Dzisiaj byliśmy zobaczyć „na żywo” pola inkarnatki. Na Facebooku co i rusz ludzie pokazują zdjęcia oraz filmiki z „krwawymi polami” na Podhalu. Śliczne, myślę sobie- chciałabym takie pole zobaczyć w realu. I nagle przewija się następny filmik, na którym pani pokazuje czerwoną koniczynę i mówi- Przybijajcie tutaj, do Owsiszcza, albo Tworkowa, zobaczcie sami te cuda”.
Owsiszcze? Pytam Jaskóła, jak długo tam się jedzie i przypominam sobie, że przez tę miejscowość, podczas naszych wypraw, co najmniej, dwa razy przejeżdżaliśmy. Ale wtedy mieliśmy wyprawy całodniowe i czas się dla nas nie liczył, a teraz jeździmy z Bezą i musimy brać jej starość pod uwagę. Okazuje się, że trasę powinna bez problemu wytrzymać. Owsiszcze to wioska granicząca z czeskim Pistem, a jedzie się do nich przez Chałupki, Krzyżanowice. No nieważne, ważne, że dojechaliśmy z małym postojem dla Bezy na siusiu i te krwawe pola zobaczyłam w naturze.
I był to ostatni moment, bo koniczyna wyraźnie przekwita, jej barwa traci moc i kwiaty szarzeją. Na mur w przyszłym tygodniu zostanie ścięta.
O inkarnatce czytałam w zeszłym roku- zastanawiałam się nawet, czy nie kupić paczki nasion i wysiać je do donic. Jest naprawdę dekoracyjna. Inną dekoracyjną roślina, uprawiana na dużych areałach jest facelia błękitna. Tę, z kolei, należy jechać podziwiać na polach niedaleko Kędzierzyna (o ile już jej nie ścięli). Inkarnatka jest doskonała na poplon, facelia jest bardzo miododajna.
Na miejscu musieliśmy poszukać drogi do tych pól. Tylko w pobliżu jednego udało nam się zaparkować, inne były za domami i szukanie dojazdu do nich zajęłoby dużo czasu. Nie chcieliśmy też naruszać prywatności moimi kaprysami. Poprzestaliśmy na tym jednym.
Kiedy napatrzyliśmy się na pola inkarnatki do syta, zastanawialiśmy się, czy jechać przez Czechy- jechaliśmy rano, czy wracać po stronie polskiej. Zdecydowaliśmy się na Polskę, ale z postojem na parkingu w meandrach Odry w Zabełkowie. I bardzo dobrze, bo trafiła mi się następna fotograficzna gratka- pszczoła czarna. Przysiadła dosłownie na moment na maku i zanim zrobiłam jej drugie zdjęcie, zwiała. Gdy zobaczyłam takiego czarnego dużego owada, myślałam najpierw, że to jakiś gatunek trzmiela. Jednak potem pszczoła na chwilę „zawisła” nad makiem i poznałam ją. Pierwszy raz widziałam taką pszczołę w oranżeriach pałacu Raduń (Czechy). Tam też widziałam ją tylko przez chwilę, ale na tyle długo, by poznać, że to czarna pszczoła.
Cała nasza wyprawa trwała 3 godziny z kawałkiem. Całkiem udany piątkowy wypad, bo nawet upał nie był dokuczliwy- zresztą w samochodzie jest klima, ale te spacery, choć krótkie są już dla Bezy męczące.






