Taka ładna wczoraj zima była. Była, bo już się spsiła. Wiatr śnieg strzepał z gałęzi i zrobiło się ponuro.
Fotkę strzeliłam na okoliczność. Opatrunek ma być luźny to i wyszła taka gruba kukieła.
Jeden szpital, różne oddziały, różne traktowanie pacjenta. Na SORZE super- sprawnie, szybko. Na oddziale świetnie- spokojnie, życzliwie, bez napinki. W przychodni uraz-ort. porażka. Nie chce mi się w ogóle o tym pisać. Dość, że palca nie obejrzano i gdyby nie to, że mam jakieś pojęcie o wyglądzie zamartwicy, to szukałabym pomocy w innej. Ale nie boli, tylko kawałek czubka jest ciemniejszy, to może być siniak tylko. W piątek pójdę do innej przychodni, by się upewnić, że wszystko goi się, jak należy. Nabrałam wprawy w zmianie opatrunku. Niby nie muszę go zmieniać codziennie, ale chcę mieć pewność, że nic złego się nie dzieje, to obserwuję i zmieniam.
Życie z wyłączonym kciukiem lewej ręki, jest nawet interesujące. Okazuje się, że pozostałe 9 palców też sobie jakoś radzi. JAKOŚ. No dobra, wkurzające jest to główkowanie, jak przytrzymać i pilnowanie, by nie urazić.
Człowiek ma wkomponowane atawistyczne kombinowanie, jak sobie w trudnych warunkach radzić i teraz to we mnie się odzywa. No jak małpa, po prostu jak małpa- za krótka ręka, to „kijkiem” może; nie przytrzymam lewą, to może przysunąć do ściany i zaszprajcować na sztywno- słoik nie lata. Głowę jedną ręką umyję i gary też mi się udało. Dzisiaj będzie próba prasowania. Dzierganie na krośnie opanowałam, ale tkanie muszę poćwiczyć. Tu jest gorzej- bandażowa kukiełka przeszkadza.
Nie będę ciągle wołała Jaskóła do pomocy, jeżeli nie ma konkretnej potrzeby. Tym bardziej, że on już wcześniej lewą rękę miał wyłączoną z pełnego obiegu. Teraz się mu poprawia, ale też niektórych ruchów jeszcze nie potrafi, bez bólu, zrobić.
I tak sobie trwamy, takie dwa boroki, z wyautowanymi, na pół gwizdka, lewymi rękami. W sumie to odbywa się tu domowa tragifarsa. Każe z nas chce temu drugiemu pomagać, a nie bardzo sam potrafi koło siebie zrobić wszystko jak trzeba (najgorsze jest ubieranie się).
Odpuściłam, na razie, oglądanie „Ołowianych dzieci”. Czytam recenzje, czytam opinie, czytam wypowiedzi Ślązaków i odchodzi mi ochota na zobaczenie serialu. Wygląda na to, że znów poświęcono prawdę na rzecz netfliksowej rozrywki. Jaskół ogląda, trochę mówi. No nie wiem, jak znajdę czas to obejrzę. Wolę czytać (jest książka „Ołowiane dzieci”, na podstawie której nakręcono serial).
Właśnie skończyłam kapitalną „Odrzanię” Rokity, a teraz czytam jego inną książkę „Aglo. Banką po Śląsku” (banka- tramwaj, w tym przypadku nr „7”).
„Odrzania”- doskonały opis ziem wyzyskanych, jak słusznie określa je Rokita, „Aglo...” charakterystyka „przystanków”, które mija tramwaj nr 7, pod kątem ciekawych zdarzeń, postaci, architektury i historii.
Obie czyta się lekko- Rokita ma dar gawędziarza, który nie przynudza, a jego opisy oparte są o konkretną wiedzę historyczną oraz wywiady z historykami specjalizującymi się w historii danego miejsca, a także na rozmowach ze starszymi mieszkańcami (ich wspomnieniach). Tam nie ma gdybania i ściemy, nie ma również radykalnych opinii i wniosków- jest dużo miejsca na własne przemyślenia.
I nadal twierdzę, że nie jestem zafiksowana Śląskiem, chociaż z boku może tak to wyglądać. Po prostu nareszcie mam dostęp do jego historii, nareszcie ktoś opisuje to wszystko, co chciałam wiedzieć, nareszcie jest dostęp do różnych źródeł. Dla równowagi czytam wszystko, co dostępne o Śląsku Cieszyńskim (Śląsku Austriackim, Księstwie Cieszyńskim) no i o Czechach. Wygląda na to, że jestem „człowiekiem pogranicza” (matka prusoczka, ojciec cesarok, i prawie całe życie mieszkam kilometr od granicy prusko- cesarskiej, jak nie z jednej to z drugiej strony)- nie tylko pogranicza między Śląskami, ale i pogranicza polsko- czeskiego. A historia, tych trzech ziem, jest bogata, pokręcona i niesamowicie interesująca.
Natomiast blog służy mi do porządkowania tego wszystkiego, co teraz poznaję na temat "trzech ziem". Mniej mnie interesuje polska Polska.
Przedwczoraj obejrzeliśmy konkurs skoków w parach. Bardzo, bardzo się cieszę, że nasi zdobyli srebrny medal. I cieszę się, jakkolwiek paskudnie to zabrzmi, że medal wygrali młodzi zawodnicy z Beskidów. Ale dalej nie rozumiem, dlaczego komentatorzy upierają się mówić, że Tomasiak pochodzi z Beskidu Wysokiego, kiedy on jest Bielszczaninem, a konkretnie mieszka w Bystrej, trenuje w Szczyrku. To przecież jest ogromna różnica. Natomiast Wąsek jest z Ustronia. Nie ma Beskidu Wysokiego, jest Beskid Wyspowy. Kiedy słucham sprawozdawców sportowych, to zastanawiam się, kto tak niedouczone, mówiące tragicznie po polsku osoby, dopuszcza do prowadzenia transmisji.
I to ciągłe dziwienie się, że Wąsek to ewangelik. Noż patrzajta i dziwujta sie- wanielik a skacze i medale zdobywa, kto by pomyślał. Tak samo traktowano Piotra Żyłę i Małysza. Ohoho, ohoho.... wanielicy, a potrafią. Cholera może człowiekiem trzepnąć.
Zdumiała mnie porażka faworyta męskiej jazdy figurowej Malinina. Aż żal było oglądać, jak często trzepał pupą o lód, a przecież, od paru lat, nie ma sobie równych.
Tenis- dziewczyny w końcu się zbuntowały. I słusznie, jak długo można je traktować jak maszyny do zarabiania pieniędzy dla kogoś- organizatorów i WTA. One też zarabiają i to bardzo dobrze, ale mają swoje granice wytrzymałości i granice zdrowotne. Ciekawa jestem, co dalej z tym będzie.
To jest regał na książki.
Czeka na złożenie i chyba długo poczeka, bo Jaskół ma rękę niesprawną, no a ja.... też.
Najpierw wybrałam zamykaną witrynę, bo chcę chronić książki przed kurzem. Ale wszystkie witryny, które mi się podobały i były w potrzebnym wymiarze, miały szklane półki. Nie o to chodzi, by postawić trzy egzemplarze, a o to, by regał zapełnić, bo z innych półek książki już "wychodzą". Regał ma stać w sypialni- wybrałam kolor typowy- dąb sonomę, ponieważ może się zdarzyć, iż będę miała kaprys postawić regał w pokoju z dużym tarasem i wtedy musi pasować do tamtych mebli. One nie są w sonomie, ale bardzo kolorem zbliżone. Nie będzie widać różnicy. Eksperymentowanie z meblowymi stylami mam już za sobą. Teraz ma dominować kolor jasny, funkcjonalność oraz prostota. I ma wszystko do siebie pasować.
W domu wiosennie. Tydzień temu nacięłam i już rozkwitła.
Pogoda? Czasem słońce, czasem śnieg. Dzisiaj już plusowo, jutro i pojutrze ponoć powrót mrozów. Dwie noce, po niedzieli mocne ocieplenie. Da się wytrzymać, chociaż już chciałoby się otworzyć szeroko drzwi na tarasy i wpuścić do domu słońce oraz wiosenny wiatr. Jak będą wyglądały prace wiosenne w ogrodzie? No nie wiem, prawa ręka sprawna, może da się coś zrobić. Przez 6 tygodni lewa wyłączona będzie- jeden już mija.




