„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

27 marca 2026

Oszczędziło nas.

 

I stało się, mój kciuk został pozbawiony podpory- szpilki. Kiedy ją bezboleśnie wyjęto (czarujący czarnoskóry doktor Verdi), to przez chwilę miałam wrażenie, że opuszek palca klapnie. Dziwne uczucie. Teraz ciągle czuję mrowienie na linii przecięcia, a góra kciuka słabo reaguje na dotyk. Opuchlizna zeszła, potrafię nawet go zgiąć. Nie dostałam jednak żadnych wskazówek czy go masować, smarować jakąś maścią (skóra sucha, spierzchnięta, popękana), będę sama musiała pokombinować nad przywróceniem go do stanu „używalności” i przyzwoitego wyglądu. 

I to nie był ostatni mój pobyt w tamtej przychodni. W poniedziałek pójdę palec prześwietlić. Trochę to dziwne, bo wydawało mi się, że prześwietlenie powinno być przed wyjęciem szpilki, no ale ja się nie znam. Nie zakładam, że tam coś jest nie w porządku, jednak jakby było, to co by robili? Łamali? Cięli? Na nowo wkręcali szpilkę? Wydaje mi się, że to prześwietlenie jest pro forma- procedura (kasa) musi się zgadzać.

Beza wraca do formy po antybiotyku, ale wyniki badań wątroby są dosyć niepokojące. Jeszcze nie jest to groźne, jednak trzeba zrobić USG. Na razie czekamy, aż znów jej pazurki odrosną, to za jednym zamachem zrobimy i USG, i obcinanie pazurków.

Przyroda zaczyna wiosennie się rozkręcać. Wczoraj słyszałam nawoływania żurawi. Do ogrodu wróciła para wędrownych gołębi,kosy budują gniazda, drozdy drą się już od 5 rano, a wiewiórki (trzy) urządzają wyścigi dookoła pni. Fajne są, ale dlaczego obżerają pąki magnolii rosnącej naprzeciwko tarasu? Ta magnolia jest coraz słabsza, coraz mniej kwitnie, a paskudy rude wcale jej nie pomagają tym obżeraniem.

Po prawie całym miesiącu pięknej słonecznej pogody oraz temperatury mocno powyżej 10 stopni (w środę było jeszcze 18), spadł przedwczoraj, w nocy, deszcz. Nie były to intensywne opady, nie padał śnieg, jak zapowiadano- padał  jednostajny, średniej gęstości deszcz. I bardzo dobrze, bo już było sucho. Czytam, że w górach napadało śniegu, w Bielsku-Białej jest biało. Wyższe partie gór cały czas były białe, to śniegu tylko dopadało. 

Od Skrzycznego w stronę Baraniej Góry.
Wieża na Skrzycznem.  

A wczoraj  popadywało tak sobie, dzisiaj już nie pada. Ulewy i śniegi nas ominęły ale jest paskudnie zimno. Zaledwie 5 stopni.  Niby nie było tego deszczu dużo, a w mauzerze zebrało się 300 litrów wody, co jest dosyć dobrym wynikiem. Dla mnie jest ważne, że temperatury nie schodzą poniżej zera nawet w nocy. Teraz mróz, to dla roślin tragedia.

Zdążyłam, przed deszczem, zrobić w ogrodzie to, co sobie zaplanowałam. W sumie jest zrobionych 90% prac wiosennych. Potrzebne tylko porządki w dwóch niedużych fragmentach i potem już zostanie koszenie, jakieś niewielkie przesadzanie oraz odchwaszczanie. Jeszcze nigdy nie miałam tak wyprowadzonego ogrodu pod koniec marca.

Dom zostawiam na „po świętach”. W tym roku okna są zadziwiająco mało brudne, mogą jeszcze poczekać. Inne porządki robię na bieżąco. 

Każdej wiosny kępy czosnku niedźwiedziego rozrastają się coraz bardziej. Teraz jest najlepszy czas, by rwać liście na sałatki. Młodzi mają używanie, ja raczej nie jestem amatorką tego typu zieleniny. Za dwa tygodnie kępy zakwitną białymi kwiatami i będzie pachnieć czosnkiem.



 Przekwitają drzewka dereniowe.
To na bocznej miedzy kwitło obficie. To w lasku miało mniej kwiatów i chyba nie będzie z nich owoców. 
Fiołki, fiołki, wszędzie fiołki. Sieją się wszędzie i pełno ich w trawniku,  pod drzewami oraz krzewami. Pojedyncze rośliny, kępy, całe łany fiołków zdobią ogród i lasek.

Są też na grządkach.  




Wilcze łyko. Ten krzaczek wyhodowałam z jednej gałązki lichutkiej. Jeszcze jest nieduże, jednak już dosyć mocno wiosną kwitnie. Był też duży krzak, ale zmarniał. Zastanawiam się, dlaczego niektóre krzewy marnieją- mają dogodne warunki, a jednak ni stąd, ni zowąd taki krzew pada i nic nie jest go w stanie uratować.

Śnieżyczki już przekwitły, ale zanim to się stało, dopadłam takie cudo. Nawet nie wiedziałam, że pośród tylu śnieżyczek, rośnie sobie taka o pełnym kwiatku. W dodatku zakamuflowała się w samym środku gęstego bluszczu- tylko przypadkiem odkryłam jej inność.



Pora na narcyzy. Pierwszy zakwitł dosyć mocno. Pozostałe albo mają po parę pąków, albo wcale. Tylko te pełne zapowiadają obfite kwitnienie. 

Za to szczypiorek nie zawiódł. Posadzony w donicach dobrze przezimował
Dobrze przezimowały również kępy krwawnika. Posadziłam je w donicach w akcie rozpaczy, bo kupiłam roślinki, a potem okazało się, że nie ma dla nich miejsca na grządkach. Już w zeszłym roku zakwitły, a teraz widać, że to miejsce im służy. Jest jeszcze obok jedna wolna donica, w której sadziłam kwiaty sezonowe. Zasadzę w niej dwa inne kolory krwawnika, skoro to miejsce jest dla niego dobre. A pierwszy pęczek szczypiorku poszedł do białego serka. Poczułam wiosnę "w gębie".
Nasze kochane czupiradło. Nie mam pojęcia czy w ogóle kiedykolwiek uporam się z jej niesfornym futrem. Na razie kupiłam mały trymer, by wycia kępki futerka spomiędzy opuszków łapek. 
Uśmiecha się do was uśmiechem numer 3 (już pełniejszy, ale jeszcze nie całym pyskiem- to numer 5).