Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję autora i/lub źródło), stanowią więc moją własność. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez podania adresu tego bloga. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

sobota, 5 kwietnia 2025

Pierwsza wiosenna leśna wyprawa.


To miał być szybki wypad z Bezą do weta, bo zrobiła jej się paskuda na górze ucha. Wygląda ta paskuda jak dobrze spasiony kleszcz, ale toto siedzi pod skórą.

Upewniłam się, że doktor przyjmuje w soboty, jedziemy…. Podjeżdżamy pod weterynarię, a tam ZONK! Full wypas samochodów- na parkingu i wzdłuż ulicy, i pełno ludzi z psiakami. Szybka ocena sytuacji- przy takiej ilości pacjentów do 13 lekarze nie wyrobią, a do tej godziny przychodnia czynna, my na końcu- nie ma szans. Paskuda nie wygląda na bardzo groźną, to i w poniedziałek może być pokazana lekarzowi. No to do domu. Jedziemy, a tu pogoda, słoneczko, 10 stopni (tylko wiatr paskudny), co będziemy w domu siedzieć. Szybka podmianka ciuchów i pojechaliśmy na krótki wypad do lasu, który już tutaj opisałam.

 Las tych „przelotowych”, co to prawie nie ma podszytu, między pniami widać dalsze jego partie. Las piękny, bo pełno w nim starych buków o srebrnej korze na pniach. 

 Piękny po drzewa rosną na stromych wzgórzach i w jarach, co czyni wrażenie, jakby korony jednych drzew były na wysokości podstawy pni innych drzew. Piękny, bo pełno w nim wiekowych, ogromnych buków, które zachwycają strzelistością pni i rozłożystymi koronami.

Jednak wiosną jest dosyć monotonny w swoim kolorycie. Piękniejszy jest jesienią, co już w zeszłym roku mogliśmy zauważyć. Zdjęcia pokazałam TU  oraz TU.

Las monotonny w kolorycie, ale wcale nie nieinteresujący. Ja zawsze coś godnego uwagi w lesie znajdę. Na przykład poranione przez wichurę czy piorun drzewa.

Stare buki mają dziwne, wręcz baśniowe podstawy pni. Na przykład jeden z nich ma ogromną łapę, inny "stoi na palcach"

W lesie było cicho. Na początku śpiewała sikora, ale i ona umilkła. Mocny wiatr latał po koronach drzew, a te wiekowe skrzypiały i trzaskały w odpowiedzi. Udało mi się nagrać tę "rozmowę".
 

Najpierw poszliśmy główną aleją, Beza szczęśliwa, bo już bez smyczy.

Potem skręciliśmy w inną i robiąc koło, natknęliśmy się na tor rowerowy. Taki rowerowy skatepark. 

To są dwa równolegle biegnące tory z przeszkodami.
Na nich grupka polskich chłopaków ćwiczyła jazdę na rowerach. Piszę polskich, bo tor znajduje się na terenie Czech, ale jest ogólnodostępny. Ponieważ granica Polski i Czech przechodzi parę metrów od toru, to polscy chłopcy korzystają z toru na równi z czeskimi.

 Nagrałam krótkie filmy z przejazdu trzech chłopaków. Starałam się robić zdjęcia w taki sposób, by nie było na nich chłopców, którzy obserwowali jazdę kolegów. 



 W zasadzie to my też spacerowaliśmy po czeskiej stronie. Można napisać- odbyliśmy pierwszy tegoroczny spacer za granicami Polski.

niedziela, 30 marca 2025

Jak co roku.

 

 Jest mnóstwo tematów do omówienia, dzieje się, oj dzieje, ale… no nie mam jakoś ochoty, ani weny rozpracowywać tego tutaj. Może jak się trochę otrząsnę, to coś więcej będzie.

Wiosna nabiera rozpędu i, jak co roku, znowu muszę stwierdzić- dziwna jest ta wiosna. Zima była cieplejsza, a mimo to, rośliny pokazują się w tempie żółwim. Był czas, że myślałam, iż z niektórych już nic nie będzie. Jednak leniwie zaczynają wypuszczać nowe pędy spod ziemi. Narcyzy słabo kwitną tej wiosny, a te moje ulubione, nie zakwitną w ogóle. O dziwo, narcyzy pełne, które są mniej odporne, mają bardzo dużo pąków, a stare odmiany są słabiutkie, nie zakwitną. Śnieżyce przekwitły, teraz ich kępy zachwycają zielenią liści. Padło parę liliowców, padła trójsklepka, padła czerwona jarzmianka, pierwiosnki o kulistych kwiatach są karłowate, posadzona dwa lata temu winorośl, też nie daje oznak życia. Przyznam, że czuję się coraz bardziej zniechęcona do pracy w ogrodzie. Likwiduję następny kawał grządek kwiatowych. Zamiast kwiatów sadzę niskie, kompaktowe krzewy kwitnące. Mało z nimi pracy, poza tym, mają większe szanse na przetrwanie niż byliny. Posadziłam nowe ciemierniki, na dwa następne muszę poczekać do maja.

Na razie w ogrodzie są takie (z nowymi razem 10 sztuk). Szkoda, że mają kwiaty zwisające w dół, trudno uchwycić ich urodę na zdjęciach. Nowe nie zakwitły jeszcze. 






Zagospodarowuję teren blisko tarasów, by móc z nich widzieć te wszystkie kwitnące cuda. Taras zrobiony, schody również, balustrady zamontowane (pokażę, jak wyrównamy teren przy schodach). Teraz jeszcze musimy pomalować kolumny, uzupełnić ubytki w murze i takie tam kosmetyczne rzeczy zrobić. Wszystko to musi poczekać na cieplejsze dni. Tradycyjnie o tej porze, posadziłam bratki w donicach przed domem i na tarasach. A do skrzyni obok płotu, posieję koperek przy kępach szczypiorku, które przetrwały zimę i pięknie rosną. W pozostałych skrzyniach będą posadzone kwiaty letnie.

Kwitnie morela, może w końcu będą jakieś owoce, bo dotychczas wszystkie zielone ( no parę) opadały przed dojrzeniem. 


Fiołki, fiołki, łany oraz kępy fiołków w różnych miejscach ogrodu.


To roślinki, a zwierzaki ogrodowe?

Jeże się obudziły- spotkałyśmy z Bezą takiego podrostka jak tuptał do „wodopoju”, urządzonego w rzeźbie, wykonanej przez naszą synową. Gdzieś była pokazana przy okazji zdjęcia z aleją sosnową.

Od trzech tygodni śpiewają drozdy, kosy już uwiły gniazda w tujach i bluszczu przy oknie. Czaple wznowiły przeloty- poranne oraz wieczorne- nad domem i coraz częściej widać na niebie kilka żurawi. Zastanawiamy się, czy one już na tym terenie zostaną, czy jednak polecą na północ.

Nie wiedziałam, że są w okolicy (być może i często w naszym ogrodzie) grubodzioby. Wczoraj siedział na czubku brzozy. 

Sprawdziłam „ostatnią” ramę tkacką. Bogatsza jestem o nowe doświadczenie tkackie. Rama ma tak wąskie wcięcia, że osnowa zrobiła się dosyć gęsta oraz sztywna- trudne było przesmykiwanie wątku między nitkami. Boczne listwy ramy są mocno wystające nad osnowę- trudno było zmieścić rękę, by tkać brzegi gobelinu. Fakt, że wyjęłam nicielnicę, bo gobeliny tka się raczej bez niej i to może był ten powód, że osnowa zrobiła się sztywna.

Ramka jest dedykowana dzieciom, by sobie ćwiczyły tkanie kilimków. Ja będę ją wykorzystywała do tkania wąskich gobelinów.

Rozczarowała mnie również wielkość utkanego gobelinu. Liczyłam na większy, bo rama jest dosyć duża (30/40 centymetrów, dlatego ją kupiłam).

No i w końcu wszystkie ramy z wcięciami mam sprawdzone. Wiem już jak duże gobeliny na nich wychodzą, jak gęsta jest osnowa i jaką przędzą (głównie) na nich tkać. Teraz tkam na ramie z gwoździami i to jest dopiero hard- core. Na razie, ale idzie coraz lepiej.

A to utkałam na tej ostatniej ramie z wcięciami- nazwałam ten gobelin „Miasto nocą”, ale Młoda stwierdziła, że powinien nazywać się „Matrix”.

 A z braku chleba i bułeczki dobre.