Jest mnóstwo tematów do omówienia, dzieje się, oj dzieje, ale… no nie mam jakoś ochoty, ani weny rozpracowywać tego tutaj. Może jak się trochę otrząsnę, to coś więcej będzie.
Wiosna nabiera rozpędu i, jak co roku, znowu muszę stwierdzić- dziwna jest ta wiosna. Zima była cieplejsza, a mimo to, rośliny pokazują się w tempie żółwim. Był czas, że myślałam, iż z niektórych już nic nie będzie. Jednak leniwie zaczynają wypuszczać nowe pędy spod ziemi. Narcyzy słabo kwitną tej wiosny, a te moje ulubione, nie zakwitną w ogóle. O dziwo, narcyzy pełne, które są mniej odporne, mają bardzo dużo pąków, a stare odmiany są słabiutkie, nie zakwitną. Śnieżyce przekwitły, teraz ich kępy zachwycają zielenią liści. Padło parę liliowców, padła trójsklepka, padła czerwona jarzmianka, pierwiosnki o kulistych kwiatach są karłowate, posadzona dwa lata temu winorośl, też nie daje oznak życia. Przyznam, że czuję się coraz bardziej zniechęcona do pracy w ogrodzie. Likwiduję następny kawał grządek kwiatowych. Zamiast kwiatów sadzę niskie, kompaktowe krzewy kwitnące. Mało z nimi pracy, poza tym, mają większe szanse na przetrwanie niż byliny. Posadziłam nowe ciemierniki, na dwa następne muszę poczekać do maja.
Na razie w ogrodzie są takie (z nowymi razem 10 sztuk). Szkoda, że mają kwiaty zwisające w dół, trudno uchwycić ich urodę na zdjęciach. Nowe nie zakwitły jeszcze.
Zagospodarowuję teren blisko tarasów, by móc z nich widzieć te wszystkie kwitnące cuda. Taras zrobiony, schody również, balustrady zamontowane (pokażę, jak wyrównamy teren przy schodach). Teraz jeszcze musimy pomalować kolumny, uzupełnić ubytki w murze i takie tam kosmetyczne rzeczy zrobić. Wszystko to musi poczekać na cieplejsze dni. Tradycyjnie o tej porze, posadziłam bratki w donicach przed domem i na tarasach. A do skrzyni obok płotu, posieję koperek przy kępach szczypiorku, które przetrwały zimę i pięknie rosną. W pozostałych skrzyniach będą posadzone kwiaty letnie.
Kwitnie morela, może w końcu będą jakieś owoce, bo dotychczas wszystkie zielone ( no parę) opadały przed dojrzeniem.
Fiołki, fiołki, łany oraz kępy fiołków w różnych miejscach ogrodu.
To roślinki, a zwierzaki ogrodowe?
Jeże się obudziły- spotkałyśmy z Bezą takiego podrostka jak tuptał do „wodopoju”, urządzonego w rzeźbie, wykonanej przez naszą synową. Gdzieś była pokazana przy okazji zdjęcia z aleją sosnową.
Od trzech tygodni śpiewają drozdy, kosy już uwiły gniazda w tujach i bluszczu przy oknie. Czaple wznowiły przeloty- poranne oraz wieczorne- nad domem i coraz częściej widać na niebie kilka żurawi. Zastanawiamy się, czy one już na tym terenie zostaną, czy jednak polecą na północ.
Nie wiedziałam, że są w okolicy (być może i często w naszym ogrodzie) grubodzioby. Wczoraj siedział na czubku brzozy.
Sprawdziłam „ostatnią” ramę tkacką. Bogatsza jestem o nowe doświadczenie tkackie. Rama ma tak wąskie wcięcia, że osnowa zrobiła się dosyć gęsta oraz sztywna- trudne było przesmykiwanie wątku między nitkami. Boczne listwy ramy są mocno wystające nad osnowę- trudno było zmieścić rękę, by tkać brzegi gobelinu. Fakt, że wyjęłam nicielnicę, bo gobeliny tka się raczej bez niej i to może był ten powód, że osnowa zrobiła się sztywna.
Ramka jest dedykowana dzieciom, by sobie ćwiczyły tkanie kilimków. Ja będę ją wykorzystywała do tkania wąskich gobelinów.
Rozczarowała mnie również wielkość utkanego gobelinu. Liczyłam na większy, bo rama jest dosyć duża (30/40 centymetrów, dlatego ją kupiłam).
No i w końcu wszystkie ramy z wcięciami mam sprawdzone. Wiem już jak duże gobeliny na nich wychodzą, jak gęsta jest osnowa i jaką przędzą (głównie) na nich tkać. Teraz tkam na ramie z gwoździami i to jest dopiero hard- core. Na razie, ale idzie coraz lepiej.
A to utkałam na tej ostatniej ramie z wcięciami- nazwałam ten gobelin „Miasto nocą”, ale Młoda stwierdziła, że powinien nazywać się „Matrix”.
A z braku chleba i bułeczki dobre.
Może być i miasto nocą, wieżowce widzę albowiem, a może i Matrix:)
OdpowiedzUsuńNa szczęście nie musisz się z nami wszystkim dzielić, podzieliłam się pięknem przyrody i fajnie.
Mam wolną niedzielę czyli robię to, co lubię: jem( najpierw ugotowałam, no trudno😀) i śpię.
Jak utkałam, to od razu mi się skojarzyło z takim miastem- kolorowe światła i niebiesko-granatowe niebo:). Dzielę się"bezpiecznie'. Wszak Internet lubi potem płatać figle i powielać bujdy:):):). Na razie muszę to wszystko poskładać do kupy. A ja tkam, czytam, gotuję i jem:). Mamy wspólne wypoczynkowe styczne:)
Usuńmyślmy pozytywnie, że nie będzie powtórki z zeszłego roku i nic mi nie wymarznie, a na razie zbieram kleszcze z jednego kudłacza, dziś ma dostać pigułę na tą okoliczność, tylko jeszcze nie dojechała...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Wiesz, że jestem optymistką, no prawie:):):) I zawsze staram się myśleć pozytywnie, nawet w trudnych chwilach, ale czasem tak se ne da. Mam nadzieję, że już mrozów nie będzie i u nas i u Was, przecież na południu polski mieszkamy:)
UsuńBeza dostała pigułę, ale kleszcze łażą jej po głowie i trzeba je zbierać. Jak się wbiją w skórę, zasychają.
myślałem, że same jakoś odpadają zatrute... na piguły /Credelio/ przerzuciliśmy się od jesieni, gdy czarny pchły wyłapał... w naszym regionie Fiprex już nie działa, kleszcze i pchły zmutowały, uodporniły się...
UsuńNie pamiętam nazwy piguły, ale było to 3 w jednym- kleszcze odrobaczanie i pchły. Piguła działa dopiero, kiedy kleszcz się wpije. Wpije się i zasycha- błyskawicznie to idzie. Ale sporo kleszczy łazi po łepetynie- takie trochę ogłupiałe są i te łatwo ściągnąć.
UsuńTo jest możliwe, że u Was dziady się uodporniły na dany rodzaj tabletki. Cwane robale.
odrobaczenie trzewi robimy osobno, szykuje się zabawa, tylko Kudłacz jest grzeczny, on się na luzie poddaje różnym zabiegom, a japę ma czelustną, więc tylko wrzucić i po zawodach...
UsuńMy to za jedną tabletą wszystko wkładamy w dziób i Beza grzecznie je "ciasteczko". Ona wprawdzie nie robi problemów i zjada lekarstwa bez problemu, ale to "ciasteczko" jest wielkości ogromnego guzika.
UsuńMyślę, że koty są trudniejsze do leczenia tabletkami. Pewnie ich lekarstwa częściej dodaje się do jedzenia.
Gobelin cudny, wieszasz wszystko u siebie, czy obdarowujesz bliskich?
OdpowiedzUsuńFiołków u nas tez mnóstwo, w dodatku są tez białe.
Wszyscy czekają na ciepło i wybuch wiosny, a ona chyba normalnie, powolutku?
Gobeliny na razie są schowane w szafie. Małe pójdą pewnie na kiermasz dobroczynny, z dużych zrobię narzutę-parawan.
UsuńTe białe fiołki to ogrodowa zaraza. Są śliczne, ale rozsiewają się wszędzie, wrastają w inne rośliny i trzeba je wycinać nożem. Z bólem, ale się ich w większości pozbyłam. Chyba, bo małe kępy jednak się pojawiają.
Tak, w tym roku wiosna nastaje bardzo wolno.
Sądzę, że trzeba iść w kierunku kserofitów niestety. Mało deszczu, brak przechłodzenia, to dlatego siedzą w glebie lub giną. Szata roślinna zmieni się, bo musi. Ładny ten gobelin :)
OdpowiedzUsuńteż musiałam radykalnie usunąć ogrodowe fijoły, a dzięki temu okazało się, że krokusy, których lata nie było, są. pod nimi są!
UsuńChyba masz rację, bo te kwiaty raczej zgniły niż zmarzły ( nie było takich ostrych mrozów). Sadze krzewy, łatwiejsze w obsłudze. niewysokie, to przycinać łatwiej. A reszta zostanie trawnikiem.
UsuńUsuwam tylko białe fiołki, te fiołkowe zostają, bo są naturalne na tych terenach. Te białe to jakiś przybysz ekspansywny.
Myślę, że krokusy bardziej Cię ucieszyły niż fiołki.
sie wie!
UsuńA te żółte to nie są przypadkiem żonkile? Nie znam się, jakby co.
OdpowiedzUsuńFiołki kocham za zapach, za zwiastowanie wiosny i za wspomnienie babci.
Ciemierniki są cudowne, piękne, genialne. Taras też chcę mieć, no i dom do tego tarasu 😭
Te ptaki! Jakie bogactwo! Grubodzioby to prawdziwy rarytas.
Zawsze z błyskiem w oku podziwiam Twoje gobeliny. Ten ostatni nie kojarzy mi się ani z miastem, ani z Matrixem, tylko z ogniem piekielnym 😅
Może być ogień piekielny. No widzisz, taki wzór, że można sobie kojarzyć do woli. A tkałam go bez jakiegoś szczególnego pomysłu i w dodatku te paski szły normalnie równolegle do dolnej ramy i prostopadle do osnowy. Potem go odwróciłam, z boku zrobiłam spód i wyszło.... co tam sobie kto skojarzy.
UsuńU nas żonkile nazywamy narcyzami, a pierwiosnki ( rośliny) kluczykami:). Ciemierniki mamy dopiero od 4 lat. Jeszcze dwa dokupię- ciemierniki cuchnące ( tylko korzeń ponoć cuchnie). Rzeczywiście to śliczny kwiat i kwitnie już od początku lutego.
Fiołki w pełnym słońcu pachną obłędnie i bardzo szybko zadarniają teren. Rosną nawet w trawniku. No tak, nawet nie masz pojęcia, ile taki dom kosztuje zachodu, a utrzymanie go zmartwień i forsy. Hmmmmm....póki co jeszcze trwamy.
Grubodzioba zobaczyłam u nas po raz pierwszy. Muszę bardziej uważnie przyglądać się ptakom w ogrodzie. Może lata w nim kolejna niespodzianka?
W takim razie chcę mieć też dużo forsy. I ciemierniki. I grubodzioby. I może jeszcze sójki bym zamówiła i kukułki, bo one takie śliczne są...
Usuńżółte to tez narcyzy, narcyz żonkil, dokładniej :)
UsuńU mnie w lasku ptaki świergoczą aż miło, ale jakoś nie mam czasu przejść się po nim i poobserwować, a ciekawa jestem bardzo cóż te drzewa zamieszkuje :)
OdpowiedzUsuńPS- czym z czubka drzewa uchwyciłaś grubodzioba? Aparat? Czy telefon taki dobry?
Ciągle jakieś ptaki w ogrodzie się pojawiają. Jedne zostają, inne znikają. To jest robione aparatem Sony o dużym przybliżeniu. Nie potrafię robić zdjęć telefonem, jakoś nie wychodzą.
UsuńPodziwiam ciemierniki za wytrwałość. Nie mam tak pięknych jak Ty, ale cieszą oko.
OdpowiedzUsuńZakochałam się w ciemiernikach i uzupełniła je o różne kolory. Jednak są diabelnie drogie, chyba przestanę je kupować. One są bardzo dekoracyjne i zupełnie niekłopotliwe w uprawie. W dodatku dobrze zimują i wcześnie kwitną. No i jak ich tu nie lubić?
UsuńU Ciebie wiosna, kwiaty i gdzieś w tle remoncik a u mnie remoncik w głównej roli. Na szczęście już prawie skończony. Pozdrawiam wiosennie.
OdpowiedzUsuńRemoncik mi nerwy rozstraja. niby takie drobiazgi wykończeniowe, ale sami je będziemy robić. Ja wprawdzie jestem zaprawiona, tylko ciało mdłe, kolana i kręgosłup nie puszczają. Większy remont dopiero za dwa lata planujemy.
UsuńPięknie ukwiecony jest Twój ogród.
OdpowiedzUsuńI znowu zachwycam się gobelinem. Napisz, czy najpierw projektujesz na papierze, czy wyobraźnia prowadzi Ci rękę. Niezależnie od sposobu pracy, jestem pełna uznania.
Mam sporo włóczek takich melanżowych i trzeba je jakoś wykorzystać. Wybrałam te dwie i zaczęłam tkać bez planu. Ale żeby nie były monotonne paski, to zaczęłam jest dzielić na dwie strony i robić wydłużone "trójkąty". Już na wstępie postanowiłam przełamać te kolory czernią i dołożyłam czarne romby". I znów, by nie było symetrycznie oraz monotonne, romby porozrzucałam. Tyle. A potem odwróciłam gotowiec o 90 stopni , postawiłam trójkąty na sztorc, zrobiło się ciekawiej ale czegoś nadal brakowało- wydłużyłam go o frędzle i chyba jest dobrze. Teraz tkam gobelin z inspiracją- wzorem, ale już kształty zmieniam:):):) No nie lubię tak dokładnie odwzorowywać, ja muszę coś od siebie dokładać, a koncepcja się ciągle zmienia. No i kolory też często zmieniam.
UsuńI chyba właśnie na tym polega artyzm: na wyobraźni i fantazji.
OdpowiedzUsuńDzięki, ale nadal nie czuję się artystką:):):)
UsuńPodoba mi się ten gobelinek, dla mnie żaden nie musi mieć podtekstu tytułowego, dla mnie każdy jest po prostu grą kolorów, dzięki której każdy może coś innego w nim dostrzec. Tu na trawnikach miejskich co roku wiosną kwitną krokusy i żonkile, jeszcze trochę i ruszą tulipany. Podoba mi się to.
UsuńNadaję nazwy haftom i gobelinom, by jak o nich rozmawiam wiedziano o czym mowa.
UsuńTeż mi się podobają kwiaty w trawnikach. Najlepiej nadają się do tego właśnie wiosenne. U mnie w ogrodzie posadziłam w różnych miejscach narcyzy, a teraz rozsadzam pierwiosnki. Konwalie i fiołki same sobie znalazły miejsce.