„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

piątek, 5 lutego 2021

Przystań Ocalenie


Temu schronisku dla pokrzywdzonych zwierząt, pomagamy od prawie 10 lat- Jaskół ciut dłużej. Schronisko przygarnia wszystkie zwierzaki, nie tylko konie, które potrzebują pomocy i domu. Ponieważ nazbieraliśmy znowu trochę rzeczy, wykorzystując świetną pogodę, zrobiliśmy sobie wycieczkę do Ćwiklic (na północ od Pszczyny, w stronę Tychów). Po drodze kupiliśmy jeszcze trochę karmy dla psów i kotów.

Nasze dary. Tylko trochę karmy, bo nie wiedzieliśmy jaką należy kupić oraz koce, narzuty zasłony, ręczniki, obrusy i trochę poduszek na krzesła- w sam raz dla kotów lub psiaków.

 Z powodu pandemii, nie mogliśmy wejść do środka, by zobaczyć zwierzaki, co w normalnych warunkach można zrobić. Ale dostaliśmy piękny kalendarz i pokażę Wam, jakie fajne zwierzaki w schronisku znalazły swój spokojny dom. Oczywiście nie są to wszystkie zwierzęta, bo rok ma tylko 12 miesięcy, a zwierząt jest tam więcej. Mój komentarz jest oparty na informacjach, jakich udzieliła nam przemiła pani, która odbierała od nas rzeczy. Wizyta była krótka, ale wrócimy tam na wiosnę z kolejnymi darami😀😀😀

Okładka z adresami Fundacji i numerem KRS oraz Konta, ale to osiołki są tutaj super modelami
 

Pod każdym zdjęciem jest historia przedstawionego na nim zwierzęcia. Nie będę ich przytaczała, ale jak je czytałam, to się popłakałam. Każde zwierzę jest po przejściach, doznało krzywdy i bólu. Wiecie- są ludzie zwyrodnialcy i tyle.

Parę psów jest w kojcach, ale większość mieszka w budynkach.
Hana jest tak wielorasowa, że stanowi najbardziej "rasowy" egzemplarz kundla. Fajna jest i niesamowita .
Patrzę na oczy tych koni i zalewa mnie żal, a równocześnie ulga, że mają schronienie i jest im spokojnie.

Dwa koty po przejściach. Wiecie jak źli ludzie traktują koty, prawda. Nie będę pisała, co zrobiono tym dwóm kotom. Kotów w schronisku jest więcej.
Kucyk Alf

I krowa Borutka

W schronisku jest parę osiołków

A tego , przeglądając kalendarz, nie spodziewałam się. Odyniec, potężny odyniec, który również został uratowany przez pracowników schroniska.
Jest też stadko ocalonych owiec i baranów.

W zeszłym roku pracownicy schroniska wystosowali rozpaczliwy apel:

„Przystań Ocalenie w Ćwiklicach (woj. śląskie) to schronienie dla zwierząt - często starszych, schorowanych i niechcianych. Przede wszystkim koni, ale też kóz, psów, kotów czy osiołków.

"Każda sytuacja, w której odmawiamy [pomocy] łamie nas psychicznie. Mimo tylu lat prowadzenia przytuliska, nie staliśmy się odporni na cierpienie zwierząt, nie potrafimy przejść obojętnie, ale przede wszystkim musimy myśleć, o tych, którymi już się opiekujemy" - piszą przedstawiciele fundacji na stronie ratujemyzwierzaki.pl.

"My nie mamy żadnych dotacji od gminy, nie jesteśmy w żaden sposób wspierani przez państwowe pieniądze. Istniejemy tylko dzięki dobrym ludziom. Mamy na swoim utrzymaniu, nasze zwierzęta i dla nas to jest priorytetem" - podkreślają.

 

"My uratowaliśmy, zapewniliśmy dom już setkom zwierząt. Nie sztuką jest uratować kolejne zwierzę, wykupić z rzeźni.Trzeba je jeszcze leczyć, dać jeść, zapewnić opiekę weterynaryjną i mieć dla takiego ocaleńca miejsce. Nie mamy ani miejsca, ani środków" - piszą. Jak tłumaczą, w przytulisku jest ponad setka koni. Te, które uratowali jako młode zwierzęta, dziś są starsze i potrzebują specjalistycznej opieki. Schronisko nie ma pieniędzy ani na zajęcie się zwierzętami, które już w nim przebywają, ani na przyjmowanie nowych podopiecznych. Dlatego prosi ludzi dobrej woli o wpłaty.

"Nie wiemy, czy Przystań Ocalenie przetrwa ten kryzys finansowy, w którym w tej chwili jesteśmy... Chce nam się wyć z bezsilności… ale nie możemy rzucić, odciąć się, bo nasi czworonożni przyjaciele zaufali nam, a my podjęliśmy się opieki nad nimi. Zakładamy zbiórkę ostatniej szansy i jeśli się nie uda zebrać środków na najpilniejsze potrzeby, po prostu nie wiemy, co będzie dalej" - czytamy.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/to-koniec-przystani-ocalenie-fundacja-ratujaca-duze-zwierzeta-zaklada-zbiorke/2tzr71z 

Co jeszcze dodać?

 Jeżeli ktoś chce pomóc, to tu są namiary




 Strony Internetowe, gdzie jest więcej informacji

https://www.przystanocalenie.org/

https://pl-pl.facebook.com/pages/category/Nonprofit-Organization/Fundacja-Przysta%C5%84-Ocalenie-Organizacja-Po%C5%BCytku-Publicznego-210264679129301/


poniedziałek, 1 lutego 2021

Prawa natury

W oknach odbijają się drzewa, w oknach „rośnie” las. Ptaki nie odróżniają prawdziwego od tego w oknach. Pojawia się krogulec, siedzące na gałęziach cisów gołębie, podrywają się i uciekają. Na drodze wyrasta im fałszywy las. Tłuką z całej siły o szybę. Jeden chwiejnym lotem ucieka w głąb ogrodu. Drugiemu się nie udaje. Pada martwy na płytki tarasu. Zamieram. A potem przez następnych parę godzin choruję na tę bezsensowną śmierć. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić, by ptaki tak nie ginęły. Karmnik przeniosłam w głąb ogrodu, bo dotychczas był blisko i takie ptasie zderzenia z szybą były bardzo częste. Wprawdzie rzadko śmiertelne, ale i tak niebezpieczne dla nich. Naklejanie na szyby czegokolwiek nic nie zmieni, bo obłęd uciekających ptaków jest tak wielki, że i tak w panice uderzyłyby w szybę. Nie potrafię wystraszyć drapoli z ogrodu. W zeszłym roku krogulce założyły w nim gniazdo, wychowały młode, wcale nas się nie bojąc. Myszołowy siadają na drzewach w dole ogrodu i nic sobie z naszej bliskości nie robią. Codziennie o zmierzchu idę z Bezą na spacer wokół posesji- widzę siedzące, na modrzewiach lub brzozach, ciężkie bażanty. Kiedy przechodzę pod nimi, obserwują mnie bacznie, ale nie zrywają się. Takie prawie udomowione kuraki. Może te straty ptasie wliczone są w prawa natury, a ja i tak nie mogę mieć na nie wpływu? Nie zginie od zderzenia z szybą, to zginie w inny sposób. Ale żal, kiedy kończy się ptasie życie w jednej, niespodziewanej sekundzie. Dociera do mnie wtedy, z podwójną siłą, prawda- życie jest bardzo kruche i za chwilę może się skończyć. Każde życie. Taki życiowo- śmiertelny banał.

Kolejne zdjęcia ogrodu, zrobione w zeszłym roku.

Siedzę sobie w promieniach zachodzącego słońca i od czasu do czasu drę dzioba. Dzwońców ci u nas dostatek.

Oczko wodne. W zeszłym roku zapuściłam je, ale nie celowo. A potem spodobało mi się takie dzikie, zarośnięte i zostawiłam je w tym stanie. W tym roku oczko zostanie zlikwidowane, ponieważ przecieka. Dół po nim zasypiemy, wysypiemy to miejsce żwirkiem, kupimy misy, wlejemy wodę, i będą poidła dla ptaków i wiewiórek. Przyzwyczaiły się, że w tym miejscu jest woda.

Każdego roku, na grządce wzdłuż chodnika, prowadzącego  do domu, sadze niskie jednoroczne kwiaty, które są uzupełnieniem krzaków róż,  też rosnących na tej grządce.
Stara fuksja. ma chyba z 15 lat. Jesienią zabieram ja do piwnicy, rzadko podlewam. Wiosną przycinam, stawiam w drewnianej donicy, przypinam do kraty i tylko podlewam. Chyba lubi takie traktowanie, ponieważ kwitnie jak szalona. A pod spodem czerwona, ozdobna koniczynka. Ją traktuję tak samo- ona również nie ma nic przeciw takiemu traktowaniu.

Fajne brzoskwinie, takie "morelowate", ale często chorują. Nie pryskam, bo opryski nic nie dają,  tylko trują ogród. W zeszłym roku brzoskwinia była zdrowa. Sama nie wiem, od czego to zależy. Rok był bardzo mokry, powinna właśnie wtedy chorować.
Szkarłatka amerykańska, która rozsiała się sama pod cisami. Najpierw wyrasta z nasiona (owoc leci na ziemię), a potem tworzy bulwy, z których corocznie wyrastają nowe rośliny. Jest bardzo ekspansywna i nadaje się w miejsca, które chcemy zasłonić. Trzeba uważać, bo potrafi zaanektować ogród- wszędzie jej u nas pełno. Te, z żalem, muszę zlikwidować- trzymają wilgoć, tamują przewiew oraz wysychanie ziemi i powoduje to utrzymywanie się na wilgoci w naszej piwnicy
I jeszcze raz fuksja. W tym roku zamówię sobie fuksję w innych kolorach.
I znów brzoskwinia. Jest w ogrodzie jeszcze jedna brzoskwinia, innej odmiany. Jej owoce są ogromne. Kiedyś pokazywałam jej zdjęcia. W zeszłym roku mocno owocowała, a zdjęcia, które wtedy zrobiłam, gdzieś mi wsiąkły.
Szkarłatka amerykańska ma bardzo dekoracyjne owoce. Ponoć są jadalne. Nie próbowałam, a i ptaki też się nie kwapią by je zjadać. Wycinana do ziemi jesienią, ląduje na kompoście.
Aksamitki i niecierpek na grządce wzdłuż chodnika. Chodnik taki bardziej "eko"- mech pomiędzy płytkami. Raczej nam to nie przeszkadza i drapiemy dopiero, jak robi się nieciekawie, czyli jest go coraz więcej. Nie używam żadnych środków do likwidacji mchu.