„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

15 października 2023

W oczekiwaniu

 Ptasio, bo dzisiaj tylko to może być. 

Ten z bocianem zrobiony w sierpniu, te z pustułką zrobione we wrześniu. 


 



10 października 2023

Ooooooo, ja cierpię dolę, czyli ciągle te kwiatki i kwiatki….*


Pogoda się popsuła radykalnie. Temperatura spadła poniżej 10 stopni i pada deszcz. Mokro, wietrznie, a jednak jakoś tak pięknie nostalgicznie?

Ale ponoć idzie znowu duże ciepło. I jak ma ogród w takich warunkach pogodowych nie sfiksować?

Jest jeszcze zielony ostatnią jesienną soczystością. O tej porze, w poprzednich latach, miałam wszystko ścięte do ziemi, teraz jest tak, jakby późne lato ciągle na grządkach królowało. A potem, jak przyjdzie pierwszy przymrozek, zetnie zieloności, to będzie mało czasu, by doprowadzić grządki do porządku. Staram się nie zostawiać ich w takim stanie, jaki jest obecnie, do wiosny. Później różnie z wolnym czasem bywa.

Jeszcze przepięknie kwitną begonie oraz pelargonie na tarasach, balkonach, przy wejściu do domu oraz wzdłuż chodnika.



A to jakaś osobliwość begoniasta. Jedna roślina i dwa rodzaje kwiatów na niej. Takie
i takie

 Staram się być w życiu konsekwentna i na ogół mi to wychodzi, ale jeżeli chodzi o ogród, to z tą konsekwencją marnie. Na wiosnę przyrzekałam sobie, że już nic nie dosadzam. Uchummmm… posadziłam 8 hibiskusów, prusznik, dwie barbule, dwie azalie i hortensję. A teraz mam zamiar posadzić masę nowych gatunków narcyzów (parę gatunków już posadziłam). 


I żeby dobić moją ogrodową „konsekwencję”, zamówiłam jeszcze dwa ciemierniki i dwie bergenie. Oprócz tego przesadziłam sporo bylin w wolne miejsca po tujach.

Takie są kwiaty barbuli klandońskiej**- w ogrodzie są dwa krzewy, które zasadziłam dwa lata temu. 



Wiewiórki są dwie (gdzie te czasy, kiedy ich 5 na tarasach buszowało)- ruda i brązowa.

Udało mi się nakręcić film z nimi. Ta ruda zbierała materiał do uszczelniania gniazda, ciemna obijała się, skacząc po gałęziach sekwoi.

 

* W którymś poście napisałam- tematy polityczne zostawiam „na po wyborach”. Dzisiaj nie wiem, czy będę w ogóle miała ochotę na poruszanie takich tematów na moim blogu. Prawie przestałam chodzić po blogach, a jak na niektóre wejdę, to w nich ciągle to samo się wałkuje.

Nie bawi mnie, a wręcz już nuży przekonywanie przekonanych, bicie politycznej piany i wynoszenie się w tych tematach na „wysokie poziomy”, chociaż tak naprawdę poziomy intelektualne ciągle znajdują się, tak mniej więcej, w przyziemiu. No i to „walenie się po mordach”  przeciwników w dyskusji, wzajemnie obrażanie, obrzucanie wyzwiskami spod budki z piwem.

Jedni i drudzy wchodzą na blog „przeciwnika politycznego” tylko po to, by go zhejtować po chamsku. Ma to sens? Czy inwektywa, „wrzask”, jest argumentem? Czy ta osoba chce przekonać drugą, że ma rację, czy po prostu wyżyć się (awanturnik, pieniacz, cham), pokazując swoją (w jej mniemaniu) wyższość oraz nieomylność?

Komentowanie wydarzeń politycznych zostawiam analitykom, dziennikarzom, sprawozdawcom i znawcom tematu. Słuchając ich, mam podaną wiedzę przynajmniej w sposób fachowy.

O tym, co się dokładnie (ze szczegółami) dzieje w moim życiu prywatnym, też nie mam ochoty pisać na blogu. Kogo to w końcu obchodzi, czy mam katar, czy inne paskudztwo, jak się czuję, mam deprechę, czy aktualnie poszła się paść, a moi bliscy pożarli się, lub sąsiad zrobił nam kuku. Owszem, napiszę o tym, że sprzedaliśmy motocykl, bo to nie prowokuje nieprzychylnych mi komentarzy. Poza tym, będą posty z rajdów motocyklowych, a sprzedaż motocykla tworzy dla nich klamrę.

Dlatego zamki, wycieczki, rajdy i ogród, ogród, i jeszcze raz ogród, i te kwiatki, w moich postach, mają wiodącą rolę. To tak dla przypomnienia, dlaczego mój blog jest taki, a nie inny.

Tyle.

**„Barbula klandońska (Caryopteris clandonensis) Heavenly Blue to szalenie efektowny o ładnym, kulistym pokroju, niewielki półkrzew (drewnieją tylko dolne części pędów), dorastający do ok. 60-70 cm. Ta ozdobna roślina o pachnących listkach zasługuje na uwagę również ze względu na późny okres kwitnienia. Rozpoczyna kwitnienie w sierpniu i kwitnie do października bardzo obficie kolorze intensywnie niebieskim. Kwiaty nieco przypominają chabry. Liście ma grubopiłkowane, eliptyczne, srebrzyste. Od podstawowego gatunku różni się kolorem liści i kwiatów. Jeśli chodzi o glebę barbula nie ma większych wymagań, ale bujniej rosną na glebach lekkich, zasadowych i raczej suchych. Należy dla niej przewidzieć stanowisko słoneczne i osłonięte. W zimie górne pędy wymarzają, ale odrastają po radykalnym przycięciu. Przycięcie wiosenne gwarantuje również bujne kwitnienie. Na okres zimowy dobrze jest miejsce posadzenia rośliny okopczykować. Późnym latem odwdzięczy nam się jaskrawymi niebieskimi kwiatami, które będą cieszyć oko do późnej jesieni. Warto barbulę posadzić w grupie lub jako niski żywopłot obwódkowy. Ładnie prezentuje się z późno kwitnącymi roślinami, np. astrami lub różami. Warto ubarwić sobie ogród nawet wtedy, gdy inne rośliny ogrodowe już dawno przestały kwitnąć.!!!”

https://funkie.pl/sklep/barbule/barbula-caryopteris-clandonensis-heavenly-blue-sadzonka.html

Ja swoje przykrywam tylko na ziemi, przy łodygach. Wiosną przycinam i równocześnie je formuję. Nie są kłopotliwe w uprawie.

 

08 października 2023

Ależ on miał powodzenie- Hukvaldy cz. 6

 


Wzgórze, na którym obecnie znajdują się ruiny grodu, nie jest wysokie. Mierzy zaledwie 481 n.p.m., ale jego stoki są bardzo strome. Zapewne takie położenie umożliwiało mieszkańcom grodu skuteczną jego obronę. Tym bardziej, ze początkowo stoki wzgórza nie były zalesione. 

 

Makieta najstarszego grodu

 



Zbudowanie pierwszej osady na wzgórzu datuje się w czasach prehistorycznych. Świadczą o tym archeologiczne artefakty, które uzyskano podczas wykopalisk. Osada powstała już w epoce żelaza, następnie rozwijała się w epoce brązu. Podczas wykopalisk znaleziono sporo monet z czasów cesarstwa rzymskiego, co świadczy o tym, że na teren osady przybywali kupcy z południa. Zresztą położenie wzgórza hukwaldzkiego na skraju Bramy Morawskiej, stwarzało dogodne warunki, by zbudować osadę zaraz przy szlaku handlowym południe- północ Europy. Historycy, na podstawie wykopalisk, twierdzą, że osada kilkakrotnie się wyludniała, by w następnych okresach zaludniać się ponownie.


Nazwa Hukvaldy pochodzi od nazwiska rodu książęcego Hückeswagen, 
którego członek Arnold, miał rozległe włości w Nadrenii nad rzeką Wupper,
niedaleko dzisiejszego Düsseldorfu, a jego siedzibą rodową był zamek 
Hückeswagen. Za zasługi, od króla czeskiego, otrzymał ziemie na północny
- zachód od Bramy Morawskiej z siedzibą w  Starým Jičínie.

W latach 70. lub 80. XIII wieku, wnuk Arnolda, Jindřich, na wzgórzu, 

w miejsce starej osady, wybudował gród, który nazwał od nazwiska rodowego- Hukvaldy. Ustanowił go też nowym zamkiem rodzinnym.

Na początku XIV wieku gród przeszedł w ręce biskupów ołomunieckich, ale ich zła sytuacja finansowa spowodowała, że zamek wpadł w ręce kanoników ołomunieckich. 

 

W 1623 r. gród zaatakowali Wołosi, a także polscy Kozacy. Choć załoga 
zamkowa posiadała sprzęt niskiej jakości, zamek zdołał się obronić. 
Biskup tak bardzo zaufał potędze zamku, że w 1639 roku umieścił tu 
ołomuniecki skarbiec kościelny z księgami majątkowymi i zastawnymi. 
Właściciel sąsiedniego dworu frydeckiego, hrabia z Oppersdorfu ukrył 
w Hukvaldach wyposażenie frydeckiego zamku, na zamku ukryło się także
wielu innych szlachciców.

Długo by wymieniać, do kogo należał gród od XIV do XVII  wieku. Dość, że przechodził on z rąk do rąk (przeważnie w wyniku walk], a jego właściciele cieszyli się nim tylko po kilka lat.

Zamek Hukvaldy miał wielkie powodzenie i wielu chciało go mieć.

 Rok 1864


Tłukli się o zamek jak te wojska w dowcipie, które to walczyły w wielkim 
lesie- raz jedni zwyciężali i wyganiali wroga z lasu, raz drudzy zwyciężali 
i wyganiali wroga z lasu, a potem przyszedł gajowy i wszystkich 
przepędził.
Ostatecznie w roli gajowego wystąpili tutaj Szwedzi. Zamku wprawdzie 
nie zajęli, ale spowodowali, że dotychczasowi amatorzy walk o atrakcyjny hrad zjednoczyli  się w walce przeciwko nim. Atak szwedzki z 1643 roku został odparty
W ciągu niecałych 300 lat zamek miał 11 właścicieli. Ostatecznie wrócił 
w posiadanie biskupów ołomunieckich 
Od początku XVIII wieku zamek był jedynie centrum administracyjnym 
majątku, na stałe mieszkali tu tylko namiestnik, burgrabia, emerytowany 
pisarz i jego rodzina. W 1760 wszystkie urzędy (z wyjątkiem archiwum 
i rejestru) przeniesiono do nowo wybudowanego budynku na zamku 
dolnym.

 
Forteczny charakter zamku przyczynił się do tego, że na zamku urządzono
więzienie. Przetrzymywano tu nie tylko winnych pospolitych przestępstw, 
najpóźniej w XVI wieku na zamku Hukvald utworzono więzienie dla 
nieposłusznych księży diecezji ołomunieckiej. Główną przyczyną uwięzienia
w tym czasie była apostazja księży od wiary katolickiej i występki  
o moralnym charakterze.
Pierwsza wzmianka o więzieniu pochodzi z 1559 r., kiedy to biskup Marek 
Khuen nakazał urzędnikowi hukwaldzkiemu umieścić księdza Prokopa 
w więzieniu „w miejscu, w którym przetrzymywano więźniów”. 
Hukvaldy miały służyć jako więzienie dla księży, gdyż były najsilniejszym 
z zamków biskupich, co potwierdził rozkaz biskupi z 1561 roku, aby 
w Hukwaldach więzić księdza Łukasza, gdyż są one lepiej zabezpieczone 
niż zamek w Kroměřížu.
Być może najsłynniejszym więźniem Hukvaldu był kanonik ołomuniecki 
Jan Filopon Dambrowski. Głównie „zasłynął” z otrucia kilku biskupów 
ołomunieckich. Na zamku przebywał w latach 1585-1587. 
Więzienie pełniło swoją funkcję jeszcze w pierwszej połowie XVIII wieku, 
jego upadek wiąże się z przeniesieniem aparatu urzędowego na zamek 
Hukvald w drugiej połowie XVIII wieku. Więzienie księdza przeniesiono 
wówczas do zamku innego biskupa – Mírova.
 Rok 1900

Pod koniec XIX wieku podjęto się ratowania zamku, ponieważ słabo chroniony kompleks stał się źródłem taniego materiału budowlanego- systematycznie kradziono cegły i kamień z murów oraz budynków.

Podczas remontu uzupełniono luki i pęknięcia w murach, zabezpieczono korony murów przed działaniem deszczu. Dokładnie odrestaurowano kaplicę św. Andrzeja. Potem remontowania zamku zaprzestano.

Prace remontowe wznowiono w latach 70. XX wieku i trwają do dziś. Obecnie obiekt remontuje Muzeum Beskidzkie we Frydku-Mistku.

Rok 1906


 

Rok 1923




Źródła:

https://www.hradhukvaldy.eu/hrad-hukvaldy/historie-hradu/

https://www.hradhukvaldy.eu/hrad-hukvaldy/polsky-jazyk/

 

04 października 2023

A tymczasem...co tam, Panie, we wsi piszczy?

Zaczęłam znów chodzić z Bezą na spacery. Chodzimy rankiem, kiedy jest jeszcze rześko, bo potem robi się piękna słoneczna pogoda, a temperatura przekracza 20 stopni. Nie lubię, kiedy idę i jest tak ciepło, wolę ranki. Dzisiaj w nocy spadło sporo deszczu. Wprawdzie głoszą jakieś mocne ochłodzenie, ale zacznie ono schodzić od północy i liczę, że do nas raczej nie dojdzie. I niech ten październik z taką ciepłą oraz słoneczną pogodą trwa. Przynajmniej to rekompensuje nerwówkę przedwyborczą.

Na naszym „osiedlu” (jedna ulica z domami po obu stronach to chyba nie osiedle) szykują się zmiany. Ogromne pole przed naszą bramą zostało zaorane. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby początkowo nie orano go w poprzek i tylko do połowy.

Stoimy z Jakółem i przyglądamy się tej dziwnej orce.

- Coś mi się zdaje, że będą działki budowlane tutaj- Mówię do Jaskółka i robi mi się niefajnie. Ostatnia rzecz, jaką chcielibyśmy, to kolejne domy na naszej ulicy i w dodatku na jedynej wolnej przestrzeni, i w dodatku przed naszymi oknami. Ale zdajemy sobie sprawę, że to może być nieuniknione- rolnikom przestaje się opłacać jakakolwiek uprawa, a to pole jest dzierżawione od kilkunastu lat, od kiedy jego właściciel (duże gospodarstwo) najpierw chorował, a potem zmarł.

Następnego dnia wracam ze spaceru, przy bramie stoi sąsiad. Od słowa, do słowa- dowiedziałam się, co takie oranie znaczy.

Rzeczywiście- pole dostało w spadku rodzeństwo i teraz siostra upomniała się o swoją część, w dodatku od strony naszej drogi (uzbrojenie pod budowę). Chciała, dostała. Podobno do listopada załatwią sprawy spadkowe i wtedy prawdopodobnie wejdzie geodeta. No i loteria- albo 6 działek po 10 arów (o matko, 6 nowych domów na 60 arach!!!!), albo 3 działki po 20 arów. Zobaczymy.

Przy okazji sąsiad opowiedział mi fajną rzecz, prawie anegdotyczną. Naprzeciwko jego domu jest pusta działka (około 50 arów, też budowlana), którą właściciel uprawia. Znaleźli się kupcy na tę działkę, młode małżeństwo z Jastrzębia (miasta- podkreślam).

Przyszli do sąsiada, z którym rozmawiałam i oznajmili, że oni chcą tę działkę kupić  (nie jego przecież jest działka), ale musi im na piśmie dać oświadczenie, że zlikwiduje gospodarstwo, bo oni nie życzą sobie, żeby im kogut o 5 rano piał. Nie ściemniam, zażądali takiego oświadczenia, a potem poszli do dwóch domów sąsiadujących z tą działką i zażądali takich samych oświadczeń.

Sąsiad ich wyśmiał, powiedział, że nie jego pole i mu nie zależy, i niech głupiego szukają.

No i co? Przypomniał mi się artykuł, w którym czytałam o tym, że taki miastowy, który wybudował dom w sąsiedztwie ogromnego pola, nasłał na rolnika policję, bo ten mu o 10 wieczorem kombajnował przy płocie.

Już nie raz pisałam- taki miastowy powinien zrobić rozeznanie, zanim kupi dom, a nie potem ludziom na wsi życie ustawiać według swojego widzimisię. To on wchodzi,  jako nowy, w określone środowisko i nikt się nie będzie pod jego foch naginał. Życie wiejskie ma swoje uroki i swoje paskudne strony. Pianie kogutów nawet o 4 nad ranem, smród obornika, ryk krów czy beczenie owiec, ule z pszczołami, monotonne ujadanie psów, gdaczące kury, kwaczące kaczki, krzyczące gęsi oraz głośna praca maszyn rolniczych wtedy, kiedy jest pogoda a nie, że niedziela i „to grzech”, czy ma być spokój, to normalne życie wsi.


 

Też mnie czasem wkurzają niektóre rzeczy, jak np. ta- stoi duży traktor przed naszą bramą, na skraju tego pola pod działki i jest na chodzie. Czuję w ogrodzie, że coraz więcej spalin do niego dociera (te traktory mają rury wydechowe w postaci kominków wystający nad kabinę- spaliny idą górą). Mija 5 minut- traktor ryczy, spaliny walą do ogrodu, mija następne 5 minut- sytuacja constans, mija następne 5 minut, brak zmiany- idę do bramy z zamiarem poważnego opierpapier. Widzę, że faceci stoją w połowie pola i coś wytyczają, a traktor ryczy, spaliny mocnym strumieniem płyną do ogrodu. Hmmmmmmm…. Moje wkurzenie narasta, ale…. Ale…. Przyjechał orać, a nie bawić się, widocznie coś tam ważnego wypadło. 20 minut tak stał i truł spalinami, no i zacisnęłam zęby, zaklęłam sobie pod nosem, nie odezwałam się. I tak to wygląda. Czy mógł zgasić silnik, a potem iść wytyczać? Nie wiem, nie zrobił tego, a ja muszę się liczyć z tym, że przyjechał orać pole. Rolnicy, kiedy jest pogoda nie mają czasu na niuanse, oni są w pracy i każda minuta się liczy.

Róża pięknie wybarwiła owoce. To ta róża, która rośnie bardzo blisko kaliny, a obok rosną dwa ogromne stare dęby. Pisałam o nich wiosnę, kiedy róża zakwitła.



A tu owoce kaliny, równie pięknie wybarwione.

Teraz strach koło tych krzewów i dębów przechodzić. Zauważyłam, że jest tam mnóstwo szerszeni. Uwijają się nie tylko przy owocach, ale wśród liści dębów. W naszym ogrodzie również okupują biały bez. Coś tam obgryzają, albo spijają. Nie mam pojęcia o co chodzi, bo pierwszy raz widzę nie tylko taką ilość owadów w jednym miejscu ale również takie ich zachowanie.
Ostatnie w tym roku maliny.

 
W słupku bramki z parkingu do ogrodu pojawił się nowy lokator. Kiedyś w nim mieszkał zaskroniec, pisałam o nim w tym poście.
A to jedno ze zdjęć długiego lokatora

 Tym razem w słupku zamieszkała mała zielona.

Obu lokatorów namierzyła Młoda i przy obu była deczko zszokowana.
Pierwsza pełnia październikowa- Księżyc żniwiarzy.



 No i ptaki odlatują, niestety. Klucz gęsi- fotka zrobiona telefonem, nieudana, jednak dowód, że to już jesień. Fotka nieudana, ale gęsi darły się, jak najbardziej, odlotowo.