„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

02 stycznia 2026

A tymczasem mija szaleństwo.


 

W pierwszy dzień nowego roku, nad ranem, chyba to 3 była, obudził mnie przejeżdżający pług. Wczoraj wieczorem około 23 też przejechał. Trzeba przyznać, że służby na razie działają sprawnie. Ale śniegu spadło tak około 10 centymetrów. Nawet nie ma o czym gadać. Dzisiaj jest odwilż, pod nogami, na śniegu czarne, mokre plamy się robią. I wieje bardzo mocny wiatr południowo- zachodni. Najbardziej dokuczliwy jest na dole ogrodu. I tak sobie myślę, że gdyby nie ten ogrodowy las, te wysokie teraz drzewa, to dom zwiałoby z pagórka. Tu zawsze były wiatry, nawet latem, gdy gdzie indziej nie wiało, tu lekko dmuchało. Kiedy się tutaj przeprowadziliśmy, wokół domu były same pola, dom na górce, to przewiew był. Między innymi dlatego zasadziliśmy w ogrodzie drzewa, a wzdłuż drogi, od północnej strony, tuje- miały zatrzymać wiatry i doskonale to robią.

Dzisiaj kontrola Bezki u weta. Tego drugiego, nie naszego. Ponieważ w tej drugiej weterynarii wdrożono leczenie, będziemy je kontynuowali aż do wyleczenia psicy. Obrzęk na pęcherzu zmniejszył się, jest lepiej. Beza dostała zastrzyk i trzy rodzaje tabletek w tym jedne na uspokojenie, by się zaniepokojona nie szwendała w te i we wte. I po tym drugim zastrzyku oczy psiny zrobiły się przytomniejsze, weselsze. Cieszy nas to. Nie ma nic bardziej dołującego jak choroba kochanego zwierzaka (poza chorującym członkiem rodziny). Przy okazji pani wet. zbadała Bezie słuch i stwierdziła, że rzeczywiście, pies niedosłyszy. Ale dała krople do czyszczenia uszu, bo to nie zaszkodzi, a czyste ucho to mniejsze prawdopodobieństwo infekcji.

Jak dobrze, że to całe świąteczne szaleństwo mija. Dwa tygodnie wyłączone z normalnego funkcjonowania. Sklepy tu we wsi na pół gwizdka zatowarowane. Chleba po południu już nie ma, sera również. Lekarze wprawdzie przyjmują, ale trzeba dzwonić, upewniać się. Tu skrócony czas pracy, gdzie indziej w ogóle nie pracują. Tych Trzech Króli to w ogóle ni przypiął, ni przyłatał. Jakby mało było Świąt BN i około noworocznych. Nawet kiedy uczyłam, nie lubiłam tego „wolnego”. Zazwyczaj rozbijało mi to program nauczania, mimo planowania. Dzieci, po wolnym, długo zbierają się do kupy, są rozkojarzone. Trzeba było do tych dni wolnych jeszcze dodać parę dni, by praca ruszyła w normalnym tempie. No dobra, ludziom wolne zawsze się przydaje. Jak mogą, niech korzystają, a my sobie radzimy.

Dzisiaj, kiedy pakowałam lekarstwo dla Bezy do torebki, stwierdziłam, że muszę sobie kupić jakąś, fajną nową i większą. Ostatnio kupowałam mniejsze, biorąc pod uwagę, że nie noszę już w torbie plików dokumentów i innych gabarytowo większych rzeczy, a zakupy ładuję do zakupowych i do samochodu, to po co mi duży torbister. No, nie da się, te które mam są zdecydowanie za małe. I nowa musi być kolorowa, koniecznie kolorowa- nie jednokolorowa, a wielokolorowa.