niedziela, 25 maja 2014

Jak nie piorun to....



Wtorek- chodzę po piwnicy i „podziwiam” bałagan, jaki w niej zaistniał od zeszłego roku. Co ją posprzątamy, to przez jakiś okres bałagan się koci. Tu coś na szybko złożymy, tam położymy, tu „na chwilę” postawimy regał do malowanie, a w innym kącie na króciutko upchamy deski itd.  Więc chodzę po tej piwnicy i planuję sobie pracę na letnie upały. Co chwilę wzrok mój pada na jakiś kawałek kabla, rurki czy sznurka. Cholewcia, myślę sobie, wyglądają niektóre jak żmija. Fuj- żmija w piwnicy? Głupie pomysły. Wychodzę zniesmaczona swoimi myślami na słońce i po chwili zapominam o tym.
Czwartek, wczesny wieczór, około 18tej. Po całym dniu „szaleństwa” w domu i ogrodzie siadam na tarasie. Jaskół przybija listwą nową wykładzinę. Beza buszuje pod ścianą, z drugiej strony balustrady. Poszczekuje. Doskakuje do czegoś. Nie chce mi się wstać.
- Zobacz, na co ona tak się wścieka- mówię do Jaskóła. Odrywa się od posadzki i przechyla przez balustradę, oplecioną grubymi „linami” winobluszczu.
-Nic nie widzę. Beza… Beza!- upomina psa ostro. Beza powarkując przychodzi na taras.
Jaskół przechyla się jeszcze bardziej. Słyszymy cichy syk.
- To na mnie syczy- nachyla się dalej. Słyszę głośniejszy syk. Jeszcze mój umysł nie reaguje.
- To może być ptak, albo żmija….- mówię i nagle do mnie dociera. Jezus Maria- ZMIJA! Wpadam w lekką panikę
- Widzę to!- Jaskół zaczyna się denerwować- To wpełzło pod taras.
-Miało zygzak?! Duża była?!- zaczynam tracić nad sobą panowanie. Dwa zwierzaki doprowadzają mnie wręcz do paniki- pająki i gady. Nad wstrętem do pająków jakoś panuję, nad strachem przed żmiją- nie. Szybko myślę- w sobotę mamy klasowe ognisko. Będzie sporo ludzi- niech ktoś niechcący rozdrażni gada… albo my… grabiami…Rany!  Ale głównie… JA NIE CHCĘ MIESZKAĆ, Z GADEM!!!!!!!
-Dzwonię- mówię spanikowanym głosem i czuję jak dostaję gęsiej skórki.
- Ale gdzie?- Jaskół zastanawia się.
- Gdziekolwiek. Na policję. Oni wiedzą, co w takich sytuacjach robić.- biorę słuchawkę do ręki i wystukuję numer policji. Szybko zgłasza się dyżurny powiatowy.
Zdenerwowanym głosem przedstawiam się i mówię, że mamy pod tarasem żmiję.
- A jak ona wygląda?- dyżurny pyta i słyszę w jego głosie śmiech.
- Nie wiem, nie wiedziałam jej, ale jest wściekła, bo syczy, wpełzała pod taras. Mąż widział- głos mi się ze zdenerwowania łamie.
- Ale co ja pani poradzę- jeszcze próbuje podśmiewać się ze mnie. Gdybym nie była tak spanikowana, to pewnie powiedziałbym mu „maleńkie” co nieco.
- Nie wiem, to wy wiecie, co się w takich przypadkach robi- mówię jeszcze bardziej zdenerwowana, bo czuję, że mnie zbywa, a wizja żmii pod tarasem paraliżuje mnie. Nie wyjdę do ogrodu dopóki ktoś gada nie usunie.
- No dobra, niech pani dzwoni do straży, oni takie rzeczy załatwiają- kończy dyżurny.
OK, dzwonię i znowu tłumaczę, co się dzieje. I znowu ta sama śpiewka.
- A jak ona wygląda?- pyta dyżurny strażak
- Nie wiem, syczy i jest wściekła. – jest mi wszystko jedno czy wychodzę na idiotkę, czy nie. Potrafią małe kotki z drzew ściągać, niech mi gada wywleką spod tarasu. Porosi o dokładny adres i oznajmia, że zaraz przyjedzie ekipa. Czekamy. Ja prawie słaniająca się ze strachu, Jaskół przy kompie szuka informacji na temat gadów. Dwa wchodzą w rachubę- żmija zygzakowata i zaskroniec. Jakół może gada poznać jedynie po kolorze i długości, bo szybko przepełzał za rynną pod taras. Nie widział zygzaka, ale w pewnym momencie gad podniósł łepek i zasyczał mocno.
Czekamy. Mija pół godziny. Ja nadal spanikowana, że nas zlekceważono i będziemy musieli w niepewności teraz żyć. Nagle słyszymy syrenę. Pod bramę podjeżdża wielki wóz bojowy „na kogucie”. Jesteśmy lekko wygłupieni. Ale heca, jak do pożaru. Są. Po chwili na trawniku zjawia się trzech strażaków w pełnym rynsztunku bojowym, z łopatami w rękach. O matko! Patrzę na te łopaty zszokowana. Wydawało mi się, że raczej jakiś aparat do wykurzenia gadziny przysmyczą. Tłumaczymy o co chodzi. Chwilę stoją niezdecydowani. Patrzą jak się dostać pod taras, ale z tym sprawa nie jest łatwa. Taras jest 30 cm nad ziemią, ogromny. Długi na cztery metry, a szeroki na prawie trzy. Z jednej strony zarośnięty konwaliami, z drugiej pnączem o grubych pędach. Jestem tak zdesperowana, że gotowa jestem całe zielsko poświęcić, byle tego gada stamtąd wyciągnęli.
-Wcale się nie dziwię. Macie tu idealne warunki dla zaskrońców.- Szef rozgląda się po ogrodzie.
- A jak to nie jest zaskroniec?- pytam
- Żmije boją się ludzi. Raczej wygląda mi to na zaskrońca- mówi głównodowodzący i patrzy na mnie wyczekująco. Pewnie ma nadzieję, że mnie uspokoi i akcja na tym się zakończy. O, nic z tego. Nie będę tu z nieokreślonym gadem mieszkać. Jaskół też czeka, co zadecyduję. Jasne….
- A jak to będzie żmija i w trakcie prac, niechcący nadepniemy jej na ogon, albo Bezka ją rozdrażni?- Nie ustępuję- Wtedy dopiero będzie kłopot i draka. Jestem zdesperowana i to widać. No co, wcale nie mam zamiaru schodzić z tego padołu łez jak Kleopatra. Szef westchnął, wysłał kolegę po latarkę, rymnęli na kolana i zabrali się do polowania.  Trochę zawahali się przy konwaliach i róży.
- Możecie panowie robić z tym, co chcecie. Ja chcę wiedzieć, co tam wlazło. Równocześnie poprosiłam Jaskóła, żeby pozamykał okienka w piwnicy, bo może się tam gad ewakuować, kiedy mu się odetnie drogę do ogrodu.  I przypomniały mi się moje głupie myśli z wtorku. No cóż- piorun „na życzenie” strzelił w brzozę, to dlaczego gad w piwnicy nie może zamieszkać? Brrrrrrrrrrrrr…
Strażacy bardzo się starali, ale w takich warunkach szanse na wytropienie pełzającego były nikłe. Za wszelką cenę starali się mnie uspokoić opowiadając o zwyczajach zaskrońców, bo podejrzewali, że to on się przyplątał pod taras.  Zeszłam na trawnik zrezygnowana. Sama widziałam, że to jest bez sensu. Zaczynałam się przyzwyczajać do myśli, że będziemy teraz z gadem współegzystować. Byle na pokojowych warunkach.
- A tu macie państwo jeża. Oooo…..- kucający strażak oświetlił zwiniętą kolczastą kulkę- Nie ma śladów pełzającej żmii. Na tym suchym pyle byłyby takie odciśnięte rowki. Na pewno nie ma tu gniazda- dodał pewnym głosem.
Faktycznie, oświetlona sucha ziemia była gładziutka, a na niej leżał jeż.
Jeż i żmija….myślałam intensywnie. Czy żmije wcinają jeże? Czy on miał tam prawo być, jeżeli gad też tam jest? Co tam się będzie po zmroku działo? I czy Beza wykryłaby gada, gdyby zamieszkiwał wcześniej ogród?
Strażacy zbierali łopaty, kończąc akcję.
-A nie macie czegoś do wykurzenia gada?- miałam nadzieję, ze może myśl im podsunę i jeszcze zadziałają.
-Niestety- tylko takie rzeczy, pokazał łopaty i latarkę.
Pakowali sprzęt do wozu, a ja bardzo mocno pracowałam nad przyzwyczajaniem się do myśli, że to coś tam może nadal być i teraz trzeba uważać. Szef spisał jeszcze dane i pojechali. A my do Internetu uzupełniać wiadomości o gadach i ich zwyczajach. Po uważnym czytaniu wyszło nam, że

  1. Żmije rzadko podchodzą do siedzib ludzkich, są bardzo płochliwe, nie atakują „same od siebie (tylko w przypadkach próby schwytania lub drażnienia), ukąszenie żmii rzadko prowadzi do śmierci, ale jest niebezpieczne dla dzieci i osób starszych. Widzą tylko ruszające się rzeczy i są krótsze niż to coś, co widział Jaskół. Żmija ma wyraźny zygzak na grzbiecie, trudno ją pomylić z innym gadem. Lubi wygrzewać się na słońcu, najczęściej na suchych kamieniach lub ścieżkach.
  2. Zaskrońce lubią wilgotne miejsca, zamieszkują często ogrody, mniej boją się ludzi, są dłuższe niż żmije, w stanie zagrożenia głośno syczą (a tego nie wiedziałam, byłam pewna, że syczy tylko żmija) lub wyrzucają cuchnącą ciecz. Potrafi też udawać martwego. Rzadko kąsa, ale jest niejadowity.  Naturalnymi przeciwnikami zaskrońca są, lisy, łasice, jeże, ptaki drapieżne, a nawet kosy. Zaskroniec jest barwy ciemnobrązowej, prawie jednolitej, a „za skroniami” ma dwie pomarańczowe plamy. Jest pod ścisłą ochroną. Zaskroniec żywi się dżdżownicami, myszami, żabami, rybami. Łowi tylko zwierzęta poruszające się, nie uśmierca ich, połyka w całości.  Aktywny jest przez dzień, w nocy śpi. Są ogrodnicy, którzy wręcz hodują zaskrońce, bo to niezwykle pożyteczne gady.


No i doszliśmy do wniosku, że to zaskroniec. Ja mam ciągle nadzieję, że tylko odwiedził i już go pod tarasem nie ma. I mam nadzieję, że nie zeżarł go ten jeż, chociaż byłoby to sposób na pozbycie się gada.
Teraz kiedy chodzę po piwnicy to mocno hałasuję, ale do końca nie jestem pewna, czy nie mamy tam nowego lokatora.
A o swoich myślach sprawczych wolę na razie zapomnieć, bo jak tak nadal pójdzie…

44 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Wpadłam w autentyczną panikę, z poceniem się włącznie:(

      Usuń
  2. Widziałam kilka razy zaskrońca, ale z odległości 3 - 5 metrów.Te jego "pomarańczowe plamy" to są raczej żółte, a nie pomarańczowe.I są dość ciemne, wydają się nawet czarne. I rzeczywiście najchętniej siedzę w cieniu, pod krzakami lub
    pośród nisko rosnących roślin. I rzeczywiście, długie to jest. Sądzę, że obecność Bezy zrazi waszego gościa do urządzenia sobie lokum w Waszym ogrodzie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to Bezka będzie głównym straszakiem. Gdyby gad wyłaził, to pierwsza by wywęszyła trop. Na razie nic jej w tę stronę nie ciągnie, a w reszcie ogrodu też zachowuje się normalnie.

      Usuń
  3. Zaskronce sa fajne! Nie tylko pozyteczne, ale takie milusie w dotyku. Calkiem bezpieczne.
    Jaskoleczko, nie ma sie czego obawiac, naprawde. Nawet Bezie nic nie grozi z jego strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś dotykałam węza. Rzeczywiście miał aksamitna skórę. Jednak... ja tam wolę z daleka od tych zwierzaków:)

      Usuń
  4. No to łączy nas wspólna fobia :) Z pająkami daję sobie radę ale z gadami.... na samą myśl, ciarki po mnie przelatują.
    Przez dłuższą chwilę się zastanawiałam czy to napisać, ale bezpieczeństwo w końcu najważniejsze. Przez długie lata wierzyłam, że żmija boi się ludzi, dopóki parę lat temu nie stałam się naocznym świadkiem pewnego zdarzenia. Otóż sąsiad wyleciał z domu z wielkim wrzaskiem, co jak by nie patrzeć u mężczyzny w sile wieku nie jest zjawiskiem normalnym. Wszyscy się zlecieli i okazało się, że zamarzył się chłopinie zasłużony odpoczynek i postanowił obejrzeć mecz, racząc się przy tym piwem. Nachylił się by sięgnąć po nie (stało na stoliku) i ujrzał jak spod kanapy na której siedział, wypełzła żmija... ciąg dalszy wiadomy wystrzelił jak z procy i z wrzaskiem wypadł na podwórko. Po dłuższym czasie grupie panów "niebojących się" gada udało się go wypłoszyć, zrobić kilka fotek i zapakować do worka, który następnie wyniesiono do lasu. Zdjęcia obejrzałam dokładnie (oglądania żywizny odmówiłam stanowczo) i żadnych wątpliwości być nie mogło. Od tego czasu wokół tarasu i domu wolę donice niż gęstwę bylin. Krzaki i byliny mogą rosnąć pod płotem tam nie chodzę :) Lepiej na zimne dmuchać... Ku pociesze z tego co miejscowi powiadają to ponoć tam gdzie są jeże, raczej żmij nie ma :))
    Mam nadzieję, że Cię nie nastraszyłam, trzymam kciuki, że to fałszywy alarm. A co myślenia życzeniowego to może w jakiejś wolnej chwili pomyślałabyś - zażyczyłabyś sobie co by mi się milion w Lotto trafił ;-D
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosiu, ja mam chyba gorsza historyjke w zanadrzu.Otoz kolezanka mojego syna, taka co to lubi zwierzatka, szla sobie przez las. U nas w Z. sporo pieknych, suchych sosonowych lasow. No i patrzy, a na drodze...zmija. Wziela ja na rece, bo bala sie , ze ja samochod przejedzie (a rzadko tam jezdza). Zmija nie docenila tegio gestu i dziecko dziabnela. Po czym uciekla w krzale. Dziecko spuchlo, stracilo przytomnosc, szcesliwie bylo z kolezanka, ktra wezwala pomoc. Ale to nie koniec. Okazalo sie, ze w szpitalu, do ktorego J, przywiezli nie bylo surowicy. Po calej Warszawie szukali. J. miala majaki, sliny obrzek klopoty z sercem. Wlasciwie , to mamie powiedzieli, ze mozna sie spodziewac najgorszego. Ale w koncu te surowice dowiezli i J. uratowali.Kochajmy zwierzeta, ale rozsadnie;)

      Usuń
    2. No, bo ze zwierzakami tak jak z ludźmi. Jedne sobie pójdą, inne są asertywne i dziabią, jeszcze inne mają zanik instynktu i ładują się do domu na piwo. Dlatego ja na zimnie dmucham. nigdy nie wiem, czy zwierzę nie jest z tych agresywnych mimo opinii łagodnego gatunku lub nie ma wścieklizny, albo jeszcze innej choroby.

      Mam nadzieję, że teraz w szpitalach nie brakuje surowicy. No i jad żmii jest niebezpieczny właśnie dla dzieci i osób chorych na serce, pod wpływem alkoholu lub uczulonych. Tylko skąd wiedzieć, ze nie ma się uczulenia na jad żmii?

      Usuń
    3. Zosiu- no kurcze- właśnie w sprawie tych milionów to te moje myślenie sprawcze nie działa. Już próbowałam i próbowałam, i próbowałam... do bani... nic, klapa i tyle:(

      Usuń
  5. Na mojej działce zaskrońców na kopy.Nie ma problemu by je wziąć do ręki i przenieść w inne miejsce.Jeden był taki uparty, że za nic nie chciał opuścić miejsca przy domku.Nie powiem, dwie żmije już zabiliśmy.Prawdopodobnie są pod ochroną, ale nie godziłam się na takiej towarzystwo.Prawda jest jednak taka, że to stworzenie , przeciwnie niż zaskrońce, ucieka przed człowiekiem tak szybko jak może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno byłoby mi znieść towarzystwo wielu zaskrońców. Ale podobno można się do wszystkiego przyzwyczaić. Na razie oswoiłam się z myślą, że należy w ogrodzie bardziej uważać.
      Nie wyobrażam sobie zabić gada. Żadnego. No chyba , że w obronie własnej. Przecież one nie maja świadomości, że właśnie są na terenie dla niech "nieodpowiednim". Pewnie, gdyby wiedziały, nie pchałyby się do ludzi.

      Usuń
  6. niestety ale nie wierzę w to, że żmije się boją ludzi, u mojej mamy dom stoi koło bardzo zarośniętego brzegu i trzeba tam bardzo uważać, rodzice mieli kota namiętnie polującego na węże ale zginął im. Może dawniej się bały, ale teraz wszelka gadzina lgnie do ludzkich siedlisk, dziki spacerują po mieście to czemu żmije mają uciekać. Miałaś rację, służby od tego są, aby pomóc i nie powinno tam być miejsca na głupie docinki i śmieszki skoro poczułaś się zagrożona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też biorę pod uwagę. Po prostu trzeba teraz bardziej uważać i w piwnicy, i w ogrodzie.Ale liczę, ze tren gad jest jednak płochliwy i już się wyniósł.Mógł tez zginąć od zębów jeża, jeżeli to był zaskroniec.

      Usuń
  7. Z tego co wiem, zaskrońce nie syczą. Miałem z nimi do czynienia, są bezgłośne, albo może miałem takie szczęście, że nie dawały głosu przy mnie. I zaskrońce owszem, są płochliwe, ale aż nie tak mocno. Co do żmij zgoda, jak widzi człowieka to ucieka, ale nie zawsze. Miałem kiedyś z taką do czynienia, to ja się wycofywałem, a ni eona.
    I miałem kiedyś do czynienia z jakimś pływającym w wodzie, ze strachu nie wiem co to było, ale otwierało paszczę i atakowało mnie, jakoś uderzając w wodę i tworząc falę odepchnąłem "to coś", a pływało świetnie.
    Czyli obserwować miejsca ze słońcem i tam gdzie kamienie są, w razie czego takie małe zwierzątko co to żywi się wężami (a nazwa wyleciała mi z głowy) pożyczyć z ZOO. Jakiś ptak w Polsce też poluje na to. Pozdrawiam.
    PS
    Zawsze można wężówkę zrobić, choć na samą myśl o piciu czegoś takiego niedobrze mi się robi;)
    Specjalność Jaskółki- wężówka mrożona;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak spotkam żmije, to sama zwieje nie czekając, kiedy ona się ruszy. Podobno zaskrońce głośno syczą. Rany- Belfrze... niech też syczą i nie pozbawiaj mnie złudzeń. W wodzie- w rzece Czarna Hańcza- spotkałam żmiję miedziankę. Zwiałam na brzeg, a ona sobie dalej przy brzegu pływała. Nie wiem czy z ZOO można Ichneumona wypożyczyć. raczej nie. A poza tym, nasze gady są pod ścisłą ochroną i nawet Mangusty nie można nimi nakarmić.
      Piłam gadzinówkę przywiezioną z Chin. Całkiem niezła była do momentu zdjęcia z butelki ręcznika. potem jakby mniej, ale wytrąbiliśmy całą butlę do dna. Gad został w szkle:)
      Musiałabym dymion kupić i nastawić, bo te nasze gady to raczej z tych większych i do półlitrówki za żadne skarby się nie zmieszczą, a zalewać je w kawałkach to już profanacja wężówki:):)

      Usuń
  8. Na zdjęciach żmija i zaskroniec wyraźnie się różnią i teraz wiem, że jeżdżąc rowerem omal nie przejechałam właśnie sunącego przez dróżkę zaskrońca. Tak się przeraziłam (w moich oczach był olbrzymem!), że jeszcze długo po tym zdarzeniu w każdym patyku widziałam węża ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta brązowa żmija mało różni się od brązowego zaskrońca. Wielkością i kształtem głowy, ale w panice na takie rzeczy się nie patrzy. Żmija ma jeszcze czerwone oczy z brązową źrenicą. Mnie "udało" się przejechać na rowerze padalca, ale się pozbierał i prysnął szybciutko. ja tez mam fobie. W piwnicy czekam na syk:( i tak samo każdy patyk dokładnie oglądam:(

      Usuń
    2. Każda żmija ma charakterystyczny zygzak na całej długości,tyle,ze,jczasem jest szaro-brązowa i ten zygzak tez jest ciemny i zlewa się z całoscia i nie jest dobrze widoczny.Żmija ma rzeczywiscie inne oczy niz pozostałe węże - z pionową, soczewkowatą źrenicą.Najpospolitszym, a zatem najczęściej spotykanym polskim wężem jest chyba jednak zaskroniec Jego bardzo charakterystyczną cechą są dwie żółte (czasami prawie białe), czarno obwiedzione plamy z tyłu głowy, czyli „za skroniami”.(syczy podobnie jak żmija)Zadna żmija nie ma na łbie takich plam:)) Oczywiscie,ze w panice człowiek nie widzi szczegołów.Najlepiej obserwować gady z dystansu,przez lornetkę;) Spotykalismy różne 'pełzające" spedzajac urlopy w lesniczowce u mojego brata - troche sie im przyjrzałam ze wzgledu na bezpieczeństwo swoje i dziecka:)) Generalnie - gady sa bardziej ostrożne niz my i unikają jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi.

      Usuń
    3. Oby unikały nadal:) Ja też teraz jak ten gad- jestem bardzo ostrożna:):)

      Usuń
  9. Nasze koty uwielbiały znosić padalce i się nimi zabawiać na podwórku - też niby się różnią, a strach w pierwszej chwili był :D lepiej za dużo ostrożności niż za mało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padalca zniosłabym z mniejszym obrzydzeniem. Mały i niegroźny. Właśnie sobie uświadomiłam, jak ciągle mało znam tutejsze środowisko. Przecież tu naokoło pełno dużych lasów i zatrzęsienie stawów, jarów, rzeczek. Istny raj dla gadów.

      Usuń
  10. Chyba większośc z nas ma zakorzeniony w świadomości lęk przed pełzającymi stworzeniami.Zwyczajnie - nie lubimy gadów:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lęk atawistyczny i chyba wchowany. Nie lubimy gadów no i pająków:)

      Usuń
  11. no cóż... policja zwierzakowa jest w tym kraju w stadium raczkującym... niby się wzywa straż miejską... ale co z tego?... przecież oni pojęcia nie mają, jak się zachować... kiedyś na mój ogródek wmeldowała się sarna... dzielni funkcjonariusze piętnaście minut kombinowali co robić, zabić, czy nie zabić?... a sarna sama sobie poradziła, przeskoczyła do sąsiada, znalazła lukę w ogrodzeniu i dała dyla...
    zaskroniec ma takie żółte, jak na obrazku... problemem w rozpoznaniu może być gniewosz plamisty /tzw. miedzianka/ lub wąż Eskulapa, ale ten drugi jest wybitna rzadkością... oba nie są jadowite... problem leży w psychice... "ojej, wąż, to na pewno żmija, która zaraz zgwałci, zabije i rower ukradnie"... a jak widać, sprawa rozwiązała się sama...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie rozwiązało:( nie wiemy, czy sobie poszło, czy siedzi nadal w ogrodzie. Staram się uważać i zmienić podejście, ale ciężko mi idzie.
      Tak, zastanawiam się na tym, co byłoby, gdyby na pewniaka siedziała tam żmija i naprawdę trzeba było by ją wyciągnąć. Łopatami?
      No i to podejście- zabić nie zabić. Rany... Kryminał. ja sobie nie życzę, żeby zabijano zwierzęta z tego tylko powodu, że zabłądziły do ogrodów ludzkich.
      Powinny być sposoby na bezpieczne wyłapywanie i wynoszenie w miejsca z dala od siedlisk ludzkich. Jak znam siebie, zabicie żmii odchorowałbym bardzo. Z dwojga złego niech tam siedzi, a może w jakimś momencie uzna, że nie warto tu być, bo zbyt hałaśliwie, albo niebezpiecznie dla niej.

      Usuń
  12. U nas sporo zaskrońców, człowiek sie przyzwyczaja. I szacun dla strażaków, że nie olali zgłoszenia, wiadomo dlaczego cieszą się największym szacunkiem wśród ludzi, bo na to zasługują :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromny szacun, bo byli do pół godziny i naprawdę starali się:) Gdybym była pewna, że to zaskroniec, to nie panikowałabym. Do teraz nie wiemy, co to za gad wlazł pod taras.

      Usuń
  13. W Gorcach miałem zaskrońca na swojej posesji. Żona piszczała jak go spotykała na swojej dróżcce, ale za nic nie pozowoliła go skrzywdzić. A pod lasem była taka łąka gdzie żmije miały swoje gody . Jak w dobrym horrorze
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym spotkała żmiję, to też nie pozwolę jej skrzywdzić. Nie o to chodzi, żeby wyeliminować. Chodzi o to, żebyśmy obie czuły się bezpiecznie. Dlatego chciałam wiedzieć, co to jest.
      To musi być fascynujący widok- dużo żmij na łące:)
      Gorce- piękne góry:)

      Usuń
  14. Kilka lat temu zaskrońce latały mi po ogrodzie prawie całe lato. Czasami widziałem jak przed kosiarką przeskakiwały z jednej dziury po krecie do drugiej, ale jesienią już ich nie było. Od tego czasu się nie pokazały.
    A największe skupiska żmij i zaskrońców spotkałem jak byłem mały w Bieszczadach. Na hałdach z tartaków. Pamiętam, że lubiliśmy się tam bawić, często płoszyliśmy je, mimo, że rodzice zabraniali nam tam chodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ta kosiarka dała im do myślenia. Wybrały spokojniejszy teren.
      Naturalnym środowiskiem gadów są właśnie górskie tereny i wilgotne nizinne (upraszczam). Mimo, że nasz ogród sprzyja osiedleniu się gada, zbyt dużo tu hałasu, psów, ludzi, często kosimy trawę na terenie całej posesji- nawet w lasku. Myślę, że gad się wyniósł, bo Beza zachowuje się spokojnie w różnych miejscach ogrodu. dawno by go wywęszyła. Może wyniósł się do sąsiedniego sadu, albo dalej do zagajników nad stawami.

      Usuń
  15. A ja jeszcze nie spotkałem, żywego węża, zawsze był rozjeszany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę razy widziałam w naturze, raz na pokazie. Nie tęsknię za ich widokiem.

      Usuń
  16. Każde zwierzątko, Jaskółko, da się oswoić, gdy poczuje się "domownikiem"! Nawet węże... Dlatego lepiej się z gadem zaprzyjaźnić (np. dokarmiać go dyskretnie) niż z nim walczyć!
    buziule

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru gadzinki oswajać. Możemy współistnieć pokojowo i nic poza tym. Lepiej żeby sobie poszła:)

      Usuń
    2. "Zygzakuje" sobie żmijowe małżeństwo polną dróżką. Ona, przez dłuższy czas, nienaturalnie dla niej, milcząca, wreszcie się pyta:
      - Powiedz mi, kochany, jesteśmy jadowite?
      - Oczywiście, przecież my - to żmije zygzakowate!
      - Łożeż k..., a ja się ugryzłam w język!

      Usuń
    3. Ooooooooooooooo, to chyba jakaś wskazówka:):):)

      Usuń
    4. Zawsze twierdziłam, że powstrzymywanie się od mówienia czasem bywa niezdrowe:)

      Usuń
  17. Jak pierwszy raz zobaczyłam zaskrońca na schodach naszego wiejskiego domku razem z dwuletnim wnukiem, to o mało bym nie "zeszła" z tego świata. Panika nas wykończy Jaskółko :):):).
    Dziękuję za odwiedziny.
    Pozdrawiam słonecznie ( najprawdziwsze słonko się u nas pokazało )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nie spodziewasz takiego widoku, to trudno się opanować. Najgorsze jest to "znienacka". Wiedza uspokaja nerwy. Wiem i mam szansę się dostosować- w tym przypadku do widoku gada w ogrodzie.

      Usuń
  18. Miałam to szzęście i nie widziałam tu jeszcze żadnego żmijowatego potwora. Tylko padalców mnóstwo, ale ich sie nie boje.Do Bieszczad jest z 70 km, wiec może tu nie dotrą...
    Kiedyś w Au wystraszyłam sie bardzo wielkiej jaszczurki w kołnierzem wokół szyi.Nogi sie pode mną ugieły a ona stałą na tylnych nogach, gapiła się na mnie żółtymi oczami jak jakiś dinozaur i syczała okropnie! Brrr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, ze u Was jest ich dużo, ale mają dużo przestrzeni, żeby nie wchodzić Wam w drogę. ten nasz prawdopodobnie 'zabłądził", albo w wędrówce przeszkodziła mu ruchliwa szosa, która jest niedaleko naszego ogrodu.
      Jaszczurka, którą opisujesz robi wrażenie. Widziałam na filmie jaką potrafi przyjąć postawę obronną. Można się bać.

      Usuń
  19. Lubie pająki, ale przed sykiem uciekałabym;/
    Dobrze, że strażacy potraktowali poważnie.Zawsze lepiej działać przed!
    Ściskam;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.