„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

25 lutego 2026

A tymczasem pompy suszą.

 

Jest prawdziwe przedwiośnie. Śnieg już zszedł, w ogrodzie i na polach szaro jeszcze. Wczoraj przeszła ulewa, dzisiaj normalny deszcz. No i tradycyjnie pojawiła się w piwnicy woda. Nie jest jej dużo, ale wkurza na maksa. Trzeba będzie małą pompę powierzchniową uruchomić. Zdjęłam uszczelnienia z piwnicznych okien i dopuściłam przewiew- niech suszy podłogi.

U sąsiada pracuje pompa- on też ma wodę w piwnicy. Parę lat temu zamówił fachowców, którzy ułożyli mu dreny na kawałku pola, blisko domu. Przed tą imprezą, na tym kawałku, robił się staw. Po położeniu nowych drenów, woda zaczęła zalewać mu piwnicę, a niewielki stawek i tak się tworzy. Całe przedsięwzięcie było bez sensu, bo woda z nowych drenów powinna mieć solidne ujście, a tego zabrakło. Owszem znalazła sobie sama ujście- do piwnicy sąsiada. Część wody z tego stawku spływa do piwnicy sister wielkie ucho i trochę do naszej. Taka sytuacja.

To ten sam sąsiad, który nadmiar szamba pompuje na własne pole (po kryjomu wieczorami), bo wybieranie kwartalne jednak nie starcza- duża rodzina, zbiornik szybko się napełnia. Częstsze wybieranie szamba puściłoby go z torbami. No, niestety, teraz to kosztuje. I nareszcie nasza oczyszczalnia jest tańsza w wywozie nieczystości, a robimy to tylko raz w roku. Tego sąsiada taniej wyniosłoby zrobienie dużej oczyszczalni, no ale...

Sąsiad zza płota pogłówkował i w zeszłym roku zrobił taką samą czyszczalnię (biologiczną z napowietrzaniem), jak nasza (a też pompował na swoje pole dosyć często) i dodatkowo ma piec do CO na ekogroszek. No proszę, a ja go uważałam za większego tradycjonalistę niż ten ze stawkiem na polu.

W domu zamieszkał super sprzęt AGD- suszarka do prania. 

 


Długo się wahałam, w sumie rok cały, czy ją kupić. I ten wypadek z palcem dobił decyzję dechą- kupujemy. Wysuszyłam już trzy prania, w tym 2x koce. Nie macie pojęcia, jakie mięciutkie pranie z suszarki wyjmuję  I nie jest pogniecione, chociaż programu przeciw zagnieceniom nie włączyłam. Kupiłam specjalne chusteczki pachnące do suszarek, ale jak je rozpakowałam, to zapach był tak intensywny, że mnie trochę cofnęło. Nie zaryzykowałam i nie dałam do prania suszącego się w suszarce. Powiesiłam jedną na kaloryferze w łazience- robi za odświeżacz. 

Nareszcie nie latam ze stojącymi suszkami, nie rozkładam i nie składam ich, nie wieszam mokrego prania, nie zdejmuję go. Suszki nie zagracają mieszkania, a czasem i trzy stały naraz. No i wilgoci mniej w powietrzu. Z jednego wsadu, na pół bębna, „wysuszyło” około 2 litrów wody, mimo, że pranie było mocno odwirowane w pralce. Każdy wkład suszyła o godzinę krócej niż program zakłada- ma wmontowane inteligentne rozpoznawanie poziomu zawilgocenia. Suszarka ze średniej półki cenowej, ale bez przesady z programami. Natomiast z pompą ciepła oraz energooszczędna. No i „dizajn” ponoć ma nowoczesny, co mi raczej, sorry, wisi, bo urządzenie ma spełniać, przede wszystkim, swoje zadanie, a dopiero potem „wyglądać”. 

Mam teraz więcej wolnego czasu- wybieram pranie z pralki, strzepuję, by nie było „skręcone” itp., wkładam je na płasko do bębna suszarki,  nastawiam program. Po jakimś czasie wyjmuję suche pranie, składam i od razu ląduje ono w szafach. Co trzeba to pewnie wyprasuję, ale na razie nie było takiej potrzeby. Od razu też czyszczę filtry. Ile to trwa? Pół godziny? Chyba nie więcej. A dodatkowo oszczędzam ręce i kręgosłup.

Suszarka jest potrzebna na czas jesienny, zimowy oraz wiosenny, bo latem pewnie, a tam- na pewno, będę wieszała pranie na sznurach (o ile fizycznie dam radę). Nic nie jest tak cudowne, jak pachnące wiatrem suche pranie.

A po głowie, już drugi rok, lata mi robot do mycia szyb. Decyzja do zakupu powoli dojrzewa. A co będziemy sobie żałować, trzeba sobie usprawnić życie.

Puścimy taki robot na okno, a kiedy on będzie zaiwaniał, poczytamy sobie książkę, albo wypijemy herbatę/kawę/czy coś tam, coś tam, na tarasie.

Zawsze przedkładałam urządzenia domowe, które usprawniają pracę nad bajery, ciuchy itp. Ważniejsze jest nasze zdrowie, sprawność, dobry humor i brak zmęczenia, które będą, jeżeli nie będziemy obciążeni, co tu wiele mówić, upierdliwymi pracami domowymi.

Tak wyglądał świat w poniedziałek- coś pięknego- ciemne chmury w tle i mokre od deszczu, z tysiącami kropelek wody, podświetlone słońcem drzewa.


 

Pierwsze kępy śnieżyczek, czekam na resztę, zawsze było ich sporo w ogrodzie, w różnych miejscach.

Pod magnolią- te pierwsze, potem będzie ich tam więcej.

Przy mniejszym tarasie.
 
Jaskół sprężył się, w sobotę złożył regał. Super, nareszcie zrobiło się, na reszcie półek z książkami, nieco luźniej.
A hiacyntowi zechciało się fiknąć kozła na parapecie i musiałam go oprzeć o ramę. Pojawił się też drugi kwiat. Zapach mają nadal zabójczy.

W piątek idę do kontroli i chyba zdejmą mi szwy z palca. No i wyjmą tę okropną szpilę. Mam nadzieję, że nie będę wieki czekać w poradni, a palec znów znieczulą.