niedziela, 19 lutego 2017

Kandydatka

Polska kandydatka na konkurs Eurowizji. A ludzie wolą Martyniuka... eh... Mnie się ona podoba, chociaż nie przepadam za tego typu muzyką.
Teledysk do polskiej wersji jest o wiele lepszy niż do angielskiej.
Puszczam tutaj inną piosenkę, nie tę, która jest zgłoszona do konkursu.

piątek, 17 lutego 2017

Ugniotłam

Na początek bransoletki na jeansowych szwach od spódniczki:) Takie bzdziu- bzdziu, ale dziewczynki takie lubią. Zrobiłam jeszcze dwie podobne, ale oczywiście, jak to u nas bywa, zaraz zostały zwinięte prawie spod igły.


Oglądam reklamę mebli Kler. Piękne są. Proste, eleganckie, funkcjonalne. Zaraz potem szukam witrynki do mojej kuchni i natykam się na cudo w ludowym stylu. Ciepłe modrzewiowe drewno, miodowe szybki, lekkość i finezja wykonania, jako ozdoba tylko mały rzeźbiony ornament.
 No i tak miotam się (jakże symbolicznie pasuje do każdej życiowej rozterki) między chłodną elegancją jedwabiu a ciepłym barchanem przytulności.
A tymczasem ufilcowałam na mokro mój pierwszy filofilc. Namordowałam się jak diabli. Nagniotłam, wałkowałam, wrzątkiem traktowałam dwa razy (najpierw ułożyłam na blasze do pieczenia), mydliłam i gniotłam… gniotłam, gniotłam. Ramię mnie do teraz boli, ale JEST! 
 Jeszcze niedoskonały, na brzegach mało ubity, niemniej dało się z niego zrobić bransoletkę.

 Myślę, że ta metoda filcowania jest bardzo dobra do uzyskiwania małych kawałków. Na duży nikt mnie nawet pod lufą karabinu  nie zmusi. Podziwiam panie, które filcują na mokro duże kilimy, szale, chusty, poduchy, obrazy.  A z drugiej strony, szukając informacji na temat filcowania, znalazłam stronę, na której demonstrowano maszynę do filcowania. To taki rodzaj żelazka – parownicy. Hmmmmmm…. 
Ta druga jest ufilcowana na sucho. Też pierwsza próba. Zrobiłam dwa płaskie paski i splotłam.
A potem zrobiłam jeszcze jedną filcową, z gotowego filcu.
Filc jest w kolorze ciemniej oliwki. Szkoda, że na zdjęciu wygląda jak czarny, bo bardzo ładnie ta oliwka współgra z kremową koronką i miodowymi koralikami.
I jeszcze obie razem.
Głowa pełna pomysłów, ale czasu nie staje.



poniedziałek, 13 lutego 2017

Fantastyczny surrealizm.




Urodziła się w Markham Ontario Kanadzie  (Ontario). W 2007 roku ukończyła studia wyższe z wyróżnieniem, na Uniwersytecie McMaster Sztuk pięknych, biologicznych i antropologicznych Arts. Hellen Jewett znana jest hiperrealistycznych oraz surrealistycznych, zabarwionych fantastyką,  rzeźb.

Tematyka jej twórczości zawsze jest związana z życiem: narracją biologiczną, emocjami, ruchem, równowagą, a także spostrzeżeniami na temat subtelności i uwertury życia.
Wykorzystując wiedzę z antropologii, biologii i medycyny, a także swoją niesamowitą fantazję, rzeźbi zwierzęta, chimery, pegazy, rośliny. O swoim tworzeniu Hellen Jewett mówi: „Moją inspiracją jest natura. Nie jest to idea natury, czy wierne jej odtwarzanie, ale osobiste relacje empiryczne. Poznaję rośliny, zwierzęta, ich życie i one stają się moimi muzami.” I dodaje: „Uważam, że moje rzeźby zwierają ogromny ładunek emocjonalny. Mniej w nich fizyczności, co powoduje, że są one unikalne i nie podlegają komercji. Właśnie takie podejście zmusiło mnie do poszukiwania niespotykanych kombinacji i wykorzystanie niebanalnego tworzywa.”


Hellen Jewett uważnie studiując ilustracje medyczne, oddaje w swoich rzeźbach szczegółową animację ruchu. W każdej jej rzeźbie jest uchwycony dany moment poruszania się modelu. Jest to niemal fotograficzne „trzaśnięcie migawki”. To ten jeden (moment) ruch i rzeźby w nim zastygają
Każda urzekająca chimera jest misternie wykonana. Prace są wykonane ręcznie i malowana przy użyciu tylko palców i szczotki. Artystka przyznaje, że każdą rzeźbę tworzy intuicyjnie. Stara się wsłuchiwać w siebie i na podstawie swojego „wewnętrznego głosu”, modelować rzeźbę. Zaczyna od stworzenia ramy z gliny, jako podstawy. Potem maluje ramę farbą akrylową i uważnie patrzy na sposób załamywania się światła, co jest pewną wskazówka do dalszej pracy. Następnie dodaje kolejne elementy.

„Nie ma czegoś takiego jak zbyt wiele szczegółów”, uważa kanadyjska rzeźbiarka. Dodaje, zatem, mnóstwo szczegółów, ale stara się, by rzeźba była przestrzenna- nie miała zbyt dużo brył, nie była przyciężka. Stąd te drobne, strzeliste, wężowate elementy. Taki sposób tworzenia nadaje pracom również eteryczny charakter. Rzeźby mają oczy robione ze szkła, charakterystyczne dla danego zwierzęcia, a całość malowana jest pigmentami oleistymi.

Patrząc na rzeźby Hellen Jewett, odnosi się wrażenie, że każda z nich zawiera jakąś tajemnicę, niedopowiedzenie bądź jest alegorią przeżycia, emocji, myśli.
Artystka, zapytana o trudności związane z byciem artystą w pełnym wymiarze, odpowiada: „Niekończące się godziny poruszania się w świecie materiałów i technik, do których nie jest się przygotowanym. Trzeba upewnić się, czy dane materiały lub procesy nie wywołują raka (wiele substancji jest toksycznych i słabo opisanych pod tym kątem). Izolacja, kiedy pracujesz w domu. Musisz mieć dużo wiary w siebie i swoje możliwości oraz umieć podejmować decyzje. Nie ma przewodników, którzy poprowadziliby cię w twojej twórczości. Każda praktyka artystyczna, każda twórczość jest inna. Nie ma w pracy artysty również zalet tradycyjnego zatrudnienia, jak na przykład: stały dochód, świadczenia, emerytury stałe godziny pracy.” 



Podczas, gdy jedni artyści ograniczają swoje wizje artystyczne do możliwości jednego materiału, jednego tworzywa, Hellen Jawett dobiera materiały zgodnie z jej wizją. Jej twórczość to hiper- real, surrealizm, niepowtarzalność i wręcz groteska. Artystka miesza materiały, tworzy „inżynierię” rzeźbiarską łącząc ze sobą oryginalne tworzywa. Powstają rzeźby multimedialne, obrazujące nieziemską jakość przedstawienia artystycznej wizji.




Hellen Jewett twierdzi, że jest zadowolona i nie odeszłaby już od tego rodzaju pracy: „Właściwie czerpię inspiracje z mojego doświadczenia, a nie z naśladownictwa innych. Zdarzającą się krytykę mojej twórczości, staram się wykorzystać na wiele sposobów. Ona wzmacnia moją pasję i widzę, że wewnętrznie ewoluuję. Jest to ciągłe poszukiwanie zrozumienia siebie, poszukiwanie tego, co ja sama chcę i co chcę uzyskać w swojej twórczości. Szukanie inspiracji, bodźców byłoby o wiele prostsze, gdyby uczono tego w szkole. Ale tak się, niestety nie dzieje. Jedną z moich pierwszych prac, w której zawarłam swoją ideę artystyczną, była wykonana w 2007 roku rzeźba „Tygrysica z wysokimi latarniami”. Podczas jej tworzenia zrozumiałam, jaką drogą artystyczną chcę iść, jaki to kierunek.”
 Źródła



Więcej obrazów

https://www.google.pl/search?q=ellen+jewett&client=firefox-b-ab&biw=1366&bih=631&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&sqi=2&ved=0ahUKEwjorNW97ozSAhXKKywKHflvACMQsAQIJw#imgrc=m6hiz8VYcnRPSM:


Jak ktoś ma ochotę kupić sobie  rzeźbę Hellen Jewett, tu jest adres.
https://www.etsy.com/shop/EllenJewettPrintShop