„Wojna Putina w social mediach. Tak prorosyjska dezinformacja
zalewa Polskę
Z tysięcy wpisów i memów, które od
kilkunastu dni zalewają polskie social media, mogliśmy dowiedzieć się m.in. że
wojna w Ukrainie to medialny wymysł, a dramatyczne relacje z bombardowanych
miast to spreparowane filmowe mistyfikacje. Fake newsy uderzyły także w
ukraińskich uchodźców, których oskarża się o stwarzanie zagrożenia dla
polskiego bezpieczeństwa. Czy jesteśmy w stanie wygrać wojnę z prorosyjską
dezinformacją?
Od dnia wybuchu wojny w Ukrainie w
polskich mediach społecznościowych odnotowano blisko 200 tys. prób
prorosyjskiej dezinformacji – wynika z analiz Instytutu Badań Internetu i
Mediów Społecznościowych (IBIMS). - Liczba ta rośnie z każdą chwilą. Dziennie
obserwujemy przynajmniej kilkanaście tys. wzmianek o charakterze
dezinformacyjnym. Dane mogą w przyszłości być wyższe, jednak liczymy na
odpowiedzialność polskich użytkowników, którzy mają coraz większą świadomość w
kontekście rozpoznawania fake newsów i propagandowych informacji – mówi nam
dyrektor IBIMS Marcin Wiśniewski.


Pierwsze przypadki prorosyjskiej
dezinformacji w social mediach w kontekście inwazji na Ukrainę zaczęły pojawiać
się kilkanaście dni przed wybuchem wojny. Ich celem było przede wszystkim
bagatelizowanie i wyśmiewanie medialnych i wywiadowczych doniesień o
zbliżającym się ataku Rosji. Zgodnie z tą linią planowana inwazja miała być
jedynie dziennikarskim wymysłem, na który nie ma żadnego potwierdzenia w
faktach. Warto odnotować, że dokładnie w tym samym czasie identyczne stanowisko
przedstawiały rosyjskie władze. Siergiej Ławrow mówił wówczas o „paranoidalnych
scenariuszach” rozpowszechnianych przez podobno poważne media. Przypomnijmy, że
rosyjski polityk wypowiedział te słowa 15 lutego, czyli kilka dni przed atakiem
na Ukrainę.
Wojna w Ukrainie i dezinformacja w Polsce
W tej chwili prorosyjska
dezinformacja hula już w polskich social mediach w najlepsze i niestety zyskuje
sobie liczne grono zwolenników, którzy świadomie bądź nieświadomie
rozpowszechniają ją dalej. - Tematy zmieniają się na bieżąco, zgodnie z obecną
sytuacją na Ukrainie. Mieliśmy do czynienia już z atakiem dezinformacyjnym w
kontekście paliw (jego dostępności, cen, rzekomych zniżek dla Ukraińców itp.),
dostępności gotówki, zagrożeń ze strony uchodźców (wielokrotnie dementowanych
przez policję). Obecnie eskalowane jest zagrożenie atomowe dla Polski. W
głównym nurcie nie pojawiają się treści relatywizujące odpowiedzialność
rosyjską, ponieważ zbyt silna jest narracja proukraińska. Usprawiedliwianie
Rosji obecne jest na niszowych kanałach oraz zamkniętych grupach, zrzeszających
często zwolenników narracji antyszczepionkowych – tłumaczy Marcin Wiśniewski.
Zaobserwowanych przypadków
dezinformowania w kontekście sytuacji na Ukrainie jest jednak więcej. W
ostatnich dniach na Facebooku i Twitterze pojawia się mnóstwo wpisów
sugerujących, że pod przykrywką pomocy uchodźcom z Ukrainy, do Polski
wpuszczani są imigranci, którzy kilka miesięcy temu próbowali nielegalnie
przekroczyć polsko-białoruską granicę. Rosnące zainteresowanie tymi
doniesieniami spowodowało, że postanowili wykorzystać je politycy Konfederacji.
„W Przemyślu zrobiło się niebezpiecznie. Kobiety boją się wychodzić na miasto
ze względu na panoszących się po nim agresywnych kolorowych »studentów«.
Tworzone są ad hoc patrole obywatelskie, bo policja nie wyrabia” – pisał na
Twitterze Włodzimierz Skalik, jeden z najbliższych współpracowników posła
Grzegorza Brauna. Informacje te zdementowali szybko podkarpaccy
funkcjonariusze: „W mediach społecznościowych pojawiają się fałszywe
informacje, że w Przemyślu i powiatach przygranicznych doszło do poważnych
przestępstw kryminalnych: włamań, napaści i zgwałceń. To nieprawda. Policja nie
odnotowała zwiększonej ilości przestępstw w związku z sytuacją na granicy” –
przekazano.
Oczywistym, znanym od lat celem
prorosyjskiej dezinformacji jest świat zachodni i demokratyczne media. W
licznych wpisach, memach czy filmikach, które od kilkunastu dni pojawiają się w
social mediach, rozpowszechniane są treści negujące wiarygodność relacji
dziennikarzy z zachodniej Europy i USA. Możemy z nich dowiedzieć się m.in. że w
Ukrainie nie toczy się żadna wojna, a reporterskie materiały przedstawiające
rosyjskie ataki i bombardowania na obiekty cywilne to celowa manipulacja.
Pojawiają się także porównania relacji wojennych do pandemii COVID-19
stwierdzające, że obie historie to medialne kłamstwa i sianie paniki. Konkretne
przykłady opisywanej dezinformacji dokładnie monitorowane są m.in. przez
Instytut Kościuszki czy strony fact-checkingowe: Fakenews.pl, Włącz Weryfikację
czy Demaskujemy dezinformację. Efekty tej pracy publikowane są na bieżąco w
sieci.
Rosyjska wojna informacyjna. Doktryna Gierasimowa
- Rosyjskie służby stosują
dezinformację od wielu lat, jednak do momentu powstania mediów
społecznościowych była to raczej dezinformacja punktowa, skierowana do
konkretnych osób, przede wszystkim polityków i ekspertów, rzadziej – do odbiorcy
masowego. W 2013 roku Walery Gierasimow, szef sztabu generalnego Sił Zbrojnych
Rosji, opublikował artykuł, w którym dowodził, że współczesne wojny zmieniły
swój charakter, stały się hybrydowe, a konwencjonalne działania militarne nie
są ani jedynymi, ani – w pewnych sytuacjach – najbardziej skutecznymi, jakie
można podjąć, by osiągnąć polityczne cele. Wskazał na istotną rolę działań
zarówno gospodarczych, jak i informacyjnych. Od tego momentu mówi się o
stosowaniu przez Rosję tzw. doktryny Gierasimowa (zmodyfikowanej nieco w 2019
r.) i uważa się, że właśnie wtedy Rosja zaczęła prowadzić w internecie wojnę
informacyjną. To znaczy – zaczęła prowadzić świadome działania propagandowe i
dezinformacyjne, dla osiągnięcia własnych celów politycznych – mówi w rozmowie
z naszym portalem Anna Mierzyńska – analityczka mediów społecznościowych.
Rosyjskie wpływy obecne są w
polskiej przestrzeni informacyjnej od wielu lat. Ich szczególną aktywność
obserwuje się jednak od 2014 roku, czyli daty wejścia Rosji na Krym i do
obwodów: Donieckiego i Ługańskiego. - Podjęto wówczas działania, których celem
były wzbudzenie niechęci Polaków do Ukrainy oraz uzasadnienie agresji Rosji na
Ukrainę. Wykorzystywano zwłaszcza narrację historyczną – budzono emocje
związane ze zbrodniami na Wołyniu, ale także próbowano wykazywać, że Ukraińcy
stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa (eksponowano każde, nawet drobne
przestępstwo popełnione przez osobę z Ukrainy w Polsce) i tożsamości Polaków.
Ta narracja przetrwała do dziś, teraz, w czasie agresji militarnej Rosji na
Ukrainę, obserwujemy próbę jej ożywienia i szerszego rozpowszechnienia –
wylicza Mierzyńska.


Musimy jednak wyraźnie podkreślić,
że w kontekście ostatnich fake newsów w polskich social mediach mówimy nie o
rosyjskiej, a o prorosyjskiej dezinformacji. Nie mamy bowiem konkretnych
dowodów na to, że materiały, które od kilkunastu dni zalewają Facebook i
Twitter, powstały w Rosji. - Nie mamy jednoznacznych dowodów łączących konta z
instytucjami rosyjskimi, natomiast treści przez nie dystrybuowane wpisują się w
narrację promowaną przez rosyjskie organy propagandowe. W wielu miejscach w
mediach społecznościowych pojawiają się informacje mające na celu zmianę
pozytywnych emocji Polaków wobec Ukraińców na emocje strachu, a nawet wrogości
– wyjaśnia Marcin Wiśniewski.
Podobnego zdania jest Anna
Mierzyńska. – Mówię o kontach i działaczach prorosyjskich, a nie rosyjskich,
ponieważ najczęściej nie mamy dowodów, że za kontami stoi Rosja, a działacze są
obywatelami polskimi, tyle że o określonych poglądach. Autorstwo Rosji w
jakiejś operacji informacyjnej podejrzewamy wtedy, gdy jakaś narracja służy
rosyjskim celom politycznym lub jest szerzona przez rosyjskich polityków i
rosyjskie państwowe media. Bardzo trudno jest znaleźć w Polsce mocne dowody na to,
kto stoi np. za siatką trolli, skąd taka siatka jest sterowana etc. – dlatego
eksperci rzadko wskazują wprost, że jakieś konta są kontami rosyjskimi, chyba,
że twarde powiązania potwierdzi np. Facebook podczas usuwania takiej
zidentyfikowanej siatki. Bez tego możemy mówić jedynie o przypuszczeniach –
przekonuje
Antyszczepionkowcy i (pro)rosyjskie trolle
Przy okazji dyskusji o
dezinformacji na temat wojny w Ukrainie, eksperci zwracają uwagę na rzucający
się w oczy związek kont prorosyjskich i antyszczepionkowych. - Nie jest tak, że
wszystkie grupy antyszczepionkowe obecnie szerzą rosyjską dezinformację. Faktem
jest jednak, że szereg kont, które jeszcze kilka tygodni temu rozprzestrzeniały
materiały negujące akcje szczepień, dziś zajmują się niemalże wyłącznie
sprawami ukraińskimi, przedstawiając treści podobne do tych z rosyjskich mediów
– zauważa dyrektor IBIMS. - W czasie pandemii koronawirusa środowiska
prorosyjskie w Polsce najpierw zaangażowały się w sprzeciwianie obostrzeniom
sanitarnym, rozpowszechniały teorie o tym, że winnymi pandemii są Stany
Zjednoczone, potem atakowały konkretne szczepionki zachodniej produkcji
(zwłaszcza AstraZeneca i Pfizer), a na końcu dołączyły do ruchów
antyszczepionkowych. Dziś obserwujemy, że te same konta i ci sami aktywiści
rozsiewają narrację antyukraińską – ale trzeba pamiętać, że najczęściej chodzi
o konta, które od dawna są prorosyjskie i/lub antyukraińskie. Kwestie
pandemiczne i szczepionkowe doszły później do ich pierwotnych poglądów –
podkreśla z kolei Anna Mierzyńska.
Obserwacja rozprzestrzeniającej
się prorosyjskiej dezinformacji skłania nas do zadawania dość banalnych pytań:
jak to się dzieje, że fake’owe treści tak szybko i łatwo znajdują swoich
zwolenników i dlaczego na wielu obszarach wypierają one rzetelne, prawdziwe
informacje? Na psychologiczne aspekty dezinformacji w social mediach zwraca
uwagę w rozmowie z naszym portalem Agnieszka Skruczaj-Olejnik – psycholog z
Uniwersytetu SWPS. - To czy i jak silnie człowiek ulegnie efektowi
dezinformacji zależy od wielu czynników (indywidualnych i proceduralnych).
Wpływ na uleganie dezinformacji ma oczywiście nasza pamięć. Dlatego też dzieci
oraz starsi dorośli są grupami najsilniej narażonymi na uleganie dezinformacji.
Jednak bardziej podatne na dezinformację są również osoby o niskim poziomie
inteligencji, niskim poziomie samooceny, osoby nieśmiałe, nieasertywne oraz
niepewne siebie. Jednocześnie łatwiej wierzymy w dezinformacje w momencie,
kiedy jest ona zgodna ze stereotypem, z którym się zgadzamy. Łatwiej zapamiętujemy
też informacje wyraziste. W związku z tym, jeżeli dezinformacja jest
kontrowersyjna i wzbudza w nas emocje, łatwiej zostanie zapamiętana. Nawet
jeżeli osoba będzie miała dostęp do informacji prawdziwej – wyjaśnia.
Weryfikujmy wszystkie informacje
Nasza rozmówczyni wskazuje ponadto
na bardzo istotny wpływ autorytetu w całym mechanizmie dezinformacyjnym. -
To czy uwierzymy w nieprawdziwe informacje zależy od tego, kto taką informację
nam przekazuje. Warto zwrócić uwagę na dewaluację autorytetów. Dzisiaj
autorytetem często nie są osoby merytorycznie znające się na zagadnieniu, a
różnego typu influencerzy. Zmiana autorytetu nie powoduje jednak, że jego wpływ
przestaje być skuteczny. Im większa jest według nas wiarygodność osoby
przekazującej fałszywą informację, tym silniejszy będzie efekt dezinformacji –
podkreśla.
Możemy być pewni, że w najbliższych
dniach i tygodniach w social mediach pojawią się kolejne prorosyjskie treści,
które ukierunkowane będą na destabilizowanie sytuacji w Polsce oraz zmianę stosunku
Polaków do wojny w Ukrainie i ukraińskich uchodźców. Musimy przygotować się na
to, że już wkrótce w sieci pojawią się nowe fake newsy, których celem będzie
wzniecanie chaosu, paniki i popychanie nas do podejmowania nieprzemyślanych,
błędnych decyzji dotyczących np. naszego bezpieczeństwa i finansów. Dlatego tak
ważne jest, abyśmy zachowali teraz wyjątkową czujność i konsekwentnie
weryfikowali treści, które do nas trafiają.
- W sytuacjach zewnętrznych,
budzących silne emocje, zwłaszcza strach, gniew, frustrację, wszyscy ludzie są
bardziej podatni na dezinformację. Kiedy jesteśmy przerażeni, wyłączają się
niektóre nasze mechanizmy ochronne - słabiej działa zwłaszcza krytyczne
myślenie, jesteśmy więc skłonni natychmiast uwierzyć w sensacyjną informację,
która może się okazać istotna dla naszego przetrwania. Przestajemy wtedy
sprawdzać, czy to prawda czy nie, od razu reagujemy. Stąd bierze się podatność
na dezinformację w czasie wojny czy np. pandemii – wskazuje Anna Mierzyńska.
RadioZET.pl/ Błażej Makarewicz „
Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Wojna-w-Ukrainie.-Prorosyjska-dezinformacja-w-social-mediach.-Jak-dziala-dowody-analiza?fbclid=IwAR1moltG7AUKabJYmoiLub7zNNGaBSJkmQP9L80ZZXRzxUFKc7EpT_OoKN4
Udało mi się skopiować tylko parę
wklejek z przykładami tekstów dezinformacyjnych.
Nie udało się wkleić filmu, który puszczają putinowskie trolle, a na
którym to pokazują, w jaki sposób tworzą Ukraińcy sceny z rosyjskich nalotów na
ich miasta.
Pełny tekst wraz z wszystkimi przykładami putinowskiej dezinformacji znajdziecie pod linkiem, który podałam.
Zaznaczenia "tłustym drukiem" są moje.
..................................................................................................
Napiszę jeszcze raz to, co już napisałam, bo
niektórym blogierom najwyraźniej się pomyliły strony.
Powiedzcie mi, czym się
różni ten wpis amerykańsko- proputinowskiego trolla, który brzmi:
Stardust2
marca 2022 00:23
od tych, które są przytoczone
w powyżej cytowanym tekście?
NICZYM, dokładnie niczym. To nie jest wyraz skrajnej głupoty,
to jest wpis wykonany z premedytacją, świadomie. Dobrze przygotowany, ale nie
przeceniajmy tej baby, wklepany jej
przez proputinowskich „przyjaciół”. Podobnie działała szerząc dezinformacje,
dotyczące pandemii- wpis i tysiąc linków do stron, które miały być
potwierdzeniem, że mówi prawdę.
Podawanie multum linków do rzekomej prawdy, „silna argumentacja”, wpieranie się na
coraz więcej blogów, zawłaszczanie tych blogów- jakże to znamienne dla takich
trolli.
Jaki jest dowód
szerzenia dezinformacji? Ano taki:
- najpierw troll świadomie, celowo wykonuje wpis, który zawiera kłamstwo (dezinformacja, której troll jest świadomy), zamieszcza ten wpis na jawnym czyimś blogu (wiedząc, że ten blog odwiedza parę
osób) i na nim podaje link do źródła tej
dezinformacji (świadome szerzenie dezinformacji)
- osoby na tym blogu czytają wpis z zaproszeniem (który w tym przypadku podał troll) i idą dalej na
blog babiszona, czytać to, co zawarte pod linkiem, (grono które łyka
dezinformację poszerza się, a fałszywa informacja zostaje im podana „na tacy”). W innym przypadku czytają treści, do których troll podaje mnóstwo linków w każdym blogu (tak było w przypadku zaprzeczania przez tego trolla istnienia pandemii i szkodliwa działalność antyszczepionkowa). Jeżeli ktoś czytał tamte wpisy, to też była mowa, że jakoś nie widać masy trupów na ulicach to coś z tą pandemią ściemniają. I też była to jedna z pierwszych takich dezinformacji
Zadziwiająca zbieżność treści.
Aż chciałoby się poklepać po ramieniu i w putinowskim stylu
powiedzieć „Charoszaja rabota tawariszcz zwiozdeczka.
Uważam, iż osoba udzielająca miejsca takiemu trollowi, nie
reagująca na taki haniebny wpis (nie usuwa i pozwala na skomentowanie go), jest
współodpowiedzialna za szerzenie dezinformacji- świadome. Śmiało mogę
stwierdzić, że w ten sposób również staje się, w tym przypadku, putinowskim trollem, szerzącym nieprawdziwe informacje.
A teraz jeszcze dalej, bo kotki moje, ja nie mam w zwyczaju
chować głowę w piasek i udawać, że czegoś nie ma. Tym bardziej, że zjawisko
jest dosyć częste. Otóż na blogach takich moralnych ścierek, bywają osoby, które robią wpisy, ale tak się
starają, och tak się starają, by „nie potwierdzić i nie zaprzeczyć”. A potem
wychodzą z takiego bloga i nie widzą, że ciągnie się za nimi smród moralnej
padliny. Idą na swój blog i tam jakby
nigdy nic, robią wpisy „pokojowe”, śliczne, apetyczne- jaka jestem świetna babeczka….FUJ! Co za
dwulicowość.
A żeby nie było żadnych wątpliwości, każdy taki dezinformujący wpis
nagłośniłabym tak samo. Każdy, jaki znalazłbym w postach na blogach ( tak, jak zrobiłam to w przypadku wstrętnych wpisów o pandemii, szczepionkach, maseczkach, czyli wpisach antyszczepionkowców). Nie tylko twój, ohydny trollu. Nie czuj się
jakoś ekstra wyróżniona.
P. S . Przestańcie drzeć japy, że się waszego guru atakuje i spójrzcie na niego z innej strony.
Naprawdę nie widzicie tego, jak
wasza gwiazdeczka zmienia się raz w jedną, raz w drugą osobę- raz doktor Jekyll,
a raz pan Hyde?
„Nikt nie jest tak ślepy, jak ci, którzy nie chcą widzieć.”
Mary Higgins Clark: „Słyszałem już te śpiewkę”