Prawo Murphy'ego szaleje, u nas, w najlepsze. Dzisiaj trzeci punkt- awaria kasy fiskalnej. No cóż, święta się zbliżają, kolejka przed sklepem (w zeszłym tygodniu był zamknięty- choroba poplątała nam szyki). Ten tydzień jest ostatnim przed świętami, kiedy ludzie robią wyroby mięsne. A do tego potrzebują naszych artykułów. No i d... blada. Pierwszy klient w środku, a 5 stoi przed drzwiami, bo sklep malutki (w czasie pandemii ograniczyliśmy miejsce, tylko dla jednego klienta, za ladą)- trach.... kasa odmawia współpracy. W dodatku ten klient jakiś dziwny, a to dopytuje o paragon, a to o fakturę.... może skarbówka to była? Czort wie. Jaskół dzwoni do serwisanta- ten spokojnie oznajmia, że po tygodniu przerwy kasa miała prawo się rozładować. Trzeba ją przywieźć do serwisu.... Druga d... blada. Znaczy trzeba zamknąć sklep na parę godzin, a klientów przed sklepem przybywa.
Jaskół uzgadnia godzinę w serwisie, klientom wręczam wizytówki z numerem telefonu- mają dzwonić po trzynastej i pytać, czy już sklep czynny. My cali w przeprosinach, prawie w lansadach, głupia sytuacja się zrobiła- w zeszłym tygodniu tłumaczenie (telefoniczne), że w tym na pewno otworzymy, że tak, że na pewno...
Wieszam kartkę z informacją na bramie.
Parking robi się pusty, ale telefony od innych ciągle są. Urwania głowy. Robię herbatę, siadam przed kompem i jak co roku liczę (to cholerne prawo działa zawsze w takich okresach przedświątecznych)- ręka Jaskóła, mój ząb, kasa.... trzy.... TRZY... może już nic nie strzeli.
Dotychczas na trójce się kończyło.
To tak, jakby ktoś myślał, że Jaskółka, oprócz paseczków w tkanym dywaniku, robienia prezentacji tudzież przesuwania terminu szycia polarku itp. nie ma innych kłopotów i zmartwień.
Tyle.😔
PS. Któryś z tych punktów się przedawnił. Może mój ząb. Doszedł następny. Przyszły puszki z karmą dla Bezy. Na 24 puszki, 18 uszkodzonych. Z 6 wychodzi karma brzegiem. No i jak się pierdo....li, to się pieprzy nadal.

