Wieczorową porą.
A jednak jest coś urokliwego w tej śnieżnej zimie. Wczoraj znów napadało sporo świeżego śniegu. Świat zrobił się czysty, bielutki i prześliczny. Można się wściekać na trudne warunki, ale urody to śnieżnej zimie nie odbierze.
Śniegu spadło sporo i na trasie katowickiej, już przed samym Cieszynem zrobił się zator samochodowy. Co to jest, że ci tirowcy jeżdżą tutaj zimą na upartego, chociaż wiedzą, co może ich spotkać, bo trasa jest pagórkowata. Nie ma roku, by w konkretnym miejscu, pod wielką górką, nie stanął któryś TIR, a bywa, że więcej naraz (niektórzy nawet w poprzek jezdni). Teraz tak samo- TIR zablokował podjazd pod górę, policja kierowała ruchem, a korek sięgał kilku kilometrów.
Mają łączność, ostrzegają się przez policją, mówią przez CB którędy szybko i bezpiecznie, a i tak corocznie, jak spadnie śnieg, albo zrobi się ślisko parę z nich ugrzęźnie w połowie tej jednej górki- jak nie z jednej to z drugiej strony. A przecież mają główną trasę- 4 pasową „wiślankę” i potem taką samą wygodną drogę Bielsko- Cieszyn, aż do granicy. Ale nie... Ale NIE, to muszą tędy na skróty walić w takich warunkach, by potem ludziom utrudnić dojazd do domu i trzymać ich w warunkach zimowych parę godzin w samochodach (ach, skąd ten smog, skąd- widzicie już te kłęby spalin unoszące się na kilometrowym odcinku nad samochodami?).
Nigdy nie zrozumiem tirowców. To jakaś ekstra nacja, co to gna na łeb na szyję (tu ich ciśnie pracodawca, niestety), wbrew logice, wisi na tylnym zderzaku, błyska światłami i trąbi, chociaż prędkość jest ograniczona. Ostatnio pani kierowca TIRa, nie wybrała na rondzie we wsi i zdemolowała kiosk z kwiatami, który zaraz za rondem od wielu lat stoi (jeszcze ronda nie, a on tam trwał od lat 70). Na dobry miesiąc odebrała kwiaciarce pracę i zarobek, bo.... nie wiadomo, co się stało, ale chyba zagadała się z koleżanką, która siedziała obok. A że pora była bardzo ranna (4 rano), to gnała sobie pustą szosą i jak zobaczyła rondo, pewnie za późno hamowała. Co by było, gdyby to była godzina normalnego ruchu, a w kiosku byli pracownicy i klienci?
No więc... no więc stały te TiRy w poprzek drogi, a za nimi rząd osobówek. Ciemno, śnieg wali, zimno...wyobrażam sobie, co mówili kierowcy.
Tak sypało co chwilę.
To było przedwczoraj, bo piszę ten post na raty- dzisiaj sobota.
Świeci słońce, na tarasie już jest 0 stopni po dosyć mroźnej nocy. Dzisiejsza ma być jeszcze bardziej mroźna. Na razie wieje silny wiatr, ale zimny. Czekam na halniak, który niesie ciepło i wiosnę. Ostatnio jakby ich mniej. Cały śnieg z drzew został zdmuchnięty. Cisy i tuje pochylone. Martwię się o cisa przed oknem komputerowego czy się wyprostuje. Jak nie to.... ja naprawdę nie chcę już nic wycinać, ale takiego rozwalonego drzewa nie da rady utrzymać
Oglądam gimnastykę artystyczną- koło, szarfa... rany, jak te dziewczyny wywijają. Niesamowite są. Pięknie „tańczą”, bezbłędnie. Ekstra akrobatyka.
I oglądam jazdę figurową na IO. Super. Tenisa teraz mniej, bo tych najlepszych brak a IO zabierają więcej czasu.
Zrobiłam dwa pasy dzianiny na krośnie, teraz tkam trzeci. Kocyka przybywa.. Poprzedni robiłam co drugi słupek, ten robię na każdym słupku- splot jest gęsty i ładniejszy.
Zmieniam opatrunek i widzę, jak szpila z palca wysuwa się w górę (jest wyżej, ale tkwi mocno). Fajnie 😟. Kiedy pytałam lekarza, czy wyciąganie takiej szpili boli, stwierdził, że często sama wychodzi. A potem przestrzegł, by jej z powrotem nie wciskać w palec. Nawet na myśl mi to nie przyszło. Brrrrrrr...
No i jeszcze taki ambaras- dwaj lekarze na oddziale poinformowali, że zdejmowanie szwów po trzech tygodniach, a na wypisie jak wół stoi- do zdjęcia szwów w 14 dobie. Młoda, która była parę razy szyta, radzi iść po tych dwóch tygodniach, by szwy nie zarosły. No i tak zrobimy. Najwyżej odeślą bez zdejmowania, tylko to włóczenia się po szpitalu jest do d..... Wszędzie kolejki, wszędzie czekanie. Zdjęcie szwów a potem, podobno, jeszcze trzy tygodnie palec w „łupkach”. I nawet nie mogę sobie powiedzieć „Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało....” , bo działanie było koniecznie a nie, że to był mój kaprys i upór. Jeden palec, a takie utrudnienia (samochodem te nie mogę jeździć😭)- szlag.
Dostałam od Młodej, pięknie pachnie, a drugi pcha się obok niego.
Bezka na tarasie- uwielbia leżeć na śniegu.





