„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

29 marca 2026

Małe, brzydkie i cudnie świeci.

 

Ostatnio, na Facebooku, przeczytałam taki tekst.

„100 milionów lat sygnału. Jedno pokolenie wystarczy, żeby go wygasić.

Świetlik świętojański (Lampyris noctiluca) to nie owad dekoracyjny. Larwa przez 2–4 lata poluje w glebie na ślimaki — spożywa 30–70 osobników przez cały swój rozwój. To najbardziej efektywny naturalny środek na ślimaki w ogrodzie, produkowany bezpłatnie przez samą glebę. ?

Zielone światełka w czerwcowej trawie to samice przywabiające samce w locie. Nie latają — siedzą na źdźbłach i świecą. Samce szukają ich z powietrza. Całe zdarzenie trwa kilka tygodni. Zanieczyszczenie świetlne skutecznie je udaremnia.

Jak sprawić, żeby wróciły:

Wyłącz zewnętrzne oświetlenie między 22:00 a 6:00 od maja do września. Jedno jasne zewnętrzne źródło światła wystarczy, żeby samiec nie znalazł samicy w promieniu kilkudziesięciu metrów.

Zostaw pas trawy o szerokości 1 metra nieskoszony — to podpora dla samic i siedlisko larw.

Nie zbieraj liści spod żywopłotu — to łowisko larw i zimowisko jaj.

Zero pestycydów na ślimaki. Larwa świetlika to chrząszcz — ginie razem z celem.

Suche kamienie i wilgotna gleba w cieniu = strefa składania jaj. Murki z kamieni polnych i nietratkowane narożniki ogrodu to najcenniejsze biotopy. ?

Każde zielone światełko w czerwcowej trawie to sygnał stary o 100 milionów lat. Przywrócenie go wymaga tylko wygaszenia jednej żarówki.”

I nagle dotarło do mnie, że już od nastu lat nie widuję w ogrodzie świetlików, a kiedyś w nim były. Wprawdzie nie było ich dużo, ale były. Nie sądzę, że światło zewnętrzne je zniszczyło. Pewnie zadziałało coś innego na ich niekorzyść.

Ale, jak już o świetlikach, to pamiętam, że w lesie przy leśniczówce były ich całe chmary. Coś pięknego- kiedy nocą szło się przez zalesiony kawałek ogrodu, widać tam było pełno „iskierek”,' pływających w powietrzu. Oczywiście, że chcieliśmy je złapać, ale one były nieuchwytne. A kiedy udało się taką iskierkę złapać, to rozczarowanie było wielkie- na dłoni leżał mały szary „motylek”- a tak naprawdę chrząszcz, bo świetlik jest chrząszczem, bez światełka. Żadna atrakcja, dlatego raczej zostawialiśmy je w spokoju.

W dzieciństwie bywałam, na wakacjach, u babci, a babcia, czytała nam książki- przeważnie wieczorem, albo wtedy, gdy zaraz po obiedzie, braliśmy koc i szliśmy „zawiązać sadełko” pod ogromną czereśnią, rosnącą na miedzy przy dziadkowym polu. Były to książki różne- bajki, legendy, klechdy- raczej za nimi nie przepadałam. Od wczesnego dzieciństwa miałam opór przed tego typu fantazjami- baśni oraz bajek, jako dziecko, nie czytałam, legendy niektóre, a fantastyki nie lubię. Jedna z książek, którą przeczytała nam babcia, była o świetlikach. Musiała być na tyle fascynująca, bo nawet tytuł pamiętam-”Świetliki"*. Przypominam sobie też zarys fabuły- to były perypetie rodziny świetlików a na końcu jakieś przesłanie, ponieważ to była książka z tych „moralnie chrześcijańskich”,zaś akcja toczyła się również w kościółku. Przesłania nie zapamiętałam, ale zapamiętałam, że świetliki były przedstawione jako motylki z latarenkami. I to mi tak utkwiło w głowie, że potem, kiedy tylko miałam okazję, leciałam „po ćmoku” oglądać świetliki w naszym lesie oraz na zegrodzie* u dziadków.

Bo na zegrodzie u babci też było pełno świetlików. Wychodzi na to, że w tamtych latach był to owad bardzo często występujący w miejscach zadrzewionych.

I tak teraz sobie myślę, że moja babcia fajną rzecz dla nas robiła- wciągała nas w czytelnictwo. A przecież ona była z pokolenia (urodziła się w pierwszych latach XX wieku), co to raczej prawiło bery i bojki dzieciom, niż czytało im książki.

Trochę wiedzy o tym sympatycznym owadzie.


 

Świetlik świętojański (Lampyris noctiluca) – jeden z trzech gatunków świetlika występujących na terenie Polski, szczególnie na skrajach lasów obficie porośniętych krzewami, zbiorowiskach wysokich bylin, pobrzeżach żywopłotów i parkach. Osobniki obu płci bardzo różnią się wyglądem. Samiec ma ok. 1 cm długości i jest uskrzydlony, podczas gdy przypominająca larwę samica osiąga długość 1,5–2 cm i nie jest uskrzydlona. Płeć żeńska ma na spodzie odwłoka narządy świetlne. 

 


Dorosłe osobniki żyją krótko i nie pobierają żadnego pokarmu. W lipcowe noce świetliki latają, poszukując samic, które, siedząc na roślinach, wabią świeceniem potencjalnych partnerów. Zapłodnione samice składają jaja do ziemi. 


Larwy płci żeńskiej, które potrafią wytwarzać światło, przebywają na powierzchni ziemi, gdzie polują na ślimaki. Przed przepoczwarczeniem zimują dwukrotnie.

Światło wytwarzane przez świetlika świętojańskiego powstaje w wyniku chemiluminescencji dzięki enzymowi lucyferazie. Świetliki mogą dowolnie światło „włączać i wyłączać”. Światłu, które wytwarzają, nie towarzyszy ciepło, a więc ciało chrząszcza nie ulega nagrzaniu.



"Kwiat paproci" (W noc świętojańską), Witold Pruszkowski (1875).
 

Świetlik świętojański posiada bogatą tradycję kulturową, szczególnie w Polsce, gdzie jest utożsamiany z Nocą Świętojańską, obchodzoną w okolicach przesilenia letniego. Jego blask jest często interpretowany jako symbol magii i tajemnicy dodający wyjątkowy urok letnim wieczorom. W wielu regionach organizowane są specjalne spacery czy festiwale, podczas których obserwacja migotliwego światła staje się atrakcją dla mieszkańców i turystów[2]."

 

Okazuje się, że to samice, które mają postać larwy i nie fruwają, świecą mocnej. 

Dla mnie, dziecka, które nie miało wiedzy o świetlikach, było wszystko jedno, jaka płeć świeci w ciemnościach. We mnie budziło zachwyt samo zjawisko. Pełna magia.

 

 

* Poszukałam w Internecie i znalazłam- "Świetliki", autor Jan Karafiat (czeski duchowny kościoła ewangelickiego-reformowanego).

Książka została opublikowana po raz pierwszy na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku (czeski tytuł  Broučci ). O treści książeczki można przeczytać TU. 

No to teraz wiem, skąd brały się u babci takie umoralniające książeczki dla dzieci. Przez całe moje dzieciństwo babcia próbowała mnie skłonić ku wierze- robiła to delikatnie, nienachalnie, małymi krokami. Nie udało się jej. Kiedy miałam 15 urodziny, podarowała mi zegarek i westchnęła- Miałaś dostać na Konfirmację.... I tu zawiesiła głos, a potem dodała- Noś go na szczęście- taką fajną babcię miałam (tylko ją jedną, niestety miałam).

 

** Zegroda- w gwarze cieszyńskiej sad- u babci rósł na stoku. Był to stary sad, wiosną kwitło w nim pełno żółtych kluczyków (pierwiosnków) i kępy narcyzów.

Napisałam "na zegrodzie", bo to słowo najbardziej mi pasuje do opowieści o moich dziadkach, wakacjach u nich  i do wspomnień z tamtych miejsc. 

Zresztą, zauważyłam, że wplatanie słów z gwary śląskiej czy cieszyńskiej nadaje tekstom kolorytu, robi je pełniejszymi no i bliższymi rzeczywistości opisywanej.  

No, bo jak napiszę: W czasie wielkiej powodzi, kiedy Olza wylała, cały dół dziadkowej zegrody był w wodzie, a my na tej wodzie próbowaliśmy pływać na wasztroku- to chyba lepiej zabrzmi niż poprawnie: W czasie wielkiej powodzi, kiedy Olza wylała,  cały dół dziadkowego sadu był zalany wodą, a my na tej wodzie próbowaliśmy pływać w drewnianej balii do prania. Eeeeee... to drugie w ogóle nie brzmi.

Wasztrok, to wasztrok i zegroda, to zegroda...😁😁😁 

 

Zdjęcia są z podanych stron.

Źródła: 

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awietlik_%C5%9Bwi%C4%99toja%C5%84ski

https://www.facebook.com/GorkiCzechowskieWZ/posts/kiedy-ostatni-raz-widzieli%C5%9Bcie-%C5%9Bwietliki-czy-wiecie-%C5%BCe-gin%C4%85-w-zastraszajacym-tem/754324113584521/

https://www.gov.pl/web/wiorin-koszalin/swietliki-na-skraju-wyginiecia#:~:text=Bioluminescencja%20%C5%9Bwietlik%

C3%B3w%20jest%20wynikiem%20reakcji,r%C3%B3%C5%

BCnym%20nat%C4%99%C5%BCeniu%2C%20barwie%20i%20cz%

C4%99stotliwo%C5%9Bci.