sobota, 21 grudnia 2019

O stawianiu granic


Podsłuchane w sklepie.
Dwie młode kobiety stoją przy serach i rozmawiają na temat świątecznych wizyt u dziadków.
- Pojadę, bo mój się uparł, no i trzeba dziadkom wnuki zawieźć.
- My też jedziemy do teściów. Ostatnio coś kręcili nosem, bo Piotrek zepsuł im gałkę od szufladki.
- Jak zepsuł? On ma tyle siły?
- No nie, ale tak długo nią kręcił, tak mu się to podobało, że ukręcił.
- I co babcia?
- Babcia była bardzo wkurzona, ale dziadek ją uspokajał, że to dziecko i stało się.
- No w sumie…. Moja Zuzię coś napadło i cały czas biegała po pokoju. W końcu teścio się lekko zdenerwował i złapał ją za rączki. Wiesz, jaki był wrzask? Wyrywała się, bo dziadek ją przytrzymał.
-  No a ty, ty nie powiedziałaś jej, żeby przestała?
- No coś ty, niech dziadki wiedzą, że mają wnuczkę. Rzadką ja widzą, to mogę tyle wytrzymać.
Stałam między regałami trochę ogłuszona, bo dotarło do mnie, że te kobiety wcale nie miały zamiaru, w opisanych sytuacjach, reagować na korzyść dziadków. Puściły dzieciaki na żywioł i uważały, że jak dziadkowie widzą wnuki rzadko, to mogą ten najazd Hunów wytrzymać, nie mieć pretensji i nie zwracać wnukom uwagi. I w ten sposób dzieci nie tylko nie zostały powstrzymane przez rodziców, ale i dziadkowie zostali pozbawieni prawa do reakcji. Wyniosły zatem prostą naukę- w domu dziadków mamy prawo do wszystkiego, a dziadkowie nie mają prawa nam zwrócić uwagi. Jak mama i tato przyzwalają, to nie muszę dziadków słuchać.
Czytałam niedawno na Facebooku dyskusję na temat stawiania dzieciom granic oraz reagowania na ich niewłaściwe zachowania.
W sklepie dotarło do mnie, że to stawianie granic jest postawione na głowie. Rodzice nie tylko nie potrafią tych granic stawiać, ale nie rozumieją sytuacji, kiedy te granice są stawiane przez innych. Mało tego, zamiast zrozumieć, że inni działają na ich korzyć, na korzyści ich dziecka (chociaż to czasem jest bolesne), to mają o to pretensje. Sami nie potrafią tego robić, innych nie rozumieją. Często też stosują szantaż emocjonalny- nie pojedziemy do dziadków, bo oni krzywią się, kiedy dzieci się bawią, biegają, hałasują. Dziadkowie wiecznie mają pretensje, że dzieciaki  nie usiedzą na miejscu. Ale sami rodzice nie są na tyle uczciwi, by powiedzieć, że sami na te hałasy nie reagują, bo uważają, że dzieci muszą się wyszumieć. Nieważne, że dziadkowie po dwóch godzinach takiej głośnej wizyty są już zmęczeni, że nie wytrzymują już takiego natłoku wrażeń. Oni mają kochać wnuki bezwarunkowo i cieszyć się nimi w każdej sytuacji.

Nie rozumiem takiego stawiania sprawy- jest u dziadków rzadko, to wszystko mu wolno, a dziadkowie powinni wtedy piać z zachwytu nad wnukami i broń boże nie reagować. Są we własnym domu, zakłóca się im spokój, demoluje sprzęty, ale nie mają głosu, bo to nie ich dzieci. A po takiej „kwaśnej” wizycie u dziadków, lecą komentarze, jacy to oni niewyrozumiali, jakich do niefajnych dziadków mają dzieci, jak ta babcia mogła….jaki ten dziadek zniecierpliwiony….A z drugiej strony, znam takich dziadków, co to wszystko zniosą, byle im wnuczków „nie odebrać”.
Idą święta…. Odwagi w stawianiu granic swoim wnukom….no i ich rodzicom:)


32 komentarze:

  1. Moge wiele zarzucic rodzicom naszych wnukow, ale jedno im zawsze przyznam - potrafia wychowywac dzieci. Owszem przez pierwsze dwa lata zycia Josh byl zupelnym wcieleniem diabla. Nie tylko dotykal, wywracal wszystko co sie dalo lacznie z ziemia z doniczek, ale wlazl do zmywarki do naczyn, bo akurat dziadek otworzyl zeby zaladowac brudne talerze:)
    Mial wtedy 2 lata. Pol roku pozniej przyjechalo nie to samo dziecko, pytal czy moze, prosil, dziekowal i siedzial na dupce w czasie posilkow.
    Aviva urodzila sie juz wychowana:))) wiec Josh byl dla nas wszystkich niespodzianka.
    Do dzis ma energii za czworo dzieci w jego wieku, jak przyjezdzaja to wychodzi na podworko za domem i robi pompki:)) albo biega dookola.
    Jak przyjechali na 90-te urodziny pradziadka, to najpierw przed uroczystoscia zabrali dzieci do parku zeby sie wyszalaly a potem byly spokojne.
    Naprawde nie moge powiedziec zlego slowa na ich wychowanie bo to byloby najwiekszym klamstwem mojego zycia.
    Lata temu pisalam o bezstresowym wychowaniu i oczywiscie czytelnicy bloga tlumaczyli mi, ze bezstresowe to wlasnie puszczone na zywiol bachory ktorym sie w ogole nie zwraca uwagi o nic i nigdy. Ja z kolei uwazam, ze to nasze wnuki sa wychowane bezstresowo czyli bez stresu dla otocznia. Rodzice chca miec dzieci wiec powinni umiec je wychowac i przystosowac do zycia w spoleczenstwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam różnych uczniów, od spokojnych do tych strasznie rozbieganych. Trzeba było sobie radzić. Rozumiem, że może być bardzo żywe dziecko, może być dziecko z ADHD, ale nic nie upoważnia rodziców, bo tego, by temu dziecku pozwalać na wszystko. I nic nie zwalnia rodziców od obowiązku reagowania w domu dziadków na zachowanie swojego dziecka.
      Po wizytach Młodych ze strony mojej i ze strony Jaskóła wiem już, jak zareagować, kiedy znów będzie sytuacja, a której dzieciak zachowuje się nieodpowiednio, a rodzice nie reagują. Zareaguję tym razem i mam w nosie, czy jeszcze zobaczę wnuki czy nie.

      Usuń
    2. Wiekszosc dzieci jest zywa z natury (Aviva to wyjatek;)) i to jest normalne, ale dziecku nalezy sie "dac wyzyc" gdzies w parku, na placu zabaw czy we wlasnym domu PRZED wizyta u innych. Dlatego wlasnie Josh wychodzi i macha te pompki na podworku, ze go rozsadza energia, a ma nakaz przyzwoitego zachowania.
      Moim zdaniem powinnas zareagowac, to jest Twoj dom, Twoja przestrzen i Twoj pies (doczytalam nizej) i masz prawo o to wszystko dbac.
      Dziwne, ze jak chodzi o relacje miedzy dziadkami i wnukami to zawsze sie je rozpatruje z punktu widzenia straty dziadkow. A co ze strata wnukow? czy one nic nie traca z powodu braku kontaktow z dziadkami?
      Tez traca i to bardzo wiele, ale jest grupa rodzicow, ktorzy uwazaja, ze dziadkow mozna nagradzac lub karac (w zaleznosci od potrzeb rodzicow) wizytami wnukow.
      Swiat zupelnie zwariowal.

      Usuń
    3. To nie tak z tą stratą. Myślę, że jak jest nikły kontakt wnuków z dziadkami np. jak u nas, raz na rok na parę dni, to za chiny nie zrobi się super więzi. Telefony też nic nie dają, bo to takie gadanie na odległość co jakiś czas.Dlatego trudno tu mówić o jakichś stratach wnuków, jak dziadków prawie nie znają. Masz rację z tymi rodzicami. To głównie od rodziców zależy w jakim świetle będą przedstawiać obie strony wzajemnie. Jeżeli podważają autorytet dziadków przy dzieciach, to zapomnij o dobrych relacjach i o tym że wnuki będą dziadków szanować. A z kolei nie zdobędę autorytetu w tak krótkim czasie. Wszelkie dyskusje z rodzicami na ten temat są przerywane z ich strony.
      Ubolewam, ale wyżej doopki nie podskoczę. Opór materii jest tak wielki, ze nie mam siły, ani ochoty go przezwyciężać. Może dzieci będą stratne, ale nie sądzę. Są tak prowadzone, że chyba tej straty nie odczują.

      Usuń
  2. Trafiłaś w sedno, Jaskółko. W szkole, w której pracuję, takich mamuś jest pełno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To usłyszałam w sklepie, ale znam tez mamy, które bardzo dbają, by ich dzieci zachowywały się właściwie. I mam znajome babcie, które różnie opowiadają o zachowaniu swoich wnuków. Ogólnie jednak widzę taki trend- dzieciom u dziadków wszystko wolno, rodzice nie reagują, a dom dziadków po wizycie wnuków wygląda jak ten na obrazku.

      Usuń
  3. Mój syn niczego w domu, ani tym bardziej u kogoś niczego nie zepsuł, bałaganu nie robił, uczyłam od małego. Mam nadzieję, że podobnie wychowa wnuki.
    Przysłuchuję się rozmowom mam pod szkołą, rozmowom mam z pedagogiem lub wychowawcami lub sama rozmawiam i jestem przerażona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałam niżej komentarz na temat wychowywania naszych dzieci. Widzisz, moje dzieci u dziadków zachowywały się spokojnie. Wiedziały co im wolno, a czego nie. Kiedy dziadkowie po obiedzie szli na drzemkę, to cały dom zamierał i dzieci też znajdowały sobie ciche zajęcie. W miejscach publicznych zachowywały się spokojnie i co najważniejsze, reagowały na nasze uwagi. I tak wychowałam dzieci, czyli moje dziecko wiedziało, jak dzieci powinny się zachowywać u dziadków. Niestety, jego dzieci zachowują się u nas różnie, a już na pewno rodzice nie zwracają im uwagi, kiedy zachowują się niewłaściwie.

      Usuń
  4. W ciagu ostatnich 30lat ludzi z malymi dziecmi zaprosilam 3 razy i mam nadzieje ,ze nigdy wiecej nie bede zmuszona goscic malego dziecka .No chyba ,ze takie co jeszcze nie chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałabym, by nasze wnuki bywały, ale na naszych warunkach- te i tak są luźnie i nieobciążające mocno dziecko- a nie na warunkach ich rodziców. Kiedy wnuk biega po całym domu, co wywołuje z kolei szczekanie Bezki, a rodzice nie reagują, bo dziecko musi się wyszaleć, to chyba coś jest nie w porządku. W momencie, kiedy uciszałam psa, już powinni się zorientować, co wywołuje jej niepokój. A oni nic- dziecko biegało, pies szczekał, a my siedzieliśmy jak zamurowani, bo gdybym ostro zareagowała, to pewnie skończyłoby się awanturą. Bo przecież raz do roku możemy wszystko znieść. A w ogóle to powinniśmy być zachwyceni, ze dziecko tak wspaniale się rozwija i jest ruchliwe.

      Usuń
  5. Nie jestem wiekowa, nie zostałam jeszcze babcią(trochę szkoda). Dzieci przyszły, gdy byłam młoda, odwiedzają mnie koleżanki w moim wieku, z małymi dziećmi. I...szczęka mi opada. Ja wcale nie chcę żeby dziecko siedziało potulnie i cicho. Ale żeby mi nie przemeblowało domu,powiedziało dzień dobry i do widzenia. Za dużo wymagam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie chcę, by dziecko było uziemione i nie ruszało się. Lubię, kiedy dzieci czują się swobodnie w naszym domy, ale bez przesady. Nie może mi wnuk trzaskać drzwiczkami od szafki przez pół godziny, a jego tatuś pilnować tylko, by maluch nie przytrzasnął sobie paluszka. I nie przychodzi mu na myśl, ze nam to może przeszkadzać. Mały się uczy, zdobywa doświadczenia, ale na litość boską- przez pół godziny bez reakcji rodziców w obcym domu? Fakt, nie odezwaliśmy się, bo czekaliśmy na reakcję mamusi, ale nie doczekaliśmy się.

      Usuń
  6. A ja tak z drugiej strony spojrzę Jaskółko. A kto wychował rodziców tych wnuków ????
    Nie wszystko jest takie, jakie się wydaje ;) Jak to się na wsi mówi: chleb oddany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci powiem, że wychowujemy dzieci, jak tylko potrafimy dobrze, a one pod wpływem swoich "połówek", pod wpływem rodzin do których wchodzą, pod wpływem środowiska w którym się obracają, zaczynają kompletnie inaczej się zachowywać.
      Już kiedyś pisałam, że ja nie rozumiem zachowania niektórych moich uczniów, bo zupełnie inaczej ich nauczałam i wychowywałam. Nasz wpływ na nasze dzieci jest tylko don pewnego czasu mocny. W momencie, kiedy "wyfruną" z domu i się usamodzielnią, dokonują wielu wyborów, przewartościowują swój świat. My wtedy mamy już na nich bardzo mały wpływ.

      Usuń
    2. I tu się bardzo z Tobą zgadzam - Jaskółko! Wpływ na dzieci mamy tylko do pewnego czasu - potem już bardziej liczy się druga połowa, jej rodzina, środowisko. I wszystko na nic!
      Bardzo ubolewam nad ogromnym rozluźnieniem więzów rodzinnych, to wszystko zmierza w złym kierunku.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    3. Ja już nie liczę na jakieś pogłębianie więzów rodzinnych. Tym bardziej, ze to ta druga strona ma ciągłe oczekiwania, byśmy zluzowali, byli wyrozumiali, kompletnie nie czując, że by pokojowo współistnieć obie strony powinny funkcjonować na prawie tych samych zasadach. I nie przeceniam roli rodziny. Jak się nie układa, to nic na siłę.

      Usuń
  7. ))) w te wakacje mieliśmy dwie rodziny z dziećmi i ...nie było tak źle a nawet dobrze. niemowlak się nie darł, wręcz przeciwnie, siostrzenica Naczelnika urocza do schrupania i bardzo grzeczna a rodzice reagują do przesady łącznie ze zwracaniem uwagi na to co mówi i jak mówi!! Mały Szogun Frank trochę rozrabiał ale to trzylatek i chłopak, to go roznosiło troszkę. dobrze znam dzieci i ich rodziców a także dziadków przez pracę i wiem o czym piszesz.Rodzice muszą umieć stawiać granice mądrze i konsekwentnie, niemniej nie zawsze dają radę...czasami jadą do dziadków odpocząć...a często sami sa niedouczonymi prymitywami dłubiącymi w nosie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie- jadą do dziadków odpocząć, ale... to powinno być z wszystkimi konsekwencjami- daję dziadkom wnuki pod opiekę i w tym momencie oni przejmują pałeczkę, a ja tylko reaguję w naprawdę kryzysowych sytuacjach, w innych nie wtrącam się. A tu dzieciaki puszczam wolno, nie reaguję, a jak dziadki zareagują, to jeszcze dziadkom się dostaje. Dom dziadków to dom dziadków, a nie rodzinny dom młodych, do którego wracają i uważają, że są u siebie, a ich dzieciom wszystko wolno. Gdzieś się pomieszały młodym "własności".

      Usuń
  8. ja miałem dzieciństwo w domu trzypokoleniowym, Babcia miała twardą rękę do wnucząt, a przyzwalający był Dziadek, totalny luzak z arcyprzyjaznym i życzliwym podejściem do świata, w życiu nie widziałem go nigdy wkurzonego... był mistrzem szewskim, ale wbrew stereotypiu nigdy nie klął, jego największy hardkor to było "psiakrew!" raz na rok...
    tak więc sama rozumiesz, że przekaz tego posta do mnie nie dociera z uwagi na inne uwarunkowania...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja miałam bardzo dobre relacje z dziadkami, moje dzieci też takie miały. Dopiero jak podrosły to trochę starć było, ale to na niwie "buntu młodzieńczego". Szanowałam moich dziadków, moje dzieci też szanowały swoich. Ale od pewnego czasu widzę, że przynajmniej jedno coś sobie w tym zakresie poprzestawiało, bo zawaliło relacje między nami a jego dziećmi.

      Usuń
  9. Wychodzą na wierzch skutki bezstresowego wychowania. Granice zawsze powinno się wytyczać, bo w przeciwnym razie takie dziecko nie będzie umiało odróżnić dobra od zła. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku życzę:zdrowia, spokoju, pomyślności. Ukłony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w przypadku moich wnuków chodzi o nierówne wymagania. Wesołych Świąt.

      Usuń
  10. A czemu rodzice nie zabierają dzieciom zabawek aby miały się czym zająć? Może to jest rozwiązanie jakieś klocki, coś do czytania, do rysowania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U moich dzieci to działało, u moich wnuków nie działa. Mają tyle zabawek, że przy nowej, po 5 minutach są już znudzone. Jak dziecko jest "psute" od niemowlaka, to trudno potem to wszystko odkręcić.

      Usuń
  11. Moje Krasnale jakoś nie dewastują mi mieszkania, chętnie też z nimi siedzę u nich w domu. Oni się zajmują swoimi sprawami, a ja swoimi.I jedna ważna rzecz- oni się bardzo wzajemnie kochają, nie kłócą się ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o dewastacje, a raczej o głośne, namolne zachowania, które po kilkunastu minutach doprowadzają człowieka do zmęczenia. I trudne jest do zniesienia to napięcie oczekiwania na reakcję rodziców, a potem rozterki czy i jak zareagować. Ostatnim jest to, by jeszcze się podczas wizyty u nas skłócić z Młodymi. Niestety, wnuki z obu stron są bardzo rozbiegane i wszędzie ich pełno. I nie jest to ADHD tylko brak przyzwyczajania do zajęcia się czymś np. układaniem klocków.

      Usuń
    2. No moi nie hałasują, oni bardzo dużo czytają. W domu nie szaleja, moze dlatego że robią to na zajęciach pozaszkolnych- jeden pływa, drugi trenuje ping-ponga dwa razy w tygodniu.

      Usuń
    3. Mnie chodzi o dzieci, które mają po kilka lat. Te w późniejszym wieku są bardziej ustatkowane. Mowa o dzieciach do 6 lat.

      Usuń
  12. Chyba nieco wydumana historia... owszem możliwa, ale...
    Z drugiej strony w licznych wielopokoleniowych rodzinach, problem dzieci jest rozwiązywany przez starsze ale jeszcze nie dorosłe rodzeństwo/kuzynostwo, które mam nad nimi baczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydumana historia tylko konkretny problem. W dodatku nie tylko ja go zauważam. Poza tym mowa o dzieciach, które nie mają starszego rodzeństwa lub kuzynostwa, i nie jest to również mowa o rodzinnych wieloosobowych zjazdach. Poza tym, to starsze rodzeństwo też raczej nie przejmuje się, co robi młodsze i w taki sam sposób jest chowane przez rodziców. Skąd nagle ma wiedzieć, że coś się dziadkom nie podoba, kiedy rodzice nie reagują? Czasy, kiedy dzieci pilnowały się i młodsze rodzeństwa już minęły.

      "Chyba nieco wydumana historia... owszem możliwa, ale... ". Proszę napisać dalej... co oznacza to "ale" jeżeli zarzuca mi się pisanie wydumanych historii.

      Usuń
    2. Ale... nie do końca wierzę by tak było.
      Poza tym, no cóż ktoś rodziców tych dzieci wychowywał, w taki sposób że oni tak wychowali swoje dzieci, jakoś tak głupio by mi było się skarżyć

      Usuń
  13. Dzieci są dziećmi i mają to do siebie, że tak się zachowują.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie moim blogiem.
Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz. Staram się odpowiadać nawet w starszych postach.
Jeżeli chcesz obrażać moich gości lub mnie- nie wysilaj się, natychmiast to usunę.
Jednym słowem hejterzy, gnomy, trolle, banda różowego misia , nie mają tu czego szukać.