„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

03 marca 2026

Miało być tak pięknie, a wrednie bolało.

 

 
Niedziela rano, świeci cudne słońce, ale jest chłodno. Co robimy? Jedziemy nad Olzę, zobaczyć, czy kwitną podbiały. Ponieważ brzeg polski to jeden wielki krzaczor, jedziemy nad rzekę na brzeg czeski. Oni tam mają wzdłuż całej Olzy, od Cieszyna do Karviny, ścieżkę rowerową, a nad samą rzeką jest trawiasty pas, nadający się do spacerów. 
Nakręciłam film i była powtórka z rozrywki. Podczas kręcenia filmu z mostem nad Olzą, Beza owinęła  mi się ze smyczą wokół nóg, film się bujnął. Tym razem powtórzyła numer i znów film się kilka razy bujnął. Ale... koniecznie duży ekran, bo wtedy widać cały urok tego miejsca.  
 
Pojechaliśmy i byłoby cudnie, gdyby nie to, że Beza się strasznie zmęczyła. Osioła jedna, zapomniałam sprawdzić, jak może reagować pies po antybiotyku no i ona właśnie pokazała jak. Antybiotyk bierze, bo znów ma zapalenie pęcherza. Wprawdzie lekkie, ale trzeba to zapalenie „zabić”. A po tym antybiotyku pies bywa senny, zmęczony. Beza już na wstępie, na parkingu, niechętnie wskoczyła do samochodu. Powinno dać nam to do myślenia, ale nie dało melepetom jednym. Pies, który szaleje na widok smyczy, a do samochodu wskakuje z impetem w głąb, za każdym razem, w niedzielę się ociągała. Nie miała ochoty na wycieczkę, a myśmy to zignorowali. 

 

W drodze powrotnej bardzo dyszała i charczała, serce mi stawało ze strachu, bo myślałam, że z kolei jej serce wysiada. W domu napiła się wody, jeszcze połaziła trochę, podyszała, pocharczała i padła pod stołem. Spała twardo dwie godziny. Potem wstała rześka, jakby przygody ze zmęczeniem nie było.

Wczoraj przeczołgali mnie w zabiegówce. Wszyscy mi mówili, że wyciąganie szwów nie boli. Taaaa...... nie boli, jakby żywcem mięso ze mnie rwali. 5 szwów, tylko 5 szwów, a jednak cierpiałam jak potępieniec. Po raz kolejny przekonałam się, że mam bardzo wrażliwe nerwy w skórze. To, co inni ledwo czują, mnie po prostu bardzo boli. Szwy wyciągała bardzo miła pielęgniarka pod czujnym okiem doktora V. - czarnoskóry, przesympatyczny lekarz, który przyjmował mnie na SORZe. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, stwierdził, że wszystko ładnie się goi, ale szpila w palcu została na dalsze 2 tygodnie. Potem będzie impreza z jej wyciąganiem. Ale to jedna szpila, a nie pięć szwów- jeden ból i po ptokach. 


 

Od paru dni pogada jest cudna. Słonecznie, ciepło. Otwieram drzwi na tarasy, wpuszczam wiosenne powietrze(a przecież jeszcze jest zima) do domu. Dzisiaj natnę nowe gałęzie forsycji i wstawię do wazonu, niech zakwitną słońcem

W ogrodzie robię „grabież”, czyli wygrabiam małymi pazurkami liście spomiędzy roślin. To mogę robić jedną ręką. Jutro biorę sekator, zaczynam przecinanie wiosenne na tyle, na ile dam radę.

Od trzech dni , rano i wieczorem, koncertują drozdy. Wtórują im kosy i sikory. A dzisiaj ma być zaćmienie księżyca. Może uda mi się strzelić jakąś fajną fotkę.

Skończyłam czytać „Aglo...” Rokity. Świetnie napisane. Teraz zabieram się do czytania reportaży: „Z widokiem na Polskę...”, napisanych przez reporterów Onetu.

Nie obejrzałam dotychczas „Ołowianych dzieci” i nie wiem, czy jeszcze chcę to zobaczyć. Historię „trucia” śląskich miast przez przemysł, znam od dawna. A po przeczytaniu wielu opinii, recenzji, opowiadań, wspomnień, porównań, chyba przeszła mi ochota na oglądanie tej historii w wersji netfliksowej.