wtorek, 17 lipca 2018

Marianna




„Właściwie Marian Evelyn Faithfull. Aktorka i autorka tekstów. Jedna z najlepszych wokalistek rockowych XX wieku. Współpracowała między innymi z Angelo Badalamentim, Beckiem, Davidem Bowie, Nickiem Cave, Billym Corganem, PJ Harley, Metallicą, Keithem Richardsem, Tomem Waitsem, Rogerem Watersem czy Stevem Winwoodem.
Urodziła się 29 grudnia 1946 roku w Hampstead w Londynie. Córka austriackiej baronowej Evy von Sacher-Masoch i filologa prof. Roberta Glynna Faithfulla. 


Zadebiutowała w 1964 roku singlem „As Tears Go By” autorstwa Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Znajomość w owym czasie z wokalistą The Rolling Stones nie tylko przysparzała o niej materiałów w prasie – ich związek był niezwykle burzliwy, ale także w krótkim czasie obarczyła ją ogromną popularnością, którą przypłaciła uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. 

Występowała w filmach - „I'll Never Forget What's'isname” (1967), „Anna” (1967), „The Girl on a Motocycle” (1968) oraz „Hamlet” (1969), a także w sztukach teatralnych „Trzy siostry” i Hamlet (1967). Mieszkała wtedy na Soho w squatach. W jej karierze było kilka krytycznych momentów, gdy przeżywała załamanie, nigdy jednak nie porzuciła pracy artystycznej. 

Prawdziwy comeback i przełom nastąpił wraz z płytą „Broken English” (1979), na której znalazły się ostre rockowe kompozycje z nietuzinkowymi tekstami. Komercyjny sukces przyszedł z parze z uznaniem krytyków. Tym wydawnictwem Marianne wróciła do czołówki najlepszych brytyjskich wokalistów. Dziś, po latach, krążek ten uznawany jest za jedną z najlepszych płyt w historii muzyki XX wieku.
Kolejne płyty „Dangerous Acquaintances” (1981) i „A Child’s Adventure” (1983), mimo, że w podobnym stylu, nie powtórzyły sukcesu poprzedniczki. Kolejne krążki – „Rich Kid Blues” (1984) oraz „Faithless” (1987) również nie zostały docenione przez krytykę Faithull poddała się kuracji odwykowej w Bostonie. Dopiero nagrany po wyjściu z kliniki „Strange Weather” (1987) przyniósł artystce długo oczekiwany sukces.



W 1994 roku opublikowała autobiografię „Faithfull”, a w 2007 wspomnienia „Memories, Dreams and Reflections”.
Kolejne płyty potwierdziły wielki talent Faithfull. Krytycy i słuchacze byli zgodni – mimo różnych charakterów kompozycji, kolejne krążki były niezwykle udane – „Blazing Away” (live, 1990), „A Secret Life” (1995) z kompozycjami Angelo Badalamentiego, dwie płyty z utworami Kurta Weilla „20th Century Blues” (1996), „Seven Deadly Sins” (1999) oraz „Vagabond Ways” (1999), „Kissin Time” (2002) czy wreczcie „Before the Poison” (2004).
Od lat 90. znów regularnie gra w filmach. Można było ją zobaczyć w obrazach - „Shopping” (1994), „Moondance” (1995), „Intymność” (2001), „Far from China” (2001), „Zakochany Paryż” (nowela Gusa Van Santa (2006), „Maria Antonina” (2006) oraz „Irina Palm” - owacyjnie przyjęty podczas festiwalu Berlinale 2007 .
W 1997 roku wzięła również gościnny udział w nagrywaniu płyty „Reload” grupy Metallica.
W 2004 roku wystąpiła w spektaklu Roberta Wilsona „The Black Rider”, w którym wykonywała piosenki Toma Waitsa.
W Polsce koncertowała trzykrotnie - podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2002), w Sali Kongresowej w Warszawie (2005) oraz podczas Festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu (2007). 
W grudniu 2007 roku została zarejestrowana, a w 2008 wydana dwudziesta płyta w dorobku artystki – „Easy Come, Easy Go”. Krążek nagrano w najstarszym studiu w Nowym Jorku – Sear Sound. O doskonałej formie artystki niech świadczy fakt, że większość kompozycji została zarejestrowana za pierwszym podejściem! To drugi taki przypadek, gdy Marianne wykonuje kompozycje nie swojego autorstwa. Na krążku znalazły się między innymi utwory tak różnych wykonawców jak - „Dear God Please Help Me” Morrissey'a (lidera The Smiths), „Solitude” Billie Holiday'a, „Down From Dover” Dolly Parton i „Salvation” Black Rebel Motorcycle Club. Ponadto do współpracy zaprosiła znanych muzyków - Keitha Richardsa, Antony’ego Hegarty’ego (Antony and The Johnsons), Nicka Cave’a oraz syna Johna Lennona – Seana.”


Trochę inaczej o Mariannie. A swoją drogą to bardzo piękne imię- Marianna. Poznajemy źródło jej niechęci do mężczyzn oraz przyczyn narkotyzowania się i picia alkoholu.
„Telewizja BBC 1 wyemituje poświęcony Faithfull program z serii "Sekrety rodzinne". Programy te pokazują zaskakujące i często nieznane losy przodków sławnych osób. Stale jest tu obecny element genealogii. Fani Marianne Faithfull usłyszą z jej ust naprawdę niezwykłe wyznanie. Aktorka i piosenkarka, której kariera obejmuje niemal pięć dekad, mówi, że nienawidziła mężczyzn i nie znosiła seksu do tego stopnia, że przez 30 lat nie mogła osiągnąć stanu fizycznej bliskości bez pomocy narkotyków i alkoholu.
Przypomnijmy, że jej karierę rozpoczęło wydanie w 1964 r. singla "As Tears Go By". Piosenkę napisali Jagger i Richards. Zarówno w wykonaniu Faithfull, jak i rok później Rolling Stones stała się ona wielkim przebojem. W zapowiedzianym programie 66-letnia dziś legendarna postać lat 60. mówi o swoim nastawieniu do seksu i mężczyzn. Faithfull twierdzi, że jej problemy sięgają korzeniami do gwałtu, jakiego dokonano na jej matce Evie i babce Florze. Obie kobiety pod koniec II wojny światowej mieszkały w Wiedniu. W dopiero co wyzwolonej stolicy Austrii napadli je żołnierze Armii Czerwonej. - Szczególnie moja matka i babcia, w sposób niejako naturalny, naprawdę nienawidziły mężczyzn - mówi w programie Faithfull, która na prośbę realizatorów specjalnie odwiedziła Wiedeń. - Ta sprawa spaczyła je same i ich życie. Babcia odeszła od dziadka, który naprawdę ją uwielbiał. Matka nigdy sobie z tym nie poradziła i do końca nienawidziła facetów. W rzeczywistości [taka postawa] przeszła więc i na mnie. Nawiązanie związku, przeżycie prawdziwej miłości i pozbycie się nawyku picia lub brania narkotyków przed uprawianiem seksu zabrało mi całe lata - do czasu, gdy osiągnęłam pięćdziesiątkę, a może nawet i później. Marianne Faithfull nagrała wiele znakomitych płyt, które odniosły sukces. Wymieńmy choćby słynne krążki "Broken English" czy "Vagabond Ways." Dziś mówi, że nieustannie kłóciły się w niej dwie persony: publiczna i prywatna. Szczególnie w swingujących latach sześćdziesiątych. W tym czasie kręciło się wokół niej wielu sławnych adoratorów. Choćby Jimi Hendrix czy Bob Dylan. Nawiasem mówiąc, obu nie udało się zdobyć jej serca. - Sądzę, że matka i jej nieuświadomiona oraz milcząca nienawiść do mężczyzn miały ogromny wpływ na moje życie. W latach 60. cała ta sytuacja stanowiła mój wielki problem. Zwłaszcza że nieustannie musiałam udawać, iż wszystko jest cudowne, szalone i przepełnione seksem. W rzeczywistości tak jednak nie było - mówi w "Sekretach rodzinnych" Faithfull. Jej reputację kobiety szalonej i żywiołowej jeszcze bardziej wzmocniło zdarzenie, do jakiego doszło podczas nalotu policyjnego oddziału ds. walki z narkotykami na dom Keitha Richardsa w West Sussex w 1967 r. Policjanci mieli znaleźć tam Faithfull nagą, okrytą tylko futrzaną narzutą. Całą historię jeszcze bardziej podkolorowano. Twierdzono, że jej samej i Jaggerowi - z którym miała czteroletni romans - przerwano seks, w trakcie którego zabawiali się batonem Mars. Prawdziwości tej historii sami zainteresowani zaprzeczyli dopiero całe dekady później. 
Rodzinne nazwisko matki Marianne Faithfull brzmiało Sacher-Masoch. Jej stryjecznym prapradziadkiem był sam słynny Leopold von Sacher-Masoch. Ten XIX-wieczny autor powieści erotycznych napisał między innymi "Wenus w futrze", gdzie swobodnie wprowadzał różnorakie fetysze seksualne. To od jego nazwiska i prac pochodzi termin "masochizm". W 1965 r., gdy Marianne miała 18 lat, poślubiła handlarza dziełami sztuki Johna Dunbara. Mają syna. Samo małżeństwo jednak trwało bardzo krótko, bo Faithfull rozpoczęła romans z Mickiem Jaggerem. Związek ze słynnym muzykiem skończył się w 1970 r. niedługo po tym, gdy Faithfull poroniła ich dziecko. - Kochał mnie, a ja kochałam jego. Po prostu odeszłam. Naprawdę nie wiem dlaczego. Musiałam iść do przodu. Był to oczywiście bardzo bolesny i bardzo, bardzo trudny krok, bo go kochałam - wyznaje w programie Faithfull. Od tego momentu sama zaczęła się pogrążać w nałogu narkotykowym. Próbowała popełnić samobójstwo. Przez niemal dwa lata była bezdomna i mieszkała w squatach w londyńskim Soho.

Jej matka, pół-Żydówka, była aktorką i tancerką. Babka Faithfull od strony matki miała pochodzenie żydowskie. Gdy w 1938 r. Hitler zajął Austrię, naziści zmusili Florę do zmiany imienia na Sara, tak aby nikt nie miał wątpliwości, że jest Żydówką. Matkę określano pogardliwym niemieckim słowem "Mischling" - kundel czy mieszaniec - bo Flora wyszła za mężczyznę niemającego żydowskich korzeni. Faithfull pokazuje także dokumenty związane z jej dziadkiem Arturem, który - jak dowiedziała się już znacznie później - był czołowym działaczem ruchu oporu. Flora i Eva przeżyły potworne cierpienie z powodu gwałtu dokonanego przez żołnierzy Armii Czerwonej. Faithfull mówi jednak, że miały one też dużo szczęścia, bo przeżyły samą wojnę. Niemal 60 tys. wiedeńskich Żydów zginęło w obozach koncentracyjnych. Ledwie dwa miesiące po gwałcie Eva von Sacher-Masoch, wciąż jeszcze mieszkająca w Wiedniu, została redaktorką naczelną pisma dla kobiet. W zamieszczonym w nim jej własnym artykule znajdujemy niezwykle wymowny fragment o potwornych zbrodniach popełnionych w Austrii i wszystkich innych krajach. Autorka pisze: "Teraz jednak jesteśmy wolne od zniewolenia i przymusu. Dlatego możemy… znowu być sobą - rzeczywistymi, prawdziwymi kobietami wypełnionymi pragnieniem bycia dobrą matką". Eva poślubiła stacjonującego w bazie wojskowej w Austrii brytyjskiego majora wywiadu Roberta Faithfulla. Rozwiedli się w 1952 r. Ich córka Marianne urodziła się 29 grudnia 1946 r. w Londynie.”

 



sobota, 14 lipca 2018

Juki

W naszym ogrodzie jest ich sporo. Każdego roku, latem, kwitną bardzo obficie. Są dosyć stare, bo mają ponad 20 lat. Każda roślina to kępa pojedynczych rozet. Same się rozmnażają (powiększają objętość) przez przyrosty. Świetnie nadają się na tzw. zapchajdziury. Bardzo łatwo się przyjmują i po dwóch latach zakwitają. Są zimozielone i nie przemarzają. W naszym ogrodzie są juki olbrzymie, ale widziałam także juki o połowę mniejsze.


"Jukka karolińska[2], juka karolińska, juka włóknista, krępla karolińska, krępla włóknista, juka włóknista, szpilecznica włóknista[3] (Yucca filamentosa) – gatunek zimozielonej rośliny z rodziny szparagowatych. Pochodzi z południowo-wschodnich stanów USA, rozprzestrzeniła się także w innych rejonach USA[4]. Jest uprawiana w wielu krajach świata jako roślina ozdobna.


Kwitnie na przełomie lipca i sierpnia[3]. W warunkach naturalnych roślinę cechuje specyficzny sposób zapylania, z udziałem molika Tegeticula yuccasella. Samica tego owada zeskrobuje pyłek z pręcików jednej rośliny i przenosi go na drugą, gdzie wwierca pokładełko w znamię słupka, składa w każdym jedno jajo, a następnie zatyka otwór pyłkiem. Gąsienice żywią się zalążkami, jednak część z nich pozostaje i rozwija się w nasiona[


Cała roślina wraz z korzeniami wykorzystywana jest w lecznictwie. Pozyskuje się z niej frakcję saponinową, zawierającą ok. 1,2% saponin, z których najważniejsze to sarsapogenina i tigogenina. Po izolacji składniki te są produktem do syntezy kortykosteroidów i hormonów płciowych[3]. Od niedawna wyciągi z jukki używane są także do leczenia zapaleń stawów, przebiegających z ich zesztywnieniem i obrzękami[8]. W przemyśle wykorzystuje się włókno pozyskane z liści, przerabiane następnie na grube tkaniny i wyroby powroźnicze[9]."




"Jukę kupujemy w formie niedużej sadzonki. W doborze stanowiska do sadzenie kierujemy się przede wszystkim następującymi czynnikami: stanowisko musi być słoneczne, tylko wtedy możemy spodziewać się obfitego kwitnienia, w miejscach zacienionych juka może nie kwitnąć wcale. Dobrze jest, gdy roślina osłonięta jest od porywów wiatru, które ze względu na jej rozmiary, mogą łamać kwiatostany. Ważna jest również gleba. Nie może rosnąć w ziemi, w której stoi woda i jest bardzo wilgotno. Gleba powinna być przepuszczalna, o alkalicznym odczynie. Gleba nie musi być żyzna, może rosnąć nawet w mało zasobnej ziemi.


Musimy pamiętać również, że ze względu na bardzo długie i głęboko wchodzące w ziemię korzenie, jukę ogrodową jest bardzo trudno całkowicie wykopać z ogrodu. Dlatego miejsce do sadzenia powinno być starannie przemyślane i wybrane z namysłem.



Przy uprawie juki ogrodowej trzeba pamiętać o kilku zabiegach pielęgnacyjnych. Mają one przede wszystkim na celu polepszenie walorów ozdobnych rośliny. Przede wszystkim, w okresie późnego lata, po przekwitnięciu kwiatów, usuwamy wszystkie uschłe części rośliny. Mogą one długo zalegać na roślinie, co nie wygląda zbyt efektywnie.
Podlewamy regularnie przez całe lato, dość obficie. Musimy jednak pamiętać, aby podłoże było przepuszczalne i nie zatrzymywało wody, gdyż nie jest to korzystne dla rośliny.
W czasie wiosny, warto jest do wody, którą podlewamy roślinę, dodać trochę nawozu płynnego. Pozwoli to na wzmocnienie juki po okresie zimowym oraz przygotowanie jej do okresu kwitnienia. W okresie letnim nawóz dodajemy regularnie, gdyż ze względu na dużą ilość kwiatów, roślina może być osłabiona."
 Ostatnie zdjęcie- "Pochód duszków ogrodowych", zrobiłam podczas pełni księżyca
Zaletą juk jest ich stosunkowo długie kwitnienie oraz ogromna dekoracyjność, zarówno liści, jak i kwiatów, i w sumie bezobsługowość.  To niekłopotliwa roślina.
 Przytoczyłam tutaj warunki uprawy, ale ja się tak z naszymi jukami nie certolę. Jak chcę przesadzić, to nawet z małe kłącza oderwane od rośliny głównej sadzę i one się przyjmują. Nie dbam również o rodzaj gleby. W ogrodzie juki rosną w miejscach- nasłonecznionych, gdzie gleba szybko przesycha, oraz w miejscach zacienionych, gdzie jest wilgoć.  Po prostu sadzę kłącze tak, by ziemia zakrywała je dokładnie w miejscu skąd wyrastają liście, potem mocno zalewam woda, lekko przydeptuję ziemię i gotowe. Nie zdarzyło mi się, by juka nie przyjęła się. Myślę jednak, że gdy ktoś sadzi juki po raz pierwszy, to dobrze robić to według podanych wskazówek.
Informacje pochodzą z:






poniedziałek, 25 czerwca 2018

Miały być kwiaty, ale

kwiaty teraz wiszą na co drugim blogu, dlatego u mnie będzie trochę innego ogrodu.
Ogród przed burzą, taki mamy widok ze wschodniego tarasu, na którym spędzamy większość letniego czasu. Wprawdzie taras wychodzi na wschód, ale ogród jest na południe od niego. Te dalekie drzewa to jeszcze nie koniec ogrodu. Za nimi jest rząd leszczyn, potem rząd jodeł, potem rząd sosen i na brzegu ogrodu rośnie rząd wysokich brzóz (odległość od tarasu. około 80 metrów).  Aparat robi dużą perspektywę, jednak w realu też ta odległość jest dosyć duża. W każdym razie, kiedy robi się obchód po obwodzie ogrodu, trochę to trwa.

Skorupki jaj drozda z pierwszego, kwietniowego lęgu. Sprytne drozdy podrzucają skorupki daleko od gniazda.  Te porzuciły na ścieżce w sosnowej alejce.

 
Kwiaty brzoskwini po zrzuceniu płatków. Nawet bez płatków są  śliczne.
 
To nie jest jesienne zdjęcie chociaż kolory wskazywałyby na to. To młode liście leszczyny czerwonej, podświetlone słońcem. Potem robią się ciemnozielono- brązowe i "mechate".

Kwiaty lipy.  Nasze lipy zawsze kwitły na początku lipca, bo to jest odmiana lipcowa. W tym roku lipy zakwitły o 3 tygodnie wcześniej. I nie zawiodły- były gęste od kwiatów i pięknie pachniały. Uwielbiam ciepłe, letnie wieczory, kiedy ptaki powoli cichną, ale jest jeszcze jasno, robi się coraz ciszej, a od lip dochodzi taki miękki, słodki zapach.
Wszyscy zamieszczają zdjęcia malin czerwonych, no to, by nie zanudzać, zrobiłam zdjęcie naszym żółtym malinom. Dwa lata temu kupiłam w Castoramie, w przypływie "chcenia", dwa krzaki żółtych malin. Zasadziłam je, wydały owoce. W zeszłym roku, na wiosnę,  musiałam zreorganizować grządkę i wykopać te krzaki. Przesadziłam je w inny kąt ogrodu. Tam owocowały. A w tym roku, zupełnie nieoczekiwanie, parę krzaków pojawiło się pod drugiej stronie chodnika, naprzeciw tej zreorganizowanej grządki.  Gdzieś musiały przeleźć rozłogi i powstał całkiem niezły maliniak żółtych malin. Tym sposobem w ogrodzie są dwa takie maliniaki. Żółte maliny są słodsze od czerwonych. Łapią też mniej chorób.
I wiśnie. W ogrodzie jest tylko jedna wiśnia. kiedyś było ich więcej, niestety zmarzły. W tym roku bardzo ładnie obrodziła. Było już ciasto z wiśniami, kompot wiśniowy, a teraz... co by tu jeszcze...może wiśnióweczkę?
Morwa też w tym roku wcześniej owocowała. I jak zawsze miała owoców full wypas. Wszyscy się  na niej dokarmiają: szpaki, drozdy, kosy, małe ptaszki, my i oczywiście rude. Rude prawie codziennie na niej siedzą. Lubią też czereśnie.

 

Szpaczysko usiadło na drucie i skrzeczało. One tak dziwnie skwirczą, a potem pogwizdują. Ten wyglądał na zwiadowcę. Posiedział chwilę, porozglądał się czujnie i poleciał. Jedna rodzina szpacza ma gniazdo w dużej jodle. Kiedyś podpatrzyłam jak stary zapikował między gałęzie, a potem rozległy się piski młodych. Trochę nietypowe wybrał miejsce na gniazdo, ale u nas wszystko jest ciut postawione na głowie, to i szpaki mają prawo do swoich dziwactw.
Na tych drutach często przesiaduje całe towarzystwo ptaszorów. Bywa, że na jednym drucie równocześnie siedzą wróbel, kos i sierpówki. Potem pojawia się muchołówka albo drozd. Nie zauważyłam, by ptaki te dokuczały sobie, albo przeganiały się. Owszem, kiedy usiądzie całe stado wróbli, to są tam przepychanki i kłótnie, ale krótko trwają.
Dzwońce też często pojawiają się na drutach. Ten akurat zabiera się do koncertowania.
Nie wiem czy to motyl, czy ćma i nie wiem, jak się nazywa. Poszukałam w necie, ale nie znalazłam nazwy. Oprócz motyla, podoba mi się, na zdjęciu, faktura ściany. Całość jest bardzo malownicza.
Taka sobie tęcza, nie tęcza. Czasem uda mi się przyłapać słońce na psoceniu.
Post bez Bezki, to post beznadziejny:)
Dzisiaj w roli strażnika ogrodu: " I tak sobie siedzę, i tak sobie patrzę...". Miejsce- granica ogrodu z sadem, ulubiony punkt obserwacyjny Bezki.