Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

13 marca 2012

Cud w obuwniczym...

Uczestniczyłam dzisiaj w cudzie, albo inaczej- stał się cud. Cud dotyczy rzeczy banalnej, ale dla mnie przeważnie trudnej do osiągnięcia. BUTY. Buty wiosenne musiałam kupić, bo te, które mam, rozleciały się. Po trzech sezonach miały już prawo. A szkoda, bo bardzo wygodne. No więc pojechałam do Cieszyna po buty. Oczywiście, że postawiłam „im” warunki. Miały to być półbuty na niewielkim obcasie. Uwielbiam wysokie obcasy, ale nie dla kotka mleczko. Ostatnio siadły mi stopy i kostki, a ból jest taki, że płaczę przy dłuższym chodzeniu. Żadne obcasy. Tylko malutkie ewentualnie.  Kolor? Tradycyjny czarny, no może gdyby jakiś inny ładny brązowy, czy beżowy, może kremowy? I mają być bez tych obskurnych świecących łańcuszków, napek, brokacików, perełeczek w złym guście. Dobra- określiłam sobie, co chcę i jazda na poszukiwanie. Poszłam do wielkiego obuwniczego, w którym na jesień był wybór ogromny. Wchodzę i sklepu nie poznaję. Owszem półki te same, ale…. butów różnego rodzaju wystawionych tylko kilkanaście par, trochę kozaczków, trochę adidasów i wsio. O kurde- nie kupię tu butów! No to gdzie? Cieszyn słynie z tego, że ma jedną główną ulicę z dwoma sklepami obuwniczymi, w których drogo jak diabli, a potem długo, długo nic w temacie obuwniczym. Gdzieś na peryferiach porozmieszczane „Chińczyki” i po drugiej strony kopca  z rynkiem, bazarek. Też drogi. Pozostała mi nadzieja w jeszcze jednym obuwniczym niedaleko rynku. Pokonałam tę główną (cały czas pod górę prawie 500 metrów) i weszłam do sklepu. Noooooo…. Są półbuty. I tu mnie dotknął cud. Kupiłam! Kupiłam buty w swoim rozmiarze- wąskie 35. I to dwie pary. Białe i czarne. Dwie pary wąskiej 35tki!!! Nie  ma się co śmiać. Zimowe to pół biedy- kupuję 36 i nakładam na grubą skarpetkę. Kupić letnie to właśnie cud. Nie dość, że mam nogę w rozmiarze między 34,  a 35, to jeszcze wąską, z niskim podbiciem i prostą piętą. Horror. Nawet, kiedy jest mój rozmiar, to często przód buta jest za szeroki. Zdarza się też, że kiedy przód pasuje, to pięta wyskakuje. Eh….W zasadzie to ostatnio bez problemu kupiłam tylko jedną parę butów… buty motocyklowe. Jak dla mnie szyte. A może wprowadzić nową modę? Można nosić glany do spódnicy, to co przeszkadzałoby motocyklowe założyć? Zwłaszcza, że małe, ładne i zgrabne J))))))
Przedwczoraj pod wieczór, po raz pierwszy po zimie, odezwał się w ogrodzie drozd. W Cieszynie ptaki wydzierały się niemiłosiernie. Chyba jest już wiosna…
Zwierzaki... różne...








06 marca 2012

Smutno...odchodzą dobrzy ludzie

Dlaczego odchodzą  ci, którzy mogliby jeszcze pożyć i cieszyć swoją obecnością innych? Odszedł mój wujek. Utrzymywaliśmy takie luźniejsze kontakty, ale jak spotykaliśmy się to tak, jakby wczoraj rozstaliśmy się. W ogóle nie odczuwaliśmy czasu dzielącego nasze spotkania. W styczniu hucznie obchodził swoje 70te urodziny. Czy, wiedząc, że zbliża się kres, zaprosił mnóstwo ludzi? Impreza była bardzo udana, a solenizant krążył od stołu do stołu, przysiadał i z każdym gościem serdecznie rozmawiał. Czyżby się żegnał? Ludzie go lubili. Był szanowany w swojej miejscowości. Pozostawił swoim dzieciom dobrze prosperujący interes. Jego synowie z powodzeniem go kontynuują. Ciocia, eh… ciocia- przecież moja rówieśnica, mówimy sobie po imieniu. Śliczna kobieta, mądra, pracowita, zrównoważona..
Zrobiło się refleksyjnie. W piątek pogrzeb. Od śmierci mojego drugiego męża unikam pogrzebów. Nie potrafię… chodzę tylko na pogrzeby „wyjątkowych” dla mnie ludzi. Inne, niestety, odpuszczam. Niestety? Czy to tak naprawdę ważne, że jestem przy opuszczaniu trumny do grobu? Nie sądzę. Chyba ważniejsze są moje wspomnienia. Banał? Możliwe, ale jaki życiowy.
Dzisiaj cały dzień siedziałam w ogrodzie. Kończyłam wycinać część buszu. Pokonałam. Wygląda … no zadbane jest i tyle. Potem paliliśmy to wycięte. Na niebie prawie pełnia. I Wenus coraz bliżej Jowisza. Cudny układ. Nie mogłam się napatrzeć. Księżyc, taki jakiś namolny, ciągle wchodził mi w kadr. 






02 marca 2012

Modelka

Taki sobie normalny dzień. Na dworze pochmurno. Ptaki rozrabiają. Gęsi kursują od stawu do stawu drąc się niemiłosiernie. Jestem trochę zdziwiona, bo raczej na stawach nie zakładają gniazd. Ich główną kwaterę jest Jezioro Goczałkowickie. Co innego kormorany, które są rozbójnikami na stawach i kradną ryby na całego. Właściciele stawów ustawiają na groblach takie specjalne armatki, płoszące strzałami żerne ptaszyska. Rano budzą mnie kosy swoim nawoływaniem. Spektakl powtarzają o zmroku. Przelatują wtedy z miejsca na miejsce wydając metaliczne ostre dźwięki. To jest oznaka wiosny tak, jak ostro „dzwoniące” sikory. A ja czekam na halny. Taki prawdziwy. Mocny ciepły, wiejący od gór i niosący z sobą to coś. Takie łagodne powietrze. Dzisiaj byli panowie zajmujący się specjalistyczną wycinką drzew. Drwale? Może i tak. Oni fachowo tną gałęzie na wysokościach. Chyba już pisałam o tym, a może nie. Kiedyś miałam blog i tam różne rzeczy pisałam, potem go zlikwidowałam i teraz trochę mi się miesza. W zeszłym roku cięli nam wierzbę, bo konary ogromne wyrosły. Wierzba mogła się pod wpływem wiatru złamać i zrobiłaby się draka. Raz że dach, dwa że druty, trzy że droga obok domu. Niechby gruchło…rany….Wierzba wielgachna, żadna drabina nie nadawała się. W dodatku pod drzewem chodnik, płot, bramka no i inne krzewy. Panowie sposobem alpinistycznym elegancko konary obcięli. I to tak, że nic nie połamali, nic nie zdeptali. No miodzio J. W tym roku trzeba świerk wyciąć. Nornice – gadzina, podgryzły korzenie. Drzewo nie dość, że pochyliło się mocno, to wyraźnie schnie. Panowie przyjechali, obejrzeli przy okazji jeszcze inne rzeczy do wycinki i jutro ostatecznie umówimy się na przyszły tydzień.

Zuzia modelka J





01 marca 2012

Etyka- jak to dobrze "sprzedać"?

Piszę wykłady… z etyki (30 godzin). No kurcze, etyka, gdzie mnie pedagogowi wykłady z etyki prowadzić????? Ale w ranach ścieśniania etatów szefostwo ładuje każdemu, oprócz przedmiotów im właściwych, dodatkowo, co tam trafi. Niemniej, co innego znać, wiedzieć i umieć etykę na własny użytek- każdy pedagog musi uwzględniać aksjologię  za podstawę podczas swej pracy dydaktyczno- wychowawczej- a co innego zrobić wykłady ( student powinien dostać rzetelną wiedzę i nie obchodzi go ta sytuacja- zdaję sobie z tego sprawę). Filozof potrafi obracać językiem filozoficznym, zna powiązania, nawiązania, porównania. Mnie z tym trudniej. Z pedagogiki… owszem, tyle lat i znajomość treści powtarzanych w różnych kontekstach oraz układach (do tego praktyka w szkołach). Teoria wychowania, metodologia, dydaktyka, metodyki- wszędzie mocne sploty treściowe…Etyka…Wykład musi być dobry i interesujący… etyka… Pierwszy wykład miałam tradycyjny- słowo….4 godziny gadania filozoficznego może nawet najbardziej chcącego zabić. Zatem…nowoczesność w domu i zagrodzie. Najpierw folie- już lepiej. A teraz przerzuciłam się na prezentację. Sęk w tym, że ani dudu… na razie się uczę robić slajdy i sposobów ich prezentacji. Czasochłonna i żmudna robota.  Wyłowić najważniejsze treści do zademonstrowania z ogromu treści filozoficznych- horror- siedzę godzinami przy kompie obłożona podręcznikami i grzebię…i „wyciągam”. Czyli slajdy, a obok ściąga do omówienia. Lubię filozofię, dobrze się w niej czuję, ale metodycznie jest to trudne. Chcę zrobić jak najwięcej przed nadejściem ciepła, bo potem ogród będzie do obrobienia. Przedwczoraj przeleciał nad domem klucz gęsi. Wracają. Dzisiaj mokro… wszędzie mokro, aż chlupie. Dobrze, bo po zeszłorocznej suszy trzeba glebie wody. Przeszłam się po ogrodzie zobaczyć skutki mrozów. No nie wiem… nie wiem… róże jakoś tak  niewyraźnie, mimo, że okopcowane. Nie wiem, jak dereń (malutki jeszcze) , żarnowiec i inne. Trzeba też wyciąć ogromny świerk, którego korzenie nornice podgryzły (tym razem dostaliśmy bez przeszkód pozwolenie na wycięcie) i jest mocno pochylony nad grządkami. To zrobią fachowcy. Przy okazji ogłowią wierzbę, bo wchodzi koroną na druty. Chodziłam sobie po ogrodzie i planowałam. Już nie mogę się doczekać.
Pierwsze przebiśniegi i czubki wschodzących narcyzów. Na dokładkę oczar, który już jest mocno rozwinięty.






PS
No i zrobiłam te  prezentacje. 90 slajdów. Jezu… boli mnie siedzenie, głowa…oczy. Kręgosłup mam na wręby. Jestem padnięta, mdli mnie od tego ślepienia w monitor,  zaraz będę do siebie mówić o cnotach kardynalnych i pieprzonej moralności… wrrrrrrr…..
Jak mi jeszcze ktoś powie, że mam lekką, łatwą i przyjemną pracę, bo co tam... "Stoisz se i gadasz, a studenci i tak muszą egzamin zdać" (autentycznie to kiedyś usłyszałam), to...."Hej, Gerwazy! Daj gwintówkę...."