Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

13 kwietnia 2024

Pochodzi z Moraw, mieszka w Libanie, sławna na cały świat

 


Blanka Matragi…. Dopóki nie byłam w parku pałacowym w Petrovicach, nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś taki istnieje. No może gdzieś, kiedyś obiło mi się to nazwisko z racji pokazów mody, ale kompletnie nie skojarzyłam, że to ta sama artystka. Poza tym, to egzotyczne brzmiące nazwisko, jak na warunki czeskie…Naprawdę mogło zmylić😄

A tymczasem jest to światowej klasy artystka nie tylko w dziedzinie mody, ale również jako rzeźbiarka. Przy czym, od razu mówię, mnie rzeźba kojarzy się z tą tradycyjną: „rycie” w kamieniu” i cyzelowanie w drewnie. Współczesne rzeźby z różnych materiałów, podciągnęłabym raczej pod miano „instalacja”. Jednak to są moje kryteria. Blanka Matragi jest nazywana tradycyjnie rzeźbiarką.

Jak to się stało, że jej rzeźby zdobią park pałacowy w Petrovicach?

Odpowiedź znajdziemy w wywiadzie, jakiego udzieliła „Denikowi” (2014r.)
 przy okazji pobytu w Petrovicach, związanego z instalowaniem jej rzeźb:
 „Zaprosili mnie tu właściciele zamku, którzy są jednocześnie moimi 
klientami” – zdradziła artystka. W ubiegłym roku na gali mody 
rozmawiała ze współwłaścicielem zamku o jego pomysłach na to, 
jak powinien wyglądać park. "Zapytał mnie, czy mogłabym 
wzbogacić park odrobiną sztuki. Tego wieczoru poszłam zobaczyć jego 
firmę, która między innymi zajmuje się również produkcją półek 
żelaznych. I tak wpadłam na pomysł dmuchania szkła w metalowe 
elementy i umieszczania szklanych artefaktów bezpośrednio na metalu” 
– wspomina Blanka Matragi.”
Właściciel pałacu początkowo zakładał, że Matragi wykona 4 rzeźby. 
Sama Matragi mówi, że zrobiła 50 szkiców do wyboru i jednocześnie 
podkreśla, że miała kilka pomysłów na ich zrealizowanie. W rezultacie 
zrobiła ich 7 i ta siódemka zdobi dziś park.
I dalej w wywiadzie Blanka Matragi mówi o swoich rzeźbach tak: 
„To wyjątkowa i bardzo wymagająca technika, zawsze staram się 
dostarczać moim klientom coś ekskluzywnego, ale dość ciężko na tę 
ekskluzywność zapracowałam”. Rzeźby te to wynik jej  35 lat zbierania 
doświadczeń w tej dziedzinie sztuki.
I tak powstał „Herkules”- symbol siły i zdrowia, stoi obok pracowni 
odnowy biologicznej. 
 

Obok stoi „Feniks”, rzeźba ptaka o smukłej szyi. 

 
W niezwykłych odcieniach zieleni, podkreślanych przez odbijające się 
w elementach słońce, wykonana została rzeźba „Uranosa”. Rzeźba ta jest 
jeszcze z innego powodu fascynująca- tworzywem dla tej „figury” jest 
bardzo rzadkie szkło uranowe, które wytapia się raz do roku.
Na środku stawu jest rzeźba ( nie znalazłam tabliczki z nazwą), 
przedstawiająca dwa splecione węże- tak ja to widzę.
 
Podczas ich montowania nagrano film
Te cztery rzeźby obejrzeliśmy, natomiast trzech pozostałych nie było 
w zasięgu naszego wzroku i na trasie naszego spaceru przez park. 
To, co nas ominęło to rzeźba „Dżungla”. 

Wygodny fotel

 
oraz jeszcze jedna rzeźbach o nieznanej dla nas nazwie.
 
O rzeźbach Blanki Matragi, zainstalowanych w pałacowym parku 
w Petrovicach czytamy:
„Rzeźby od chwili powstania są naładowane jej niesamowitą energią. 
Każda część jest zasadniczo doświadczana już w warsztacie szklarskim 
w chwili urodzenia, a każda pojedyncza część jest dziełem sztuki sama 
w sobie. Wszystkie łączy jedno: niezwykła optyka wewnętrzna, 
wzmocniona także optyką zewnętrznych naklejek. Kochająca wewnętrzną 
grę w dostrajanie odcieni i tonów kolorów, od dziesięcioleci logicznie 
opiera na wszystkim, co stworzyła Blanka Matragi dotychczas. 
Dzięki ostatecznemu złożeniu w duże rzeźby uzyskała efekt dynamiczny 
i zmysłowo powiązany – uwydatnił wszystkie miejsca spotkań 
zakochanych na przestrzeni pokoleń. Tchnęła w to piękne miejsce 
wyjątkowość chwili i swoimi charyzmatycznymi rzeźbami połączyła 
wysiłki właścicieli i prawdziwie światłych inwestorów na poziomie 
europejskim i światowym”.
Blanka Matragi miłość do szkła odziedziczyła po ojcu,
zanim jednak została doceniona w tej dziedzinie, najpierw 
zasłynęła jako projektantka mody. Do pracy ze szkłem wróciła 15 lat 
temu. Uważa, że prawdziwy artysta może stworzyć wszystko, od rzeźby 
po ubrania. 
„Lubię symbolikę, lubię, gdy każdy może odnaleźć się w dziele sztuki, 
gdy dzieło pobudza wyobraźnię widza, ale z drugiej strony
nie bardzo podoba mi się dehumanizacja i przemieszczona rzeczywistość 
w sztuce” – wyjaśnia Matragi. Jak mówi sama artystka, na Ziemi 
Morawsko-Śląskiej zostawia kawałek swojego serca. 
„Region wcale nie jest taki, jak się go postrzega. Nie jest zamknięty 
na sztukę i cieszę się, że mogę pomóc rozwiać ten mit ”
- podsumowuje Matragi.
 

O Blance Matragi
Czeskie imię Blanka i egzotyczne nazwisko Matragi mapują dwa światy, 
pomiędzy którymi porusza się projektantka mody Blanka Matragi: 
Czechy i Liban, gdzie mieszka i pracuje od dwudziestu pięciu lat. 
Wśród książek o sztuce znanych  celebrytów, autobiografia Blanki Matragi 
jest wyjątkowa, ponieważ jest pierwszą biografią czeskiego projektanta 
mody. Od ponad dwudziestu lat artystka projektuje swoje modele dla 
wybranych przedstawicieli wyższych sfer w krajach Zatoki Perskiej, 
a ostatnio także dla wyjątkowej klienteli zamieszkującej ten kraj-członków 
 z rodzin królewskich. Jako jedyna cudzoziemka i Europejka, trafiła do 
ekskluzywnego, całkowicie zamkniętego dla publiczności świata 
tutejszych pałaców.”

 

Blanka Matragi (* 20 lutego 1953 Světlá nad Sázavou ) to czeska projektantka mody i projektantka pracująca w Bejrucie i Pradze . Jest jedną z czołowych osobistości czeskiej branży modowej, znana jest zwłaszcza ze swoich projektów dla rodzin królewskich i żon magnatów naftowych z regionu Zatoki Perskiej. Jej twórczość nie ogranicza się tylko do odzieży, ale obejmuje także biżuterię, rzeźby, kosmetyki i perfumy, wyroby szklane i porcelanowe oraz inne dodatki modowe.


 

Po ukończeniu średniej zawodowej szkoły szklarskiej i średniej szkoły sztuk użytkowych, ukończyła pracownię projektowania ubioru na Uniwersytecie Sztuk Stosowanych w Pradze. Od 1979 roku mieszka w Bejrucie, gdzie w 1982 roku założyła własny salon mody Blanka Haute Couture. Po 1989 roku regularnie powraca do Pragi, gdzie prezentuje swoje prace na wystawach i retrospektywach. Ma swój własny butik w centrum Pragi.


 

Za swoją twórczość otrzymała szereg nagród, m.in. Nagrodę im . Františka Kupki , Międzynarodową Nagrodę im. Salvadora Dalí oraz nagrodę „Wybitna Czeszka na Świecie”.

 

 
Blanka Matragi na Facebooku
https://www.facebook.com/BLANKA.MATRAGI.official/?locale=pl_PL

http://www.ibestof.cz/stripky-ze-spolecnosti/blanka-matragi-zve-na-poutavou-podivanou-do-zamecku-v-petrovicich.html

https://www-blankamatragi-eu.translate.goog/en/about-me/?_x_tr_sl=ar&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

https://cs.wikipedia.org/wiki/Blanka_Matragi
 

 

 

09 kwietnia 2024

Jak to jedziesz "w świat" i nie wiesz, gdzie wylądujesz.

W niedzielę zaliczyliśmy pierwszy upał (+27 w słońcu, na niebie ani jednej chmurki) i kolejną wyprawę samochodową z Bezą.

Postanowiliśmy pojechać do Czech w, zdaniem Jaskóła, urocze miejsce. On wybrał, on rozpoznał i on mnie i Bezę tam zawiózł.

Wybrał docelowo piękne miejsce, ale okazało się, że nie ma tam możliwości spacerowania z psem. No i co było zrobić dalej w takim pięknym dniu? Nie chciało nam się wracać do domu, dlatego kombinowaliśmy, w które miejsce jeszcze pojechać. 

Jechaliśmy "Gdzieś", a dojechaliśmy "Tam", kompletnie jak w czeskim (nomen omen) filmie

Padło na pałac w Petrovicach- takim rzutem na taśmę, bo wiedzieliśmy, że jest tam jakiś hotel, a z kolei nie wiedzieliśmy, czy można wejść na teren z psem.

Pałac w Petrovicach leży trochę na uboczu, ale to jest właśnie jego atutem. Ludzi prawie wcale, samochodów na parkingu kilka. Rowerzystów trochę i to wszystko. Cisza, spokój, ptaki śpiewają.

 Przyznam, że o tym pałacu kompletnie nic nie wiedziałam, żadnej historii, żadnych ciekawostek, nie miałam pojęcia, jak on wygląda. 

Dopiero w domu szukałam w Necie o nim informacji. A szkoda, bo pewnie dokładniej obeszlibyśmy park, więcej zobaczyli, zrobiłabym więcej zdjęć. No i moje podejście było by inne, a tak to weszłam na teren parku na zasadzie  "a co mi tam, zobaczę kolejny pałac". A tam, w tym pałacu ponoć wiele się dzieje, właściciele zrobili z niego ni tylko hotel, ale prężne miejsce kulturalne, doceniają i zapraszają wielu artystów, pisarzy itp.

 


„Miejscowość Petrowice leżąca koło Karwiny – znalazła się w granicach Czechosłowacji w 1920 roku jako Petrovice. W latach 1938-1939 w granicach Polski (Zaolzie). W czasie kampanii wrześniowej zajęta przez wojska niemieckie i włączony do III Rzeszy. Wieś została wyzwolona przez Armię Czerwoną w 1945 roku i ponownie wróciła w granice Czechosłowacji. W 1952 połączono ją z Marklowicami Dolnymi, Pierstną i Zawadą i przemianowano na Piotrowice koło Karwiny.

Petrowicki Zamek w 1796 roku kupił członek starego śląskiego rodu rycerz Wojciech Gussnar z Komornej, od hrabiego Jana Larischa. W środku angielskiego eleganckiego parku wybudował gustowny dwuskrzydłowy zamek w stylu empire. W 1879 roku Gussnarowie sprzedali go z powrotem hrabiom Larischom a w ciągu czterech lat zamek stał się siedzibą Jerzego i Marie Louise Larisch -Mönich, których los na trwałe został zapisany w dziejach Monarchii Austriackiej. 

 


Baronowa Marie Louise z Wallersee była ulubiona siostrzenicą cesarzowej Elżbiety – zwanej Sissi. To ona przedstawiła Marię na wiedeńskim dworze i wkrótce poślubiła hrabiego Jerzego Larisch- Mönicha – bratanka hrabiego Jana Larischa, właściciela majątku w Karwinie. 

 

Maria Luiza Larisch- Monich.

Młoda para obrała za swoją siedzibę właśnie Zamek w Piersnej. Wtedy opisywany był on przez Marie jako “ Miły i przytulny zameczek przypominający pudełko z biżuterią .“ Młoda para mieszkała na Zameczku zaledwie cztery lata. Marie Luisa utrzymywała podczas małżeństwa stały kontakt ze swoim kuzynem arcyksięciem Rudolfem Habsburgiem – następcą tronu. Dopiero w styczniu 1889 roku, kiedy wraz ze swoją kochanką popełnił on samobójstwo w tajemniczych okolicznościach w zamku Mayerling koło Wiednia, została ujawniona jej rola swatki, jaką w całej tragedii miała. Następnie była wydalona z dworu wiedeńskiego a w 1896 roku rozwiodła się z Jerzym i udała do Bawarii. W 1893 roku zamek przeszedł na własność hrabiów Larischów z pobliskiej Karwiny. Podczas podziału gruntów w 1927 roku, a po rekonstrukcji znajdowała się na pierwszym piętrze czeska szkoła podstawowa. 


 

Podczas II wojny światowej zamek był wykorzystywany jako obóz internowania dla Polaków ze Śląska, i jako magazyn amunicji. W 1947 roku nabyli zamek Stepan i Marta Wnuk a po ich śmierci stał się własnością Narodowego Komitetu w Karwinie. Od 1985 roku był własnością spółdzielni Jedność w Czeskim Cieszynie, która prowadziła tutaj restaurację i hotel. W roku 1999 budynek zamku został zwrócony spadkobiercom prawnym. 

 

Zdjęcie z Internetu

W październiku 2012 roku ten piękny zamek wraz z parkiem kupiła firma TRESTLES s.a., został wyremontowany i odnowiony. Dziś zameczek służy jako hotel i restauracja oferuje możliwość korzystania z sal zamkowych i organizacji różnego rodzaju imprez. Jest to obiekt warty zwiedzenia, położony w pobliżu większego miasta czeskiego Karwiny, oraz blisko granicy z Polską położony trochę na peryferiach, widoczny po zjechaniu z głównej drogi prowadzącej do Karwiny a w drugim kierunku do Ostrawy.”

 Pałac jak pałac, trochę mnie rozczarował, ogromna bryła w stylu empire bez spektakularnych ozdób, w sumie nieciekawa.

Za to park, założony na pagórkach, przecinanych jarami, śliczny. Widać, że właściciele dbają o to, by otoczenie pałacu było interesujące.W Parku SPA, wkomponowane w stok, położone nad stawem, rzeźby różnych autorów. 

Kto wykonała te rzeźby, nie wiem, bo nie podchodziliśmy do nich.

Natomiast tę rzeźbę wykonała  Aleksandra Koláčkova. 

Dzieł Alexandry Koláčkovej nie można znaleźć w galeriach i muzeach. 
Ich cel jest inny: ożywić i odświeżyć przestrzeń, w której na co dzień się poruszamy
 i w której możemy spotkać się z dziełami sztuki, bez konieczności szukania wystaw 
instytucjonalnych. Podobnie jak w przyrodzie, nic w sztuce nie rośnie samo, lecz potrzebuje 
własnych zasobów, aby mieć z czego czerpać i później samodzielnie się rozwijać. 
Alexandra Koláčková stopniowo osiągnęła monumentalny wyraz. Po dziesięciu latach pracy
 w pracowni ceramicznej jej pierwsze zlecenie zewnętrzne na architekturę wskazało dalsze
 możliwości rozwoju i tej szansy nie przepuściła.
Prace Alexandry Koláčkovej noszą wyraźnie rozpoznawalny podpis autora: przeważnie okrągłe
 kształty, kontrastujące, jaskrawo nasycone kolory i niezwykłe wymiary. 
Alexandra Koláčková charakteryzuje się niezłomną wolą i uporem. Kiedy trzydzieści lat temu
 zaczęła zajmować się ceramiką, z pewnością nie miała pojęcia, że ​​pewnego dnia jej rzeźby
 zostaną zaprezentowane obok dzieł znanych czeskich artystów. Ale najważniejsze jest to, 
że zainteresowanie jej twórczością jest duże, a jej prace znajdują odzew nie tylko wśród
 klientów, ale przede wszystkim wśród osób, które się z nimi spotykają. Praktycznie nie sposób
 pominąć twórczości tego rzeźbiarza.
„Jej realizacje dla przestrzeni publicznej posiadają specyficznie czytelną sygnaturę autorską
 (mocne kolory, proste i zaokrąglone kształty, poczucie pewnej dozy zabawy), co objawia się
 w kolorowych, wielkoformatowych rzeźbach z betonu i ceramiki”.
 Jeszcze dwie jej rzeźby- zdjęcia z internetu.


 
I to było zaskoczenie- w parku pałacowym, w maleńkiej 
miejscowości Petrovice, tuż przy granicy z Polską, znajduje się rzeźba 
znanej czeskiej artystki.
 Ale tam na miejscu nie wiedziałam, kim byli artyści- wykonawcy 
parkowych rzeźb. 
Na tabliczkach znajdowały się tylko nazwisko i rok wykonania. 
O Blance Matragi, autorce innych, niesamowitych rzeźb, napiszę
w następnym poście, bo warto tej niezwykłej osobie poświęcić więcej 
uwagi. 
No więc 😄😄😄, chodziliśmy sobie wolniutkim krokiem, w samo południe, 
po pałacowym parku i podziwialiśmy jego zagospodarowanie.
Park bardzo wypielęgnowany. Trawniki równiutkie i co fajne, brak tabliczek 
"Nie deptać trawy". Zresztą na zielonych łączkach stały leżaki i zachęcały
 do skorzystania. Wszędzie jakieś altanki, grillowiska, ławeczki, 
miejsca tajemne. A w dolinie klimatyczny staw.
I teraz coś dla Frau oraz wszystkich, którzy chcą ukoić skołatane wyborami
nerwy.

 



 Widok takich pięknych, spokojnie pływających ryb, szum maleńkiego 
wodospadu, śpiew ptaków, zrobiły swoje. Całe tygodniowe zmęczenie 
spłynęło ze mnie. Ten spacer po wiosennym, rozsłonecznionym parku
niesamowicie naładował mi akumulatory.
I razem z Jaskółem doszliśmy do wniosku, że nasza Beza to najchętniej 
uprawia tzw. "francuskie zwiedzanie" czyli na siedzeniu samochodu
 i oglądaniu świata przez jego okna. 
 https://cs-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Alexandra_Kol%C3%A1%C4%8Dkov%
C3%A1?_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc


https://tuitam.info/2018/05/13/zameczek-petrovice/

 

04 kwietnia 2024

Wiosna, kos i "Ramen".

 


Wszystko kwitnie, liście rozwijają się ekspresowo, nawet rzepaki się zażółciły. Niesamowite. Wygląda na to, że w maju nie będzie już nic kwitło Nie mam nic przeciwko takiemu ociepleniu. Krótka zima, długa wiosna, ale wody mogło by być mniej. 

Dzisiaj byli panowie od remontu tarasu. Chyb godzinę planowaliśmy, co i jak. Może coś z tego nareszcie  się wykluje. 

Na dobry humor

 


W temacie żarełko azjatyckie-zupa ramen.

Zupa ta kojarzona jest, przede wszystkim, z Japonią, ale swój rodowód wywodzi z Chin. Nazwa "ramen" wywodzi się z chińskiego "lamiam"- "ciągnący się makaron". Słowo "lamian" w języku japońskim zostało przekształcone w "ramen", co stało się określeniem dania składającego się z makaronu i bulionu z dodatkami. Ramen przywędrował do Japoni w XIX wieku wraz z chińskimi robotnikami, dla których ta zupa była podstawowym pożywieniem.Serwowany był w barach dola robotników, był pożywny i tani. Pierwsze takie bary powstały w dzielnicy chińskiej w Jokohamie.

Początkowo Japończycy podchodzili do tego dania nieufnie, ponieważ ich  kuchnia opierała się na ryży, natomiast makaron chiński do zupy ramen, był makaronem pszennym. Był ona charakterystyczny i nazywano go w Japonii makaronem chińskim (shina sobą).

No popatrzcie, a ja raczej Chiny kojarzyłam z ryżem, a nie Japonię. 

Japończycy traktowali to danie jako danie dla ludzi z nizin społecznych.

Po II wojnie światowej Japonię nawiedziła klęska głodu, spowodowana niskimi plonami ryżu. Wtedy to Japończycy zaczęli eksperymentować z mąką pszenną i stopniowo makaron pszenny zaczął przyjmować się w japońskiej kuchni.

Współcześnie ramen jest daniem, które ma mnóstwo odmian. Od popularnej ramen miso czy shoyu ramen, po bardziej ekstrawaganckie wersje z nietypowymi dodatkami. 

Zresztą, jak szukałam przepisu na ramen, spotkałam się z bardzo różnymi składnikami na jej ugotowanie, nie mówiąc już o dodatkach do tej oryginalnej zupy. W Azji jest to street food, który przyrządza się i je na ulicy. W krajach europejskich ramen zawędrował do restauracji i ma zupełnie inną rangę.

 Ciekawostka- pod nazwę ramen próbują się podszywać chińskie zupki z paczki, ale nie mają one nic wspólnego z prawdziwym ramenem.

Zupę robi się na bazie aromatycznego bulionu, zwykle mięsnego, ale może też być warzywny. 

Dodatki do zupy: ćwiartki gotowanych na twardo jajek, kawałki mięsa, suszone płatki tuńczyka, kimchi, glony, szalotka, grzyby, smażone tofu, czyli co kto tam ma pod ręką i na co ma ochotę.

Pierwszą ramen zrobiłam na bulionie z mięsa wieprzowego i z wszystkich składników wymienionych w przepisie. Zrobiłam zdjęcia- diabeł na nich usiadł. Chyba wystrzeliłam je w kosmos.

Dzisiaj zrobiłam następną ramen, tym razem bulion był z porcji rosołowej, z kaczki. Poza składnikami wymienionymi w przepisie dodałam do zupy suszone podgrzybki i kawałek pora.

Zupy na różnych wywarach były tak samo smaczne.

To jest jeden z przepisów, znalezionych w Necie, na zupę ramen, już sprawdzony.

Składniki

- mięso ( może być wieprzowe, wołowo, z kurczaka),

- warzywa: marchewka, pietruszka, seler, cebula, ząbki czosnku (nie obrane, lekko zgniecione),

- sos sojowy, dałam dwie duże  łyżki,

- laska cynamonu, dałam średnią,

- sos rybny, dałam jedną dużą łyżkę,

- imbir: najlepiej świeży, ale może być też mielony,

- przyprawy: goździki, ziarna kolendry, anyż,  (po dwie dobre szczypty każdej- ma być orientalnie i aromatycznie), pieprz i sól do smaku

- makaron ryżowy, albo pszenny, są specjalne makarony do zupy ramen, ja „ugotowałam” makaron ryżowy,

- gotowane na twardo jajka- w zależności od liczby osób i apetytu na jajka

- inne dodatki, jakie się chce.


 

Wykonanie

- mięso, warzywa zalać wodą posolić, dodać wszystkie składniki i gotować 4 godziny- tak mówi przepis.

Moja 1 wersja

- mięso wieprzowe ( bez warzyw) ugotowałam jednego dnia (wydaje mi się, że po 4 godzinnym gotowaniu z warzyw zostałaby tylko papka),

- na drugi dzień do bulionu mięsnego dodałam surowe warzywa, laskę cynamonu, przyprawy i gotowałam do miękkości warzyw,

- potem wyjęłam mięso i warzywa, a do bulionu dodałam sos rybny i sos sojowy,

- pokroiłam warzywa na plasterki, mięso na kawałki i wrzuciłam do bulionu,

Przedtem ugotowałam jajka na twardo i przygotowałam makaron ryżowy- makaron ryżowy zalewa się wrzątkiem i po 15 minutach jest miękki (nie gotuje).

 Druga wersja:

- porcja rosołowa do wody, sól, do tego przyprawy, czosnek- gotowałam 2 godziny,

- potem dodałam warzywa i namoczone podgrzybki, oba sosy (trzeba sobie próbować do smaku, ile tych sosów wlać, ale sos rybny robi zupę dosyć słodką)- gotowałam wszystko razem godzinę,

- wyjąć porcje rosołową, obrać z mięsa, mięso wrzucić do zupy,

- wyjąc warzywa, pokroić w plasterki, wrzucić do zupy,


 

Do miseczek na ramen (kupiłam dwie śliczne miseczki specjalne do tej zupy), daje się makaron i zalewa zupą, na to kładzie się kawałki jajka, torfu, co kto woli. My jedliśmy z jajkiem.


"O czym pamiętać podczas jedzenia?

Ramen należy jeść na ciepło. Dania nie powinno się odkładać do ostygnięcia, ponieważ makaron zrobi się kleisty i straci swoje doskonałe właściwości. Najczęściej na początek zjadamy dodatki i makaron przy użyciu pałeczek, a na koniec dopijamy pozostały w miseczce wywar. To sposób praktyczny, dzięki któremu nie tylko się nie oblejemy, ale przede wszystkim mamy pewność, że wszystkie dodatki będą odpowiednio zanurzone w wywarze i ciepłe podczas jedzenia."

Na razie ramen jedliśmy łyżkami, nie mamy pałeczek, ale kto wie….?

Tu znajdziecie dużo ciekawych informacji o tej zupie

https://www.kikkoman.pl/food-stories/detail/ramen-goes-international

A tu inne przepisy i przyznam, że co przepis to coś nowego.

https://www.kwestiasmaku.com/przepis/ramen-shoyu-z-wieprzowina

https://kukbuk.pl/artykuly/5-przepisow-na-idealny-ramen/

https://aniagotuje.pl/przepis/zupa-ramen-wolowy

Źródła:

https://dohosushi.pl/historia-ramenu-od-skromnych-poczatkow-do-swiatowej-slawy/

https://www.ramenshop.pl/co-to-jest-ramen

 


 

 

 

02 kwietnia 2024

Wiosennie, słonecznie, puszczańsko.

 


Niedziela, pora przedobiadowa, postanawiamy wybrać się z Bezą w miejsce, które polecili nam Młodzi. To Puszcza Pszczyńska. Pakujemy się i w drogę. Beza mości się na tylnym siedzeniu, na nowym pokrowcu, zadowolona, że jedzie w świat. Z każdym wyjazdem jest lepiej. Już tak nie szaleje  z radości w samochodzie, siedzi cicho i patrzy przez okna, raz z jednej strony, raz z drugiej. Kiedy widzi psa na chodniku, szczeka jak szalona, ale ogólnie coraz lepiej się z nią podróżuje. Oczywiście, od początku prowadzę z nią "szkolenie" i uczę reagowania na słowa- będzie spacer, jedziemy, ty też jedziesz, zaczekaj jeszcze- bardzo szybko łapie i wyczuwa sytuację. No, ale jeszcze nie okłamałam jej, nie zawiodłam. Jak z nami nie jedzie, to słyszy- jedziemy, Ty zostajesz w domu z....Nie ma buntu, nie ma namolności, piszczenia- jest westchnienie, a potem kładzie się przed domem i już spokojnie patrzy, jak się szykujemy do wyjazdu. Zresztą ma w domu opiekę, nigdy nie zostaje sama. 

Jedziemy- podziwiam kwitnące wszędzie magnolie. Od jakiegoś czasu panuje moda na, różnego gatunku, magnolie w ogródkach. Są piękne, już w pełnym rozkwicie.  

Jesteśmy na miejscu, parkujemy obok leśniczówki, w której chyba nikt nie mieszka i znajdują się prawdopodobnie tylko biura. Wokół budynków sad oraz ogród zapuszczone.

Na parkingu trzy samochody, w las prowadzi droga asfaltowa. I pierwsze rozczarowanie- las jest mało ciekawy, a na drodze ruch- rowery jadące w obie strony, rolkarze, nawet na hulajnogach ludziska wybrali się do lasu.


 To jest droga łącząca kilka miejscowości, a ponieważ prowadzi przez las, jest w sam raz na takie wyprawy. Kilkanaście kilometrów lasami jest atrakcyjne. Ruch samochodowy zabroniony. Nie możemy Bezy spuścić ze smyczy, ciągle trzeba uważać, by nie dostać się pod jakiekolwiek kółka.

Zejście z drogi w teren też nie zachęca- po prostu nie ma obiektów ciągnących oko. Chociaż ja lubię taki wiosenny las, kiedy na drzewach nie ma jeszcze liści i słońce dochodzi aż do ściółki. Wszystko jest wtedy prześwietlone, jasne, rozsłonecznione.

 


Kiedy skręcamy w bok, w następną szeroką drogę, robi się spokojniej. Dopiero teraz Beza może iść bez smyczy. Las nadal mało interesujący, żadnych spektakularnych roślinek, wszystko jeszcze szare, wysuszone. Coś tam jednak "zdjęłam".

Lepiężnik pospolity, cała kolonia.
Niektóre ptaki głośno śpiewają, jednak wszystko zagłusza mocny wiatr. Czujemy, że to nie jest to, czego oczekiwaliśmy.

 


 Decydujemy się wracać. Jeszcze Beza zalicza rów z wodą, tapla się w błocie po brzuszek. Szczęśliwa, że jej nie przeganiamy, brodzi dosyć długo w tej wodzie. Zanim doszliśmy do samochodu, łapy, brzuszek zdążyły jej wyschnąć. 

Takie widoki miałam w drodze powrotnej. To lubię, do takich, wśród tych naszych pagórów, tęsknię. 

Chociaż liczyliśmy na coś więcej, podczas tej wyprawy, leśne wiosenne klimaty, to oderwanie się od codzienności, dobrze nam zrobiły.

Pojechaliśmy w to miejsce, by zobaczyć, czy nadaje się do dłuższych spacerów, ale nie, jednak nie, nie będziemy tam jeździć. Za dużo ludzi, nic ciekawego no i jednak trochę daleko.

I z ogrodu takie niedzielne widoki. Pył przysłonił świat, mocno wiało- powiało dosłownie grozą. Jeszcze wczoraj tak pyliło, w nocy przeszła ulewa- cały pył zmyła.