wtorek, 19 maja 2015

Nasza "panna czipowana"

Wczoraj mijał u Bezy termin ważności szczepienia przeciw wściekliźnie. Pojechaliśmy zatem do naszego servicemana. W lecznicy królował wielki wilczur, z tych bardzo futrzastych i misiowatych. Bezka, zazwyczaj bojowa na swoim terenie, przycupła u kolan Jaskóła i tylko zerkała boczkiem na „misia”. A ten głucho powarkiwał, ale nie rwał się do działania. Do towarzystwa dołączył(ła?) maleńki shih tzu. No nie wiem, ta kokardka na łepetynce i to strzyżenie. Jakoś tak nie lubię, kiedy pisakowi odbiera się tożsamość (czytaj-godność) realizując przygłupie zachcianki właściciela. Nawet, jak jest to rasa „prowokująca” takie zbiegi. Pani od czasu do czasu całowała pieseczka po główce i coś do niego szczebiotała. Ogólnie widok przyjemny, ale mnie trochę odpychał. Tym bardziej, że już na wstępie pisuńcio spojrzał mi głęboko w oczy czarnymi, wielkimi, wyłupiastymi ślepiami, w których odczytałam wyraźny przekaz: „Spadaj!”. Widocznie też mu nie przypadłam do gustu. Weszliśmy do zabiegowego. Naszego servicemana nie było. Po pokoju miotał się inny, w jednej ręce trzymając słuchawkę, w drugiej jakiś świstek i próbował równocześnie załatwić sprawę przez telefon oraz naszą. Zapytałam o naszego weterynarza. Owszem, jest- czy ma go zawołać? Nie podważam kompetencji lekarzy, jak jest ten, to znaczy, że szef ma do niego zaufanie. Zaprzeczyłam, nie nie trzeba. Wziął do ręki książeczkę szczepień Bezy i od razu stwierdził, że niestety, ale nie może psa zaszczepić szczepionką skojarzoną, bo takowej nie posiada aktualnie. Owszem, może zaszczepić przeciw wściekliźnie, ale na dwie inne trzeba poczekać ze dwa dni, bo nie ma ich na stanie. Taaaaaaaaaaaaa….trochę dziwne, bo ta lecznica ma ogromna renomę i coś takiego nie powinno (chyba) zaistnieć. Zadzwonił telefon i lekarz przeszedł do drugiego pomieszczenia. Jaskół lekko zdenerwowany stwierdził, że jednak należało poprosić o naszego. Nie miałam odwagi. Weterynarz wrócił i jeszcze raz stwierdził, że może Bezę zaszczepić tylko przeciw wściekliźnie.
- Dobrze, w zasadzie zależy nam na wściekliźnie, przede wszystkim, bo jak chcemy z Bezką na przykład do Czech jechać, to tam pilnują tego- mówię zrezygnowana.
-A paszport państwo dla psa macie?- weterynarz spojrzała na mnie pytająco.
-Paszport? To trzeba mieć paszport? Książeczka nie wystarczy. Kompletnie nie mam o tym pojęcia- przyznam, że byłam zaskoczona.
- I dobrze wszczepić czip trzeba- dodał weterynarz i nagle gdzieś się stracił. Ale za to z szumem weszła sama energia w postaci naszego weta. Od razu wszystko nabrało właściwego tempa. Najpierw stwierdził, że może zaszczepić szczepionką skojarzoną, bo sobie ją sam w proporcjach stworzy. Tak też zrobił i po paru minutach Beza była zaszczepiona na wszystko, co potrzebne. Stała cichutko przy klęczącym obok niej Jaskóle i spokojnie słuchała, wpatrując się w weterynarza z natężeniem. Zawsze uważałam, że ona doskonale łapie o czym ludzie rozmawiają.
- To teraz proszę nam powiedzieć, o co chodzi z tym czipem i z paszportem dla psa. - poprosiłam.
- Paszport jest potrzebny do tego, żeby mógł pies jeździć za granicę, a czip to jego numer identyfikacyjny. Jak go wszczepimy, zarejestrujecie psa na stronie w internecie i od tej pory pies będzie mógł być identyfikowany po jego numerze.
- No dobra, to proszę nam jeszcze powiedzieć, czy to boli psa, to wszczepianie czipa i ile cała impreza kosztuje?- trochę niewyraźnie się poczułam, bo wyobrażałam sobie, że to jakieś nacięcia, szycie może...Jaskół też był przekonany, że to trzeba zabiegowo, z szyciem, przytulił Bezkę i czekał, co powie weterynarz.
- To się wszczepia tak, jak szczepionkę. Po protu jest grubsza igła, a czip jest bardzo mały- serviceman zaczął się śmiać, widząc nasze niepewne miny.
Decyzja była szybka- no dobra, wszczepiamy. Przyklękłam przy Jaskóle i Bezce, bo tym razem trzeba było ją mocniej przytrzymać. Trzeba…. Guzik trzeba. Psia dama siedziała spokojnie, nawet nie pisnęła, kiedy została naznaczona. Wszystko znosiła z wielką, niewzruszoną psiom godnościom osobistom. Tylko wodziła zakochanym wzrokiem za wetem. Tak, ona naprawdę go kocha. Jeszcze tylko tabletka przeciw kleszczom i pchłom. Droga jak cholera, ale ponoć bardzo skuteczna i długotrwale działająca (3 miesiące). Zanim wyszliśmy, weterynarz jeszcze sprawdził, czy da się czip odczytać. Pisnęło i pokazał się na czytniku numer Bezki. Paszport zostanie dostarczony wprost do domu:)
Przez cały dzień Beza na wszystkich spoglądała ze stoickim spokojem.
- No tak, ważna, bo ma paszport- stwierdziła Młoda.
Jasne, gdyby dodatkowo wiedziała, że nasze są już nieważne, to chyba przez tydzień nie raczyłaby na nas spojrzeć.



29 komentarzy:

  1. Psy mają bardzo wysoki próg bólu - inaczej wyłyby z bólu przy każdym zahaczeniu o coś wystającego i twardego. Paszport zawsze trzeba było mieć dla pieska- tyle tylko, że musiałam zasuwać do wojewódzkiego weta w tej materii, ale to było dawno. Uważaj, uważaj, niedługo nas też z okazji odnowienia ważności paszportu będą czipować. W Holandii pewne młodzieżowe kluby już wszczepiają czipy swoim klubowiczom, dzięki czemu nie muszą oni za każdym razem płacić za wstęp i stać w kolejce do wejścia. Mój pies ubóstwiał swego weta- wystarczyło bym wychodząc z domu powiedziała, że idziemy do pana doktora i mój jamnior ciągnął mnie tam biegiem- mało nóg nie gubiłam po drodze. A jeśli nawet nie szliśmy tam docelowo, to jeśli przechodziliśmy obok to zawsze tam skręcał, żeby się przywitać z wetem. Przyznam Ci się do czegoś - też całowałam swego psa w łepetynkę i...nonio.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niem czipować, ale odcisk palca już pobierają przy wyrabianiu paszportu. I zdjęcie musi być jakieś ekstra ustawiane.
      Beza jest dopieszczana na każdym kroku. Jednak w miejscach publicznych zostawiam jej psią godność. Ja też nie przepadam za scenkami obściskiwania i obcałowywania się ludzi w miejscach publicznych. To jest nasz- prywatne. Poza tym, widok pańci demonstracyjnie całującej i ściskającej tego biednego shih tzu był jakiś taki obleśny? Było to infantylne, na pokaz. Dla mnie wręcz śmieszne. Pies nie nie reagował nawet kiwnięciem ogonka. Był obojętny, znudzony i chyba trochę wkurzony. Dlatego jego spojrzenie było typu- nie dotykaj mnie, daj mi spokój.
      Jak Beza zachowuje się grzecznie, to jest nagradzana głaskaniem oraz małym cukierasem i styknie.

      Usuń
  2. Beza to jest po prostu cudo, nie mogę się napatrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodka mordziaka z wrednym charakterkiem:)

      Usuń
  3. Wesolutko u Ciebie i dobrze... to my tak mamy z kotem, w domu bohater a potem u pani weterynarz skulona i taka malutka. Tak, musi być paszport i czip - mój kot co roku jedzie do Polski na wakacje i bez tej całej biurokracji ni rusz. Słoweńcy jak złapią każą sobie płacić 350 euro kary i tylko za kota... nie wiem jak by to było z psem. Czip jest ważny gdy zwierzak się gdzieś zawieruszy - nam kot uciekł w Austrii na parkingu - lepiej nie wspominam co myśmy przeżyli. Wiem tylko, że jak takie zaginione zwierzę znajdą, wiedzą z kim się kontaktować... i ja kota też co roku szczepię przeciw wściekliźnie - jest to obowiązkowe dla tych, którzy "wędrują" ze swym zwierzątkiem po Europie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety w Polsce system "policji zwierząt" jest jeszcze w powijakach... podobno kwestia kasy, bo chętnych do takiej roboty nie brak...

      Usuń
    2. Ja tam nie bardzo się palę do popierania tworzenia jeszcze jednej "policji". I tak już mamy bez mała państwo o wielkim wskaźniku "Nie wolno obywatelom". Owszem, gdyby do tych służb trafiały osoby, które myślą, ale wiemy, jak to teraz jest.

      Grażyna ma kota podróżnika:) Faktycznie, czip pozwala na identyfikację zwierzaka. Mnie to uspokaja, bo jakby coś... to jest już konkret do podania służbom. Podrasowanych biało-rudych średnich kundelków biega po świecie sporo. Zaczipowana Beza jest jedna:)

      Usuń
    3. Nam w Austrii tylko powiedziano, by ten nasz kot nie poszedł w stronę autostrady i by przez to nie zdarzył się jakiś wypadek, bo wówczas mamy problemy i to spore. Na szczęście kotka (bo to ona) boi się miejsc o nasilonym ruchu i chyba autostrada nigdy by jej nie przyszła do głowy. Tak, wozimy ją wszędzie gdzie my spędzamy wakacje... uważam, że jak ktoś bierze sobie zwierzątko do domu to nie może je zostawiać ot tak sobie, bo ono też tęskni. Gdy mieliśmy chomiczka, też był turystą tak jak my, tylko, że on był przemycany na "czarno".

      Usuń
    4. Już widzę tego chomika w pudełku w ściśle tajnym schowku:) My na wszelki wypadek trzymamy Beze na krótkiej smyczy, kiedy idziemy ulicą. jej tendencje do ścigania wszystkiego, co szybko się rusza, przyprawiają mnie o palpitacje serca.
      Do tej pory wszędzie z nami jeździła, bo boimy się zostawić ją samą w domu. Od kiedy wróciła Młoda, Beza częściej zostaje, kiedy wyjeżdżamy.
      Nie mam doświadczenia z kotami. Ostatnie koty mieliśmy w leśniczówce, ale to były podwórzowce i w domu rzadko przebywały. Raczej nie mam zaufania do kotów i trzymam się od nich z daleka.

      Usuń
    5. musiałby to być strasznie głupi kot /np. persy intelektem nie grzeszą/, by wejść na ruchliwą autostradę... a na mniej ruchliwych drogach ponoć większość wypadków zdarza się kotom w nocy... światła samochodów zaburzają im percepcję...
      ...
      spotkałem kiedyś parę, która objeździła koleją prawie całą Europę z łajką na nielegalu... jak trzeba było, wciskało się psisko pod siedzenie i ani pisło, takie wyszkolone już było...

      Usuń
    6. Ostatnio widuję sporo zwłok kocich na brzegu jezdni. I zastanawiam się, czy koty są takie nierozważne, czy kierowcy złośliwie nie hamują (chodzi mi o wiejską ulicę gdzie obowiązuje 40/h- nie ma mowy o rozbiciu auta podczas gwałtownego hamowania). A znam takich buców, którzy na widok zwierzęcia na jezdni przyspieszają.
      Kiedyś jechałam tą ulicą, kot stał na chodniku. Przyhamowałam, a kocisko prosto pod samochód wskoczyło. Słyszałam tylko dwa huknięcia. Stanęłam, myśląc, że przejechałam na amen nieboraka. Wyszłam z samochodu i szukam pod nim zwłok kota. Nic, nie ma. Poszłam za samochód, pusto. Chyba się poobijał o koła i zwiał. Narobił mi strachu.

      Usuń
  4. No, to teraz Beza bedzie mogla odwiedzic Kirunie (tez zaczipowana). :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo Kirunia Bezę:) Panny czipowane dwie:)

      Usuń
  5. ja kiedyś czipowałem kota, trochę z pazerności, bo miasto płaciło... podobno nie bolało... ale generalnie jest to praktyczne, gdy się zwierzak zawieruszy i ktoś go znajdzie, tylko pytanie, kto ma czytnik?... teoretycznie powinna mieć straż miejska, ale tyle już poznałem przykładów ich braku profesjonalizmu, że z pewnością zgubili lub zepsuli...
    paszport dla psa nie jest obowiązkowy na terenie kraju, liczy się wpis o szczepieniu w książeczce zdrowia...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten czip to profilaktycznie. Wierzę, że jednak policja czy straż, a na pewno czeskie instytucje,takie czytniki posiadają. My wozimy książeczkę psa no i teraz jak pojedziemy na Słowację, czy do Czech to weźmiemy ten paszport.

      Usuń
  6. U nas Psica bez czipa, za to z numerem identyfikacyjnym przy obroży. Nie czipujemy na razie, bo tez nie zamierzamy się ruszać z domu, ale kto wie co będzie dalej ;-)
    Oj Psica nie posiedziałaby tak spokojnie w poczekalni u wet, szczególnie, jeśli byłby tam inne zwierzęta, bardzo zazdroszczę takiego zachowania u Bezy.
    Nawet nie wiedziałam, ze sa szczepionki skojarzone, oprócz wścieklizny co tam jeszcze jest? Kurcze, my tylko od wścieklizny dajemy, plus tabletki na robaki i kropelki na pchły i kleszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wścieklizna, parwowiroza, nosówka- te choroby są najczęstsze u psów i na te się je szczepi- Szczepionka skojarzona, to odpowiednio proporcjonalnie do wagi psa dobranie tych trzech i podane w jednej iniekcji. beza potrafi się zachować w miejscach publicznych typu weterynaria, czy sklep, ale fioła dostaje na punkcie wszystkiego, co się szybko rusza. To jest cecha szetlandów- gonić uciekającego:)
      Ona jest posłuszna i szybko się uczy, co jest dobrodziejstwem przy tego typu "rasie".

      Usuń
    2. są szczepionki nawet "poczwórne" /o "popiątnych" jeszcze nie słyszałem/, chodzi o komfort zwierzaka... czasem jest wymóg odrobaczenia przed niektórymi szczepieniami, czasem są rutynowe powtórki... jest cała gama kombinacji teraz /bo jeszcze kwestia tej wagi/...

      Usuń
    3. Szczepionka skojarzona jest wygodna i dla psa, i dla właściciela. Pies za jednym wkłuciem jest zabezpieczony, właściciel nie musi ciągle latać do lecznicy. No i zwierzak się mniej stresuje.

      Usuń
  7. Hmmmm, to i kot ma mieć czipa? A jakbym miał jakiegoś myszoryjka czy równie co małego- też czip w pośladki? Ostatnio widziałem takiego małego myszopsa, miał na sobie kubraczek, ale ten kubraczek miał rączki na grzbiecie, że można było psa jak reklamówkę podnieść i nieść.
    A co do zrozumienia dorosłych- psy mają ten zmysł i wiele rozumieją. Raz znajoma rzekła: gdzie mój portfel? I pies go przyniósł, zaskoczenie w domostwie było ogromne, na psa patrzyli potem podejrzliwie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie wszystkie futrzaki można zaczipować lub wybić im numer na uchu tak, jak to ma zrobione wilczur od siostry. Takie oznakowanie zwierzaka ułatwia jego identyfikację, kiedy to jest potrzebne. Może to i lepiej? Może to powinno być obowiązkowe. Wtedy dowiedzielibyśmy się jaka to wreda wywaliła z samochodu na pustkowiu "ukochanego" zwierzaczka, a potem odjechała w siną dal? A z drugiej strony, kto wie, czy mając świadomość ujawnienia, nie zechciałaby otruć zwierzaka, żeby się go pozbyć?

      Nie mam przekonania do piesków miniaturek, a tym bardziej, kiedy widzę, co z nimi wyprawiają ich właściciele. Fundują sobie pieski-laleczki i tak je też traktują.
      Bardzo dużo do Bezy mówimy tak, jak do dorosłego domownika. Pies potrafi zrozumieć 100 słów i znać ich znaczenie. Poza tym, pies, kiedy jest jego dzien w mairę uporządkowany, tworzy sobie rytuały i ściśle ich pilnuje. przynajmniej tak robi Beza.
      Po śniadaniu jest zawsze czas na krótka zabawę i kiedy beza widzi, że sprzątamy po śniadaniu, biegnie do koszyka z zabawkami, wyciąga "bambetla' i przybiega do mnie, bo czas na zabawę. W ciągu dnia odbywa się wiele różnych rytuałów. Już nie wspomnie, że ona ma chyba zegarek w pupie, bo wszystko musi być o danej godzinie:)
      Prawdopodobnie wiele z jej zachowań zostało wyuczonych na zasadzie odruchu Pawłowa. Nieważne, grunt, że jest mądralińską i tym nas ciągle ujmuje:)

      Usuń
    2. przy kocie sprawa jest dyskusyjna, bo do czipa w komplecie jest jeszcze znaczek na obróżce, znak że zwierzak ma czipa... ale ja jestem wrogiem zakładania kotom obroży i różnych dzyndzli na niej, bo gdy kot jest wychodzący, może się czasem "powiesić" w krzaczorach... za to niegłupi jest znaczek /tatuaż?/ w uchu... u psów praktykowane, u kotów nie wiem... chyba największą wiedzę na te tematy mają hodowcy kotów rasowych, bo to często tanie koty nie są, więc najstaranniej je zabezpieczają

      Usuń
    3. Też dostaliśmy jakiś znaczek, ale to chyba nie ten, bo numer jest na nim inny. Beza nosi szelki. I też z powodu niebezpieczeństwa "powieszenia się". Poza tym, kiedy nosiła obrożę a chciała gwałtownie podlecieć, to często się przyduszała. Do bani, lepsze szelki.

      Usuń
  8. My tez czipowaliśmy sukę przy okazji sterylizacji
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezka została zaczipowana tylko z powodu planów wyjazdów za granice:) Wydawało mi się, że tylko książeczka wystarczy. A jednak nie.

      Usuń
  9. Nie zanosi się byśmy wybierali się z naszą Zuzią za granicę, więc na razie nie ma chyba powodu czipować. Fajny ten Was weterynarz. nasz też jest fajny, ale ma swoje dziwactwa nie do przejścia, jak na przykład ten, że nie kastruje zwierząt bo to kłóci sie z jego światopoglądem (coś jak u aptekarzy ze środkami antykoncepcyjnymi). A szkoda, bo mogłoby to wiele spraw ułatwić.
    Pozdrawiam serdecznie Jaskółko!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne- weterynarz chyba ma świadomość, że niechciane zwierzaki mają ciężki los. Nie rozumiem go.
      Decyzja o czipie była z tych z zaskoczenia i natychmiastowych. Raczej nie planowaliśmy tego, ale skoro trzeba, to się nie zastanawialiśmy.

      Usuń
  10. Czipowanie to nic strasznego. Nasze New też ma chipa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic strasznego, kiedy się wie, jak to się robi. Na początku nie miałam pojęcia, ale jak usłyszałam, że to tylko zastrzyk, to od razu zdecydowaliśmy się.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.