„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

01 stycznia 2026

Rok zakończony z przytupem i emocjami (wybuchającymi).


 

Noc sylwestrowa przebiegła spokojnie. Owszem, walili, owszem obok domu, ale tym razem bardzo krótko. O 24, 15 było już po fajerwerkowych ptokach. Tylko jeden sąsiad, który ma malutki rozumek, jeszcze parę razy grzmotnął na koniec. W dali dłużej to trwało. A cała impreza zaczęła się już o 16 po czeskiej stronie. Czesi, a lubię ich bardzo, każdego Sylwestra świętują kanonadami i za to ich ten jedyny raz w roku nienawidzę. Walą bez opamiętania przez okrągłe 8 godzin od 16 w ostatni dzień roku do trochę po północy w nowym roku.

A ten sylwester był bez wielkiej bojaźni u psa z dwóch powodów. Od paru dni Beza zachowywała się dziwnie. Była niespokojna, co chwilę wychodziła na zimowy taras, budziła nas w środku nocy, podczas spaceru „zawieszała się”, była zdezorientowana. Myśleliśmy, że trafiła ją starcza psia demencja i pies zaczyna nam wariować. W dodatku jakby ogłuchła, nie słyszała, co do niej mówimy. Reagowała tylko na niektóre dźwięki.

 

Bałam się tej sylwestrowej nocy, wiedząc, jak to wyglądało w poprzednich latach. Pies cały się trzepał ze strachu, w panice szukał schronienia. Sylwestrowy szał przeczekiwałyśmy w łazience. 

 Ale zanim nastała noc, przeżyliśmy trochę emocji. Trochę? No nie, ja z tych emocji i strachu słabłam (zawsze w środku umieram, a na zewnątrz lód i racjonalne działanie). Podczas popołudniowego spaceru, z głupia frant sprawdziłam, jak Beza siusia. I przeżyłam szok. Na śniegu oprócz Bezy siusiek była krew. Sporo krwi. W tył zwrot, do domu i telefon do naszego weta. Niestety, pracowali do 14, a było 20 minut po. No to gdzie? W tej samej miejscowości jest drugi weterynarz- tam Bezie zrobiono EKG serca. No to Jaskół dzwoni tam, pyta do której pracują. Dzisiaj krócej- do 16. A czy mogą psa zbadać, sika krwią. Nie ma sprawy, przyjeżdżajcie. I tak Beza wylądowała u lekarza. Tam zrobiono jej USG pęcherza- wyszło ostre zapalenie.

Od razu zastrzyk oraz tablety do domu. W piątek do kontroli. Wróciliśmy do domu, zastrzyk zaczął działać, pies się uspokoił. Wieczorem nie było już krwi na śniegu, a sam początek sylwestrowej kanonady Beza przespała w sieni. Dopiero jak sąsiad, za płotem, odpalił fajerwerki, obudziła się i przyszła do nas, do pokoju. Ale nie trzęsła się, nie panikowała. Leżała lekko zaniepokojona, ja ją dopieszczałam i tak dotrwaliśmy do końca huków. I teraz nie wiemy, czy to ten zastrzyk ja tak otumanił, czy rzeczywiście przygłuchła. Mamy zaplanowaną wizytę u naszego wujka-weta i poprosimy o przeczyszczenie uszu. I dopiero po zabiegu zobaczymy, czy pies rzeczywiście głuchnie.

Dzisiaj Beza obudziła mnie dopiero o 7 rano, a teraz zachowuje się spokojnie, po ogrodzie biega radośnie. Leczenie działa.

Można powiedzieć, że mieliśmy wybuchającego (emocjami) Sylwestra, a rok zakończyliśmy z przytupem. 

I trochę zimy (koniecznie na dużym ekranie) 


PS. A Czesi walą nadal z armat i sąsiad o małym rozumku puszcza fajerwerki. Na Bezie nie robi to absolutnie żadnego wrażenia. Smutne, że powodem tego jest częściowa głuchota.