W drodze powrotnej bardzo dyszała i charczała, serce mi stawało ze strachu, bo myślałam, że z kolei jej serce wysiada. W domu napiła się wody, jeszcze połaziła trochę, podyszała, pocharczała i padła pod stołem. Spała twardo dwie godziny. Potem wstała rześka, jakby przygody ze zmęczeniem nie było.
Wczoraj przeczołgali mnie w zabiegówce. Wszyscy mi mówili, że wyciąganie szwów nie boli. Taaaa...... nie boli, jakby żywcem mięso ze mnie rwali. 5 szwów, tylko 5 szwów, a jednak cierpiałam jak potępieniec. Po raz kolejny przekonałam się, że mam bardzo wrażliwe nerwy w skórze. To, co inni ledwo czują, mnie po prostu bardzo boli. Szwy wyciągała bardzo miła pielęgniarka pod czujnym okiem doktora V. - czarnoskóry, przesympatyczny lekarz, który przyjmował mnie na SORZe. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, stwierdził, że wszystko ładnie się goi, ale szpila w palcu została na dalsze 2 tygodnie. Potem będzie impreza z jej wyciąganiem. Ale to jedna szpila, a nie pięć szwów- jeden ból i po ptokach.
Od paru dni pogada jest cudna. Słonecznie, ciepło. Otwieram drzwi na tarasy, wpuszczam wiosenne powietrze(a przecież jeszcze jest zima) do domu. Dzisiaj natnę nowe gałęzie forsycji i wstawię do wazonu, niech zakwitną słońcem
W ogrodzie robię „grabież”, czyli wygrabiam małymi pazurkami liście spomiędzy roślin. To mogę robić jedną ręką. Jutro biorę sekator, zaczynam przecinanie wiosenne na tyle, na ile dam radę.
Od trzech dni , rano i wieczorem, koncertują drozdy. Wtórują im kosy i sikory. A dzisiaj ma być zaćmienie księżyca. Może uda mi się strzelić jakąś fajną fotkę.
Skończyłam czytać „Aglo...” Rokity. Świetnie napisane. Teraz zabieram się do czytania reportaży: „Z widokiem na Polskę...”, napisanych przez reporterów Onetu.
Nie obejrzałam dotychczas „Ołowianych dzieci” i nie wiem, czy jeszcze chcę to zobaczyć. Historię „trucia” śląskich miast przez przemysł, znam od dawna. A po przeczytaniu wielu opinii, recenzji, opowiadań, wspomnień, porównań, chyba przeszła mi ochota na oglądanie tej historii w wersji netfliksowej.


