„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

12 stycznia 2026

Ooooooooo, ja cie pierdolę, czyli prawdziwa masakra piłą mechaniczną.

 

Wycięli najpiękniejsze drzewo w ogrodzie. Nie w naszym, w ogrodzie sister- wielkie ucho. To był (strasznie to brzmi- był) ogromny bożodrzew. Drzewo z dwoma pniami zrośniętymi przy ziemi, o pięknej, rozłożystej koronie.  

Zdjęcia z 2021 roku- jeszcze mocno się rozrósł od tego czasu. Nie ma już tych tui, bo je połamał śnieg- trzeba było wyciąć.


W sobotę rano usłyszałam pracującą piłę mechaniczną. Pomyślałam sobie, że sąsiad tnie drewno, bo on pali tylko drewnem. Jednak ta piła pracowała bliżej. No to pewnie mój pożal się boże szwagier znów coś wycina. Ostatnio wyciął najładniejszą leszczynę, która zasłaniała widok na obskurny wędzok i starą szopę. Po co wyciął? Nie mam pojęcia, ale chyba na opał. Ale to bezsens, bo takim świeżym drewnem nie da się palić. 

 Idę do pokoju z dużym tarasem- nie myliłam się, coś szwagier wycina. Patrzę, a tu już jeden ogromny pień bożodrzewu leży na ziemi, drugi się chwieje. Po chwili słychać stukot siekiery. Miałam nadzieję, że to tylko kosmetyka po wycięciu jednego pnia, a tu nagle trach i drugi pień leci na ziemię. Aż mnie serce zabolało- głos padającego drzewa zawsze budził we mnie rozpacz. 


 

Nie mamy pojęcia, dlaczego tak piękne, dorodne drzewo ścięli. I chyba nigdy się nie dowiem. Pewnie już wiecie z moich wpisów, że z moją sister wielkie ucho, ledwo się tolerujemy. Mieszkamy obok siebie tyle lat, a układy między nami są po prostu złe. I nie będę pisała dlaczego, bo tyle się tego nazbierało, a w całym tym układzie ważna jest tylko informacja- moi sąsiedzi (sister i szwagier) są po prostu nie do przeskoczenia w pewnych kwestiach. No to żyjemy sobie obok siebie, starając się nie wchodzić sobie w drogę. 

 Na bożodrzewie zawsze dużo się działo. A to wiewiórki się goniły po pniu, a to dzięcioły robiły sobie na nim poligon i waliły dziobami mocno w korę w poszukiwaniu żarełka, a to sierpówki siadały rzędem na grubej gałęzi i obserwowały ogród. Siadał na nim również jastrząb oraz inne ptactwo. Drzewo było zdrowe. I tak- albo potrzebują opału- i znów bezsens, bo tej zimy już nim nie napalą, a i tak mają piec gazowy, drewnem i węglem jedynie „dogrzewają”, albo drzewo zanadto im cieniło- znów bezsens, bo od zachodniej strony rosło i tam już mało słońca do domu docierało. A jak rzeczywiście im cieniło, to raczej mnie przysłużyli się tym ścięciem, bo na nasz tras będzie więcej słońca dochodziło i będzie ono na nim dłużej. Fakt, że mnóstwo nieba się odsłoniło oraz ogród w tym względzie zyskał, ale bardziej nasz niż ich (szybciej będzie się ziemia osuszała- z tej strony mają odpływ trzy rynny z naszego dachu). Jest jeszcze jedna opcja- bożodrzew to gatunek inwazyjny. 

 


Nie zaleca się go sadzić, ale też nie ma nakazu wycinki już rosnących. Bożodrzew jest rośliną mocno trującą. Jednak, kto łazi po drzewie i pasie się liśćmi- dużym zagrożeniem jest większość sadzonych w ogrodach kwiatów i krzewów- niektóre są słabo trujące inne bardzo mocno i nikt się tym nie przejmuje (przeważnie nie wie, że sadzi truciznę).

  Być może te dwa argumenty podziałały i moja sister wielkie ucho, która zanim pomyśli, strzeli głupstwo, poleciała tym tropem. Nieważne- żal mi tak pięknego drzewa. Kiedy siedzę przy kompie, mam widok właśnie na „wyrwę” po tym drzewie. Trudno mi się, na razie, przyzwyczaić do takiego widoku. A ścięte, wielkie drzewo leży i nie jest to przyjemny widok. I pewnie jeszcze długo będzie tak leżało, ponieważ mój szwagier pożal się boże, ma długi lajtung, a każde narzędzie parzy go w ręce. Wiatrołomy, po zeszłorocznych wichurach wiosennych, do dzisiaj leżą na dole ich ogrodu niesprzątnięte. „A niech se leżą, dziury nie wyleżą”- słynne powiedzenie mojej matki, a potem powielane przez siter wielkie ucho- „Przewróciło się niech leży....” jak śpiewa Kuba Sienkiewicz.

A z drugiej strony, szwagier pożal się boże, ma dziwne szusy- co jakiś czas wylatuje z piłą mechaniczną i ścina a to drzewo, a to krzew, chyba bez jakiegoś planu. Ściął prześliczny, dorodny krzew bzu przed bramą- krzew nie zasłaniał, a ozdabiał. Ściął tuje przed oknem kuchennym- sister wielkie ucho musiała mieć widok na plac sąsiada (ciekawe, co tam też u.... się dzieje). Mnie też podpytywała, czy zetnę moje tuje, bo wtedy będzie miała widok na innego sąsiada. Aż mnie zatkało- powód dziwaczny. Po tujach powstała wyrwa, widok na zapadniętą dziurę po szambie pod ścianą siostry domu- od strony ulicy widok tragiczny, nic z tym nie robią. Szwagier przeleciał się z piłą mechaniczną, a jakże (to chyba jest jego ulubiona zabawka), wzdłuż płotu od ulicy, ścinając wszystkie wierzchołki krzewów, które pięknie kwitły i nikomu nie wadziły. Prawdziwa „Masakra piłą mechaniczną”' tu się odbywa. Jeszcze parę lat, a z pięknych nasadzeń, w ich ogrodzie, nic nie zostanie.

Fakt- ich ogród, mogą robić, co chcą, jednak przykro patrzeć, kiedy niepotrzebnie ginie coś ładnego, kiedy „gospodarka”, w ich wydaniu, jest kompletnie pozbawiona logiki i racjonalności.

Na zdjęciach widać, że dzisiaj u nas tylko 10 cm śniegu, ale mrozy dosyć poważne, bo AŻ -9 stopni nocami 😁. Grunt to mieszkać w fajnym miejscu- zimami, bo jesienią i na wiosnę to nas zalewa, niestety. A i teraz pewnie, jak się zacznie śnieg topić, w piwnicy pojawi się woda. Trudno, przeżyjemy.