Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

wtorek, września 22, 2026

A kiedy opadł kurz, rozwiał się dym i można spokojnie napisać, co się myśli o....

 

 


Pierwszy odcinek odebrałam mniej więcej tak, jak pisze Dutka, kolejnych już nie obejrzałam, ale czytając recenzję (nawet prześmiewczą) pisarza, nic nie straciłam. Podczas czytania świetnie się bawiłam- to jest po prostu „satyra na”. I w sumie zastąpiło mi cały serial.

Oczywiście nikt tego nie musi czytać, nie musi się zgadzać i też nie musi burczeć po kątach, jak ma inne zdanie. Po prostu to jedna z wielu „recenzji”, jakie ostatnio ukazały się w Necie. A zapewniam, że takie spojrzenie na ten serial ma wielu poważnych pisarzy (choćby M. Kochanowicz) i krytyków.

Poza tym, na mnie już sypały się gromy Netowe, że ośmieliłam się skrytykować nową wersję „Chłopów” bez oglądania filmu... no jakże tak... no jakże można było...

Tak to już bywa, że ktoś musi obejrzeć całość, by móc się wypowiedzieć, a ja nie muszę i też mogę się wypowiedzieć.

Dlatego ośmielam się zgodzić z Dutką w krytyce „Lalki”, oglądając tylko pierwszy odcinek serialu, mając w „głębokim poważaniu”, kto, jak i kiedy mnie, z kolei, skrytykuje za to.

Wklejam po kolei dniami, w jakich mi się te wpisy ukazywały.

Niedziela.

"Wojciech Dutka pisarz

Oglądam pierwszy odcinek "Lalki" według Prusa (zresztą nie wiem już czy to jest Prus) na Netflixie.

Moim zdaniem ( satyrycznie)

Hrabia Łęcki wygląda jak przepity menel, jego córka klnie i wypowiada się równoważnikami zdań. Arystokraci to idioci i mam wrażenie, że jesteśmy w Polsce - informuje nas o tym narrator na początku. Przypominam to jest zabór rosyjski. Nie wiem co będzie dalej - ale Łęcka jest pisarką i rozmawia z Orzeszkową, która jednak jej nie lubi. Na mężczyznę Łęcka mówi...ty i tutaj jest wyraz zaczynający się na trzecią literę alfabetu (bez polskich znaków) i ósmą. Wydaje mi się, że jeśli wprowadza się bohatera do filmu lub rozdziału, to z jakimś kontekstem w opowiadanej historii. A tymczasem Łęcka wpada na niego na ulicy. Czy to jest jej kuzyn, wynalazca z powieści? Za bardzo nie wiadomo kim jest chudy facet, poza tym, że ona go sklęła na ulicy. Następna scena: Wokulski i Rzecki idą schlani przez nocną Warszawę. Absztyfikant Łęckiej, nazwany wyrazem odpowiednim, chce się teraz zastrzelić na przyjęciu, ale Wokulski go ratuje i strzelają razem w innego faceta. Interes w porcie starego Łęckiego spłonął, a Orzeszkowa okazuje się asystentka akuszerki i odbiera poród na przyjęciu, krojąc nożem brzuch arystokratki. Kobieta która kroi brzuch nożem jest ponoć lekarką, choć w Rosji (Warszawa to było wówczas największe miasto Kongresówki, ale z perspektywy Rosjan prowincjonalne miasto imperium rosyjskiego) lekarzy kobiet wtedy nie było. To nic. W scenie, jak w pierwszym odcinku pierwszego sezonu Rodu Smoka poród na zaszokować, zniesmaczyć, to jest tak grubymi nićmi szyte, że aż boli. To ma pokazać młodym dziewczynom jak okropne jest być w ciąży. I to jest bzdura ekranu, bo przepraszam, to jak rodziły chłopki? Fundamentalna rzecz! kobiety w ciąży nie brały udziału w bankietach, więc ta scena jest NIEPRAWDZIWA pod względem prawdy ekranu. Jest kilkanaście lat po zniesieniu przez Aleksandra II pańszczyzny ( w Polsce w 1864), ale klasowe i płciowe podziały istniały. Kobieta w ciąży ukrywała się w zacisku domowym, kiedy już było widać, że jest w stanie błogosławionym.

Odcinek II

Łęcki wchodzi do domu i mówi: Był pożar. Spaliło się. Kuzynka/Służąca Łęckiej (w książce i serialu z 1977 tę funkcję spełnia osoba z rodziny Łęckiej): Wiem co to jest pożar. Co to jest za dialog? Dziecko wie co to jest pożar. Łęccy mają służby jak Braniccy w Białymstoku, a przecież byli średnia szlachta. Kiedy się okazuje, że nie będzie pieniążków Łęcka kompulsywnie pożera serniki, makowce, ciastka i wydaje dźwięki, wyje, beczy. Potem kwestuje w barokowym kościele. Ładne zdjęcia wewnątrz. Wokulski potem gra w karty, a Łęcki w scenie z córką nalewa sobie wódkę z butelki i krzyczy do córki kupiłem s....la. Odcinek drugi i dialogi mnie powalają. Wszyscy piją wódkę i Łęcki wygrywa na wyścigach. Wokulski (w tej roli Schuchardt, to bardzo dobry aktor, ale nie ma kogo grać w tym serialu) ma mniej dialogów od Łęckiego. A Izebella robi dalej miny.

Odcinek 3. Łęccy bez kasy. Zwalniają służbę. Stary Łęcki krzyczy na łóżku, a Bela ciągle robi miny. Oglądam dalej. Czuję, że dopiero będzie się działo. To jest słuchajcie tak złe, że aż dobre. W sklepie Wokulskiego remont, ale Stach nie wie czy zdążą. Mówi do Rzeckiego "Oni czekają aż się wy....lę". I druga frapująca kwestia "Wokulski chciał, i się ze...ł". Ciocia (w tej roli Cielecka) do Beli: "Żeby kogoś wyciągnąć z cytadeli musisz znaleźć kogoś kto ma większe jaja". Oczywiście te jaja ma Wokulski bo on wyciąga akuszerke krojąca brzuch arystokratki z więzienia. Belcia lubi księcia staruszka w demencji który mówi "tak". Na wszystkie zapytania. Ale ta akuszerka to nie jest Orzeszkowa tylko ta, która kroiła kobiecie brzuch nożem. I wtedy dowiadujemy się, że jednak w Warszawie są Rosjanie. I do tego są przekupni i się śmieją. Bela pyta czy lampy są elektryczne, a Wokulski idąc na przyjęcie mówi "k...muszę się wstydzić za Polskę, kraj i świat".

To najgorsza ekranizacja ( każda adaptacja filmowa czy serialowa jest ekranizacją) jaką widziałem...najgorsze jest to, że ludzie, którzy to zrobili nie zrozumieli o czym jest Lalka i nie zrozumieli epoki. Aktorsko to wygląda bardzo słabo, tak samo dialogi, niczym z piosenki Budki Suflera z "dialogów wyszło dno, zero. czyli nic".

Czy żyjemy w epoce w której chamstwo i tandeta stały się sztuką? Obejrzałem trzy odcinki i to jest wstrząsające....

Opisałem też satyrycznie odcinek 4 i 5. Zapraszam naród do dyskusji o Lalce i jej adaptacji”

Poniedziałek rano.

„Byłbym nieuczciwy, gdybym porzucił dzieło Netflixa tylko na 5 odcinkach. Kończę satyryczny opis tej naj, naj, naprawdę naj... Szukam odpowiedniego słowa najbardziej z....j adaptacji "Lalki" w historii. Jestem pewny, że twórcy serialu otrzymają nagrodę.

Mamy ślub. Belcia i Ciocia wymieniają uwagi po angielsku, a tymczasem nasz Stach odparowuje w tym samym języku: nie będzie ślubu, po czym wychodzi. Co się dzieje dalej to na końcu, bo twórcy zrobili nam cliffhangera, żeby nas trochę pomęczyć akcją. Przez pierwsze pół odcinka do 30 minuty nie ma zasadniczo kontrowersji. Ale wtedy między ukochanymi wybucha awantura niemal jak z taniego, tandetnego spektaklu: ona do niego: ty po....y zboczeńcu, a on do niej: ty....zakłamana, zimna, wyrachowana p...o. Osiągamy emocjonalne katharsis, wulgarne decorum tej oryginalnej opowieści. Po czymś takim musi być: morderca! Stacho mówi, że nie ma nic, ma tylko długi. Ale wtedy jak rycerz zza progu komnaty wychodzi kuzyn Łęckiej i mówi władczo: mogłeś sobie kalosze sprzedawać, ty straganiarzu p....y. I wtedy kto przychodzi na pomoc: walcząca służąca, która niczym w tanim romansidle chwyta lichtarz i rozbija swojemu gwałcicielowi łeb. Ale dramat! Ale zemsta! Potem sie naradzają co zrobić. Rzecki mówi: Mogę iść do więzienia za tego s...la. Nasi bohaterowie oszukują Rosjan, którzy nie są dociekliwi co i jak. Okazuje się, że Wokulski wynalazł automobil. To nic, że Daimler i Benz stworzyli go w Cesarstwie Niemieckim, co tam, bo w ten sposób leczymy przecież kompleksy nasze, nieco tylko cyzelując w warstwie dramaturgicznej wywody k...ą. W ten sposób wracamy do początku, teraz mamy intrygę i pożar znów sklepu Wokulskiego. Stach sfingował swoją śmierć, podkładając trupa kuzyna Belci i jest jak w meksykańskim serialu Esmeralda, on zostawia jej połowę kasy. A Belcia wybiera klasztor i religię. Ale to tylko pozory, bo chodziło o to, żeby dokonać skoku na kasę, która na automobil wyłożyła idiotyczna arystokracja. Bonie i Clyde po polsku.”

Poniedziałekpo południu

„Jak się okazało mój satyryczny wpis i takim też językiem wpisany wywołał żywą reakcję narodu, któremu odbiera się "Lalkę" Prusa i wg. Netflixa i daje coś...nie wiem co. Postanowiłem obejrzeć całość i piszę tu o tym, choć boli mnie jak oglądam ten serial bardzo.

Odcinek 4. Zaczyna się od pojedynku, na którym arystokracja chla i Belcia przyjeżdża popatrzeć. Kobiety w XIX wieku nie mogły patrzeć na pojedynki, ale to szczegół. Szukam prawdy ekranu, ta jest ważniejsza. Bella łypie oczyma w jedną to w drugą stronę. Barona Krzeczowskiego (znów nie wiemy kim jest postać) gra Piotr Adamczyk. Baron krzyczy, że trafił go w zęby. Zuch, zuch, idiota woła. Człowiek strzela a kokaina kule nosi, Rzecki pyta czy celował w zamek, a Wokulski mówi: Ja pie....ę. Rzecki całuje kuzynkę Belci i ciągle pije wódkę. Rzecki przespał się z tą kobietą. Zastanawiające jest ile kwestii jest wypowiadanych przy alkoholu. Stach mówi do kolejnego faceta: Ciąg się Pan. Tamten dosiada się do wódki. Ciocia i Belcia palą fajkę z ziołem. Na przyjęciu u księżnej Belcia jest wstawiona i po ziele, więc się zatacza przy stole. A jej ojciec w podskokach mówi, że Rosjanie tłamszą go podatkami. Biedaczek. Geniusz przedsiębiorczości. Belcia jest pijana i na ucho pyta Stacha, dlaczego Pan jest taki poważny. Ciocia mówi Wokulskiemu, że nie umie uwodzić i ona może mu pokazać, bo się na tym zna. W międzyczasie schodzi na licytacji kamienica Łęckich, ale zostaje jeszcze 20 tysięcy długu. Kuzynka, w tym serialu służąca Belci przebiera się za nią i nakrywa ją facet, który się przysiadł do Wokulskiego (nie wiemy kim jest) i mówi do niej ty k....o. Gwałci ją i stęka przy tym obleśnie. Oszczędzę Państwu dalszego opisu, Stach dopada Łęckiego, trzeźwiejącego i mówi, że to są horrendalne długi k...a mać. Gwałciciel to chyba jest kuzyn Belci, który mówi jej o długach i Bella krzyczy won! Łęcki odbiera sobie życie

Odcinek 5

Po śmierci papy Bela ma trafić do klasztoru. Ciociu, ale jak ale co, mówi Belcia. Pijany Stach z Rzeckim nagabuję kelnera: jak to nie masz na co narzekać, jesteś k....kelnerem. Następuje wywód filozoficzny: k...za dużo podłości, ona nie powie na mnie Staszku, Następuje scena alkoholowego upojenia, Stach się przewraca i syczy. Tymczasem, żeby nie pójść do klasztoru Bela ucieka do półświatka Warszawy. I zamienia się w świecką matkę miłosierdzia, karmi zupą biednych. Żyje w nędzy i nikt jej nie szuka. Bela ma kumpelę i razem się szprycują kompotem. Ciocia szuka Beli i mówi Wokulskiemu, który stał się nafciarzem w zaborze rosyjskim i szuka ropy. Tymczasem Belcia szprycuje się teraz w nogę i odpływa. W końcu odnajduje się i budzi w łóżku, w którym krewni i ciocia nakłaniają ją do podpisania kontraktu małżeńskiego i wyzwolenia z kurateli księcia. Ale Belcia z nijakim wyrazem twarzy mówi nie kupisz mnie tak tanio. W powieści i serialu z Kamasem i Braunek to jest kluczowa scena, Braunek świetnie to zagrała. A ta aktorka nic, jak gdyby nie potrafiła tego pokazać. Wokulski zeźlił się na hrabinę i mówi do niej: wy....ć. Rzecki odkrywa przed Stachem prawdę: nic nie mamy, nawet nie wiesz w jakiej d...e jesteśmy. Co za wyznanie. Co za głębia intelektualna. Scena w teatrze - bo Bella musi już z Wokulskim iść do teatru. A tam jej kuzyn z damą, która mówi do niego: Co się tak gapisz jakbyś miał k...sy w oczach. Co za wykwintna maestria. Co za dialogi. Po czym okazuje się, że w teatrze występuje kto? Wokulski, który postanowił zrobić z siebie wała i zaśpiewać w teatrze pieśń miłosną. Wokulski się jej publicznie oświadcza przy wszystkich.

Ostatni odcinek dzieła opisze satyrycznie jutro wieczorem. Mam dość."

Wtorek. 

"Mamy ślub. Belcia i Ciocia wymieniają uwagi po angielsku, a tymczasem nasz Stach odparowuje w tym samym języku: nie będzie ślubu, po czym wychodzi. Co się dzieje dalej to na końcu, bo twórcy zrobili nam cliffhangera, żeby nas trochę pomęczyć akcją. Przez pierwsze pół odcinka do 30 minuty nie ma zasadniczo kontrowersji. Ale wtedy między ukochanymi wybucha awantura niemal jak z taniego, tandetnego spektaklu: ona do niego: ty po....y zboczeńcu, a on do niej: ty....zakłamana, zimna, wyrachowana p...o. Osiągamy emocjonalne katharsis, wulgarne decorum tej oryginalnej opowieści. Po czymś takim musi być: morderca! Stacho mówi, że nie ma nic, ma tylko długi. Ale wtedy jak rycerz zza progu komnaty wychodzi kuzyn Łęckiej i mówi władczo: mogłeś sobie kalosze sprzedawać, ty straganiarzu p....y. I wtedy kto przychodzi na pomoc: walcząca służąca, która niczym w tanim romansidle chwyta lichtarz i rozbija swojemu gwałcicielowi łeb. Ale dramat! Ale zemsta! Potem sie naradzają co zrobić. Rzecki mówi: Mogę iść do więzienia za tego s...la. Nasi bohaterowie oszukują Rosjan, którzy nie są dociekliwi co i jak. Okazuje się, że Wokulski wynalazł automobil. To nic, że Daimler i Benz stworzyli go w Cesarstwie Niemieckim, co tam, bo w ten sposób leczymy przecież kompleksy nasze, nieco tylko cyzelując w warstwie dramaturgicznej wywody k...ą. W ten sposób wracamy do początku, teraz mamy intrygę i pożar znów sklepu Wokulskiego. Stach sfingował swoją śmierć, podkładając trupa kuzyna Belci i jest jak w meksykańskim serialu Esmeralda, on zostawia jej połowę kasy. A Belcia wybiera klasztor i religię. Ale to tylko pozory, bo chodziło o to, żeby dokonać skoku na kasę, która na automobil wyłożyła idiotyczna arystokracja. Bonie i Clyde po polsku.

Kurtyna"

https://www.facebook.com/pisarzWojciechDutka


Odniosę się do pewnej kwestii- uważam, że twórcy tego serialu postąpili nieuczciwie wobec chętnych do obejrzenia go. Tytułując serial „Lalka”, niejako zwabili tych, co chcieli obejrzeć nową ekranizacje książki Prusa. Tych, którzy spodziewali się (a jednak, a jednak) dosyć wiernej treści książki, fabuły, a przynajmniej trzymania się głównych wątków i przekazu powieści. A tu kompletnie co innego widzą. I nie pomaga samooszukiwanie się, że fajnie, nie pamiętam treści, może być, w końcu licentia poetica reżysera..., że to Netfix, a Netfix, proszę państwa, pod publikę. Nic z tych rzeczy- jest to oszustwem, bo wykorzystując lotny temat, lotny tytuł i oczekiwania widzów, wpuścili ich w na manowce. Reżyser nawet nie wysilił się, by jakoś asekurancko (nawet drobnym druczkiem) dopisać np. „luźna adaptacja powieści B. Prusa. W wersjach starych jest przynajmniej dopisek: „Na podstawie powieści B. Prusa”, tutaj kompletnie nic. Maślona zagrywa- dam chwytliwy tytuł, ludzie tego oczekują, takie ekranizacje zawsze idą, a potem działam na zasadzie „co mi tam do głowy strzeli, byle się sprzedało...”. I skręcił serial taki, jaki skręcił, ale ludzi na tytuł nabrał. Czy rzeczywiście tak zmanipulował? Nie wiem, jednak ja to tak odbieram- czuję się nabrana na tytuł.

Obejrzałam pierwszy odcinek i stwierdziłam, że takiej szmiry dalej oglądać nie będę. I dziwię się zachwytom, bo czym tu się zachwycać- wulgarnym językiem, zakłamywaniem realiów epoki, zakłamywanie historii, drętwotą scen, brakiem dynamiki akcji, scenami oderwanymi, tym, że nic się tam nie klei? To taki „lalkowy” erzac dla niewybrednych widzów Netfixa (sorry, jeżeli ktoś za takiego się nie uważa, ale obgryzając paznokcie, ogląda kolejne głupawe tasiemce serialowe).

Serial dla młodzieży, bo taki „współczesny”, ale... przecież Prus opisywał realia końca XIX wieku, to co tu mówić o współczesności? Kobieta w ciąży na balu? Cesarka na stole obok sali balowej? Klnąca arystokratka? Kobiety oglądające w XIX wieku pojedynek? Łęcka z ciotunią palące zioło? I morze wódki wszędzie i przy każdej okazji? To ma być obraz XIX wieku opisany przez Prusa. Biedak chyba się zamienił w wirnik, w swoim grobie, ze zgryzoty.

A ja sobie zażartuję i oby to się nie ziściło- gdyby na maturze była „Lalka” a wiadomo, jaka jest młodzież, to ilu maturzystów padłoby ofiarą „Lalki” Maślony i położyłoby egzamin?

Scena z próbą samobójczą kuzyna była, mimo samej tragedii, tak komiczna, że się uśmiechnęłam (tragiczna recytacja przyszłego samobójcy, a potem Wokulski wijący się na podłodze jak ogromny czarny żuk), a przecież miało być tragicznie, „napinawo”, że ech, ach... dzieje się... DRAMAT. A powitanie Wokulskiego na dworcu, gdzie orkiestra kilka razy rozpoczynała grać, od razu skojarzyło mi się ze scenami z filmu „Kochaj, albo rzuć” (sceny w NY) i z Kabaretem Olgi Lipińskiej ze słynną frazą „Panie Janeczku mam grać?”

Żeby podkręcić atmosferę, już na wstępie, w oficjalnym zwiastunie filmu jest podkład piosenki „Only You”, jak z tandetnego romansidła. A może właśnie chodziło Maślonie o to, by pokazać „Lalkę” jako wulgarne romansidło z epoki, z podtekstem kryminalnym? Eeeee...nawet to mu chyba nie wyszło. I tylko należy się dziwić, jak tacy, skądinąd, dobrzy aktorzy, dali się wkręcić w taką ramotę.

Ale dobrze, są gusty, guściki i.... Niech sobie ludzie oglądają i takie ramoty, jak mają taką potrzebę. Nawet nie wiem, czy zechce mi się iść do kina na drugą wersję „Lalki”. W końcu Prus nie należał do moich ulubionych pisarzy, a czytanie tej powieści strasznie mnie nudziło. Poza tym, serial oglądany w domu mogę w każdym momencie wyłączyć, w kinie to już inna sprawa. Nie mam zamiaru ponownie się rozczarować. A przecież i przy serialu nie miałam jakichś wielkich oczekiwań. Po prostu chciałam zobaczyć kawałek dobrego kina. Nie zobaczyłam.

Zdjęcie lalki stąd:

https://www.magnific.com/pl/obraz-premium-ai/przerazajaca-porcelanowa-lalka_282991706.htm#fromView=detail&position=4&uuid=ae4684fa-19ab-4e32-8acb-dbe6f8301846&track=ais_hybrid&from_element=cross_selling__photo