wtorek, marca 08, 2022

Hipokryci nadal pomagają.... taka ich upierdliwa uroda

 

Szukamy innych form sensownej pomocy ukraińskim uchodźcom. Na fajnym blogu podano adres do strony na Facebooku, gdzie pokazano, w jaki sposób pomóc ukraińskim dzieciom.

 

„Alicja Safarzyńska-PłatosPomoc dla Ukrainy🇺🇦 Допомога Україні: mieszkanie oraz inna pomoc obywatel

Sg5pu 7mamaanrcagc o8r 151:188e  ·

Hej, wraz z ekipą wspierających mnie, wspaniałych ludzi zrobiłam coś w rodzaju książeczek terapeutycznych dla dzieci z Ukrainy, ale też naszych, polskich które nie bardzo rozumieją aktualną sytuację😞 Można je ściągnąć i wydrukować oczywiście za darmo.

Są dwie części „Bohaterowie też płaczą” dostępne w języku polskim, ukraińskim i rosyjskim (część uchodźców mówi w tym języku) i druga „Spotkanie z bohaterem” w języku polskim. Dziś wrzucam link do książeczki dla dzieci ukraińskich bo ta jest najpilniejsza! W poniedziałek wrzucę do części polskiej dla naszych dzieci. Książeczki można wydrukować u siebie na drukarce, mają bowiem formę czarno-białych kolorowanek, te piękne ilustracje zrobiła w turbo tempie Ksenia S. Potępa.

Mam nadzieję, że opowiadania będą choć trochę pomocne w zrozumieniu tej okropnej sytuacji, że staną się nicią porozumienia między dziećmi, że dadzą inspirację do rozmów, których już nie da się uniknąć. Mimo, że sama z wykształcenia jestem psychologiem skonsultowałam je z kilkoma terapeutami/psychologami dziecięcymi/bajkoterapeutami aby mieć pewność, że nikomu nie wyrządzą krzywdy!”

 


 

Zamieszczam oba linki na pasku z prawej strony bloga, wystarczy kliknąć i strony się otworzą.

 

Link do strony na Facebooku

https://www.facebook.com/groups/683793819641997/user/603699214/

I link bezpośrednio do PDF z książeczką

https://www.dropbox.com/.../AAAm6ZL7UpPiwulGnVCo7Snya...


Udało nam się na Facebooku zablokować wklejkę dezinformacyjną- hip! hip! Hurrrra! Małe, a cieszy. Na pohybel proputinowskim trollom.

 

PUSZCZAM  KOMENTARZE

poniedziałek, marca 07, 2022

A tymczasem…Ooooo ja cierpię dolę, bo już mi brak słów, a tytuł jest poniżej. (4

„Wojna Putina w social mediach. Tak prorosyjska dezinformacja zalewa Polskę

 

Z tysięcy wpisów i memów, które od kilkunastu dni zalewają polskie social media, mogliśmy dowiedzieć się m.in. że wojna w Ukrainie to medialny wymysł, a dramatyczne relacje z bombardowanych miast to spreparowane filmowe mistyfikacje. Fake newsy uderzyły także w ukraińskich uchodźców, których oskarża się o stwarzanie zagrożenia dla polskiego bezpieczeństwa. Czy jesteśmy w stanie wygrać wojnę z prorosyjską dezinformacją?

 

Od dnia wybuchu wojny w Ukrainie w polskich mediach społecznościowych odnotowano blisko 200 tys. prób prorosyjskiej dezinformacji – wynika z analiz Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych (IBIMS). - Liczba ta rośnie z każdą chwilą. Dziennie obserwujemy przynajmniej kilkanaście tys. wzmianek o charakterze dezinformacyjnym. Dane mogą w przyszłości być wyższe, jednak liczymy na odpowiedzialność polskich użytkowników, którzy mają coraz większą świadomość w kontekście rozpoznawania fake newsów i propagandowych informacji – mówi nam dyrektor IBIMS Marcin Wiśniewski. 






Pierwsze przypadki prorosyjskiej dezinformacji w social mediach w kontekście inwazji na Ukrainę zaczęły pojawiać się kilkanaście dni przed wybuchem wojny. Ich celem było przede wszystkim bagatelizowanie i wyśmiewanie medialnych i wywiadowczych doniesień o zbliżającym się ataku Rosji. Zgodnie z tą linią planowana inwazja miała być jedynie dziennikarskim wymysłem, na który nie ma żadnego potwierdzenia w faktach. Warto odnotować, że dokładnie w tym samym czasie identyczne stanowisko przedstawiały rosyjskie władze. Siergiej Ławrow mówił wówczas o „paranoidalnych scenariuszach” rozpowszechnianych przez podobno poważne media. Przypomnijmy, że rosyjski polityk wypowiedział te słowa 15 lutego, czyli kilka dni przed atakiem na Ukrainę.

 

Wojna w Ukrainie i dezinformacja w Polsce

 

W tej chwili prorosyjska dezinformacja hula już w polskich social mediach w najlepsze i niestety zyskuje sobie liczne grono zwolenników, którzy świadomie bądź nieświadomie rozpowszechniają ją dalej. - Tematy zmieniają się na bieżąco, zgodnie z obecną sytuacją na Ukrainie. Mieliśmy do czynienia już z atakiem dezinformacyjnym w kontekście paliw (jego dostępności, cen, rzekomych zniżek dla Ukraińców itp.), dostępności gotówki, zagrożeń ze strony uchodźców (wielokrotnie dementowanych przez policję). Obecnie eskalowane jest zagrożenie atomowe dla Polski. W głównym nurcie nie pojawiają się treści relatywizujące odpowiedzialność rosyjską, ponieważ zbyt silna jest narracja proukraińska. Usprawiedliwianie Rosji obecne jest na niszowych kanałach oraz zamkniętych grupach, zrzeszających często zwolenników narracji antyszczepionkowych – tłumaczy Marcin Wiśniewski.

 

Zaobserwowanych przypadków dezinformowania w kontekście sytuacji na Ukrainie jest jednak więcej. W ostatnich dniach na Facebooku i Twitterze pojawia się mnóstwo wpisów sugerujących, że pod przykrywką pomocy uchodźcom z Ukrainy, do Polski wpuszczani są imigranci, którzy kilka miesięcy temu próbowali nielegalnie przekroczyć polsko-białoruską granicę. Rosnące zainteresowanie tymi doniesieniami spowodowało, że postanowili wykorzystać je politycy Konfederacji. „W Przemyślu zrobiło się niebezpiecznie. Kobiety boją się wychodzić na miasto ze względu na panoszących się po nim agresywnych kolorowych »studentów«. Tworzone są ad hoc patrole obywatelskie, bo policja nie wyrabia” – pisał na Twitterze Włodzimierz Skalik, jeden z najbliższych współpracowników posła Grzegorza Brauna. Informacje te zdementowali szybko podkarpaccy funkcjonariusze: „W mediach społecznościowych pojawiają się fałszywe informacje, że w Przemyślu i powiatach przygranicznych doszło do poważnych przestępstw kryminalnych: włamań, napaści i zgwałceń. To nieprawda. Policja nie odnotowała zwiększonej ilości przestępstw w związku z sytuacją na granicy” – przekazano.

 

Oczywistym, znanym od lat celem prorosyjskiej dezinformacji jest świat zachodni i demokratyczne media. W licznych wpisach, memach czy filmikach, które od kilkunastu dni pojawiają się w social mediach, rozpowszechniane są treści negujące wiarygodność relacji dziennikarzy z zachodniej Europy i USA. Możemy z nich dowiedzieć się m.in. że w Ukrainie nie toczy się żadna wojna, a reporterskie materiały przedstawiające rosyjskie ataki i bombardowania na obiekty cywilne to celowa manipulacja. Pojawiają się także porównania relacji wojennych do pandemii COVID-19 stwierdzające, że obie historie to medialne kłamstwa i sianie paniki. Konkretne przykłady opisywanej dezinformacji dokładnie monitorowane są m.in. przez Instytut Kościuszki czy strony fact-checkingowe: Fakenews.pl, Włącz Weryfikację czy Demaskujemy dezinformację. Efekty tej pracy publikowane są na bieżąco w sieci.

Rosyjska wojna informacyjna. Doktryna Gierasimowa

 

- Rosyjskie służby stosują dezinformację od wielu lat, jednak do momentu powstania mediów społecznościowych była to raczej dezinformacja punktowa, skierowana do konkretnych osób, przede wszystkim polityków i ekspertów, rzadziej – do odbiorcy masowego. W 2013 roku Walery Gierasimow, szef sztabu generalnego Sił Zbrojnych Rosji, opublikował artykuł, w którym dowodził, że współczesne wojny zmieniły swój charakter, stały się hybrydowe, a konwencjonalne działania militarne nie są ani jedynymi, ani – w pewnych sytuacjach – najbardziej skutecznymi, jakie można podjąć, by osiągnąć polityczne cele. Wskazał na istotną rolę działań zarówno gospodarczych, jak i informacyjnych. Od tego momentu mówi się o stosowaniu przez Rosję tzw. doktryny Gierasimowa (zmodyfikowanej nieco w 2019 r.) i uważa się, że właśnie wtedy Rosja zaczęła prowadzić w internecie wojnę informacyjną. To znaczy – zaczęła prowadzić świadome działania propagandowe i dezinformacyjne, dla osiągnięcia własnych celów politycznych – mówi w rozmowie z naszym portalem Anna Mierzyńska – analityczka mediów społecznościowych.

 

Rosyjskie wpływy obecne są w polskiej przestrzeni informacyjnej od wielu lat. Ich szczególną aktywność obserwuje się jednak od 2014 roku, czyli daty wejścia Rosji na Krym i do obwodów: Donieckiego i Ługańskiego. - Podjęto wówczas działania, których celem były wzbudzenie niechęci Polaków do Ukrainy oraz uzasadnienie agresji Rosji na Ukrainę. Wykorzystywano zwłaszcza narrację historyczną – budzono emocje związane ze zbrodniami na Wołyniu, ale także próbowano wykazywać, że Ukraińcy stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa (eksponowano każde, nawet drobne przestępstwo popełnione przez osobę z Ukrainy w Polsce) i tożsamości Polaków. Ta narracja przetrwała do dziś, teraz, w czasie agresji militarnej Rosji na Ukrainę, obserwujemy próbę jej ożywienia i szerszego rozpowszechnienia – wylicza Mierzyńska. 


 


Musimy jednak wyraźnie podkreślić, że w kontekście ostatnich fake newsów w polskich social mediach mówimy nie o rosyjskiej, a o prorosyjskiej dezinformacji. Nie mamy bowiem konkretnych dowodów na to, że materiały, które od kilkunastu dni zalewają Facebook i Twitter, powstały w Rosji. - Nie mamy jednoznacznych dowodów łączących konta z instytucjami rosyjskimi, natomiast treści przez nie dystrybuowane wpisują się w narrację promowaną przez rosyjskie organy propagandowe. W wielu miejscach w mediach społecznościowych pojawiają się informacje mające na celu zmianę pozytywnych emocji Polaków wobec Ukraińców na emocje strachu, a nawet wrogości – wyjaśnia Marcin Wiśniewski.

 

Podobnego zdania jest Anna Mierzyńska. – Mówię o kontach i działaczach prorosyjskich, a nie rosyjskich, ponieważ najczęściej nie mamy dowodów, że za kontami stoi Rosja, a działacze są obywatelami polskimi, tyle że o określonych poglądach. Autorstwo Rosji w jakiejś operacji informacyjnej podejrzewamy wtedy, gdy jakaś narracja służy rosyjskim celom politycznym lub jest szerzona przez rosyjskich polityków i rosyjskie państwowe media. Bardzo trudno jest znaleźć w Polsce mocne dowody na to, kto stoi np. za siatką trolli, skąd taka siatka jest sterowana etc. – dlatego eksperci rzadko wskazują wprost, że jakieś konta są kontami rosyjskimi, chyba, że twarde powiązania potwierdzi np. Facebook podczas usuwania takiej zidentyfikowanej siatki. Bez tego możemy mówić jedynie o przypuszczeniach – przekonuje

Antyszczepionkowcy i (pro)rosyjskie trolle

 

Przy okazji dyskusji o dezinformacji na temat wojny w Ukrainie, eksperci zwracają uwagę na rzucający się w oczy związek kont prorosyjskich i antyszczepionkowych. - Nie jest tak, że wszystkie grupy antyszczepionkowe obecnie szerzą rosyjską dezinformację. Faktem jest jednak, że szereg kont, które jeszcze kilka tygodni temu rozprzestrzeniały materiały negujące akcje szczepień, dziś zajmują się niemalże wyłącznie sprawami ukraińskimi, przedstawiając treści podobne do tych z rosyjskich mediów – zauważa dyrektor IBIMS. - W czasie pandemii koronawirusa środowiska prorosyjskie w Polsce najpierw zaangażowały się w sprzeciwianie obostrzeniom sanitarnym, rozpowszechniały teorie o tym, że winnymi pandemii są Stany Zjednoczone, potem atakowały konkretne szczepionki zachodniej produkcji (zwłaszcza AstraZeneca i Pfizer), a na końcu dołączyły do ruchów antyszczepionkowych. Dziś obserwujemy, że te same konta i ci sami aktywiści rozsiewają narrację antyukraińską – ale trzeba pamiętać, że najczęściej chodzi o konta, które od dawna są prorosyjskie i/lub antyukraińskie. Kwestie pandemiczne i szczepionkowe doszły później do ich pierwotnych poglądów – podkreśla z kolei Anna Mierzyńska.

 

Obserwacja rozprzestrzeniającej się prorosyjskiej dezinformacji skłania nas do zadawania dość banalnych pytań: jak to się dzieje, że fake’owe treści tak szybko i łatwo znajdują swoich zwolenników i dlaczego na wielu obszarach wypierają one rzetelne, prawdziwe informacje? Na psychologiczne aspekty dezinformacji w social mediach zwraca uwagę w rozmowie z naszym portalem Agnieszka Skruczaj-Olejnik – psycholog z Uniwersytetu SWPS. - To czy i jak silnie człowiek ulegnie efektowi dezinformacji zależy od wielu czynników (indywidualnych i proceduralnych). Wpływ na uleganie dezinformacji ma oczywiście nasza pamięć. Dlatego też dzieci oraz starsi dorośli są grupami najsilniej narażonymi na uleganie dezinformacji. Jednak bardziej podatne na dezinformację są również osoby o niskim poziomie inteligencji, niskim poziomie samooceny, osoby nieśmiałe, nieasertywne oraz niepewne siebie. Jednocześnie łatwiej wierzymy w dezinformacje w momencie, kiedy jest ona zgodna ze stereotypem, z którym się zgadzamy. Łatwiej zapamiętujemy też informacje wyraziste. W związku z tym, jeżeli dezinformacja jest kontrowersyjna i wzbudza w nas emocje, łatwiej zostanie zapamiętana. Nawet jeżeli osoba będzie miała dostęp do informacji prawdziwej – wyjaśnia.

Weryfikujmy wszystkie informacje

 

Nasza rozmówczyni wskazuje ponadto na bardzo istotny wpływ autorytetu w całym mechanizmie dezinformacyjnym. - To czy uwierzymy w nieprawdziwe informacje zależy od tego, kto taką informację nam przekazuje. Warto zwrócić uwagę na dewaluację autorytetów. Dzisiaj autorytetem często nie są osoby merytorycznie znające się na zagadnieniu, a różnego typu influencerzy. Zmiana autorytetu nie powoduje jednak, że jego wpływ przestaje być skuteczny. Im większa jest według nas wiarygodność osoby przekazującej fałszywą informację, tym silniejszy będzie efekt dezinformacji – podkreśla.

Możemy być pewni, że w najbliższych dniach i tygodniach w social mediach pojawią się kolejne prorosyjskie treści, które ukierunkowane będą na destabilizowanie sytuacji w Polsce oraz zmianę stosunku Polaków do wojny w Ukrainie i ukraińskich uchodźców. Musimy przygotować się na to, że już wkrótce w sieci pojawią się nowe fake newsy, których celem będzie wzniecanie chaosu, paniki i popychanie nas do podejmowania nieprzemyślanych, błędnych decyzji dotyczących np. naszego bezpieczeństwa i finansów. Dlatego tak ważne jest, abyśmy zachowali teraz wyjątkową czujność i konsekwentnie weryfikowali treści, które do nas trafiają.

 

- W sytuacjach zewnętrznych, budzących silne emocje, zwłaszcza strach, gniew, frustrację, wszyscy ludzie są bardziej podatni na dezinformację. Kiedy jesteśmy przerażeni, wyłączają się niektóre nasze mechanizmy ochronne - słabiej działa zwłaszcza krytyczne myślenie, jesteśmy więc skłonni natychmiast uwierzyć w sensacyjną informację, która może się okazać istotna dla naszego przetrwania. Przestajemy wtedy sprawdzać, czy to prawda czy nie, od razu reagujemy. Stąd bierze się podatność na dezinformację w czasie wojny czy np. pandemii – wskazuje Anna Mierzyńska.

 

RadioZET.pl/ Błażej Makarewicz „

 

Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Wojna-w-Ukrainie.-Prorosyjska-dezinformacja-w-social-mediach.-Jak-dziala-dowody-analiza?fbclid=IwAR1moltG7AUKabJYmoiLub7zNNGaBSJkmQP9L80ZZXRzxUFKc7EpT_OoKN4

Udało mi się skopiować tylko parę wklejek z przykładami tekstów dezinformacyjnych.

 Nie udało się wkleić   filmu, który puszczają putinowskie trolle, a na którym to pokazują, w jaki sposób tworzą Ukraińcy sceny z rosyjskich nalotów na ich miasta. 

Pełny tekst wraz z  wszystkimi przykładami putinowskiej dezinformacji znajdziecie pod linkiem, który podałam. 

Zaznaczenia "tłustym drukiem" są moje.

 ..................................................................................................

Napiszę  jeszcze raz to, co już napisałam, bo niektórym blogierom najwyraźniej  się pomyliły strony.

Powiedzcie mi, czym się różni ten wpis amerykańsko- proputinowskiego trolla, który brzmi:

Stardust2 marca 2022 00:23

Basiu a mnie zastanawia czy Putin popelnia zbrodnie. Jakos nie widac, zeby bombardowal budynki mieszkalne, elektrownie, doplyw wody pitnej, nie widac trupow na ulicach....... wrecz dziwna ta agresja.
Widzisz Amerykanie to maja taki zwyczaj, ze najpierw bombarduja wszystko co jest ludnosci do zycia potrzebne potem dopiero wchodza. A Putin jakos odwrotnie i dlatego tez zastanawiam sie nad tymi zbrodniami, nad ta agresja.. nad tym kto tworzy tych uchodzcow, przed kim oni uciekaja?
Serio to znalazlam odpowiedz, jest u mnie link, moze poprosisz corke i Ci przetlumaczy.

od tych, które  są przytoczone w powyżej cytowanym tekście?

NICZYM, dokładnie niczym. To nie jest wyraz skrajnej głupoty, to jest wpis wykonany z premedytacją, świadomie. Dobrze przygotowany, ale nie przeceniajmy tej  baby, wklepany jej przez proputinowskich „przyjaciół”. Podobnie działała szerząc dezinformacje, dotyczące pandemii- wpis i tysiąc linków do stron, które miały być potwierdzeniem, że mówi prawdę.

Podawanie multum linków do rzekomej prawdy, „silna argumentacja”, wpieranie się na coraz więcej blogów, zawłaszczanie tych blogów- jakże to znamienne dla takich trolli.

Jaki jest  dowód szerzenia dezinformacji? Ano taki:

- najpierw troll świadomie, celowo wykonuje wpis, który zawiera kłamstwo (dezinformacja, której troll jest świadomy), zamieszcza ten wpis na jawnym czyimś  blogu (wiedząc, że ten blog odwiedza parę osób) i  na nim podaje link do źródła tej dezinformacji (świadome szerzenie dezinformacji)

- osoby na tym blogu czytają wpis z zaproszeniem (który w tym przypadku podał troll) i idą dalej na blog babiszona, czytać to, co zawarte pod linkiem,  (grono które łyka dezinformację poszerza się, a fałszywa informacja zostaje im podana „na tacy”). W innym przypadku czytają treści, do których troll podaje mnóstwo linków w każdym blogu (tak było w przypadku zaprzeczania przez tego trolla istnienia pandemii i szkodliwa działalność antyszczepionkowa). Jeżeli ktoś czytał tamte wpisy, to też była mowa, że jakoś nie widać masy trupów na ulicach to coś z tą pandemią ściemniają. I też była to jedna z pierwszych takich dezinformacji

Zadziwiająca zbieżność treści.

Aż chciałoby się poklepać po ramieniu i w putinowskim stylu powiedzieć „Charoszaja rabota tawariszcz zwiozdeczka.

Uważam, iż osoba udzielająca miejsca takiemu trollowi, nie reagująca na taki haniebny wpis (nie usuwa i pozwala na skomentowanie go), jest współodpowiedzialna za szerzenie dezinformacji- świadome. Śmiało mogę stwierdzić, że w ten sposób również staje się, w tym przypadku,  putinowskim trollem, szerzącym nieprawdziwe informacje.

 

A teraz jeszcze dalej, bo kotki moje, ja nie mam w zwyczaju chować głowę w piasek i udawać, że czegoś nie ma. Tym bardziej, że zjawisko jest dosyć częste. Otóż na blogach takich moralnych ścierek,  bywają osoby, które robią wpisy, ale tak się starają, och tak się starają, by „nie potwierdzić i nie zaprzeczyć”. A potem wychodzą z takiego bloga i nie widzą, że ciągnie się za nimi smród moralnej padliny.  Idą na swój blog i tam jakby nigdy nic, robią wpisy „pokojowe”, śliczne, apetyczne-  jaka jestem świetna babeczka….FUJ! Co za dwulicowość.

 

A żeby nie było żadnych wątpliwości, każdy taki dezinformujący wpis nagłośniłabym tak samo. Każdy, jaki znalazłbym w postach na blogach ( tak, jak zrobiłam to w przypadku wstrętnych wpisów o pandemii, szczepionkach, maseczkach, czyli wpisach antyszczepionkowców).  Nie tylko twój, ohydny trollu. Nie czuj się jakoś ekstra wyróżniona.

 

P. S . Przestańcie  drzeć japy, że się waszego  guru atakuje i spójrzcie  na niego z innej strony.

Naprawdę nie widzicie tego, jak wasza gwiazdeczka zmienia się raz w jedną, raz w drugą osobę- raz doktor Jekyll, a raz pan Hyde?

„Nikt nie jest tak ślepy, jak ci, którzy nie chcą widzieć.”

Mary Higgins Clark: „Słyszałem już te śpiewkę”

 

 

 

 

 

niedziela, marca 06, 2022

A tymczasem... (3. Planowana zdrada narodu)

 


Za rządów Giertycha w oświacie było strasznie. Na szczęście krótko. Potem długo nie mogłam na niego patrzeć, a tym bardziej czytać czy słuchać.

Od pewnego czasu, może od  początku rządów PiS, coraz częściej czytałam jego  wypowiedzi. To nie jest tak, że do końca mu ufam, ale mówi jasno, logicznie i nie kłamie. Nie jest moim idolem, jednak jego analizy, dotyczące zaistniałych sytuacji, są rzetelnie, a ponieważ ma bardzo dużą wiedzę, można uznać, że ma rację.

"Roman Giertych - strona oficjalna

t9133ponsg20342 god9dz.  ·

Czy szykowano zdradę stanu?

Coraz więcej informacji zaczyna wypływać wskazujących na to, że Putin od dawna planowal atak na Ukrainę i ustanowienie strefy buforowej pomiędzy NATO, a Rosją, w której to strefie miała być Polska. Być może Polska połączona z częścią Ukrainy.

Częścią tego planu było wsparcie jakie udzielał partiom i osobom, które mogły mu w tym planie pomóc. Wiemy o poparciu, które przesądziło o zwycięstwie Trumpa i wiemy o pisanej cyrylicą, jak mówił Donald Tusk, operacji poparcia PiS, jaką była afera podsłuchowa. Podobnie pewnie było z Orbanem. Wiemy również o wsparciu finansowym Putina dla innych sojuszników PiS skupionych w międzynarodówce proputinowskiej, która spotkała się miesiąc temu w Madrycie. Dzisiaj John Bolton - b. Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego mianowany przez Trumpa ujawnił, że Putin czekał z inwazją, gdyż było ustalone, że Trump zlikwiduje NATO jak wygra reelekcję. Przypomnę, że Trump jawnie wspierał Orbana i PiS.


 

Plan Putina się nie powiódł, gdyż wygrał Biden, który zorganizował opór świata zachodniego. Przywództwo USA było tak silne, że zdołało przekonać Andrzeja Dudę do zmiany sojuszu i od zawetowania przejęcia TVN-u, co skłóciłoby nas głownym sojusznikiem. To wypadnięcie Dudy oraz nastroje proukraińskie spowodowane heroicznym oporem Ukraińców spowodowały, że plany PiS-u skorzystania na wojnie Putina z Ukrainą stały się niemożliwe do realizacji. O tym jednak, że były one realizowane świadczy próba przejęcia TVN-u i to już w czasie, gdy Biden poinformował nasz rząd o planach Putina inwazji na Ukrainę. O tym świadczy też spotkanie w Madrycie 29 stycznia tego roku, gdy już rząd wiedział, że wojna zaraz wybuchnie (a Morawiecki sprzedawał działki inwestycyjne, których cena spada przy każdym konflikcie).

 


 Spotkanie w Madrycie było próbą ustanowienia międzynarodowej kooperacji partii i rządów, które chciały skorzystać na przemodelowaniu stosunków europejskich związanym z wojną. Na to, że to przemodelowanie stosunków było planowane wskazuje też fakt, że PiS w ogóle nie przejmował się gigantycznymi karami nakładanymi przez TSUE. Gdyby wojna potoczyła się zgodnie z planem Putina nasza część Europy byłaby buforowa, czyli miałaby taką rolę Białorusi z zeszłej dekady. PiS miałby wówczas wolną rękę do rozprawy z sądami i do wprowadzenia pełnego autorytaryzmu. Tę wolną rękę dawałoby mu balansowanie pomiędzy UE, a Rosją. Rosją, która otaczałaby nas już wówczas z trzech stron. Podejrzewam osobiście, że Putin te żarty, którymi testował Sikorskiego ( o podziale Ukrainy i oddaniu nam Lwowa) tym razem na poważnie przedstawiał PiS-owi jako propozycje. To że Kaczyński ma bezpośredni kontakt z Putinem ( nie tylko przez Orbana) to wiem na pewno, bo sam mi to przed laty mówił. Te kontakty z pewnością były uruchomione. Pewnie na to też liczył Orban, że uzyska kawałek Ukrainy (nawet jako twór pozornie niezależny) i na fali patriotycznego wzmożenia znowu wygra wybory.


 

Te wszystkie plany popsuli Amerykanie dogadując się z Dudą, a póżniej popsuli Ukraińcy nie oddając Kijowa. Operacja wojenna była zaplanowana na kilka dni. Gdyby się ona Rosjanom udała, to żadnych poważnych sankcji by nie było i wszyscy siedliby do stołu z Putinem. PiS mógł wówczas liczyć na to, że za pozostanie w strefie amerykańskiej dostałby wolną rękę do rozprawy z opozycją, albo na to że przejmując kontrolę nad zachodnią Ukrainą i broniąc jej przed Putinem uzyskaliby wzmożenie patriotyczne, które dałoby im władzę w Polsce na lata.


Wszystko to się nie udało. Szykowana zdrada stanu nie weszła w fazę realizacji. I teraz ci, którzy kilka tygodni temu spiskowali z Putinem przebrali się za największych twardzieli (chociaż sankcji ekonomicznych Polska w ogóle nie wprowadziła). Paradują jako najwięksi obrońcy Ukrainy, mimo że jeszcze przed chwilą rozwalali Europę i NATO. Polska na szczęście została częścią Zachodu. Mamy więc szansę, że normalne wybory się odbędą i że praworządność powróci. Musimy tę szansę w pełni wykorzystać.

Roman Giertych"

https://www.facebook.com/profile.php?id=100050478939975


 

 

Wszystkie memy z Internetu

sobota, marca 05, 2022

A tymczasem...(2. Śpiący rząd- oblany egzamin)


 Namalował: Maksymilian Novak-Zempliński.

„-Wszyscy chcą pomagać uchodźcom: zwykli ludzie, samorządy, organizacje pozarządowe. Państwo powinno było się przygotować i koordynować tę pomoc, ale tego nie robi - mówi poseł Andrzej Sośnierz.

Judyta Watoła: Mamy ósmy dzień od wybuchu wojny i do tej pory nie znamy nawet projektu specustawy dla uchodźców z Ukrainy. Rzecznik rządu mówi, że trafi do Sejmu dopiero w przyszłym tygodniu, bo na razie „jest szlifowana". 

Andrzej Sośnierz, były szef NFZ, poseł koła Polskie Sprawy: Niestety widać, że państwo znów nie zdaje egzaminu. Rząd miał stosunkowo dużo czasu na przygotowania, a robi się wszystko na ostatnią minutę albo w ogóle już po czasie. Wszystkich widać, jak pomagają – zwykłych ludzi, organizacje, samorządy – tylko państwa mało. Na poziomie gminy czy powiatu ta pomoc jest na ogół jakoś koordynowana, ale im wyżej, tym tej koordynacji mniej.  

A przecież trzeba było brać pod uwagę ryzyko, że ta wojna naprawdę wybuchnie i przepisy dla uchodźców wojennych z Ukrainy, a przynajmniej ich zrąb, przygotować wcześniej. Przedstawiciele rządu mówili, że w razie rosyjskiej agresji spodziewają się nawet miliona uchodźców. Więc można było przygotować struktury państwa do koordynowania pomocy dla nich. Teraz mamy już tydzień od inwazji i widać, że ta pomoc to wciąż przede wszystkim pospolite ruszenie. Bez koordynacji ta pomoc się częściowo zmarnuje. 

Zamiast przepisów o tym, jak wydawać uchodźcom recepty, są darmowe szczepienia na COVID-19. 

- Te szczepienia to w tej chwili w ogóle drugorzędna, a nawet trzeciorzędna sprawa. Omikron nie jest problemem. Problemem jest, jak dziecko z cukrzycą nie ma insuliny, bo ona mu ratuje życie. 

Niektórym dzieciom uchodźców lekarze w ogóle nie mogą wypisać leków, bo dzieci te nie mają żadnych dokumentów. Ministerstwo Zdrowia nic z tym nie robi. Zmieściło tylko wpis na Twitterze, zresztą nieprawdziwy, że można uchodźcom wypisać leki ze zniżką. Ale żadnych przepisów nie wydało. 

- Mamy za to oddolne zbiórki leków, których w zasadzie w ogóle nie powinno być. Bo to są chaotyczne zbiórki i na ogół takie leki się potem marnują. Skoro nie ma przepisów o receptach, to można zrobić tak, że apteki będą niektóre leki za darmo wydawać. Trzeba przygotować jak najszybciej awaryjne rozwiązania i dać lekarzom możliwość wydawania papierowych recept na podstawie paszportów lub innych dokumentów, jakie mają uchodźcy. Można zrobić skan lub zdjęcie i już mieć w dokumentacji w poradni. I zarządzić, że takie recepty przynajmniej przez najbliższe dni będą realizowane za darmo, a potem państwo zwróci aptekom pieniądze. To doraźnie rozwiązałoby problem. Oczywiście jest ryzyko, że pojawią się oszuści, ale mówimy o rozwiązaniu na kilka dni. Te rzeczy minister może załatwić rozporządzeniem lub zarządzeniem, skoro rząd tak się grzebie z tą ustawą. 

Do szkoły też trudno dzieci z Ukrainy zapisać. Znam taki przypadek matek Ukrainek, które już pierwszego dnia wojny sprowadziły swoje dzieci do Polski. Znalazły im szkoły. Dyrektorzy tych szkół zapisali te dzieci i wtedy kuratorium się oburzyło, że one w dokumentach nie mają jakichś pieczątek z granicy. 

- Tu znowu wychodzi, że państwo nie jest przygotowane na awaryjną sytuację. Trzeba jak najszybciej wprowadzić jakieś wzory uproszczonych dokumentów, czas na prostowanie i uzupełnianie jeszcze przyjdzie. Trzeba działać już. Nie ma ustawy - to źle. Ale jak już powiedziałem, nie wszystko wymaga ustaw. 

Co by pan jeszcze zrobił? 

- Skoro mamy tylu ludzi i tyle organizacji gotowych nieść pomoc, to wprowadziłbym na szczeblu państwa lepsze narzędzia do kanalizowania tej pomocy. Przykładem jest transport z granicy. Ludzie przyjeżdżają spontanicznie i czekają z napisem, gdzie chcą zawieźć. To powinno się jakoś uporządkować, bo jednym jest wszystko jedno, czy pojadą daleko, a inni chcą być blisko granicy. To samo z mieszkaniami. Niektórzy gotowi są przyjąć uchodźców na kilka dni, inni na dłużej. A ci, którzy przyjmą uchodźców na dłużej, też muszą wiedzieć, czy dostaną jakąś pomoc na ich utrzymanie. Powinno się te oferty pomocy jakoś grupować, żeby uchodźcom łatwiej było znaleźć to, czego akurat poszukują. I tu jest rola państwa. 

Na rządowej stronie „Pomagam Ukrainie" można zgłaszać rodzaj pomocy, jakiego chce się udzielić. 

- To za mało. Tam można wypełnić ankietę albo wysłać mail. Nie ma żadnego numeru telefonu. A to powinny być całodobowe infolinie silnie obstawione ludźmi udzielającymi informacji w obu językach: potrzebującym i tych, którzy pomoc oferują. Bo jak się pisze mail, to odpowiedź może przyjść za kilka godzin albo kilka dni. Może ktoś tego maila w ogóle przeoczyć. A jak się dzwoni w razie nagłej sytuacji i ktoś odbierze, to jest zwrotna informacja od razu. To daje poczucie bezpieczeństwa. Potrzebuję transportu – dzwonię tu. Potrzebuję żywności – dzwonię tu. I tak z każdą dziedziną pomocy. To samo z pracą, którą uchodźcy gotowi są podjąć.  

Takich numerów telefonów bardzo brakuje. Na każdą dziedzinę życia powinna być infolinia. Bo na razie mamy trudność, żeby się potrzebujący z spotkał z chętnym do pomocy. I jest jeszcze niepotrzebne powielanie. Dajmy na to: na dworcu kolejowym jest punkt informacyjny ustawiony przez wojewodę i tam pani kieruje wszystkich pytających do drugiego punktu na tym dworcu zorganizowanego przez miasto, bo tam są informacje o kwaterach. To przecież bez sensu. Wojewoda mógłby sobie ten swój punkt darować. 

Ale sam pan powiedział, że na poziomie gmin taka koordynacja jest.  

- W jednych jest, w innych nie ma. Jedne mają osobne punkty kontaktowe dla każdego rodzaju pomocy – mieszkaniowej, żywieniowej itd. A inne ich nie mają. I to właśnie jest rola państwa, żeby wszystkim wskazać, jak to dobrze na poziomie samorządu zrealizować. Na tym też polega koordynowanie pomocy.” 

https://wyborcza.pl/7,75398,28181740,jak-pomagac-uchodzcom-sosnierz-skoordynujmy-pospolite-ruszenie.html