Przesuwam zamieszczanie tego posta na blogu, przesuwam... Napisany tydzień temu a może i ciut wcześniej, jakoś nie potrafi się znaleźć oficjalnie. Brak ochoty, zniechęcenie, teraz jeszcze angina- skutecznie wyhamowują publikowanie.
Trzy inne, też już gotowe, nadal czekają w kolejce.
Odloty.
Nie, nie te psychiczne, czyli popularne „schizy”. Takie tematy raczej mnie nie interesują, chociaż spotykam się z takimi „odjazdami”, że głowa boli.
Chodzi o ptasie odloty, które trwają od września.
Najpierw odleciały bociany- tego nie widziałam, bo nie mam możliwości obserwować sejmików bocianich.
Potem odleciały jaskółki- koniec września był.
Na początku października szpaki zebrały się w gromadę, usiadły na przewodach i debatowały głośno. Pewnie ustalały trasę przelotu. Cały dzień się kłóciły, robiły harmider, a potem nagle stado się zerwało i od tego momentu już nie było szpaków widać w ogrodzie.
W poprzedni piątek widziałam lecące wysoko żurawie. Całe stado. Nie spodziewałam się, że jeszcze przelatują. Myślałam, że już wszystkie odleciały. Podniosłam głowę, by spojrzeć z której strony nadlatuje samolot, a tu taka niespodzianka. Ptaki były duże i skrzydłami machały dosyć wolno, majestatyczne, dlatego myślę, że to żurawie. Nie słyszałam ich klangoru- były bardzo wysoko. Nie były to dzikie gęsi, bo te lecą niżej i robią straszliwy hałas. Poza tym inaczej machają skrzydłami.
Patrzyłam na odlatujące ptaki i zrobiło mi się smutno, nostalgicznie- taki widok zwiastuje koniec ciepłych jesiennych dni. Nadchodzą listopadowe szarugi. Jednak, na razie, jest bajecznie kolorowo.
Od dwóch lat nie grabię opadłych liści- zostawiam je pod drzewami, na trawniku, na grządkach. Wiosna nie ma po nich śladu, a wszystko, co pod nimi żyje ma szansę przetrwania. Zresztą i tak tego było zbyt wiele i zawsze grabienie stanowiło kłopot- zagrabiać na kupkę, którą trzeba było wywozić na kompost, szkoda zachodu. Za to mam sporo krzewów do uformowania. Bardzo szybko się rozrastają. W niedzielę przycięłam dereń i forsycję rosnącą obok niego. A miałam tylko wyjść z Bezą na jej siusiu. Wzięłam sekator, tak na wsiatkij słuczaj i chwilka zamieniła się w godzinę przycinania. Ale ja to lubię, lubię te chwile w ogrodzie, kiedy sobie mogę spokojnie pracować i prowadzić przemyślenia. Czas przyciąć róże na trzy oczka, może też przytnę już hortensje? Wprawdzie mogą być przycinane na wiosnę, ale ja wolę teraz zrobić jak najwięcej, by wiosną mieć mniej pracy, a i pogoda bywa taka kapryśna, że czasem wszystkie prace przesuwają się na kwiecień czy wręcz maj i trudno nadążyć ze wszystkim.
Błam na cmentarzu. Na ewangelickim- na tutejszy katolicki nie chodzę, ale wiem, jak wygląda, bo widać przez ażurowy płot ciasno ułożone nagrobki, przejść prawie brak i ani jednej zieleniny w postaci krzewu czy drzewa. Nawet marnej tui nie ma. Na ewangelickim mamy główną, szeroką i wybrukowaną, alejkę. W zeszłym roku posadzono między nagrobkami świerki oraz lipy. W miejsce wyciętych starych lip posadzono rząd świerków- to pod płotem. Jest jeszcze sporo trawnika. Cmentarz jest niewiele większy od katolickiego, a jego wygląd, to raczej zasługa innego finansowania oraz dużo mniejszej liczby ewangelików we wsi. Składki, jakie płacą ewangelicy (oprócz zwyczajowej tacy), są rozdysponowane przez radę parafialną, która dba również o to, by cmentarz wyglądał przyzwoicie.
Czysto, schludnie. Na większości grobów już świeże stroiki. Niestety w większości sztuczne. Sama byłam zmuszona kupić takie na wpół sztuczne- kwiaty z tkaniny, spód z plecionej wikliny, ale jakieś gałązeczki były plastikowe.
Po trzech latach kupowania naturalnych stroików, doszłam do wniosku, że może one i ekologiczne, może i ładne, ale trwałość ich jest znikoma. Po miesiącu wyglądały szmaciato, szaro buro. W sumie nadawały się do wyrzucenia.
W tym roku trudno kupić małe znicze. Wystawione są albo różnej wielkości wkłady, albo duże znicze z różnymi duperelami ozdóbkowymi- ogólne szkaradziejstwo. Kiedy groby nie były pokryte w całości płytami, kupowałam zwykłe świece i je wsadzałam w ziemię. A teraz strach, że stearyna zniszczy płytę, trzeba jednak kupować te znicze. Ale ograniczam- po jednym na grób i starczy.
Stojąc przy grobie pradziadków, patrzę i nie potrafię się wywnioskować, która żona dziadka- a miał ich trzy- była moją prababką. Na nagrobku są tylko daty zgonów, nie ma dat urodzin. W tym grobie leżą pradziadek i jego dwie żony oraz syn pradziadka. Trzecia żona jest pochowana gdzie indziej, nie wiem gdzie. Będę musiałam pójść do parafii i, o ile jeszcze są, zajrzeć do ksiąg parafialnych. Może tam się czegoś dowiem. Na rodzinę nie mam co liczyć, nie pamiętają, nie wiedzą, a w sumie to chyba dla nich to nie jest ważne. Ja pamiętam pradziadka, moje młodsze kuzynku już nie.
Grób pradziadka znajduje się na brzegu cmentarza. Obok, przy płocie rosną dwa dorodne, bardzo stare kasztany. Było ich więcej, ale murszały, traciły konary i kilka sztuk wycięto. Pod nogami mnóstwo dojrzałych owoców. Nie umiałam się oprzeć, tak pięknie błyszczały w słońcu, pozbierałam trochę do reklamówki, by w domu wsypać je do salaterki. Kryształ niezbyt pasuje do kasztanów, ale nie mam takiej np. ludowej misy, by to się zgrało. Kilka noszę w kieszeni- mają dobrą energię.
Przesunęliśmy zegary- nie odczułam zbytniej różnicy. Chodzę z Bezą po szóstej do ogrodu- ostatnio było to po siódmej- wyspana i bez oporów. Jest jeszcze jasno, niemniej za tydzień, dwa trzeba będzie zabierać latarkę.
Te zdjęcia zrobiłam trzy dni temu- pełnia myśliwych. W październiku zbiega się fajna sprawa- księżyc jeszcze świeci na zachodnim niebie i to wysoko, a już na wschodzie pojawia się słońce.
Chyba w marcu albo w kwietniu dzieje się na niebie tak samo.
W tym roku nie filcuję dyniek, ale zrobiłam sobie motankę- słowiańską lalę ze szmatek.
Moja motanka nie jest słowiańską lalką mocy. Podczas tworzenia słowiańskich lalek mocy nie używa się nożyczek ani żadnych ostrych narzędzi. Nie szyje się ich za pomocą igieł, nie spina agrafkami, nie przyszywa się zatrzasków i haftek.
Ja umotałam lalkę, która dawniej służyła do zabawy i nie ma w sobie żadnej magicznej mocy- podczas motania takich lalek można używać noża czy nożyczek. Dałam jej prezent, choć to lalka bez magii- pas z szerokiej czerwonej wstążki zawiązany na kokardę.
Fajna zabawa podczas motania. Bierze się szmatki, ścinki, włóczkę, albo sznurek no i mota według określonej kolejności.
O mojej motance- całym procesie oraz filmik instruktażowy- więcej na blogu robótkowym (kliknąć w obrazek na pasku po prawej stronie)
Mam zamiar zamotać sobie lalkę magiczną, gdzie nie będę używała nożyczek, ale to za jakiś czas.
A motanki to:
„Motanki są tworami starej magii, magii wręcz pierwotnej. Motanki to znane od zarania dziejów, motane przez nasze przodkinie lalki , które miały przeróżne zadania do spełnienia. Swoją pracę w tym kierunku zaczynały zaraz po powołaniu do życia i określenia ich roli. Każda motanka ma duszę, dlatego też żadna nie posiada twarzy, ponieważ mogłoby spowodować to nadanie jej cech ludzkich i pociągnąć ją do zajęcia się swoimi sprawami i spełnianiu własnych życzeń. (...)
W zależności od rodzaju lalki, można poprosić ją dosłownie o wszystko, tak naprawdę nie ma ograniczeń. Jednak nasze życzenie musi być wypowiedziane jasno i klarownie. Lalki mogą być wykonane w celu ochrony domostwa, opiekowania się dziećmi, pomyślności w biznesie, przyciągania pieniędzy, pomagania w gospodarstwie domowym, dbania o ciężarne kobiety i jeszcze w wielu innych celach. (…) Każda motanka musi otrzymać prezent od osoby, która będzie chciała korzystać z jej mocy. Ja dodaję zawsze elementy ozdobno- ochronne, oraz wspomagające działanie, jednak każdy musi dać lalce jakiś drobiazg samodzielnie, przez wyznaczeniem jej zadania. W prezencie można jej dać mały koralik, ozdobną tasiemkę, czy cokolwiek co przyjdzie nam do głowy i upiększy motankę.”
W cytowanym artykule na temat motanek, autorka wymienia ich rodzaje. Jest motanka „karmicielka”, są „ziarnuszka”, „rodzicielka”, „otulaczka”, „podróżniczka”, „żadanica”, „zielarka”, „lulanka”, „tryzenka” i wiele innych. A każda stara się wywiązać z nad powierzonego jej zadania.
Więcej o motankach znajdziecie pod adresem:
https://rodzimowiedzma.pl/motanki-slowianskie-lalki-mocy/











