Pod tarasem mieszkają dwa zaskrońce. Ta wielka Donna już trzeci rok, a mniejszy chyba drugi. Może jest ich tam więcej, ale na razie dwa się ujawniły. Donna (muszę ją jakoś nazywać i to imię  mi pasuje do jej pełnych gracji ruchów) tak się oswoiła, że nie reaguje na nasze podglądanie. Miałam z nią dwa razy bliskie spotkania trzeciego stopnia czyli face to face.


 Raz, kiedy wygrzewała się na kompoście, a ja weszłam za płotek po grabie. Wtedy spłoszyła się, ale niespecjalnie szybko się ewakuowała. Drugi raz doszło do spotkania przy hydrancie. Pewna byłam, że syczących tam nie będzie, bo chodziłam parę razy odkręcać i zakręcać kran. Dotychczas, kiedy się pojawiałam, właziły pod taras i długo tam czekały. Tym razem byłam pewna, że też tak zrobiły, a tu suprajs. Ja sięgam ręką do kranu, a spod ściany wyskakuje na mnie Donna z sykiem. Scena jak z filmu z Luisem de Fine, gdzie bohaterowie na przemian wykrzykują ze zgrozą na swój widok.


 Jeden drugiego się wystraszył, jeden drugiego się nie spodziewał. I identycznie z nami było. Ja odskoczyłam wrzeszcząc, ona z sykiem władowała się w szczelinę pod okienkiem piwnicznym. Kiedy to zobaczyłam, poleciałam na dół (wołając Jaskóła na pomoc), by zobaczyć, czy gad nie spadł do kotłowni. Byłaby zabawa, gdyby gdzieś w piwnicy utknęła i, nie daj boziu, tam padła z głodu. Wchodzę cicho do kotłowni i czekam na jakiś szelest. Cisza. Jaskół wchodzi za mną. Szukamy gada między oknami. Jest. Widać ją między ramami okienek. Szukam wiadra z pokrywką. Nie mamy pojęcia, jak ją do tego wiaderka zepchnąć. W ogóle jak podnieść okienko, by ona w popłochu nie spadła na podłogę. Byłoby amen i alleluja, bo nie złapalibyśmy jej w piwnicy za Chiny. Ale ona jest mądralą nad mądralami. Kiedy poczuła, że ktoś jej koło zadeczka coś kręci, wysunęła się na zewnątrz przez tę samą szczelinę, którą wpełzła. Huk spadającego kamienia z mojego serca ogłuszył chyba z pół Europy. Rzuciłam się po jakiś worek, by zapchać tę szczelinę pod okienkiem. Złapałam reklamówkę, wyleciałam na zewnątrz, nawet nie patrzyłam, czy ona gdzieś tam jest. Jej biznes, by mi nie wejść pod nogi. Utkałam, upchałam, ucisnęłam szczelnie worek w dziurze i nazad do piwnicy, by go jakoś od wewnętrznej strony zablokować. Podomykałam, podociskałam i wreszcie lekko odetchnęłam. Nie życzę sobie gadów w piwnicy. Odkąd zrobiło się cieplej,  otwierałam zewnętrzne drzwi, by suszyć i wietrzyć piwnicę, i za każdym razem stawiałam w poprzek wejścia styropianową płytę. A co robiła piękna gadzina, kiedy w piwnicy pracowałam w pocie czoła, by uszczelnić okienko? Ano podpełzła pod hydrant i bacznie kontrolowała sytuację. Jaskół stał na tarasie i obserwował gada. Potem ja cicho podeszłam do barierki- rzeczywiście wygrzewała się spokojnie na słońcu pod hydrantem. 

Wieczorem moje dorosłe dziecko wyśmiało mnie lekko:
- Mami, przecież ona sama wyszłaby z tej piwnicy, wystarczyło zostawić jej otwarte drzwi. A jak masz wątpliwości, to wystarczyło jej oprzeć deseczkę o schody.
No fakt, przecież w zeszłym roku wpełzła na schody tarasowe, a w ogóle to gady włażą na drzewa.
No i mam kolejne lęki, bo nie chciałabym, żeby gadzina, ośmielona naszym spokojem, wpełzła kiedyś do pokoju, lub znaleźć ją pod łóżkiem w sypialni.
Zeszłoroczne zdjęcie małego gada i Bezy 
I mały gad w powiększeniu
Ta duża jest dwa razy taka.



19 komentarzy:

  1. Gadzinka bardzo przystojna. Nie jestem pewna, czy można oswoić węża by był domową maskotką nie posiadającą terrarium. Znam jednego takiego, który hodował jakiegoś węża (jakiegoś boa) i po kilku latach oswajania wąż go ugryzł i to dość mocno. Śmieliśmy się, że pomylił jego rękę z myszą, którą dostawał w charakterze posiłku.
    Gdy ogłaszali jak to tam na południu pogoda harcuje, to się zastanawiałam czy Was aby za bardzo nie skrzywdziła.
    Jaskółeczko, zdradz mi jak się nazywają te kwiatki, których zdjęcie zdobi tego bloga, proszę. Bardzo mi się podobają.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie mam zamiaru gadziny oswajać. Brrrr... mnie się ona nawet podoba, ba..piękna jest, ale z daleka. Wystarczy, że spokojnie sobie współistniejemy. Ale faktem jest, że są coraz śmielsze.
      Nie było białego szaleństwa- śniegu spadło niedużo. Jednak był on mokry ciężki a do tego wiał bardzo mocny zimny wiatr. Sosna "wykoleiła "się pod wpływem ciężaru mokrego śniegu, nie złamała, wyrwało ją z korzeniami. Ona stała w wodzie i to też zaszkodziło.
      To jest powiększona miodunka. Bardzo ją lubię, bo ma fajne różnokolorowe kwiatki i bardzo obficie kwitnie.

      Usuń
    2. A rosłaby ta miodunka w skrzynce balkonowej?. Bo ona mi się okrutnie podoba.

      Usuń
    3. Ona zachowuje się jak chwast, jak przekwitnie, to Ci podeślę. Dojdzie cała, posadzisz i zobaczysz. Mam wrażenie, że da radę. Albo wyślę Ci na wiosnę do Berlina:):):):)

      Usuń
    4. Dobra, w tym roku przekwita, i chyba nie ma sensu tylko dla listków jej sadzić.Tym bardziej, ze będziesz miała zawirowanie i dodatkowa skrzynka nie jest Ci do szczęścia potrzebna. Chyba... W przyszłym roku na wiosnę podeślę Ci ją tak, by jeszcze zakwitła.
      Jednak, jak zadecydujesz, że teraz chcesz, to posyłam.

      Usuń
  2. Pamietam pisalas dawno temu o zaskroncach w Twoim ogrodzie. Cudna historia-przygoda z Donna, a do domu jak najbardziej moze wejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Bezka jest skutecznym straszakiem. Kręci się ciągle przy drzwiach wejściowych i tarasowych. Nic zaskrońcom nie zrobi, ale one chyba nie zechcą się z nią spotkać nos w nos.
      Mieszkają u nas na pewno trzy lata. Może były wcześniej, ale ujawniły się trzy lata temu. No i mieszkają pod tarasem. Interesujące, bo mają ogromny ogród do dyspozycji, a one wolą tu, blisko ludzi.

      Usuń
  3. Jesuuu... masz wlasne osobiste zaskronce w ogrodzie! Ja bym nie miala nic przeciw temu, zeby sobie wpelzaly do domu, a nawet spaly ze mna w jednym lozku. One sa takie mile w dotyku.
    Jak ja Ci tych gadow zazdroszcze!!! Gorzej gdyby Ci sie grzmije pod schodami zalegly, ale zaskronce? Sama radosc. I jakie oswojone. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku byłam przerażona, ale teraz już mnie bawią. Przyzwyczaiłam się i kiedy na wiosnę długo ich nie widziałam, trochę było mi żal, ze chyba się wyprowadziły. Są i nie mają zamiaru znikać. One mają tu spokój. Nawet Beza ich nie tyka, nie warczy , nie szczeka.

      Usuń
  4. O nieeee!!!!!!!! Ja tam sobie zadnych gadow nie zycze, ani w ogrdzie, ani pod tarasem, a co dopiero w domu!!! Nawet jak sa takie sliczne, brrrrrr!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno są bardzo ciepłe, suche i miękkie. Ja tam wolę się nie przekonywać. Niech sobie mieszkają pod tarasem, ale do domu raczej niech się nie pchają.

      Usuń
  5. Nie lubię węży i nawet tych najspokojniejszych; nie wiem dlaczego, ale mnie przerażają. Na szczęście nigdy nie miałam podobnych spotkań i myślę, że już ich nie będzie. Faktem jest, że w podobnych sytuacjach bez chłopa się nie obędzie; kopiąc ogródek co raz wykopywałam pędraka - darłam się przy tym jakby mnie obdzierano ze skóry. Mąż je brał do ręki i jeszcze ładnie do nich przemawiał... brrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam różne fobie- na pająki, na ptaki, na gady. Ptaki uwielbiam chociaż czuję wstręt i mam dreszcze, kiedy muszę wziąć ptaka do ręki. Pająki mogą sobie w domu mieszkać,a jak nie chcę, to je delikatnie Jaskół wynosi (w życiu nie zabiję pająka i nie pozwolę zabić). Staram się nawet w stronę pająka nie patrzeć, brrrrrrr. Na samą myśl o gadach, na widok gada dostaję gęsiej skóry, ale kiedy widzę nasze zaskrońce, to jestem zadowolona, że wybrały nasz ogród, jako swój dom.To chyba jest w pewnym rodzaju zaszczyt dla nas. Tak samo cieszą mnie drozdy gniazdujące w naszym ogrodzie i prawie udomowione wiewiórki.

      Usuń
  6. oj, szkoda że nie ciachnęłaś filmiku z tego spotkania Lady Beza vs. Duke /chociaż być może Princess?/...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, on nie czekał, nie zdążyłabym. Może być Duke, bo to samiec.Chociaż... mogła być młoda samica. A w ogóle, to nie spodziewałam się gada w tym miejscu. One zawłaszczają coraz większe obszary ogrodu, ale przy bramce, obok wejścia do domu, to widziałam gada pierwszy raz.

      Usuń
    2. oj wiem... ileż to jest fajnych akcji do sfilmowania... zanim zauważysz, zanim się ogarniesz, gdzie sprzęt, zanim narychtujesz, to już szyszko bombki strzelił...
      tak sobie teraz myślę, jak to jest z tymi odjazdowymi filmikami na YT... większość jest aranżowana, a reszta to trzeba z aparatem, jak z koltem przy dupie chodzić...
      jak coś widzę fajnego do sfotowania, to zanim ja się namyślę, sięgnę po komórę, to już jest dawno zawodach... nie mam takiego fotograficznego orientu, a sprzęt też jest szyszkowy...

      Usuń
    3. Nawet, jak złapiesz na aparacie moment i filmujesz, to trzeba trzymać ręce na odpowiedniej wysokości i w miarę równo. Jak długo można wytrzymać z rekami w górze, na poziomie oczu? Dwie, trzy minuty, czasem ciut dłużej. Ostatnio filmowałam czupurzące się kosy. Wzlatywały na metr powyżej miejsca filmowania i to tak szybko, ze nie nadążałam za nimi z obiektywem.
      Inna sprawa, ze czasem zapomnę, iż można coś nagrać, zamiast robić zdjęcia. A ile razy tak jest, że wychodzę na taras, widzę akcję, galopem lecę po aparat, a gdy wracam, akcja już na ukończeniu.

      Usuń
  7. Ciesze sie, ze Twoje gadzinki w dobrym zdrowiu :))). Zaskronce sa szczególnie piekne, choc "moja" gadzinka (Malpolon) tez jest wyrazista. Juz ja tej wiosny zdybalam, jak sie wygrzewala na sloneczku i, tak na oko, ma chyba ze 2 metry :))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam sobie o tym wężu. Duży i warunkowo jadowity, ale niegroźnie. Bardzo ładny:)A moje gadzinki coraz śmielsze:)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.