środa, 1 sierpnia 2012

Dziś też był dobry dzień


Ranek już typowo sierpniowy. Cienie zalegają coraz dłużej w dzień, słońce coraz później spieka. A jednak upał niemiłosierny. Jest susza. Te kilka dni deszczu tylko trochę ulgi przyniosły. Z drugiej strony rolnicy cieszą się, bo żniwa w pełni i pewnie zdążą zebrać zboża bez przygód. Lubię tę porę roku tu na wsi. Mieszkanie na wsi w ogóle mi nie dokucza. A jak pomyślę, że dużo mieszczuchów buduje teraz domy z dala od miejskiego ścisku, to przypomina mi się pogardliwe traktowanie mieszkańców wsi jeszcze kilkanaście lat temu. Teraz mieszkać na wsi i pracować w mieście to marzenie wielu. I młodzież też już nie ucieka do miast. Budują domy tu, obok domów swoich rodziców. A wracając do żniw- pełno wkoło pracujących kombajnów. Młoda i Jaskół kichają i zwiewają jak najdalej, bo za kombajnami pył unosi się na parę metrów, a oni uczuleni. Zresztą mnie też ciągle kręci w nosie. O 17 zawyły syreny. Godzina 0. Postaliśmy chwilę w milczeniu. Tak, tu na wsi również czczą minutą ciszy rocznicę wybuchu powstania.  Wieczorem zrobiliśmy sobie wycieczkę rowerową. Pojechaliśmy do lasu polnymi drogami. Niestety, z lasu musieliśmy się szybko ewakuować, bo dopadły nas chmary gzów. Nawet zdjęć nie porobiłam- gdy tylko przystanęłam byłam dosłownie oblepiona tymi upiornymi owadami. W drodze powrotnej przystanęliśmy przy domu moich kumpli ze studiów. Parę lat temu wybudowali w ładnym miejscu, niedaleko nas, dom i tym sposobem zyskaliśmy miłych przyjaciół. Pogadaliśmy, pośmialiśmy i poznaliśmy ich nowego psiaka. Przeuroczy. Mieszanka foksteriera ze sznaucerem. I wielka zadziora.
Trochę zdjęć jednak zrobiłam. Jestem zauroczona okolicą. Ciągle odkrywamy śliczne zakątki.
 Nie jest to cud techniki i najnowszy model, ale jeździ bezawaryjnie, lekko i nie zamienię go na żaden inny.







Takie grzyby rosną w okolicznych lasach. Te prawdziwki znalazł szwagier niemal na samym wejściu do zagajnika.
PS. Właśnie wróciłam z ogrodu. Jest pełnia. Na niebie ogromny księżyc i głośno grają świerszcze. Prawdziwie letni wieczór.



13 komentarzy:

  1. Aaaaaach! jak ja dawno świerszcza nie słyszałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takiej pełni granie świerszczy to sam romantyzm :))))Zaczynają w połowie lipca i grają do końca września, a potem już tylko szelest spadających liści :)

      Usuń
  2. Piękny zachód słońca, a grzyby - marzenie!:))
    U nas, chyba już odleciały wilgi, od dwóch dni nie słyszę ich gwizdania. Szkoda, poranna kawa bez wilg, to połowa przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też brakuje śpiewu drozdów. Nie ma u nas wilg, ale wyobrażam sobie tę nostalgię, którą wywołuje brak ich gwizdania.

      Usuń
  3. Czuć już jesień w tych zdjęciach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krajobraz się "wycisza". Żniwa to zapowiedź babiego lata.

      Usuń
  4. grzyby imponujące, tego mi najbardziej brakuje - zapachu lasu. Mieszkam 15 min jazdy od krakowskiego rynku ale tak jak piszesz - na wsi, są więc i gospodarstwa z inwentarzem (najbliższy sąsiad ma krowy, konie, kury itd) i nowoczesne strzeżone osiedle, i elegancki hotel. Pomieszanie, nikt nie ma kompleksów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam kompleksu wsiocha. I zawsze mnie to dziwiło, że można robić jakieś różnice, tym bardziej, że większość współczesnych mieszkańców miast pochodzi ze wsi. Niemniej, o ile w materialnych sprawach wieś mało różni się od miasta, to czasem mentalnie bardzo. A może inaczej i na wsi, i w mieście są straszni zacofańcy, ale to sprawa ludzi, a nie miejsca zamieszkania. Z tym, że wieś niesie ze sobą opinię zacofanej, nadaną jej dawno i ubraną w stereotypy, od której trudno się jej uwolnić.
      W fajnym miejscu mieszkasz. Takie wymieszanie sprawia, że ludzie chyba są bardziej tolerancyjni.

      Usuń
  5. Grzyby jak ze snu grzybiarza! A zdjęcia piękne. Gdy się wprowadziliśmy tu, gdzie mieszkam było jak na wsi, a to zaledwie 6 km od samego centrum miasta.Nocą słychać było tylko szczekanie psów i pianie kogutów.Wiesz czego nie lubię na wsi? Much, gzów i innych upierdliwych owadów.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Mieszkałam w latach 80tych w bloku na skraju miasta. Wokół zagajniki, łąki na których pasły się krowy i konie, jedna główna droga i końcowy przystanek autobusowy. cicho i słowiki na wiosnę :)Teraz blok obudowany halami, jakaś strefa przemysłowa, główna droga do dwupasmówki. Horror. Tu też mam hałas od drogi, bo mnóstwo tirów codziennie przejeżdża, upierdliwie szczekające psy od sąsiada, bawiące się dzieciaki na dojazdowej, ale ...to zupełnie co innego. to takie swojskie. Wiem kto, wiem kiedy. A muchy i inne paskudy? Przyzwyczaić się można, chociaż przyznam, że są uciążliwe czasami :) Z drugiej strony, nie ma tutaj blisko hodowli i mieszkamy na "wydmuchu", to i owadów jakby mniej :)

      Usuń
  6. Dla mnie początek sierpnia to jakby otwarcie sezonu. Sezonu dobrego czucia się w lecie, A im bliżej końca lata, tym lepiej. Najlepsze lato jest we wrześniu.

    Trudno mi sobie wyobrazić zgryźliwca w postaci jaskółki karmiącej się czekoladą i salcesonem, ale... przyroda naszego kraju jest przebogata, jak widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż przyroda "niejedno ma imię". A lato, to upalne, już mnie dobija. Sierpień, wrzesień, październik mają w sobie już nostalgie i uczucie przemijania, ale też lubię. Nawet bardzo,
      Dziękuję, że zajrzałeś :)

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.