niedziela, 13 listopada 2016

Troche mi lepiej:)


19 komentarzy:

  1. Czasami sie zastanawiam przy nie biora mnie za aspoleczna, bo niby mam znajomych ale za czesto nie chce ich widywac, lubie byc wsrod ludzi ale tylko czasami, natomiast byc tylko ze soba uwielbiam, no i niby uwazam sie za tolerancyjna ale jednak...
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam sporo znajomych, jednak nie znoszę, kiedy ci znajomi mnie lekceważą i powoli odcinam się od nich. Nie może być tak, że tylko ja zapraszam, organizuję, dzwonię, a z ich strony przez długi czas po "imprezach" cisza, brak zainteresowania. Widocznie nie potrzebują mnie do towarzystwa, nie obchodzą ich moje sprawy, ja sama. Nie, to NIE. Dlatego zmieniam numer telefonu i kilku tzw. "przyjaciółkom" i znajomym nie podam nowego.
      Potrafię i lubię być sama ze sobą. I nigdy się nie nudzę. Prospołeczna to ja byłam przez, co najmniej, 40 lat i to wystarczy.

      Usuń
    2. Wszystko to co piszesz przerabialam, godzinami wysluchiwalam narzekan mojej kolezanki, najczesciej do poznej nocy trzymala mnie na telefonie, ona natomiast nie byla w stanie nawet posluchac mnie przez kilka minut, w koncu skonczylam ta znajomosc mowiac jej najzwyczajniej ze koniec nic nie tlumaczac. Odzylam kiedy zakonczylam te rozne nieudane znajomosci, z tymi co zostali spotykam sie czasami, najczesciej w kawiarni. Teresa

      Usuń
    3. Na starość robię się super jędzą. Już powiedziałam Jaskółowi, że jak do niego zadzwonią, to ma mówić, że ja telefonu nie mam, bo nie potrzebuję.
      Najgorsza jest taka jedna, co to dzwoni raz na pół roku z pretensjami, że jej nie zapraszam do domu, a zapraszam inną koleżankę, a przecież jej nie lubię. No to w zeszłym roku zaprosiłam. Dwa miesiące trwały pertraktacje kiedy i jak. Już nawet transport jej zapewniliśmy z i do Cieszyna, a potem miała autobus dalej. Nici wyszły- nie odezwała się, a potem w mailu napisała, że była w górach.
      Ktoś powie, dlaczego ja nie zadzwonię? Otóż kiedyś dzwoniłam, a teraz już nie. Nie chcę takich znajomości sztucznie podtrzymywać. O właśnie- SZTUCZNIE podtrzymywać.

      Usuń
    4. Brawo, wcale nie jedza, tylko mowi sie NIE i ceni swoja wolnosc. Teresa

      Usuń
    5. Żałuję, że dopiero teraz potrafię być asertywna, ale... czasami mam poczucie winy, że może ja powinnam jednak...

      Usuń
  2. Uzasadnienie zgadza się. Mam coraz mniejszą tolerancję na głupie gadanie. A ponieważ kilka koleżanek okazało się krętaczkami- mnie co innego, innym co innego, to je wycinam. Trochę mnie to boli, ale trudno. Nie będę sobie fundowała złych emocji przy każdej rozmowie telefonicznej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też straciłam serce do koleżanki, która była moją koleżanką od 30 lat.
    Jak zaczęła mnie przekonywać, że moja wartość jest taka sama jak zarodka to mi się chciało płakać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płakać? Rozbawiłaś mnie:):):)Wszystkiego spodziewałabym się, jakiś mocnych uzasadnień, ale to jest super. Nie obraź się, najpoważniej uznaję powód zerwania z koleżanką. Ja wściekłabym się na takie gadanie.A przede wszystkim, takie gadanie, uzmysłowiłoby mi, na jakim poziomie jest koleżanka tzn., niech sobie jest na takim, ale ja nie chciałabym być na takim samym.

      Na fejsie jest moja koleżanka ze szkoły podstawowej. Ona twierdziła, że jest moją przyjaciółką,bo siedziała ze mną w ławce chyba rok. W 8 klasie przeszłam do innej szkoły. Nigdy później, zresztą przedtem też, nie utrzymywałyśmy jakichś szczególnych, bliższych kontaktów. Na fejsie zostałyśmy znajomymi i tyle. No i na szczęście, że kontakt się bardziej nie odnowił, bo to, co ona wiesza to jest "mikre". Moi uczniowie wieszają często bardzo poważne tematy, ona jakieś "wróżby" typu "powiem ci co niesie twoje imię". Oczywiście, że wolno jej i może sobie robić tam, co chce, jednak kompletnie nie wiem, o czym miałybyśmy w realu rozmawiać.
      A poza tym utarł się dziwny pogląd, że jak się siedziało z kimś w ławce szkolnej to od razu była to przyjaźń.

      Usuń
  4. Niestety, ze wzgledu na prace, musze czesto z takowymi obcowac :(. Po pracy zatrzaskuje drzwi i nic mnie nie zmusi do ich tolerowania :). (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te z pracy same się wyeliminowały. Kiedy zawalił mi się świat, żadna z nich nie zapytała, jak sobie radzę, a po kilku latach, kiedy spotykałam je we wsi, były zdziwione, że nie mam zamiaru z nimi rozmawiać. Wstrętne tchórze.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze raz, bo wcześniej kulawo to ująłem...
      ludzie prowadzą tzw. życie towarzyskie jako formę rozrywki, przy okazji realizując, modyfikując relacje z ludźmi lub tworząc nowe... jednak intensywność i częstotliwość tego życia nie ma jednak nic wspólnego z pro- lub aspołecznością... po prostu bywa tak, że pewne formy rozrywki zaczynają kogoś nudzić i męczyć /niektórych od zawsze/, zaczynają też męczyć i nudzić pewne typy ludzi lub konkretni osobnicy... bo życie towarzyskie jest też przy okazji sitem, w którym dokonuje się selekcja... więc dokonuje pewnych, mniej lub bardziej ostrych redukcji, cięć w tym temacie...
      a czasem bywa wprost przeciwnie, że ktoś prowadzący np. samotniczy tryb życia /nie mylić z samotnością/ nagle czuje dużą potrzebę zwielokrotnienia swoich kontaktów z ludźmi, nie świadczy to jednak bynajmniej, że stał się bardziej uspołeczniony, może po prostu zachciało mu się pogadać z ludźmi bardziej, niż do tej pory?...
      p.jzns :)...

      Usuń
    2. To Ty to tak ładnie ujmujesz. W życiu nie ma tak lekko. Kiedy ktoś się nie spotyka z "oczekiwaną" przez innych częstotliwością z ludźmi, to często jest właśnie określany jako aspołeczny, albo odludek, albo dziwak. Ja się już spotkałam z zarzutem, że gardzę ludźmi, albo dawano mi do zrozumienia, że się wywyższam.
      Dziwi mnie, że ci, którzy potraktowali mnie źle, mają do mnie pretensje, że się nie chcę z nimi spotykać, że się nie odzywam do nich. Uważają, że nic się nie stało, a ja urastam do rangi dziwoląga. Nie udzielam się we wsi chociaż kiedyś dużo dla niej robiłam. Moje odsuniecie się odebrano właśnie jako aspołeczność.

      Powiem szczerze, z wiekiem mam coraz mniej ochoty na gadanie z ludźmi w realu. Myślę, że takie potrzeby w dużej mierze zaspokaja Internet.
      Tym bardziej, ze jest bezpieczny- rozmawiam tylko z tymi ludźmi, którzy mnie nie zaatakują
      Z drugiej strony jest to pułapka, bo człowiek się rozleniwia- nie musi się bronic, nie musi główkować co szybko odpowiedzieć, w ogóle mniej jest "sprężania" niż w rozmowie w realu.

      Usuń
  6. Ktoś mi kiedyś powiedział, że prowadzę nudne życie i dobrze mi z tym :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem chcę jakiś fajerwerków, ale coraz częściej jednak marzy mi się spokój bez ludzi.

      Usuń
  7. Jaskolko, to ja sie bije w piers, bo wiesz co, i to zupelnie szczerze, bardzo sie za Toba stesknilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu kochana:):):) Wyluzuj. To jest bardziej ogólnie, a ja wiem, że masz dużo spraw na głowie. Czytam Twoje posty- relacje z podróży i się zachwycam.
      W każdym razie jeżeli do kogoś mam żal, to do ludzi w realu.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.