„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

sobota, 12 lipca 2025

Po deszczach.

 

Były alerty i były przygotowania na przyjęcie „wielkiej wody”. Sprawdziliśmy pompy, przynieśliśmy rynny pod okienko do piwnicy, by nimi spuścić w ogród wypompowaną wodę, opróżniłam mauzera z deszczówki, robiąc miejsce na nową. Wszystkie rzeczy, które stały na podłodze w piwnicach, dałam wyżej. Przeniosłam doniczki z begoniami ze schodów na duży taras, na drugim przesunęliśmy donice z pelargoniami pod dach. Te rośliny nie lubią przelania, a begonie pod wpływem ulewnego deszczu łamią się.

We wtorek, po południu, przyszła ogromna ulewa. Lało 20 minut tak, że świata nie było widać, potem deszcz się zmniejszył i zaczęło padać spokojnie. W nocy nic się nie działo, jeżeli padał deszcz to przelotnie i z małym natężeniem. W środę to samo. No może okresy, w których padało, były dłuższe i deszcz był silniejszy, ale nie były to ulewy. W czwartek miało lać porządnie- nic z tych rzeczy. Popadało przelotnie, nawet zaświeciło na chwilę słońce. Wczoraj trochę pokropiło, a dzisiaj są duże chmury, ale świeci też słońce i zrobiło się cieplej.

Cały czas obserwuję radar opadów- widziałam, w którą stronę one się przesuwają i wierzę, że w innych rejonach Polski było nieciekawie. Tutaj Olza i Wisła trochę podniosły poziom, ale podtopień nie było.

Nadal w prognozach są deszcze, jednak my jesteśmy dobrze przygotowani i tak zostanie do późnej jesieni.

W ogrodzie ziemia napiła się wody, ale nie jest podmokła. Chodzi się po twardym gruncie, nie znać, że były cztery dni deszczowe. W mauzerze przybyło 300 litrów wody, jednak do całkowitego wypełnienia jeszcze sporo brakuje.

Rudbekia, ulubione żarełko ślimaków. Uratowałam ją, codziennie wieczorem obierając z żarłaczy. Na zdjęciu widać obgryzione liście, ale pąki zostały nietknięte. 

Tkam teraz dużo (jestem w dwóch trzecich całego gobelinu) i czytam teraz dużo. W ogrodzie ważniejsze rzeczy zrobione, pozostało tylko powoli przecinać wybujałe krzewy, wycinać przekwitłe kwiaty, ale nie ma z tym pośpiechu.

Niedawno przeczytałam trylogię Bondy ze słowem „miłość” w tytułach. I zapewniam, że nie są to ckliwe romansidła tylko pełnokrwiste kryminalne historie. Lubię książki Bondy, nie ma w nich zadęcia i pisane są świetnym językiem, a historie w nich przedstawiane mocno wciągają.

 Przeczytałam książki napisane przez Kutza. To dopiero uczta, dla mnie ślązary, niesamowita. Interesujące historie ze światka filmowego, anegdoty, fakty biograficzne, pisane z częstym użyciem wyrażeń gwarowych, o pardon, słówek z języka śląskiego i ogromną dozą humoru- wszystko to wciąga tak, że trudno się od czytania oderwać. 

 Czwarta część historii schronisk karkonoskich też już za mną. 

 


A teraz zabieram się do czytania ogromnych tomiszczów,w których opisany jest świat szpiegów, nielegałów, akcji różnych służb państw obcych i naszego.

 Nasza tarasowa fontanna. No tak, nie jest to cud urody, nawet o urodę się nie otarła, ale my bardzo lubimy jej plusk. Wprawdzie moglibyśmy umieścić fontannę w kamiennej misie, albo jakimś innym dizajnowskim pojemniku, ale twardo postanowiliśmy, że nie będziemy mnożyć bytów i tak też może zostać. Nie mamy napinki, by dekorować, urządzać i zmieniać wystrój domu co miesiąc, co rok itp. Tu się mieszka i ma być nam fajnie, czyli jak fontanna spełnia swoje zadanie, to tak już zostanie. Tym bardziej, że jeszcze dwa miesiące i całe ustrojstwo pójdzie do schowka. Przez moment zastanawialiśmy się, czy nie kupić jakiejś kanapki ( szezląga?????) na taras, by wyciągać kości w błogim nicnierobieniu, ale przypomnieliśmy sobie powiedzenie córki naszego znajomego motocyklisty, który miał 5 motocykli. Mała zapytała: „Tata, po co ci tyle motocykli, jak masz tylko jeden tyłek?”. Na tarasach są dwa wygodne krzesła, dwa rozkładane fotele, można je przenosić, to po co jeszcze dodatkowy "gracik"?

Pomnażanie dobytku w takich opcjach, nawet kiedy nas stać, przestało nas rajcować. Tak działa filozofia Zero Waste, której coraz bardziej jestem przychylna i zaczynam ją stosować w życiu codziennym.

Ogrodowe wycinki.



 




18 komentarzy:

  1. Tez ostatnio czytam kryminały lub powieści drogi, o szpiegach natomiast nie lubię.
    Miłego czytania w ogrodzie przy pluskaniu fontanny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, al czytam głównie w sypialni wyciągnięta na łóżku. Fontanna na tarasie, a tam wolę haftować albo gapić się na "okolicę".

      Usuń
  2. Taras to taki najważniejszy letni pokój, leżanka by sie przydała, to nie to co krzesła i fotele, no chyba że fotele rozkładane. I nad nimi moskitiera. To cudo białe i błękitne, co to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To białe i błękitne to kwiat hortensji. W tym gatunku zakochałam się. Mamy jeden krzak już duży- one są kompaktowe do 1,50 wysokości i nasadzone trzy nowe.
      No nie, ani leżanki, ani moskitiery nie będzie, bo ten taras jest duży, ale niezbyt ustawny. A na odkrytym trzymanie leżanki z poduchami czy kocami odpada- nasiąka wilgocią i trzeba codziennie sprzątać.

      Usuń
    2. Pomyślałam sobie, że u Ciebie na działce mogłabyś taką posadzić. Mało miejsca zajmuje, a jest śliczna i niekłopotliwa, bo ma baldachy a nie kule i nie łamie się.

      Usuń
  3. Właśnie czytam Schronisko. Lubię te serię

    OdpowiedzUsuń
  4. Bonda ma, według mnie, trochę skłonność do komplikowania rzeczy i zdań prostych. Ale lubię.
    A chwilowo nie robię nic, bo jestem u teściów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie są złe rzeczy, zważywszy, że różni ludzie kryminały czytają. Mnie jeszcze jej twórczość się nie znudziła, a czytam prawie wszystko, co pisze. prawie, bo dwóch serii nie kupiłam i chyba nie kupie, ale kto wie? Teraz ten Holub zaczyna mnie wciągać.
      O, to znaczy, że letniskujesz się na południu:):) Udanego pobytu:)

      Usuń
    2. Najbardziej lubię kryminały Nesbo .
      Dziękuję, temperatury przyjemne akurat:)

      Usuń
    3. Nesbo dobre:) Ja, z kolei, lubię szpiegowskie, o naszych służbach. Sewerski o tym świetnie pisze. U nas zrobiło się parno i przelatują deszczyki. Właśnie wróciliśmy z krótkiej wycieczki nad stawy.

      Usuń
  5. Dzięki za książkową polecajkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza Kutza polecam:):) Dużo rzeczy o Śląsku i o światku filmowym ( a sporo o nich już wiem) się dowiedziałam i świetnie momentami się bawiłam.

      Usuń
  6. U mnie wczoraj padało niemal cały dzień- chwilami całkiem mocno, a chwilami zmieniało się w w mikroskopijną mżawkę. Dziś nawet słońce chwilami świeci, ale deszcz też już zdążył odrobić zaległości w padaniu. No i temperatura zupełnie kulturalna bo tylko 22 stopnie w cieniu.Co do deszczu to nie narzekam, bo żal mi patrzeć na "moje" dęby czerwone, które są jeszcze młode i wyraźnie cierpią na niedobór wody, bo mają jeszcze za mało sięgające w głąb korzenie. A piszę o nich moje, bo mam je na wyciągnięcie ręki z balkonu i ubiegłej jesieni służby miejskie musiały usunąć z nich uschnięte gałęzie.
    A ja czytam Magdaleny Parys "Książę". To powieść o demonach historii, które w Niemczech żyją do dziś. Autorka jest "zawieszona" w swym życiu pomiędzy Berlinem, w którym mieszka i Gdańskiem oraz Szczecinem a powieść to wielowątkowy thriller z berlińskim klimatami, a ja mam taki feler, że lubię czytać książki których akcja toczy się w miejscach które znam lub bez trudu mogę do niech dotrzeć. To o tym, jak to niektórym nadal się śni Imperium Germanum. I choć opisana historia od początku do końca rozegrała się tylko w wyobraźni autorki czyta się to świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żal tych drzew w mieście. Sadzą je, a potem jakby zapomnieli o nie zadbać. Takie młode drzewa należałoby w upalne lato podlewać z polewaczki miejskiej do momentu, kiedy "złapią" oddech.
      Tak, takie tematy, o których piszesz też mnie interesują. Kutz pisze o tych śląsko- polskich układach, "zaborach", itp. Teraz zamówiłam "Poniemieckie" o Dolnym Śląsku zaraz po II wojnie. Czytałam o powojennych Warmii i Mazurach oraz powojennych Kaszubach. Mam też książki o Kresach i Hucułach- tak dla równowagi, bo wszędzie losy ludzkie były tragiczne. Serce ściska, jak się czyta o tym , jak traktowano tam ludzi. No cóż "Prawdziwy Polak "potrafi.

      Usuń
  7. Te niebieskie kwiatuszki śliczne, te białe też i pajączek też.
    Zaliczam się do ludzi-wyrzucaczy, pozbywam się z mieszkania wszystkiego, czego nie używamy i co jest niepotrzebne. Nie rozumiem tylko zjawiska: ciągle wyrzucam i ciągle jest za dużo; ciągle robię miejsce i ciągle jest go za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ostatnie trzy lata pozbywaliśmy się wszystkiego, co zagracało- głównie piwnicę i strych. Potem zrobiliśmy generalny przegląd ciuchów i szmacianego dobytku i też poszło w drugie ręce. Durnostójek pozbyłam się podczas wymiany mebli. Bez pardonu rozstałam się ze wszystkimi "przydasiami się" i sporą ilością książek. Jeżeli coś pozostało w nadmiarze to włóczki i tkaniny oraz nici do haftu. Ale tego nie wolno ruszać, choćby żabami z nieba ciepało.

      Usuń
  8. U nas dziś nula taka ulewa, burza i grad. Zalane ulice, podtopione piwnice ale to i tak podobno nic w porównaniu do innych rejonów Polski. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłaś. Cieszę się:) Teraz mamy mocny deszcz, ale burza przeszła bokiem. Fajne takie lato- w dzień upały, po południu deszcz.

      Usuń