Przeczytałam artykuł i poczułam się dziwnie. Po chwili dotarło do mnie- przecież przez całe życie doznawałam tego, o czym mówią autorki, tylko, że nie miało to w mojej świadomości oraz w ogólnym obiegu takich nazw. Wtedy mówiło się, że to "końskie zaloty", "tani podryw", "chamskie zachowanie". Tak się wtedy wychowywało dziewczynki- reżym w stosunku do siebie oraz chłopców- luz w stosunku do płci odmiennej. I krążyło w świadomości społecznej, że faceci "tak mają", a ty kobieto "po prostu przetrzymaj to".
Oczywiście, że te zjawiska dotyczyły również chłopców/mężczyzn, ale jestem pewna, że w dużo mniejszym stopniu.
"Spoliczkowałam mężczyznę w autobusie, gdy skomentował
mój biust"
Właśnie ta próba zawstydzenia kobiet ich
seksualnością zainspirowała autorki książki "Dziwki, zdziry, szmaty"
do zdefiniowania zjawiska. Kamila
Raczyńska-Chomyn, Paulina Klepacz i Aleksandra Nowak stworzyły
w książce przestrzeń do opowieści kobiet i dziewczynek, które od lat mierzą się
ze slut-shamingiem.
Ostatnio sama doświadczyłam tego zjawiska, a ta książka dodała mi mnóstwo
energii oraz solidarności do przekucia mojego doświadczenia w coś bardziej
konstruktywnego niż łzy i spięcia psychosomatyczne szyi.
Slut-shaming, co to takiego?
Slut-shaming, jak
wyjaśniają autorki książki, to termin relatywnie nowy, dlatego nie ma jeszcze
polskiego odpowiednika. Nie doczekał się także wielu badań i publikacji w
literaturze polskiej. Należy jednak podkreślić, że nie jest to zjawisko nowe,
gdyż istnieje w naszej kulturze od
wieków.
To zjawisko polega
na zawstydzaniu, najczęściej kobiet,
ze względu na ich seksualność i może przybierać najróżniejsze
formy. Często kobietom, które z różnych powodów nie wpisują się w sztywny
zestaw wymogów dla swojej płci, przypina się metkę "dz***i". To negatywne odwołanie się do naszej seksualności
ma najczęściej na celu upokorzenie nas i zdyscyplinowanie, aby zamknąć nam
usta. Czasem slut-shaming może być
brutalny, a co za tym idzie, bardzo łatwy do zidentyfikowania
lub może być nam zaadaptowany za
pomocą "dobrej rady".
Schowaj te "cycory"
Wracałam z
koleżanką autobusem do domu. Była po zabiegu okulistycznym, więc widząc spory
tłum w autobusie, szybko położyłam torebkę obok mnie, kiedy poszła kupić bilet.
Kiedy jedna pasażerka chciała usiąść na tym miejscu, przeprosiłam ją i
powiedziałam, że niestety tutaj siedzi moja koleżanka, tylko w tym momencie
kupuje bilet. To nie spodobało się innemu pasażerowi, mężczyźnie, który
ignorując moje słowa, usiadł na tym miejscu, informując mnie, że to nie jest
pociąg, żebym sobie zajmowała miejsca. A poza tym, jeśli jestem taka młoda, to
mogę sobie wziąć taksówkę lub jeździć samochodem.
Biorąc pod uwagę
brak związku przyczynowo – skutkowego między jego zarzutami, odpowiedziałam mu,
że on również wygląda młodo i że to on ma jakiś problem, więc może sam powinien
pomyśleć o wybraniu innego środka transportu. W tym momencie mężczyzna
zaatakował mnie zdaniem: "A weź lepiej schowaj te cycory".
Zszokowana, w
pierwszym odruchu spoliczkowałam go i zwymyślałam od szowinistów. Pasażer,
który chciał mnie upokorzyć tym, że w letni, gorący dzień miałam na sobie
sukienkę z dekoltem, był zaskoczony moją reakcją. Szybko wyszedł z autobusu.
Wtedy zaczęłam histerycznie płakać i wyjaśniać zdezorientowanej koleżance,
która nie widziała, opisanej sytuacji, co się właściwie stało. Mimo że nie od
razu połączyłam jego zachowanie ze znajomym mi terminem slut-shamingu, szybko sobie
uświadomiłam, że to właśnie mnie spotkało.
Body shaming i
slut-shaming to przemoc
Nie potrafię
wyjaśnić tego, co poczułam, kiedy tak intymna część mojego ciała została
przywołana przez obcego mi mężczyznę, podczas rozmowy w autobusie. Dodatkowo
mój biust został nazwany przez niego "cycorami" – co od razu sugeruje
bardzo negatywny wydźwięk. Mój rozmówca był na mnie zły, bo było dość gorąco i
chciał usiąść na miejscu, które zajęłam dla koleżanki. Być może nie spodobało
mu się moje zachowanie. Jednak ani przez moment nie próbował rozmawiać ze mną
rzeczowo. Kiedy nie udało mu się mnie zawstydzić moim wiekiem: "taka młoda, a chce siedzieć",
to spróbował zamknąć mi usta,
zawstydzając mnie moim wyglądem.
Niestety bardzo
źle trafił, bo jako aktorka, która od 15. roku życia współpracowała z różnymi
teatrami, wielokrotnie byłam narażona na róże formy przemocy psychicznej,
seksualnej, a bodyshamingu
i slut-shamingu
doświadczyłam już w gimnazjum. Dzięki przepracowaniu tych doświadczeń na terapii,
wielu cennym książkom i podcastom polskich oraz zagranicznych feministek i
edukatorek seksualnych, potrafiłam zareagować z poziomu złości i niezgody na
przemoc. Niestety wciąż jestem w mniejszości, a moje zachowanie nie bez powodu
zaskoczyło agresora. Myślę, że większość moich koleżanek by zamilkła i chciała
jak najszybciej odejść od niemiłego pasażera. Kobiety rzadko pozwalają sobie na
wyrażanie złości, nawet jeśli silna reakcja jest uzasadniona. "Grzeczne dziewczynki"
mogą się rozpłakać, ale nie mogą nawrzeszczeć, czy uderzyć agresora – to przecie nieładnie.
Okładka wspomnianej książki
Zawstydzanie kobiet, każda to zna
Zjawisko jest
powszechne. Razem z moimi przyjaciółkami pamiętamy dokładnie zawstydzania z
powodu wyglądu w szkole oraz pogwizdywania budowlańców, gdy latem ubrałyśmy
sukienki lub krótkie spodenki.
Wiele historii
zgromadzonych jest w książce. Oto dwie z nich:
Nauczyciele w
ogóle nie reagowali na nasze skargi, że chłopcy wchodzą do damskiej
przebieralni i nas podglądają. Z czasem przestałyśmy do nich chodzić z prośbą o
pomoc, bo czułyśmy, że to nie ma sensu. Kiedy zauważyłam, że w okresie
dojrzewania moje ciało się zmieniło, kolejne klepnięcia w tyłek oraz teksty o
"skromnym" ubiorze, "cnotach niewieścich", sprawiły, że
przestałam czuć się komfortowo ze swoim ciałem i chciałam je ukryć. W okresie
dojrzewania przestałam patrzeć w lustro, a kiedy dostałam pierwszą miesiączkę,
byłam wściekła i powiedziałam swoim zszokowanym rodzicom, że to wszystko ich
wina i że chciałabym być chłopcem.
Niektórym moim
koleżankom podobały się "końskie zaloty", ale to była raczej
mniejszość. Szybko zrozumiałam, że jeśli nie podoba mi się to, co robią, to
muszę ich sama zmusić, żeby przestali, gdyż dorośli najwyraźniej to akceptują.
Nie dziwię się trzynastoletniej mnie, że tak mocno się buntowałam przeciwko
regułom panującym w szkole. Dopiero teraz zaczęto mówić głośno o podwójnych
standardach, którym muszą się podporządkować dziewczynki w szkole tj. "skromny
strój" – jeśli masz długie nogi lub większy biust to nie możesz nosić
krótkich spodenek oraz topów, gdyż "prowokujesz" chłopców itp.
Autorki książki
opisują też takie zdarzenia:
Dziewczyna dzwoni
pod numer 11611 i zadaje konsultantce pytanie: "Co jest ze mną nie tak, że
nie umiem być wdzięczna?". Po krótkiej rozmowie okazuje się, że
dziewczynka została nazwana "niewdzięczną" przez pedagożkę szkolną,
gdy zgłosiła, że nie podobają jej się zaczepki kolegi z klasy. Ich zachowanie
miało wyraźny podtekst seksualny. Było to łapanie za pasek od stanika,
ocieranie się, cmokanie, a nawet przyciskanie dziewczynki całym ciałem do
ściany i obłapianie. Dziewczynka powiedziała, że po rozmowie ze szkolną pedagog
ma poczucie winy i jest skołowana.
Dziewczynka
wróciła po wakacjach do szkoły. Jej ciało bardzo się zmieniło: powiększyły się
piersi, w ogóle urosła i wydoroślała. Nauczycielka zdecydowała, że szorty,
które uchodziły jej jako dziewczynce przed wakacjami, teraz są powodem do
wstydu. Nauczycielka postanowiła powiedzieć nastolatce, jak ocenia jej strój.
Zaprosiła ją pod tablicę, tak aby mogła pokazać, jak niestosownie wysoko,
według niej, zaczynają się spodenki nad kolanami nastolatki… Przed całą
milczącą klasą. W międzyczasie (już dyskretniej) dodała, że nic dziwnego, że
chłopcy się za nią oglądają. Teraz tak już będzie, skoro od wakacji wyraźnie
urosły jej piersi.
Slut-shaming w Polsce
Takich opowieści
jest wiele. Co gorsza, nie tylko mężczyźni są odpowiedzialni za zawstydzanie
kobiet. Nierzadko robimy to sobie nawzajem, na przykład oceniając kobietę
ubraną w sposób, który nam się nie podoba, lub nazywając "puszczalską" koleżankę,
która ma bardziej liberalne podejście do swojej seksualności niż my.
Bodyshaming oraz
slut-shaming niestety mają się w Polsce bardzo dobrze, ale ten problem nie dotyczy tylko naszego kraju.
Świadczy o tym choćby akcja #sitlikeagirl, zapoczątkowana przez ukraińskie
internautki, po fali krytyki, jaka spłynęła na Pierwszą Damę Ołenę Zełenską,
która na okładce amerykańskiego "Vogue'a" usiadła w wygodnym
rozkroku. Podobnie jak autorki wspomnianej wyżej książki chciałabym, aby żadnej
z nas nie dało się zawstydzić naszą seksualnością. Musimy pokazać agresorom, że
nazywanie nas "puszczalskimi", "cnotkami" oraz innymi etykietkami,
nie zamknie nam już więcej ust i nie pozbawi kontroli nad naszym ciałem oraz
prawem do decydowania o swojej seksualności."
Źródło: Miasto Kobiet
https://www.onet.pl/styl-zycia/miasto-kobiet/spoliczkowalam-mezczyzne-w-autobusie-gdy-skomentowal-moj-biust/l6hsly4,30bc1058
Inne artykuły mówiące o tych zjawiskach.
https://kobieta.wp.pl/cyber-slut-shaming-czyli-jak-zniszczyc-mloda-kobiete-6337510521017985a
https://www.glamour.pl/artykul/body-shaming-w-najgorszej-postaci-ten-post-stal-sie-viralem-i-doskonale-pokazuje-ze-ponizanie-innych-z-powodu-wygladu-nigdy-nie-bylo-i-nie-bedzie-ok-190303083535
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,25996154,zawstydzanie-nasze-codzienne.html?disableRedirects=true
Wśród
bardzo wielu dotyczących kobiet, znalazłam zaledwie jeden , który
opisuje to zjawisko, dotyczące mężczyzn.
https://kobieta.wp.pl/meski-body-shaming-slipy-przejda-tylko-u-greckich-bogow-6544045988727360a
Ten mem rozśmieszył mnie chociaż jest raczej "nie na temat", ale z drugiej strony....
Wszystkie memy z Internetu