środa, 22 sierpnia 2012

Strych


Wróciło upalne lato. Dzisiaj było 30 stopni w cieniu. Upał, a mnie zachciało się sprzątać strych. Wykorzystałam do pomocy Młodego, który ściągnął w niedzielę z Anglii na trochę. Jaskół pilnował interesu, a my rozpoczęliśmy akcje "Strych". Na strychu jak w piecyku. Do tego kurz, pajęczyny i sadza.  Młody ze swoją alergią prawie na wszystko, został poza głównym miejscem akcji. Objął funkcję "wynosiciela". Strych jest ogromny. Ciągnie się „przez dwa domy”, bo nie ma ściany odgradzającej strych domu mojej siostry od naszego strychu (bliźniak). Na strych wrzuca się wszystko, co przeszkadza aktualnie w domu i co jakiś czas robi się na nim generalny porządek. Od pewnego czasu wkurzałam się, bo kiedy tam wchodziłam, już na wstępie potykałam się o różne graty. Poza tym, jakieś tam poczucie bezpieczeństwa w nas siedzi i należało zrobić zabezpieczenie ppoż. No to w końcu zabrałam się do roboty, żeby wyczyścić tę stajnię Augiasza. Przez okno (drugie piętro) na trawnik wyrzuciłam wszystkie stare, tekturowe pudła, które miały jeszcze na coś się przydać i jakieś stare dywany, kołdry, pierzynę. Do tego wyliniałego konika na biegunach, cztery zardzewiałe wózki dla lalek, stare taborety. Rany… kompletnie nie mam pojęcia, po co to tam kiedyś wywlekliśmy. No chyba tylko na to „przyda się”. Przez otwór w suficie (bo zaćmiona „pomysłami” mojej matki: „A na co ci schody na strych?”- kazałam, wzorem wszystkich domów, w których mieszkałam z rodzicami, zrobić w suficie taki otwór z zamykaną od góry „klapą” i do niego schodki drewniane), podawałam Młodemu cały sprzęt elektryczny, stary i zepsuty, który zobowiązali się zabrać „złomiarze”. Tacy „złomiarze” to skarb. Przyjeżdżają co jakiś czas i zabierają wszystkie stare graty jak leci. Zeszłam ze strychu po dwóch godzinach umorusana, niczym górnik dołowy. Potem pozbieraliśmy z trawnika całe to paskudztwo i zanieśliśmy na miejsce obok kręgu na ognisko, przykryli plandeką, żeby nie zamokło i niech czeka na wielki ogień. Mamy jeszcze w planie kilka tzw. „brudnych robót”. Musimy posprzątać piwnicę (kilka pomieszczeń) i garaż. Bardzo jestem zadowolona z uporządkowania strychu. Zostało tam wprawdzie jeszcze mnóstwo książek do posegregowania i… Nie wiem, co z nimi zrobić. Mogę zanieść do biblioteki (już rozmawiałam z bibliotekarką), ale to część. Mogę zanieść część do Diakonii, a co z resztą? Do Diakonii zaniosę również wszystkie pluszaki, które zostały po moich dzieciakach. Wypiorę, wysuszę i niech innym dzieciom służą. W sobotę Młody jedzie po synową oraz Malucha do jej rodziców. A potem…. Będę się cieszyć wnukiem J.





12 komentarzy:

  1. Taki to problem z tymi przydasiami - żal wyrzucać, bo potem zwykle okazuje się,że faktycznie by się przydało, a z drugiej strony po tylu latach to już i tak się zwykle woli kupić nowe, ładne, sprawne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zbieranie "przyda się" to chyba pozostałość po latach 80tych, kiedy niczego nie było w sklepach i z byle czego robiło się "nówki" :)

      Usuń
  2. nie zazdroszczę zajęcia, toż to na strychu jak w saunie. Ja też mam taką klapę, i nawet schodków nie ma tylko dostawiamy w razie potrzeby drabinę. Całkowicie niefunkcjonalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko poszło i nie zdążyłam się ugotować. Takie wejście jest uciążliwe, ale dałam się podczas budowy domu zbałamucić i teraz już nie ma możliwości bez wielkiego remontu poprowadzić schody.

      Usuń
  3. Nie mam strychu, ale mam piwnice i dwa garaże, które robią za "stajnie Augiasz". Natchnęłaś mnie Jaskółko myślą o porządkach tam, ale bardziej myślą o tym, żeby zadzwonić do dzieci. Niech się wykażą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego korzystam z pobytu syna. Córa pracuje codziennie po 10 godzin więc jej trudno. Zrobimy teraz porządnie i na parę lat będzie spokój.

      Usuń
  4. na pierwszym zdjęciu chwaścisko, jak się patrzy!
    U córki w garderobie mam w suficie klapę z wysuwanymi/składanymi schodkami. Jestem z niej zadowolona, inna rzecz, ze 2 razy w roku z nich korzystamy - po ozdoby choinkowe i z ozdobami choinkowymi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ostatnim też chwaścisko. Też je lubię. Pod warunkiem, że nie zarastają grządek:. Planujemy takie podciągane schodki zamontować. Na strych chodzimy bardzo rzadko. Częściej kominiarz tam się drapie:)

      Usuń
  5. Haha, skąd ja to znam:) Im więcej pomieszczeń, tym więcej przydasiów. Niedawno musiałam spakować 120m dom. Do tej pory nie mogę wyjść z szoku, ile niepotrzebnych przedmiotów nagromadziłam. Po tym doświadczeniu, stałam się zaprzeczeniem konsumpcjonizmu. Reklamy się na mnie nie pożywią, jestem głucha i ślepa na propagowany konsumpcyjny model życia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez parę lat był jakiś zastój w skupach złomu i szkła, a tak naprawdę to marudzili w tych punktach nawet wtedy, kiedy za darmo im złom dać. Od roku kursują prywatni zbieracze samochodami i biorą wszystko, co nie jest już przydatne w domach. Dwa razy w roku gmina wyznacza punkty, gdzie można składać odpady wielkogabarytowe. Jeszce jest problem ze szkłem i makulaturą. Są punkty, tylko daleko i nie opłaca się tam zawozić. Od paru lat systematycznie wyrzucam wszystkie durnostójki i naczynia, które mogą jeszcze, no właśnie, przydać się. Nie ma zmiłuj, lekki uszczerbek i do kubła :)

      Usuń
  6. O, w ten sposób można tworzyć całe ekosystemy i cyberpunkowe konstrukcje w pomieszczeniach z przydasiami. Znam, umiem ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.