„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

05 marca 2026

Powoli rozkręca się.

 

Kalina pachnąca, jest szansa, że jeszcze zakwitnie.

Nad naszym domem krzyżują się korytarze powietrzne w różnych kierunkach. Jeden jest na osi wschód- zachód, prościutki jak strzała. Do momentu zestrzelanie pasażerskiego samolotu nad Ukrainą (2014 rok), ruch samolotowy na osi wschód- zachód był ogromny. Czasem było widać ciąg 3, 4 samolotów, a nieco później następny taki sznureczek, zmierzających na wschód do Azji lub na zachód Europy.

W 2014 roku nagle niebo zrobiło się puste. Pamiętam ten moment, bo to było bardzo dziwne, ten brak lecących maszyn. Teraz wszystkie samoloty lecące do Azji, omijają Ukrainę, lecą na północny- wschód albo na południowy- wschód.

Od paru dni nie widuję samolotów z krajów arabskich. Te zazwyczaj latały na osi północny zachód- południowy wschód. Ogromne maszyny, ze złotymi napisem „Emirates”. Skąd wiem? Lubiłam sobie ich widok przybliżać za pomocą obiektywu aparatu. Zrobiłam nawet kilka zdjęć, ale gdzieś wiąkły w czeluściach archiwum.

Ten korytarz też był dosyć zagęszczony. Późnym popołudniem latały trzy samoloty do ZEA, rano też kilka leciało na północny zachód. Teraz na tej osi jest puste niebo.

Przyzwyczaiłam się do tego, że nad głową często latają. Kiedy startują z Krakowa lub Katowic, nad domem są na wysokości około 5 kilometrów. Kiedy schodzą do lądowania na którymś z tych dwóch lotnisk, są jeszcze niżej- około 3 kilometrów. Dosyć często latają samoloty z Kazachstanu do Ostrawy i na odwrót. Lotnisko jest w odległości 40 kilometrów, czyli mamy czasem nad głowami lecące olbrzymy. Jest głośno, szczególnie, kiedy niebo jest zachmurzone, albo jest mgła. Nad domem latają również samoloty wojskowe. Te wydają specyficzny dźwięk, ciężkie buczenie. No i latają awionetki oraz helikoptery. A w sobotę oraz w niedzielę, w okresie letnim, z lotniska w Bielsku latają w naszą stronę samoloty „wycieczkowe”, czyli każdy może sobie wykupić lot i polecieć obejrzeć świat, góry z wysokości. Są też loty ćwiczebne. A o samolotach, to ja mogę na okrągło. Mam podgląd na radar i sobie obserwuję co leci aktualnie nad domem.

Jednym słowem, nie dość, że szumi nam tu droga Cieszyn- Katowice, zapchana TIRami, to jeszcze nad głową, co chwilę, słychać głośno lecące samoloty. One mnie tak nie drażnią, jak te ryczące niedaleko TIRy.

W perspektywie mamy horror- będą budować w Skoczowie, na „Wiślance” estakadę i ten cały ruch, który teraz leci tamtędy na Cieszyn, Bielsko lub Wisłę, pójdzie naszą drogą.

Na temat osób, które zostały „uwięzione” w krajach arabskich nie będę się szczegółowo wypowiadała. Ale myślę, że nie każdy znalazł się tam z powodu lekceważenia ostrzeżeń, nieodpowiedzialności, czy zwykłej głupoty. Teraz ważne, by te osoby bezpiecznie wróciły. Trwają rozmowy rządu i planuje się uruchomić 100 samolotów z krajów arabskich do Polski.

Kwitną leszczyny.

Prześliczne są te złote wisiorki podświetlone słońcem. 


Przyleciały drozdy i te dopiero się wydzierają. Najpierw zaczął śpiewać jeden i to w zagajniku u sąsiada. Trochę zrobiło mi się żal, że wypiął się na nasz ogród. Jednak od dwóch dni i u nas zaczęły się koncerty. Są dwa drozdy i kilka kosów. Podobno przyleciały już żurawie. W tym roku ani nie zobaczyłam, ani nie usłyszałam żadnego. Szkoda. Lubię oglądać rolki i filmiki na FB, na których pokazane są żurawie. Może sobie znowu jakiegoś wyhaftuję do kolekcji. Przez ten ciachnięty palec, wszystkie hafty są na razie zawieszone. Z trudem dziergam na krośnie dywanik i trochę tkam nowy gobelin.

Gęsi też nie leciały tędy. Ale gęsi teraz często pozostają na stawach i na zbiorniku goczałkowickim przez całą zimę. Obudziły się też jeże. Dzisiaj Młoda widziała jednego tuptusia w dalszej części ogrodu. Ciekawa jestem, czy ten mój się uchował. Nie będę do tej „norki”, którą jesienią zrobiłam, zaglądała. Nic to nie da. Jeżeli przezimował to pewnie sobie poszedł, jeżeli padł, to dzięki, ale raczej nie chcę truchełka oglądać.

Prace ogrodowe postępują i wygląda na to, że pod koniec marca, ogród będzie opanowany. Jest ciepło, ale rośliny nie szaleją. Wszystko idzie w normalnym tempie przedwiośnia.

Wszędzie kwitną przebiśniegi i śnieżyczki.  Te ostatnie, w miejscach zacienionych, dopiero wychodzą z ziemi, tam gdzie słońce są w pełnym rozkwicie.

Pod magnolią. Mam na nie widok z tarasu.

Koło bramki.
Przy tarasie.

Pod orzechem.


Wczoraj wymyłam karcherem wschodni taras. Strasznie był brudny. I ledwo wymyłam, to Bezka, jak ten mały dzieciak w gumiakach, od razu zaznaczyła powierzchnię błotnistymi śladami łapek. Inspekcja czystości tarasu wypadła pozytywnie- od rana wyleguje się na nim i grzeje w słoneczku. 

Ech, takie bzdety teraz wypisuję. Straciłam ochotę na blogowanie. Mam dużo do opowiedzenia, jednak coś mnie wyraźnie hamuje. By się jakoś odprężyć, robię kolejne prezentacje. Fajnie jest tak wybierać zdjęcia, obrabiać je, szukać do nich muzyki i potem jeszcze ustawiać animację. Jest wiele możliwości animowania prezentacji, a jednak tylko nieliczne ładnie wyglądają podczas przechodzenia zdjęcia w zdjęcie.

Kołujące myszołowy nad ogrodem. Było ich pięć. Udało mi się sfotografować trzy.


 Bardzo wysoko kołowały. Potem pofrunęły nad pola.